niedziela, 12 luty 2012 13:33

Witold Szirin Michałowski: Przegrana gra?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

gra_o_jutro

  Witold Szirin Michałowski

Recenzja: Stefan Bratkowski, Andrzej Bratkowski, Gra o jutro 2. Co warto zrobić teraz i z myślą o wnukach?, Wydawnictwo: Studio Emka, Warszawa 2011, 340 ss. 

Z Stefanem Bratkowskim łączą nas blisko cztery dekady przyjaźni. Szorstkiej. Chyba to jednak dzięki niemu, w początku lat siedemdziesiątych, Życie Warszawy zamieściło moje szkice o Tajemnicy Ossendowskiego. Dał mi wskazówki gdzie w Kanadzie mogę odnaleźć ślady Mikołaja Szulca. Napisał przedmowę do mojej książki Hajże na Bieszczady. Dwadzieścia lat temu uczestniczył w zebraniu założycielskim Fundacji Odysseum. Obaj przeżyliśmy dziecięcą chorobę lewicowości. Mnie wykluczono z PZPR już w 1968 r. – za porównanie ówczesnej propagandy partyjnej z propagandą dr. Goebelsa. Stefan chorował nieco dłużej. Zgrzyt nastąpił, gdy opublikowałem, w redagowanych przeze mnie Rurociągach, wywiad z Aleksandrem Kopciem, ministrem przemysłu z okresu Edwarda Gierka. Nigdy nie ukrywałem, że obu towarzyszy darzyłem sympatią. Gdy otrzymałem książkę Gra o jutro 2, z dedykacją obydwu Bratkowskich, zrobiło mi się przykro. Zawieszając wzajemne kontakty, straciliśmy szmat czasu. Szczególnie cennego, gdy przekroczyło się Rubikon dojrzałej dojrzałości. Andrzeja Bratkowskiego uważam za Ojca Chrzestnego wydawanych już 17. rok Rurociągów i patrona tytułu Mistrza Techniki, jaki zespołowi, którym kierowałem, udało się uzyskać w 1996 r.

Gra o jutro 2 musi stać się lekturą obowiązkową dla tych, którym JUTRO średniej wielkości europejskiego kraju, zajmującego centrum naszego kontynentu, nie jest obojętne. Granica pomiędzy Europą i Azją przebiega daleko na wschodzie, po uralskich grzbietach. Doliny pomiędzy nimi tak, jak i dorzecze Wołgi zamieszkują ugrofińskie i tureckie narody. Obecny premier wschodniego sąsiada Białorusi już chyba zapomniał, że jest z pochodzenia Wotiakiem O tym, że Daleki Wschód jeszcze do końca XVII wieku był uważany za chińską prowincję w szkołach Federacji Rosyjskiej się nie naucza. Obywatele najludniejszego państwa na kuli ziemskiej znają prawdę. To na północ od rzeki Amur będzie się rozgrywało JUTRO cywilizacji planety Ziemia. Najbardziej znany rosyjski geopolityk Aleksander Dugin twierdzi, że "w dzisiejszych czasach energetyka zastąpiła geopolitykę". Ma po stokroć rację. Bratkowscy geopolityką się nie zajmują. Tylko w posłowiu o niej wspominają, mimo, że właściwie cała książka dotyczy w zasadzie geopolityki Polski... Ogromna szkoda. Chyba łatwiej wówczas Czytelnicy zrozumieliby przyczyny biurokratycznego kataklizmu, jakiemu ulega nasz kraj, szczodrze finansując blisko 700-tysięczną armię „urzędasów”, wiele razy liczniejszą niż siły zbrojne.

Analiza zebranych przez autorów informacji nie pozostawia cienia wątpliwości, że przy „Okrągłym Żłobie” mieliśmy do czynienia z realizacją scenariusza takiego “urynkowienia” i “prywatyzacji” gospodarki PRL, aby kontrolę nad nią przejęły grupy interesów, wśród których coraz bardziej znaczącą rolę odgrywają rosyjskojęzyczni mieszkańcy Nowego Jorku i egzotycznych wysp. Polska miała stać się zasobnikiem taniej siły roboczej, oraz rynkiem zbytu rabowanego, na terytorium syberyjskiej kolonii, gazu, sprzedawanego po cenach nie mających wiele wspólnego z realnymi kosztami wydobycia. Dziwnie przypomina to znany w dziejach haracz. Wg niepełnych danych, zagranicą pracuje obecnie blisko dwa miliony zdrowych i młodych Polaków. Uwzględniając wartość siły nabywczej średnich dochodów obywateli, za gaz ziemny, importowany z Rosji, płacimy blisko 70% więcej niż Niemcy. Nie jest to jedyny rezultat działań “reformatorskich” prof. dr. hab. Leszka Balcerowicza. Zachowałem w pamięci, z osobistej rozmowy z nim, jak bardzo dbał, aby nawet rury na Gazociąg Tranzytowy dostarczały firmy wskazane przez Gazprom, a nie chociażby polska Huta Ferrum z Katowic.

Podejmując temat dziejów gospodarki PRL, autorzy podają do wiadomości czytelników: "To nie Wojciech Jaruzelski zadłużył Polskę, żadna z ekip rządzących po ekipie Edwarda Gierka nie zdobyła się na pełny raport o zadłużeniu. Dlaczego? Ponieważ mniej więcej w połowie szło na rzecz ZSRR - za wiedzą zresztą zachodnich kredytodawców! PRL jednak ze swoim węgłem, po dwóch kryzysach naftowych, zdawała się być płatnikiem stuprocentowo pewnym. Dlatego do dziś nie wiemy kto i na co pożyczał". Arcymistrzowie z Moskwy uzyskali niezwykłą przychylność przedstawicieli naszych „elyt”, z którymi przyszło im negocjować porozumienia gazowe. Wiele wskazuje, że to oni właśnie ich sami sobie wybrali. Polski podatnik stracił kilkadziesiąt miliardów dolarów, które Gazprom powinien zapłacić za tranzyt gazu Za opuszczenie PRL-u przez setki tysięcy żołnierzy Armii Radzieckiej i likwidację kilkunastu baz broni jądrowej należało też zapłacić. Dlaczego nie powiedziano o tym otwarcie. Niemcy sfinansowali przecież budowę osiedli mieszkaniowych dla armii okupacyjnej po jej powrocie w rodzinne pielesze. Było to mimo wszystko dużo taniej. Złoty od roku 1981 r., przez następne siedem lat stracił blisko 90% wartości, co oznacza, że zdewaluowano go ośmiokrotnie. "Tym samym w równym stopniu spadała wartość oszczędności, pieniądza odłożonego. Tych strat żadne oprocentowanie ani żadne rewaloryzacje nie zrównoważyły. Nawet w ułamku." Trudno przecenić powyższą informację, zawartą w książce Bratkowskich, przedstawiająca dzieje zniszczenia oszczędności w Polsce i to w sytuacji kiedy np. w 1990 r. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych skoczył aż o 7192%. Niestety autorzy zbyt przeceniają znaczenie “reform” Balcerowicza, niezwykle zdyscyplinowanego wykonawcy “sugestii” i “zaleceń” swoich zagranicznych guru, na czele z Jeffrey’em Sachsem.

Przestrzeń tranzytowa i rynek zbytu zawsze należały do dóbr narodowych. Położenie geograficzne powinno być jednym z kół zamachowych gospodarki. Tak niestety nie jest. Jesteśmy natomiast świadkami realizacji scenariuszy zadłużania Polski (kilkanaście razy większego niż za Gierka), znaczącej redukcji potencjału przemysłu ciężkiego, przy jednoczesnym maksymalnym, liczonym w dziesiątki miliardów złotych rocznie, drenowaniu finansów publicznych w ramach różnego rodzaju, nie do końca przejrzystych, operacji finansowych i półdarmowej wyprzedaży dóbr państwowych. Wszelkiego rodzaju „dotacje” unijne, pod różną postacią, podlegają zwrotowi, trafiając głównie do banków krajów starego jądra UE, a łączna wartość „zwrotów” jest już blisko dwukrotnie wyższa niż „dotacji'. Klasyczna wręcz sytuacja zaistniała gdy okazało się że wielomiliardowa pomoc z naszym niemałym udziałem, dla braci Greków trafi do... niemieckich banków. Nie wdając sie w rozważania, czy jest to konsekwencją ustaleń zawartych przy „Okrągłym Ż...” – Pardon! Nie może mi się po raz drugi wymknąć takie określenie tego mebla, bowiem nie wszyscy, którzy przy nim siedzieli, nadal przeżuwają smaczne sianko. Terroryzowanie rolników, przez których pola miała przechodzić trasa tranzytowego gazociągu, miało miejsce już w początkach lat dziewięćdziesiątych. Towarzyszył mu początek kampanii na temat klimatycznych zagrożeń, jakie rzekomo powoduje emisja CO2.

Andrzej Bratkowski przyniósł swego czasu do Investgazu, gdzie siedzieliśmy prawie biurko w biurko, mocno naruszony zębem czasu tom sejmowych przemówień Hermana Diamanda. Bliski współpracownik Piłsudskiego, poseł do parlamentu austriackiego i delegat do Międzynarodowego Biura Socjalistycznego oraz poseł na Sejm Ustawodawczy w 1919 r., był inicjatorem uchwalenia ustawy zawierającej stwierdzenie, że "prawo budowy rurociągów przysługuje wyłącznie państwu". Współcześni nazwali ją Lex Diamand. Ogromna szkodą, że Gazeta Wyborcza jakoś nie chce o tym polskim żydzie-patriocie pamiętać. Można o nim było tylko wspomnieć w programie TV Trwam, a przedruk tekstu z Rurociagów o Hermanie Diamandzie ma się ukazać niebawem na łamach Nowej Polszy. Drobni wytwórcy i przedsiębiorcy w Stanach Zjednoczonych stanowią blisko połowę wszystkich płatników podatków. Dla nich definicją patriotyzmu jest dbałość rządzących o interesy... płatników podatków.

Nasi rządzący też dbają o interesy płatników podatków, ale zagranicznych. Np. prywatyzując, przynoszącą znaczne dochody, warszawskiego monopolisty w dystrybucji ciepła, przez jej sprzedaż szwedzkiemu państwowemu koncernowi Vatennfall. Trudno zaiste przecenić przypomnienie przez Bratkowskich że, "Polska była ojczyzną najpotężniejszego systemu ubezpieczeń wzajemnych w skali światowej, zarazem najstarszego, zapoczątkowanego, jak amerykańska Metropolitan, w roku 1843... Krajowe oddziały banków zagranicznych nie znają rynków żadnej z branż, ani w kraju ani za granicą. Korzystały zaś z owego skandalicznego dziedzictwa po socjalizmie, kiedy banki były urzędami państwowymi. I to w kraju, w którym najwcześniej w Europie ustanowiono dla całego państwa jednolite prawo wekslowe wedle zasad Heinekcjusza w 1775 roku."

Jedną z głównych przyczyn pogłębiającej się choroby III RP, która już się objawia się coraz bardziej krytycznymi nastrojami użytkowników Internetu, a uliczne demonstracje z niezwykle prawdopodobną kulminacją na 9 maja Dzień Europy dopiero są w przygotowaniu, był brak systemu finansowania partii politycznych. Stąd błyskotliwe kariery różnej maści “lobbystów”, dobrze opłacanych zza granicy. Dlatego warto się podpisać pod sugestią autorów, aby "...wyłączyć spod władzy administracji państwowej, czyli polityków, całego majątku państwowego, potencjalnego “Skarbu Państwa” oraz przyjąć do wiadomości, że prywatyzacje powierzono urzędnikom amatorom - wikłając ich w sytuacje ostentacyjnie korupcyjne. Członkostwo rad nadzorczych i miejsca w zarządach oddaje się “swoim' ludziom. Porażają jest też informacja, że mamy blisko trzykrotnie więcej ministrów, wiceministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu niż Francja uchodząca za ojczyznę biurokracji... Ministerstwo Finansów liczy obecnie ponad trzydzieści departamentów i ponad trzysta samodzielnych stanowisk, z zachodzącymi na siebie zakresami czynności i krzyżującymi sie polami zadań". W sytuacji, gdy już biją alarmowe dzwony, na uwagę zasługuje sytuacja, w której znaleźli się emeryci i służba zdrowia oraz szwindle międzynarodowych gangów farmaceutycznych. Trudno nie zgodzić się z tezą, że skoro PRL upaństwowiła majątek ubezpieczeń społecznych, co było, czy się komuś spodoba czy nie, “gigantyczną kradzieżą”, to należało już dawno pomyśleć o jego zwrocie – tak samo, jak o zwrocie zawłaszczonych nieruchomości, należących ongiś do ZUS. Na pewno warto solidaryzować się z Bratkowskimi, gdy apelują aby "...pominąć kłamstwo, jakim jest nazywanie funduszy emerytalnych “otwartymi”, skoro są to klasyczne fundusze “zamknięte” closed fund, w których wkładca nie ma nic do powiedzenia i którym tylko powierza swoje środki". Nie udało mi się jak dotychczas trafić na teksty mainstremowych dziennikarzy, zawierające opinię, że "...lecznictwo jest biznesem, któremu przypisuje się słusznie lub nie, niepohamowaną chciwość i że za nie mniej chciwe uważa sie firmy ubezpieczeniowe, które badają przede wszystkim zdolność płatniczą pacjenta i jego potencjalną “zachorowalność” a nie koszty leczenia". Należy zgodzić się z oboma braćmi, że "...ubezpieczenia zdrowotne należy oprzeć na systemie powszechnych, obowiązkowych ubezpieczeń wzajemnych, prostszych i tańszych". Nie mam zamiaru kontynuować parady cytatów, które, nami rządzący, powinni kazać umieścić na bannerach wzdłuż szlaków komunikacyjnych, jakie przemierzają w służbowych mercedesach. Każdy jednak, kto sięgnie po książkę współautorstwa byłego Ministra Budownictwa i budowniczego największej europejskiej elektrowni w Turoszowie, po przeczytaniu rozdziału zatytułowanego „Czy możemy mieszkać lepiej?”, musi się zastanowić, dlaczego tak naprawdę nie obserwujemy boomu budowlanego i wyciągnąć stosowne wnioski. Bratkowscy stawiają kropkę nad „i” w ostatnim rozdziale: „Skąd elektryczność, skąd ciepło”. Nasze optyki spojrzenia są zbieżne, gdy piszą, że jak dotąd nie podjęto mimo deklarowanego liberalizmu, żadnej walki z monopolami, a już zwłaszcza energetycznymi.

W III RP wydobycie węgla kamiennego systematycznie spada. Dzieje się to za przyczyną różnego rodzaju afer, przez które aż do 30% kosztów wydobycia pochłania biurokratyczna gangrena. Kolejowy transport do bałtyckich portów jest wielokrotnie droższy (po dokonaniu odpowiednich przeliczeń} niż transport węgla w Stanach Zjednoczonych. Importujemy go też coraz więcej. Może to i dobrze. Zasoby zostaną pod ziemią dla przyszłych pokoleń. Ciągłe jednak do świadomości decydentów nie może dotrzeć, że to na polskiej ziemi tuż przed wybuchem II Wojny Światowej została uruchomiona rewelacyjna technologia produkcji paliw płynnych z węgla, a III Rzesza w ostatnich latach swego istnienia produkowała blisko 6 mln ton tego rodzaju paliw. Można w tym miejscu włączyć naukowo-techniczny żargon, ale i tak dla wielu będzie on niezrozumiały. Zrozumiałe natomiast byłyby decyzje o rozpoczęciu odpompowywania wody z zalanych, na inauguracje sezonu reform prof. Balcerowicza, 26 kopalń. Może to zająć parę lat. Skorzystajmy z inżynierskich doświadczeń chińskich naukowców. Przy wykorzystaniu wysokotemperaturowych,II ągniekacaundusze “zamknięte'a, małogabarytowych reaktorów jądrowych HTR, można już byłoby wkrótce rozpocząć, na przemysłową skalę, podziemne zgazyfikowanie węgla. Przeszło pół wieku temu pierwsze kombajny węglowe dotarły do Chin z PRL. Byłby więc to swego rodzaju barter technicznych know how. Po wyciągnięciu wniosków z lektury „Gry o jutro” piłka może być chyba jednak w naszych rękach.

Książka do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa

Odpowiedź jednego autorów książki na recenzję:

Panie Witku!

Mam pretensje przede wszystkim z uwagi na to, że czytelnik Pańskiej recenzji może pomyśleć, że my obaj ze Stefanem byliśmy czy jesteśmy przeciwnikani Okrągłego Stołu, czyli wg Pana - "Okrągłego Żłobu", który jakoby doprowadził w naszej gospodarce do prywatyzacji czy urynkowienia w interesie jakichś - czego szczerze mówiąc nie rozumiem - "rozyjskojęzycznych mieszkańców Nowego Jorku". Taka prezentacja tematu w Pańskiej recenzji sytuuje Stefana i mnie w towarzystwie takiego kręgu krytyków Okraglego Stołu, w którym nigdy nie byliśmy i nie mamy zamiaru w nim się znaleźć. Co innego bowiem błędy, które zostały popełnione i są podstawą naszych pretensji, a co innego sugestia, jakoby od poczatku za Okragłym Stołem kryły się nieuczciwe zamiary. Przypomnę tylko na marginesie, że Stefan przecież był uczestnikiem obrad Okragłego Stołu, a zasiadał przy nim chyba obok Siły-Nowickiego. Cały więc ten akapit Pańskiego tekstu aż do słów "...smaczne sianko" - budzi mój zdecydowany sprzeciw i bardzo proszę o stosowna korektę!

Inna kwestia wynika z ostatniego akapitu, z którego czytelnik nie dowiaduje się, że my ze Stefanem - w imię odpowiedzialności wobec przyszłych pokoleń Polaków, jako ze okresu okresu połowicznego rozpadu pierwiastków promieniotwórczych raczej nigdy nie będzie mozna przyspieszyć - w ogóle jesteśmy przeciwnikami lokalizacji na terenie naszego kraju obiektów energetyki jądrowej. Pomyśli natomiast, że nie sprzeciwiamy się instalowaniu "małogabarytowych reaktorów" itp. Tego rodzaju ujęcie wypacza nasze spojrzenie na sprawę budowy w Polsce instalacji jadrowych!

I tak od ręki to by było na tyle...

Pozdrawiam

Andrzej B.

Czytany 6237 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04