wtorek, 05 czerwiec 2012 09:11

Robert Potocki: Wiosenne rewolucje arabskie

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

arabska-wiosna-b-iext7085808

  dr Robert Potocki

Recenzja: Jörg Armbruster, Arabska wiosna. Rewolucja w świecie arabskim, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2012, 232 ss.

Czy pojedynczy „szary człowiek” może zmienić bieg historii? Wszystko wydawało się takie stabilne: Tunezja i Egipt miały już od kilku dekad opinię stabilnych reżimów policyjnych, które konsekwentnie opowiadały się po stronie świata transatlantyckiego. Z kolei Libia – tuż po amerykańskim ataku na Irak w kwietniu 2003 roku – wcieliła się w rolę „marnotrawnego syna” wspólnoty międzynarodowej i nie tylko zgodziła się na zaniechanie badań nad bronią nuklearną, lecz także jeszcze otworzyła podwoje dla zachodniej penetracji gospodarczej. Co prawda UE i USA próbowały „nieśmiało” promować w tym regionie zasady demokracji liberalnej, ale pragmatyzm geoekonomiczny i zasady egoizmu narodowego brały w tym przypadku górę. W grę nie wchodziło tu także wspieranie projektów w stylu eksportu „rewolucji obywatelskich”, jak to miało wcześniej miejsce chociażby w przypadku Serbii (2000), Gruzji (2003), czy też Ukrainy (2004).

 

Niemniej jednak jeden młody człowiek, w geście rozpaczy, w przeciągu niespełna dwóch lat doprowadził do przeobrażenia przestrzeni publicznej i geopolityki szeregu krajów południowych fasad Śródziemnomorza. Nazywał się Muhammad Buazizi i był ulicznym sprzedawcą w małym tunezyjskim miasteczku Sidi Bu Zajd. Jego cały kram stanowił niewielki wózek. Handel jednak nie szedł najlepiej, gdyż nie było go stać na licencję, zaś łapówki przerastały jego możliwości finansowe. Dlatego też szykany i niedole były mu niejako pisane. Te szykany i poniżenia dnia codziennego znalazły jednak swe ujście 17 grudnia 2010 roku, kiedy to po raz kolejny – upokorzony publicznie, i to przez policjantkę – postanowił w geście rozpaczy dokonać aktu samospalenia. Mógł to być jedynie krzyk rozpaczy – jakich zapewne jest wiele w skali globu – jednak, aby „wykrzyczeć swój ból” wobec społeczeństwa postanowił on przekazać swe przesłanie na Facebooku. Ponieważ jednak współczesna kultura masowa posługuje się przede wszystkim obrazem, przekaz ten błyskawicznie dotarł do świadomości społecznej ludów pustyni od Atlantyku aż do Zatoki Perskiej. I tak gest rozpaczy stał się Dniem Gniewu dla milionów młodych muzułmanów, który uruchomił efekt tsunami, a raczej poszczególne fale Tunisami.

Właśnie o legendzie tych wydarzeń i „prozie” życia codziennego – z perspektywy arabskiej ulicy – opowiada, przełożona przez Roberta Kędzierskiego, książka J. Armbrustera, korespondenta niemieckiej telewizji ARD, przygotowana przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Znany francuski polityk, Dominique Moїsi w swojej Geopolityce emocji (Warszawa 2011) stwierdził, iż współczesny ład globalny dzieli się na trzy podsystemy: nadziei – przypisany Azji Wschodniej, szczególnie zaś Chinom, strachu – oparty o koncepcję „upadku Zachodu” oraz frustracji – którego ucieleśnieniem zdaje się być Świat Islamu. Tymczasem zapis reporterski Arabskiej wiosny to opowieść i nadziei. Wyruszając zatem w naszą podróż z Europy na południowe wybrzeże Śródziemnomorza, najpierw lądujemy w Egipcie (rozdziały 1-6, s. 7-62).

Autor rozpoczyna zatem swoją opowieść od stwierdzenia, iż w pierwszej kolejności Tunisami to zmierzch despotów, którzy nagłe ostali pozbawieni władzy przez „dzieciaki z Facebooka”. Nie doszukuje się on tu istnienia jakiejś „konieczności dziejowej”, tylko – poniekąd ironicznie zauważa – iż egipska „rewolucja lotosu” rozpoczęła się w niewielkiej aleksandryjskiej kafejce internetowej, dzięki Chalidowi Saidowi, który kilkanaście miesięcy przez 25 stycznia 2011 roku został zakatowany przez funkcjonariuszy policji tylko dlatego, iż odmówił wylegitymowania się dowodem tożsamości w odruchu protestu przeciwko ubliżającemu traktowaniu jego osoby. Jego śmierć – podobnie jak to miało miejsce z dziennikarzem Georgijem Gongadze (2000), który zainspirował inicjatorów „pomarańczowej rewolucji” w przypadku Ukrainy – stała się symbolem opozycji, która w tym momencie przełamała „barierę strachu”, aby w imię wyższych wartości i konieczności rozpocząć proces samoorganizacji.

W konsekwencji Ukraińcy mieli swój Majdan Niepodległości, zaś Egipcjanie Plan Wolności (Tahrir). W jednym i drugim przypadku hasłem rewolucjonistów było donośnie brzmiące zawołanie: dość! Tutaj Jörg Armbruster bardzo sugestywnie pokazuje nam tytułowe wydarzenia z perspektywy pojedynczego człowieka. W kolejnych rozdziałach odnotowuje on pewien mechanizm „rewolucji obywatelskich” swego czasu opisany już przez Samuela Huntingtona w klasycznej rozprawie Trzecia fala cywilizacji (Warszawa 1995). Stwierdza mianowicie, iż awangardę tych wydarzeń zawsze stanowią ludzie młodzi (przede wszystkim studenci), zaś o jej powodzeniu decyduje neutralna lub życzliwa dla nich postawa sił zbrojnych oraz ambiwalentna postawa sił porządkowych. Autor nie ukrywa, iż w przypadku zarówno Tunezji, jak i Egiptu (rozdziały 7-8, s. 63-75) dla armii był to wybór „mniejszego zła”, co jednak tylko potwierdza przytoczoną regułę.

W kolejnej odsłonie przenosimy się na obszar Maszreku (arabskiego Wschodu). Autor zaczyna w tym momencie swoje rozważania od zaprezentowania nam sytuacji w Jemenie, który na dodatek cierpli na chroniczną chorobę zwana „państwo upadłe” (rozdział 9, s. 77-85). I tu podobnie jak w przypadku innych krajów, czynnikiem przesądzającym o zwycięstwie rewolucji była określona postawa resortów siłowych. Przesłaniem książki zdaje się w tym momencie być stwierdzenie, iż „Generałowie na Bliskim Wschodzie co prawda chętnie przechodzą na stronę ruchów demokratycznych [...], ale z pewnością nie są gwarantowali skutecznej demokratyzacji” (s. 85). Reporter ten potwierdza jednak jeszcze inną Huntingtonowską prawidłowość – tam, gdzie armia pozostaje ostoją „starego reżimu” protesty polityczne kończą się klęską rewolucjonistów, zaś w przypadku jej wewnętrznego rozdarcia dochodzi do przekształcenia się rewolucji w regularną wojnę domową. W pierwszym przypadku przykładem jest Bahrajn, zaś w tym ostatnim Libia oraz Syria. We wspomnianych przypadkach inicjatorem zaangażowania zewnętrznego była geopolityka. Tłem „perłowej rewolucji” był nie tyle spór szyicko-sunnicki w Bahrajnie, co rywalizacja między Arabią Saudyjską a Iranem o strefy wpływów w rejonie Zatoki Perskiej [1]. W przypadku Libii chodziło zapewne nie tylko o zapewnienie dostaw ropy naftowej czy też problem migrantów afrykańskich, lecz o wyparcie stamtąd wpływów rosyjskich i chińskich przez Zachód. Z kolei Syria to jedyny sojusznik teokratycznego i aspirującego do miana potęgi nuklearnej Iranu oraz ostatni sojusznik Moskwy na Bliskim Wschodzie.

Generalnie trzeba przyznać, iż systemy monarchiczne okazały się w tym przypadku bardziej odporne na presję rewolucyjną, niż autokratyczne republiki. Protesty w Bahrajnie zostały zaten stosunkowo szybko stłumione przez armię saudyjską (rozdział 10, s. 87-93) zaś o zaczątkach opozycji w Arabii Saudyjskiej J. Armbruster nawet nie wspomina. Następnie autor – wyprzedzając chronologie wydarzeń – ukazuje nam przyczyny i początek rozruchów politycznych w samej Syrii (marzec 2011), która przez następne miesiące będzie balansować na pograniczu wojny domowej (rozdział 11, s. 93-106). Ponieważ recenzowany zapis reporterski był sporządzany na bieżąco trudno tu jednak znaleźć informacje o bezsilności wspólnot międzynarodowych wobec tego kryzysu humanitarnego [2]. Przypadek ten jest jednak o tyleż intrygujący, gdyż w jego cieniu rozpocznie się „wielka gra” wokół Iranu między USA, UE, ChRL i Rosją [3].

Obok Egiptu – drugim krajem – szerzej opisanym przez niemieckiego reportera była Libia (rozdziały 12-15, s. 107-158). Podstawową zaletą tej relacji jest wyważenie racji obu walczących stron. W pierwszej kolejności autor pokazuje zatem ekstrawagancję polityczną Kaddafiego, by w innym rozdziale skupić się nad rozważaniami na wątku rebelianckim. I jak w poprzednich rozdziałach, tak i tu obserwujemy wydarzenia z perspektywy przeciętnego Libijczyka. W części 14 (s. 139-151) dochodzi nawet do spersonalizowania opowieści (Iman Al-Obeidi). Z kolei w rozdziałach 15-16 reporter snuje swój opis w rytmie rapu (s. 153-165).

W powszechnej świadomości za postawową przyczynę wybuchu arabskiej „wiosny ludów” przyjmuje się określony stopień bezrobocia, strukturę społeczną, i wiekową, nepotyzm, korupcję oraz zacofanie gospodarcze [4]. Jednakże J. Armbruster idzie znacznie dalej – i odnotowując zachowania zbiorowe zwraca on uwagę na problem frustracji młodego pokolenia, które z powodu powszechnego dostępu do sieci telewizyjnych miało sposobność oglądać „inny świat”, zaś dzięki istnieniu Internetu znalazło swoiste forum wymiany myśli oraz możliwość samoorganizacji. Docenia przy tym zarówno rolę „raczkującej” klasy średniej, jak i kobiet, które nie bają się protestować zarówno w obronie wartości, jak i swoich praw. W tym przypadku autor – bez najmniejszych skrupułów rozlicza się z zachodnimi stereotypami na temat „sfrustrowanego islamu”. Tym samym podąża on tropem Youssefa Courbage’a i Emmanuella Todda, którzy już w 2007 roku – obserwując proces arabskiej modernizacji i skolaryzacji – zauważyli, iż region ten znajduje się w przededniu wielkiej przemiany systemowej [5]. Były to zatem rewolucje z Facebookiem w tle. Reporterska podróż przez Egipt, Tunezję, Libię, Jemen Bahrajn i Syrię pokazuje, iż w każdym z opisywanych krajów przyczynę bezpośrednie „arabskiej wiosny” były nieco inne, indywidualny był także jej przebieg, jak i konsekwencje [6].

Innym, równie istotnym odkryciem autora a niedostrzeganym przez innych publicystów, są „związki genetyczne” między Tunisami a „rewolucjami wyborczymi” w Europie Wschodniej. W jego opinii: „Niemieckie fundacje polityczne, których zazdroszczą nam inne kraje, wykonały ważną pracę wstępną dla demokratyzacji Egiptu. Unia Europejska wspierała projekty związane z prawami człowieka i finansowała badania związane z demokratyzacją. Organizacje pozarządowe w Stanach Zjednoczonych uczyły Egipcjan jak tworzyć blogi i używać portalu Facebook”. (s. 46). Nie ukrywa on przy tym, gdzie młodzi rewolucjoniści szukali swych inspiracji. „Oboje należeli do ruchu Kifaja, matki wszystkich ruchów protestacyjnych w Egipcie. Słowo kifaja oznacza ‘dość’: dość Mubaraka. Dla Ahmada Mahera i Isai Abdel Fatah [...], stało się jasne, że egipskiego systemu, nie da się zreformować od wewnatrz. Oboje odżegnywali się od zakłamanej gry [...] partii rządowej i cierpliwej opozycji [...]. Zanurzyli się natomiast w wirtualny świat, mając nadzieję, że z jego pomocą w końcu dojdzie do regime change. ‘Zaczęliśmy jako niezależny ruch [...]’ -- opowiadał mi w Kairze Ahmad Maher. ‘Nie chcieliśmy się też zajmować żadną konwencjonalną polityką Szukaliśmy nowych metod i nowych taktyk, którymi można by przeprowadzić zmiany bez przemocy. Chcieliśmy je wypróbować’ Podczas swoich poszukiwań trafili w internecie na arabską witrynę Akademia Zmiany [...]. Ruchowi 6 kwietnia najbliższa wydała się działalność grupy Otpor z Serbii [Otpor to w języku serbskim także dość – RP]. Funkcjonowała ona w podobnych okolicznościach, jak ruch młodzieżowy w Egipcie [...]. Recepta Otporu na dyktatorów wydaje się prosta, jest jednak trudna w realizacji. ‘Tylko ktoś, kto przezwycięży strach, jest w stanie obalić dyktaturę’ – mówi kredo Otporu. Ta recepta wywodzi się od arcykapłana pokojowych rewolucji [...] Gene Sharpa” (s. 51-52). Reporter nie poprzestaje wyłącznie na opisie zastanej rzeczywistości, lecz także pyta o implementację postrewolucyjną (rozdziały 17-21, 167-229). Nie znajdujemy tu dylematów w stylu: autokracja kontra fundamentalizm, lecz autor ucieka w rozważania na temat i pyta o sens islamskiej demokracji. Nie ukrywa on piętrzących się przed „nowymi demokracjami” problemów, ani też nie oczekuje natychmiastowych rezultatów związanych z procesami tranzycji.

Na zakończenie niniejszej recenzji trzeba zatem wyeksponować fakt, iż zapiski J. Armbrustera czyta się z niesłabnącym zainteresowaniem. Jest to równocześnie wykład zaprezentowany w dość przystępnej formie przekazu, nie wymaga on od potencjalnego czytelnika szczegółowej wiedzy z zakresu arabistyki, a zarazem „przemyca” wiele wartościowych treści. Przede wszystkim pokazuje, iż miejscowe młode pokolenie muzułmanów ma praktycznie takie same marzenia i oczekiwania, jak ich europejscy i amerykańscy rówieśnicy. Dlatego też fale Tunisami były przede wszystkim – tam, gdzie geopolityka zeszła na dalszy plan – niczym innym jak „rewolucjami obywatelskim” w obronie godności ludzkiej, (samo)rządności oraz poczucia praworządności. Po 17 XII 2010 roku Afryka Północna oraz Bliski Wschód zmieniły swe oblicza, choć czeka je jeszcze niejedno rozczarowanie. Właśnie, dlatego szczególnie warto polecić ją zwolennikom tezy o „zderzeniu cywilizacji” oraz wyznawcom koncepcji Eurabii, chociażby z tegoż powodu, iż książka pokazuje ludzkie (czyli uniwersalne) pragnienie wiary w „wartości absolutne”. Ponadto wpisuje się ona w hipotezę wspomnianych już poprzednio Youssefa Courbage’a i Emmanuella Todda: „Przedstawianie islamu jako religii opierającej się nowoczesności stało się banalną praktyką [...]. ‘Zderzenie cywilizacji’ nie nastąpi. Przeciwnie – przegląd bardziej złożonych wskaźników społecznych i historycznych podsuwa nam ideę ‘spotkania cywilizacji’. Świat muzułmański wszedł na drogę rewolucji demograficznej, kulturalnej i mentalnej, która niegdyś pozwoliła na postep regionom najbardziej rozwiniętym. Na swój sposób wpisuje się on w procesy historyczne i wiele bardziej uniwersalne, niż się na ogół sądzi” [7]. Na słowa uznania zasługuje także poprawność przekładu z języka niemieckiego, jak i sama forma edytorska. Właśnie dlatego też Wydawnictwu Dolnośląskiemu należą się słowa uznania, za recenzowaną książkę.

Pozycja do nabycia w księgarniach w całym kraju, a także w księgarni internetowej Grupy Publicat S.A.


___________________________________________
1 K. Kubiak, Pole starcia – Bahrajn, „Raport” 2011, nr 4, s. 50-57.
2 R. Czulda, Co dalej z Syrią? „Armia’ 2012, nr 3, s. 10-17
3 K. Kubiak, Kryzys irański. Próba szerszego spojrzenia, „Nowa Technika Wojskowa” 2012, nr 2, s. 58-65; T. Szulc, Czy Iran może zablokować Cieśninę Ormuz? „Nowa Technika Wojskowa” 2012, nr 4, s. 44-50.
4 K. Kubiak, Źródła ludowego gniewu, „Raport” 2011, nr 2, s. 55-60.
5 Y. Courbage, E. Todd, Spotkanie cywilzacji, Kraków 2009, s. 27, 33.
6 K. Kubiak, Nowe rozdanie? Bliski Wschód i Afryka Północna pół roku po „zimie ludów”, „Raport” 2011, nr 7, s. 50-62; A. Dzisiów-Szuszczykiewicz, „Arabska wiosna” – przyczyny, przebieg i prognozy, „Bezpieczeństwo Narodowe” 2011, t. II, s. 41-56.
7 Y. Courbage, E. Todd, op.cit., s. 1.

Czytany 5498 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04