wtorek, 15 wrzesień 2009 02:00

Marian Szołucha: Drugi front rosyjskiej armii

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt
   Marian  Szołucha


Recenzja: Arkadij Babczenko, Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii, Wyd. W.A.B., 2009, 322 ss.

Sięgając po literaturę faktu, szczególnie tę o tematyce wojennej, czytelnik najczęściej zadaje sobie dwa pytania: czy autor aby nie koloryzuje w swoich wspomnieniach, chcąc podnieść atrakcyjność publikacji, a z drugiej strony - czy nie przemilcza niewygodnych dla siebie lub kogoś, kogo chce lub musi chronić, wydarzeń? Jednak w tym przypadku, nawet jeśli przyjąć, że Arkadij Babczenko w pewnych miejscach nieco przesadza, a w innych niedopowiada, lektura jest i tak porażająca.

Poraża natomiast nie tyle okrucieństwo czeczeńskiej wojny. O jej zaciętości i skali - mówiąc eufemistycznie - wszelkiego rodzaju nadużyć, świat wie od pierwszego wystrzału jesienią 1995 r. Największe wrażenie, w którym od pewnego momentu przeważa chyba zwyczajne niedowierzanie, robi na czytelniku opis codziennego życia rosyjskiej armii. Relacje pomiędzy żołnierzami poszczególnych roczników, specjalności i stopni wojskowych to dodatkowy krwawy front sił zbrojnych tego, bądź co bądź mocarstwa.

Ta garść wspomnień prostego poborowego to dowód na to, że wszechobecne bestialstwo, demoralizacja, chaos, alkoholizm, korupcja, słowem wszelkie wynaturzenia, jeszcze kilka lat temu toczyły organizm rosyjskiej armii od szeregowca do generała, jak matuszka rodina długa i szeroka. A wojna stała się tylko dodatkowym katalizatorem tych zjawisk. Trudno zresztą przypuszczać, by dzisiaj wiele się w tej kwestii zmieniło. Leczenie tak głębokiego stadium choroby, nawet zakładając (pewnie zresztą nazbyt optymistycznie) determinację i kunszt lekarza, musi potrwać.

Fakt, że autor nie jest wojującym pacyfistą, kosmopolitą ani miłośnikiem islamu, dodaje jego relacjom, oprócz wiarygodności, również cechy, którą trudno sprecyzować, ale dzięki której czytelnik bardziej osobiście przeżywa opisane zdarzenia, utożsamia się z opowiadającym i stara się zrozumieć wszystko to, co składa się na jego tragiczne położenie.

Arkadij Babczenko, rocznik 1977, moskwianin, weteran obu czeczeńskich wojen, z wykształcenia prawnik, zawód wykonywany - dziennikarz, jeden z tysięcy rosyjskich chłopców, których służba w armii co prawda nie zabiła, ale - jak sam twierdzi - zmieniła na całe życie, budzi szacunek i litość. Szacunek za to, że przetrwał i miał odwagę opisać rzeczywistość, której doświadczył na własnej - dosłownie - skórze. A litość? Cóż, trzeba przeczytać tę książkę...

Czytany 6691 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04