Wydrukuj tę stronę
sobota, 08 grudzień 2012 10:54

Marcin Domagała: Na grobach imperiów...

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

cmentarzysko_imperiow

  Marcin Domagała

Recenzja: Tomasz Otłowski, Cmentarzysko imperiów, Afganistan 2001–2014, Wydawnictwo Rambler, Warszawa 2012, 106 ss.

 

Tytuł recenzowanej publikacji może wydawać się nieco frapujący. Autor omawia w niej nie tylko dzieje wojny w Afganistanie, wraz z przyczynami dotychczasowych niepowodzeń, co w sposób ciekawy i interesujący stara się przedstawić prognozę klęski członków Paktu Północnoatlantyckiego w nadchodzącym roku 2014 – roku, w którym koalicja zamierza ostatecznie opuścić ten górzysty i pustynny kraj środkowoazjatycki.

Cmentarzysko imperiów to nie jest pozycja naukowa. To esej, podzielony wraz ze wstępem na osiem rozdziałów, napisany barwnym językiem, wydany w niezwykle eleganckiej i starannej formie przez wydawnictwo Rambler, specjalizujące się w tematyce analizy stosunków międzynarodowych. Czytelnik otrzymuje książkę na pierwszy rzut oka skromną, wydaną jednak na gustownym kremowym papierze, z okładką wykonaną z grubego papieru fakturowanego. Jak informuje wydawca, czcionka użyta do druku została opracowana przez drukarza Williama Caslona w XVIII w. Wszystko to razem powoduje, że odbiorca otrzymuje do rąk wydawnictwo, którego estetyka jest podkreśleniem ważności i istotności podejmowanego tematu.

Sam esej Tomasza Otłowskiego to pewnego rodzaju akt oskarżenia. To głos przedstawiciela cywilizacji zachodniej, patriotycznie wierzącego w przewagę własnych racji wobec dążeń i nadziei innych ludów, żyjących poza kręgiem cywilizacji transatlantyckiej, i przeciwko tej cywilizacji zbrojnie walczących. Nie oznacza to jednak, że Autor w swoim tekście stawia się w roli Rudyarda Kiplinga, ukazując „brzemię białego człowieka”. Wręcz przeciwnie – w sposób wyważony wkłada transatlantycki konstrukt między inne cywilizacyjne układy, wskazując na jego zalety, ale też i słabości. Jednocześnie ubolewa nad klęskami, jakie odnosi największa na świcie organizacja wojskowa w tym typowym dla przełomu wieków, a może tysiącleci, konflikcie asymetrycznym. Ten cyceroński, w swoim wymiarze ocennym, esej trafnie analizuje i wskazuje na błędy, jakie popełnił Zachód podczas już ponad dziesięcioletniej afgańskiej epopei, która nijak nie przybliża go do zwycięstwa. Co więcej, jak sam Autor wskazuje, Zachód tę klęskę nie tylko poniósł, ale sam się już do niej przyznał. Obecna walka jest zatem już tylko bojem o zachowanie twarzy.

Tomasz Otłowski ciekawie i w lakoniczny sposób ukazuje przyczyny niepowodzeń państw NATO w Afganistanie. Pomału, niczym zawodowy śledczy, ukazuje kulisy porażek, poczynając od błędów w myśleniu, a skończywszy na podejmowanych decyzjach. Winą jednak nie obarcza poszczególnych osób, ale sam sposób myślenia, a nawet stan obecnej cywilizacji, dumnie zwącej się Zachodem. Przyczyny tego stanu wywodzi nawet z 1968 r., kiedy to narodziły się początki, jego zdaniem choroby, która w efekcie zaowocowała klęską w Afganistanie.

Czy ten sposób myślenia sam w sobie nie jest jednak błędny?

Pozycję czyta się wręcz jednym „jednym haustem”. Celnie diagnozując przyczyny klęski tej wojny na końcu świata, Autor nie oskarża samego trendu działań Zachodu, co bardziej sposób jego realizacji. Wskazując na propagandową nowomowę, obnaża słabości „afgańskiej polityki”, za winnego wskazując nie cel, ale podstawę celu. Kreśli tym samym w dołączonej prognozie podatność zachodniej cywilizacji na działania innych cywilizacji ją otaczających, a w końcu rychły  jej upadek.

Czy przedstawiony przez Autora wywód jest słuszny?

I tak i nie. Tak, dlatego, że postawiona diagnoza choroby jest właściwa. Nie gdyż w przekonaniu piszącego te słowa cel funkcjonowania cywilizacji zachodniej jest zgoła odmienny. Relacje geopolityczne w łonie związku transatlantyckiego są niestety niezwykle asymetryczne. Zachód, pojmowany jako biocenoza USA i Europy Zachodniej, jest pojęciem błędnym. Owszem, obie strony posiadają wspólne interesy, jednak ich zakres jest dużo mniejszy, niż by się mogło to początkowo wydawać. Interesy Europy są dużo bardziej suwerenne, aniżeli oczekiwania amerykańskiego partnera. To właśnie tutaj może tkwić problem w klęsce misji afgańskiej. Szkoda jednak, że tych trendów nie wyczuwają rządzący nie tylko w Polsce, ale te w innych państwach europejskich. Efekt milczenia jest wiadomy. Rozwinięcie powyższych myśli to jednak okazja do kolejnej zajmującej polemiki, która toczyć powinno się na bazie recenzowanej pozycji...

Tomasz Otłowski to niewątpliwie jeden z ciekawszych polskich analityków. Jego olbrzymia wiedza i analityczne doświadczenie stawia oponentów w często trudnym położeniu. To nie jest jednak zarzut, ale wyraz swoistego „polemicznego głodu”. Dyskusji bowiem w kwestii afgańskiej w zasadniczym kształcie raczej w Polsce nie ma. Niewątpliwie też książka ta stanowi ważny przyczynek w tym temacie, względem europejskiej wizji relacji między państwami na naszym globie.

Natomiast z własnej strony jako recenzenta odczuwam pewnego rodzaju niedosyt. Niedosyt ten jest dyktowany nie tyle czynnikami merytorycznymi, ale samym założeniem książki. Mam nadzieję, że pozycja ta jest tylko konspektem do czegoś większego i bardziej fascynującego, co stanie się podstawą do pogłębionych dyskusji i polemik na temat europejskiego kształtu i wizji relacji międzynarodowych i to w interesie samej cywilizacji, nie zachodniej, lecz stricte europejskiej.

Pozycja do nabycia w księgarni internetowej wydawnictwa Rambler.

Czytany 4139 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04