Wydrukuj tę stronę
wtorek, 18 luty 2014 06:03

Błażej Popławski: W dwudziestą rocznicę ludobójstwa... (recenzja)

Oceń ten artykuł
(1 głos)

Rwanda_TRIO  dr Błażej Popławski

Recenzja: Joanna Bar, Rwanda, Wydawnictwo Trio, Warszawa 2013, 304 ss.

Rok 2014 stanie się ważną cezurą dla Rwandy – może mniej dla niej samej, a bardziej dla wizerunku tego kraju na świecie. Dwie dekady temu doszło w tym państwie do ludobójstwa. W przeciągu kilku miesięcy śmierć poniosło blisko milion osób, głównie przedstawicieli grupy etnicznej Tutsi, którzy zginęli z rąk Hutu. Dziś, dwadzieścia lat po genocydzie, Rwanda należy do najszybciej rozwijających się gospodarek świata. Nazywana bywa Singapurem Afryki – z racji na niewielką powierzchnię geograficzną, rolę w handlu regionalnym, dynamiczny wzrost PKB, a także technokratyczny styl rządów prezydenta Paula Kagamy. Kontekst rocznicowy skłania wielu autorów do prób opisania dziejów Rwandy. „Magia liczb” niejednokrotnie wiedzie ich na manowce pracy naukowej.

Trud pisania syntez

Polski czytelnik zainteresowany Rwandą nie ma zbyt wielkiego wyboru na rynku wydawniczym. Może sięgnąć raptem do kilku tłumaczeń książek o charakterze wspomnieniowym, do kilku reportaży (w tym dzieł wybitnych, autorstwa Jeana Hatzfelda) oraz do trudnodostępnych artykułów naukowych. Najbardziej doskwiera brak prac syntetycznych, które mogą czytelnika wprowadzić w szeroko rozumiany kontekst wydarzeń 1994 roku, zamknąć je w modelu „długiego trwania” dziejów Regionu Wielkich Jezior Afrykańskich. Praca Joanny Bar próbuje wypełnić tę lukę i odnosi w tym jednak sukces dość połowiczny.

Książka „Rwanda” ukazała się nakładem Wydawnictwa Trio w serii „Historia państw świata w XX i XXI wieku”. Cykl ten dał osobom zainteresowanym Afryką subsaharyjską możliwość poznania dziejów Rogu Afryki (red. Joanna Mantel-Niećko, Maciej Ząbek – 1999), Kenii (aut. Marek Pawełczak – 2004) i RPA (aut. Andrzej Gąsowski – 2008). Cóż, recenzowany tom wydaje się najsłabszą pozycją tej serii wydawniczej, spośród książek dotyczących tzw. Afryki Czarnej.

Największą zaletą „Rwandy” J. Bar jest syntetyczny, interdyscyplinarny i – co należy podkreślić – przystępny dla szerokiego grona czytelników charakter narracji. W sposób właściwy autorka przedstawia wpływ konfiguracji geograficznej na stabilizację organizacji państwowej. Z dużą swobodą sięga do prac etnografów i językoznawców – to ważne i rzadkie wśród części badaczy, niechętnych opuszczaniu własnych poletek naukowych.

Słusznie, że badaczka przypomina udział polskiego badacza Jana Czekanowskiego w poznaniu historii Regionu Wielkich Jezior Afrykańskich na początku XX w. (brak przekładu z języka niemieckiego na polski dziennika J. Czekanowskiego jest fatalnym przykładem indolencji rodzimej humanistyki). J. Bar przybliża jego postać, cytuje fragmenty jego studiów, zestawia z wnioskami prac współczesnych etnografów.

Niestety, analiza początków państwowości rwandyjskiej, szczególnie systemu zależności feudalnej (tzw. ubuhake), została przez autorkę potraktowana w sposób dość pobieżny. Ryzykowne wydaje się cytowanie przez nią prezentystycznych wniosków historyków rwandyjskich, zaangażowanych w debaty nad polityką pamięci (tudzież zapominania) czy w spory prowadzone z wyraźnych perspektyw ideologicznych. Na skutek takiego doboru źródeł i opracowań wiele kwestii kluczowych dla oblicza współczesnej Rwandy, a zakorzenionych w przeszłości przedkolonialnej, zostało potraktowanych zdawkowo.

Wybór terminologii

Autorka celnie stwierdza, że wprowadzanie europejskich narzędzi opisowych do analizy stratyfikacji ludów afrykańskich nie zawsze ma sens. Trwanie przy ortodoksji naukowej zubaża warsztat afrykanisty, badacza ex definitione interdyscyplinarnego. Mimo tej deklaracji, J. Bar ma wyraźny problem z określeniem głównych wymiarów identyfikacji społecznej Rwandyjczyków, co naraża czytelnika na niezrozumienie relacji między kastami, klasami, klanami a grupami etnicznymi (badaczka w kilku miejscach posługuje się także anachronicznym i „niepoprawnym politycznie” terminem plemię).

Zdecydowanie za dużo miejsca J. Bar poświęca analizie roli pigmejów Twa – grupy, która stanowi margines społeczeństwa rwandyjskiego. Opis Twa – być może wynikający z przebiegu prac badawczych autorki w samej Rwandzie – kontrastuje ze zbytnio uproszczoną opowieścią o Hutu i Tutsi, głównych grupach etnicznych kraju. W kilku miejscach książki pojawiają się także egzegezy zbyt kolokwialne – możemy przeczytać np., że „Hutu i Tutsi stale darli ze sobą koty”, a „z pewnością były też plusy belgijskich rządów”. Sformułowania takie być może trafiają w gusty młodszych czytelników – raczej jednak nie korespondują z dyskursem, do którego przyzwyczaiła nas seria „Historia państw świata” Wydawnictwa Trio.

Zauważalny zamęt terminologiczny w analizie dziejów przedkolonialnych przekłada się na zbytni redukcjonizm w opisie narodzin nowoczesnych tożsamości politycznych Rwandyjczyków oraz etnicyzacji sceny politycznej tego kraju. J. Bar próbuje pokazać, jak inżynieria kolonialna – np. wprowadzenie przez Belgów etnicznych dowodów osobistych – zaburzyła reguły wzajemnego funkcjonowania Tutsi i Hutu. Niedosyt czeka czytelników, którzy preferują teksty łączące przedstawienie przemian świata etniczności, polityki i gospodarki (niepokoi zbagatelizowanie przez autorkę wpływu czynnika ekonomicznego na zmiany w tożsamościach społecznych Afrykanów).

Po lekturze całości książki odnieść można wrażenie, że badaczka najpierw przygotowała rozdziały o czasach przedkolonialnych i ludobójstwie z 1994 r., a następnie próbowała „dopisać” części między nimi. Analiza nakręcania spirali przemocy ludobójczej zrekonstruowana została rzetelnie i z dużą drobiazgowością (wydaje się, że głównie w oparciu o książkę Stephena Kinzera, „A Thousand Hills. Rwanda’s Rebirth and the Man Who Dreamed It”, New Jersey 2008). Z kolei omówienie ewolucji relacji Kigali, Kinszasy i Kampali jest płytkie i razi niekonsekwencją narracji. Passusy o prezydenturze Grégoire’a Kayibandy i Juvénala Habyarimany jedynie sygnalizują „kontekst przedludobójczy”. Z kolei zbyt rozbudowane wydają się fragmenty poświęcone roli misjonarzy w rozwoju Rwandy. Autorka nie kryje podziwu wobec działalności duchownych – wszak byli oni jednymi z głównych informatorów J. Bar w trakcie prowadzonych przez nią badań terenowych. Wybór księży na głównych „tłumaczy kultur” pozostawia jednak wiele do życzenia.

Niedostatki warsztatowe

Integralną część książki stanowi wybór materiału ikonograficznego. Zdjęcia – tak archiwalne, jak i współczesne – czynią lekturę pracy znacznie milszą, nawet jeśli w kilku przypadkach są one dramatycznie nieostre. W aneksie znajdują się – charakterystyczne dla całej serii Wydawnictwa Trio – krótkie biogramy kluczowych postaci z historii „krainy tysiąca wzgórz” oraz użyteczne kalendarium dziejów państwowości. To ważne części książki, ułatwiające lekturę wyizolowanych rozdziałów osobom, które chcą poznać jedynie wycinek dziejów kraju. Szkoda, że w publikacji nie znalazło się więcej miejsca na mapy – potrzebne do zrozumienia funkcjonowania państwa, struktury demograficzno-etnicznej i gospodarczej.

Lektura dziwnie sformułowanych przypisów dolnych (czytelnika zaskakiwać może maniera cytowania źródeł wtórnych z Internetu) oraz eseju bibliograficznego, zamieszczonego na końcu książki wskazuje, że autorka oparła swą pracę na tekstach anglo- i niemieckojęzycznych (przypomnieć można, że Rwanda była kolonią niemiecką i belgijską, a od połowy XX w. legitymizacja rządzących Rwandą coraz silniej uzależniona była od decyzji zapadających w Paryżu). Brak literatury francuskojęzycznej podważa komplementarność kwerendy, a także stawia pod znakiem zapytania charakter badań terenowych prowadzonych w kraju, którego mieszkańcy posługują się właśnie tym językiem.

Autorka nie boi się zamieszczać w tekście obszernych cytatów z reportaży Ryszarda Kapuścińskiego, Dariusza Rosiaka, relacji Kazimierza Nowaka oraz wspomnień misjonarzy. Dzięki temu narracja książki zyskuje popularnonaukowy charakter, którego wspomnianym pracom o Kenii, Rogu Afryki i RPA z serii „Historia państw świata” brakowało i które to cechy mogły zniechęcać do lektury czytelników, niebędących zawodowymi badaczami dziejów Czarnego Lądu. „Rwanda” J. Bar ma charakter bardziej publicystyczny, anegdotyczny. Jest warta polecenia osobom, które planują podróż do Regionu Wielkich Jezior Afrykańskich.

Autor jest dr historii, socjologiem, członkiem Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego.

Książka do nabycia w księgarni internetowej.

Czytany 3979 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04