poniedziałek, 25 październik 2010 08:11

Piotr A. Maciążek: Perspektywa rozwoju relacji białorusko-rosyjskich

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt Piotr A. Maciążek

Początek lat 90-tych XX wieku przyniósł konieczność zdefiniowania podstawowych założeń polityki rosyjskiej. Ograniczenie możliwości finansowych i militarnych po rozpadzie ZSRR spowodowało konieczność poszukiwania środków blokujących akcesję krajów poradzieckich do struktur zachodnich.

 

Tak narodziło się pojęcie „bliskiej zagranicy” stanowiącej obszar wyłącznych wpływów Federacji Rosyjskiej, który z grubsza pokrywał się z dawnymi granicami ZSRR. Z racji ograniczonych możliwości Rosji wśród byłych satelitów Moskwy zaczęto lansować koncepcję „przyjaznej neutralności” regionu Europy Środkowej, w której funkcję gwaranta bezpieczeństwa miało pełnić KBWE. Szczyt NATO w Madrycie w 1997 roku spowodował fiasko koncepcji „przyjaznej neutralności” i ukierunkowanie wszelkich działań Rosji na utrzymanie wpływów w obrębie dawnego ZSRR. NATO oparło swoje granice o Bug, a stworzenie buforu geopolitycznego oddzielającego sukcesorkę ZSRR od Zachodu urastało do jednego z najważniejszych problemów piętrzących się przed włodarzami Kremla.

Należąca do WNP Białoruś stała się priorytetem polityki zagranicznej Moskwy, która swoje cele zdefiniowała w kluczowym dokumencie „Strategiczny kurs Rosji z państwami WNP” (1995 rok). Podkreślał on, że „celem Rosji jest polityczne i ekonomiczne zintegrowanie WNP, przy czym w procesie tym należy kierować się zasadą nieszkodzenia interesom Federacji Rosyjskiej i dążyć do wzmocnienia Rosji w charakterze głównej siły kształtującej nowy układ stosunków międzypaństwowych na obszarze postsowieckim”.[1]Najprostszym sposobem jakim można było osiągnąć ten cel w przypadku Białorusi, było wspieranie Aleksandra Łukaszenki. Osoba białoruskiego prezydenta bardzo ułatwiała Moskwie działanie. Jego radziecka mentalność i narastający autorytaryzm współgrał z wielkim marzeniem jakim było stanowisko prezydenta Rosji. Dla Kremla Łukaszenka gotów był rozpocząć daleko idącą integrację Białorusi i Rosji. Sprawę ułatwiała także bliskość kulturowa i językowa Białorusinów. Większość z nich do codziennych kontaktów używa języka rosyjskiego lub trasianki (potoczna nazwa mieszanki rosyjsko- białoruskiej). Aspiracje Łukaszenki pokrywały się moim zdaniem także z koncepcją uwypukloną we wspomnianym dokumencie, która polegała na utrwalaniu radzieckiego wzorca ustrojowego i finansowym wspomaganiu krajów „sojuszniczych”. Taką konstrukcję relacji białorusko- rosyjskich przedefiniowała dopiero zmiana władzy na Kremlu, do jakiej doszło pod koniec ubiegłego wieku. Borysa Jelcyna zastąpił nieoczekiwanie Władimir Putin, polityczną smutę i okres przejściowy zapoczątkowany upadkiem ZSRR zastąpiło rosyjskie marzenie o mocarstwie surowcowym i idea restitutio imperium. Według danych OECD w latach 2000, 2005, 2008 rosyjski eksport, oparty głównie na sprzedaży surowców energetycznych bardzo szybko wzrastał. W 2000 wyniósł 103 mld $, w 2005 już 241 mld $, a w 2008 467 mld $[2] Wpłynęło to znacząco na charakter relacji rosyjsko- białoruskich, a Moskwa zaczęła realizować asertywną politykę zagraniczną wobec Mińska. Od 2003 roku w kontaktach białorusko- rosyjskich można było wyczuć napięcie, integracja obu państw w ramach ZBIR stawała się coraz bardziej iluzoryczna, a Rosja podkreślała różnicę potencjału w kontekście ewentualnych rozmów zjednoczeniowych. Ostatecznie rewolucja w stosunkach bilateralnych rozpoczęła się po fiasku nieoficjalnych rozmów zjednoczeniowych w 2005 roku. Kreml rozważał na poważnie scenariusz państwa związkowego w kontekście przedłużenia rządów Władimira Putina po 2008 roku.[3]Strona białoruska zablokowała jednak ten pomysł i idea ZRIB przygasła. Przełom w relacjach rosyjsko- białoruskich nastąpił ostatecznie pomiędzy 2006 i 2007 rokiem. Pod koniec 2006 roku Putin przedstawił opinii publicznej harmonogram podwyżek surowców energetycznych sprzedawanych na Białoruś. Kilka miesięcy później, w Przeglądzie Polityki Federacji Rosyjskiej można było przeczytać, że najważniejszym zadaniem w stosunkach z Białorusią jest „stopniowe przejście na zasady rynkowe”, co ma przerodzić się w „przeniesienie rosyjsko- białoruskiego współdziałania na jakościowo nowy poziom i będzie wspierać poszukiwanie optymalnego modelu budowy państwa związkowego”[4]. Koniec dotowania Białorusi miał spowodować uzależnienie tego kraju od Rosji a w konsekwencji integrację obu państw na warunkach Kremla. Uważam ten tekst za kluczowy dla rozwoju stosunków białorusko- rosyjskich i ich aktualnego stanu. Kreml uznał, że podporządkowanie Białorusi własnym interesom jest możliwe, bez wspierania jej gospodarki. Trend jelcynowski obowiązujący od 1995 roku uległ odwróceniu. Zdaniem Putina upadek ekonomiczny Mińska mógł przyśpieszyć przejęcie jego gospodarki przez firmy rosyjskie oraz doprowadzić do inkorporacyjnego charakteru „integracji” politycznej obu państw w ramach ZRIB. Moim zdaniem wielki kryzys finansowy jedynie przyśpieszył rozwój wypadków a właściwe decyzje zapadły na Kremlu znacznie wcześniej, pod koniec 2006 roku.

Natan Ejdelman w książce „Rossijskaja rewolucja iż wiercha” twierdził, że wszystkie rewolucje w Rosji są odgórne. W tym kontekście, przełom w relacjach rosyjsko- białoruskich jaki nastąpił pomiędzy 2006/07 rokiem, stanowił zapowiedź zmian w polityce zagranicznej Kremla. Fundamenty nowej doktryny politycznej pojawiły się już w artykule prezydenta Miedwiediewa „Rosjo, naprzód” z września 2009 roku. Oficjalną zmianę polityki Kremla odtrąbiono przy pomocy „kontrolowanego” przecieku prasowego w maju bieżącego roku. Już Richard Pipes twierdził, że reformy w Rosji są wymuszone przez okoliczności i siły zewnętrzne, na kwestię politycznych decyzji związanych z modernizacją Rosji miał zatem (nawiązując do jego wypowiedzi) wpływ także wielki kryzys finansowy. W 1998 roku aż 39,2% całego eksportu (w 2008 roku 49%) stanowił eksport gazu i ropy. Doliczając inne surowce naturalne ich udział w całokształcie federacyjnego eksportu sięgał według danych Banku Światowego 80%.[5] Nie trudno zauważyć, że wzrost sprzedaży surowców w ogólnym udziale eksportu rosyjskiego wpłynął negatywnie na kwoty uzyskiwane ze sprzedaży produktów wytwarzanych przez inne gałęzie przemysłu. Moskwa zapadła na holenderską chorobę, która zaczęła dławić branże niezwiązane z wydobyciem surowców naturalnych. Kryzys pożerał nie tylko rosyjski przemysł, ale i rezerwy walutowe nagromadzone w czasie surowcowej hossy. 1 lipca 2009 wielkość rezerw walutowo- złotowych Rosji wynosił 365,4 mld $, to o 232 mld USD mniej niż 1 lipca 2008 roku.[6] W konsekwencji powyższych problemów zmiany okazały się konieczne i ogarnęły także politykę zagraniczną Rosji, która została podporządkowana gospodarce. Przeobrażeniom uległy zatem również stosunki rosyjsko- białoruskie. Uważam, że ograniczenia rosyjskich subsydiów dla Białorusi planowane już w 2006 roku wpisywały się w charakter pokryzysowych innowacji Miedwiediewa. Putinowska korekta założeń jelcynowskich spowodowała konieczność przyśpieszenia upadku ekonomicznego Białorusi, który miał służyć wymienionemu w 1995 roku „wzmocnieniu Rosji w charakterze głównej siły kształtującej nowy układ stosunków międzypaństwowych na obszarze postsowieckim”. Prywatyzacja państwowych molochów nad Świsłoczą doskonale korespondowała z interesami realizowanych przez Kreml. Działania władz rosyjskich pokrywały się także z „pragnieniami” rosyjskiego biznesu. Łukaszenka stał się niewygodny dla każdej z wymienionych stron z powodu swojej niechęci do prywatyzacji. Myślę, że wydarzenia roku 2010, których jesteśmy świadkami są jedynie kontynuacją procesu, który rozpoczął Borys Jelcyn w 1995 roku. Rosja konsekwentnie ogranicza suwerenność Białorusi zmianie ulegają jedynie środki, które temu służą.

Rok 2010 przyniósł eskalację relacji białorusko- rosyjskich na niespotykaną wcześniej skalę. Nieprzyjazne gesty Rosji narastają wraz z upływem czasu, który dzieli nas od grudniowych wyborów na Białorusi. Pierwszą poważną próbą wywarcia presji na Mińsku była „wojna gazowa”, spowodowana nieuregulowaniem niewielkiego długu wobec Gazpromu (około 192 mln USD). W trakcie konfliktu na jaw wyszło nie tylko zadłużenie strony rosyjskiej względem Białorusi (opłaty tranzytowe), ale także obosieczność działań Kremla. 23 czerwca litewski operator gazowy Lietuvos Dujos poinformował, że o 30% spadł przesył gazu na Litwę i do obwodu kaliningradzkiego. „Gazowy” środek nacisku okazał się zatem nieskuteczny, uderzył bowiem rykoszetem w rosyjską eksklawę.[7]W odpowiedzi na rosyjskie naciski Aleksander Łukaszenka udzielił wywiadu stacji CNN, w którym stwierdził, że Białoruś nie zginie bez pomocy finansowej i gospodarczej Rosji. Od tego momentu oba kraje zastosowały pakiety działań, które doprowadziły do eskalacji konfliktu, ale to strona rosyjska wyraźnie przeważa w agresywnej retoryce. Działania Kremla to moim zdaniem prowadzona z konsekwencją próba podporządkowania sobie Białorusi, dyskredytacji Łukaszenki i zastąpienia fotela prezydenckiego bardziej uległą personą. Ze względu na rzeczywisty charakter białoruskiego ustroju oraz prywatyzacyjne interesy gospodarczego lobby UE, agresywne działania rosyjskie wpisane w kontekst nowego otwarcia na Zachód nie spotykają się z przeciwdziałaniem ze strony Europy.

Działania rosyjskie przybrały formę wyrafinowanych ataków medialnych, których preludium stała się lipcowa emisja filmu skierowanego w Łukaszenkę o wymownym tytule „ojciec chrzestny” w kanale NTV. Film przyjmując formę paradokumentu porównywał prezydenta Białorusi do Hitlera. Sugerował też, że jest psychopatą.[8] W połowie września rosyjskie telewizje wyemitowały kolejną porcję materiałów związanych z Białorusią. Poruszono w nich temat zabójstw politycznych znanych białoruskich dziennikarzy. Przypisano je oczywiście „psychopatycznemu” Łukaszence wskazując jednocześnie na alternatywę wyborczą w osobie opozycjonisty Uładzimira Nieklajewa. Ze względu na charakter białoruskiej opozycji należy próby promowania Nieklajewa traktować jako część działań pijarowskich Moskwy. Październik przyniósł kolejny wzrost napięcia w toczącej się z różnym natężeniem wojnie medialnej. Łukaszenka w towarzystwie rosyjskich dziennikarzy oskarżył Kreml o „zalew kłamstw i bredni”[9] w kontrolowanych przez władzę rosyjską mediach. Wzniósł się przy tych deklaracjach poza poziom werbalny informując o zatrzymaniu rosyjskiego kuriera, który wiózł dla białoruskiej opozycji 200 tys. USD. Na odpowiedź prezydenta Miedwiediewa nie trzeba było długo czekać. Jego wystąpienie miało formę klasycznej radzieckiej połajanki, w której mowa była m.in. o „histerycznej kampanii antyrosyjskiej” Mińska. Nie bez znaczenia pozostają także działania rosyjskie w sferze ekonomicznej. 5 lipca w Astanie powołano Unię Celną (UC). Z zasad wolnego obrotu handlowego wyłączono tam cła eksportowe na rosyjską ropę i produkty naftowe. Jakie to ma znaczenie dla Mińska? Cena oclonej wenezuelskiej ropy to 656 USD za tonę, cena nieoclonej ropy rosyjskiej to 398 USD za tonę.[10] Nie trudno zgadnąć jaki efekt będzie miało ewentualne podwyższenie cła przez Rosję i to oczywiście zgodnie z podpisanym kodeksem celnym astańskiej UC. Kwestia nieoclonej rosyjskiej ropy to także „być albo nie być” białoruskiego przemysłu petrochemicznego, który przerabia ją i reeksportuje generując dochody białoruskiego budżetu. Trzeba zaznaczyć, że w związku z działaniami Kremla w pierwszym kwartale 2010 roku dochodowa okazała się jedynie jedna rafineria w Mozyrzu, która korzystała z bezcłowej dostawy rosyjskiej przeznaczonej oficjalnie na potrzeby wewnętrzne Białorusi.[11]

Łukaszenka także nie próżnuje i w obliczu narastającej niechęci rosyjskiej aktywizuje wielowektorową politykę zagraniczną. Jak wykazałem powyżej, wenezuelska dywersyfikacja źródeł energii okazuje się zbyt kosztowna. Istotnym czynnikiem w polityce białoruskiej stają się jednak Chiny. Zwiastunem zacieśnienia współpracy z Pekinem są pogłoski dotyczące powołania specjalnej, chińskiej strefy ekonomicznej na Białorusi oraz otwarcia hotelu Pekin w Mińsku. Dopływ gotówki z „państwa środka” to istotny czynnik polityki białoruskiej w obliczu topniejących rosyjskich subsydiów. Aktualnie Łukaszenka pozyskał z tego źródła 1 mld USD pożyczki uwzględnionej w przyszłorocznym budżecie, ale strona białoruska liczy na kredyty i inwestycje dochodzące nawet do 14 mld USD w perspektywie kilku lat.[12]Dodając te kwoty do euroobligacji jakie wyemitował w ostatnim czasie Mińsk, uzyskamy niebagatelną kwotę 16 mld USD. W obliczu unijno- rosyjskiej zbieżności interesów związanych z prywatyzacją białoruskich firm Łukaszenka zdecydował się także na pozorny gest w kierunku UE zapowiadając powołanie akcyjnych spółek skarbu państwa i Agencji Prywatyzacji i Inwestycji. Ostatnim wektorem politycznym aktywizowanym przez Mińsk jest Waszyngton, ale niezdecydowane działania administracji prezydenta Obamy w Europie Wschodniej nie pozostawiają złudzeń- odwilży raczej nie będzie. Aleksander Łukaszenka jest aktywny także na polu polityki wewnętrznej, która w istotny sposób stabilizuje jego pozycję w państwie.

Nie ulega wątpliwości, że Rosja stara się podporządkować sobie Białoruś, a ostatni dyktator Europy jest (paradoksalnie) z punktu widzenia polskich interesów niezależnym politykiem białoruskim. Moskwa będzie w przyszłości wykorzystywała pełną gamę swoich możliwości, by ograniczyć suwerenność Mińska.

Klasyczny dla krajów poradzieckich układ oligarchiczny właściwie nie istnieje na Białorusi.[13] Nie mamy nad Świsłoczą także „partii władzy” charakterystycznej dla socjalizmu i wielu form dyktatury. Z tego powodu kreowanie tak jak w Mołdawii konkurencyjnego dla Łukaszenki lidera przez Kreml wydaje się mało prawdopodobne. Prezydent Białorusi jest modelowym Cesarzem z książki Ryszarda Kapuścińskiego, ogniskującym całość władzy we własnej osobie. Łukaszenka dba o równowagę polityczną państwowych elit za pomocą stopniowych dymisji i ograniczenia własności prywatnej (wielkie firmy należą do skarbu państwa). Elity białoruskie nie zostały prawnie usankcjonowane, co przekłada się na brak stanowisk i zaszczytów mogących zagrozić pozycji prezydenta. Awans i majątek wiedzie jak w Cesarzu przez oko i ucho Łukaszenki, który dba o to, by kompetencje organów nachodziły na siebie i powodowały paraliż decyzyjny. Myśli elit są skupione wokół prezydenta, którego pamięć nie ma sobie równych. Byle osłuchał się z nazwiskiem, byle zaznajomił z twarzą, byle obrazy i dźwięki nałożyły się w całość, gdy będzie rozmyślał nad uzupełnieniem wakatu. Z tego powodu kreacja prorosyjskiego lidera z otoczenia Łukaszenki wydaje się niewykonalna. Dwie koterie mające „wpływ” na Łukaszenkę to frakcja technokratów i młodzieży. Pierwsza dochowuje wierności prezydentowi ponieważ wywodzi się ze środowisk dyrektorskich wielkich przedsiębiorstw państwowych a druga z powodu swojego lidera- Wiktara Łukaszenki. Paradoksalnie to Wiktar jest potencjalnie rosyjskim wytrychem, który może zdestabilizować system, został bowiem pominięty przez ojca w „sukcesji” na rzecz swojego młodszego brata. Kreacji konkurencyjnego dla Łukaszenki lidera Rosja nie może zrealizować także w oparciu o białoruską opozycję, którą charakteryzuje niewielka liczebność (kilka tysięcy ludzi) oraz „strukturalny i koncepcyjny kryzys” spowodowany wyborczą porażką w 2006 roku.[14]Fakt ten potwierdza także niedawna deklaracja Aleksandra Milinkiewicza, wspólnego kandydata białoruskiej opozycji w poprzednich wyborach. Milinkiewicz zapowiedział, że nie będzie kandydował w grudniowych wyborach ponieważ: „nie chce walczyć z kandydatami opozycji, bo Łukaszenka przy takiej ilości kandydatów odpoczywa”.[15]

Choć uzależnienie gospodarki białoruskiej od Rosji jest duże[16] i prawdopodobnie będzie postępować z czasem to jednak zdestabilizowanie białoruskiego systemu drogą gospodarczą jest zadaniem długofalowym. Jeżeli Moskwa nie osiągnie swoich celów podczas grudniowych wyborów na Białorusi, to prawdopodobnie będziemy świadkami pozornej poprawy relacji białorusko- rosyjskich ze względu na zbliżające się wybory w Rosji. Po roku 2012 asertywny trend polityki rosyjskiej względem Mińska powinien być kontynuowany wedle wzorców innowacji Miedwiediewa. Będzie to jednak chwila wytchnienia dla Łukaszenki, który z braku alternatywy będzie zacieśniał współpracę gospodarczą z Chinami. Pożyczki uzyskiwane z państwa środka mogą jeszcze przez pewien czas stabilizować system, ale jego erozja jest nieunikniona. Spodziewam się także, że dostęp do kredytów MFW dla Białorusi zostanie w przyszłości ograniczony, czego w pewnym sensie już jesteśmy świadkami.[17] W chwili obecnej z braku alternatywy społeczeństwo akceptuje władzę Aleksandra Łukaszenki. Nacisk gospodarczy i medialny Rosji może jednak z czasem zmienić tą sytuację. Jeszcze w 2006 roku wspomagana przez Moskwę gospodarka białoruska charakteryzowała się istnieniem szacowanej na 600-700 tys. osób grupy tzw. „nieaktywnych ekonomicznie jednostek”. W obliczu nowej jakości relacji białorusko-rosyjskich problem ten może narastać i doprowadzić do niepokojów społecznych.[18] Kolejnym groźnym symptomem gospodarczym poprzedzającym ochłodzenie relacji na linii Mińsk-Moskwa, była dewaluacja białoruskiej waluty na przełomie 2008/09 roku. Jak zatem będzie wyglądała przyszłość? Asertywna polityka Kremla wpłynie z pewnością negatywnie na gospodarczą sytuację Białorusi, którą do tej pory należało uznawać za stabilną. Owoce swoich działań Kreml będzie jednak zbierał prawdopodobnie dopiero po upływie kadencji prezydenckiej, którą rozpoczną grudniowe wybory.

Podsumowując wcześniejsze rozważania można stwierdzić, że wpływy rosyjskie na Białorusi będą prawdopodobnie wzrastać w perspektywie kolejnych lat. Faktyczną kondycję Łukaszenki obnażą grudniowe wybory prezydenckie, które tym razem mogą zostać uznane przez Kreml za „niedemokratyczne”. Prognozy długofalowe dotyczące Białorusi muszą uwzględniać zbieżność interesów biznesowych UE i Rosji, nasilającą się we Wspólnocie krytykę „ostatniej dyktatury Europy” oraz pogarszający się stan gospodarczy i finansowy Mińska. Jeżeli dotacje chińskie się nie zwiększą a surowce energetyczne sprowadzane przez Białoruś znaczącą zdrożeją ze względu na koszty transportu lub niekorzystne kontrakty ze stroną rosyjską to system stworzony przez Łukaszenkę czeka erozja. Można spodziewać się zatem prób ze strony Mińska, które będą dążyć do legitymizacji władzy Łukaszenki w oczach UE i zacieśniania kontaktów z Brukselą. Będzie się to wiązać z nadzieją na dotacje finansowe i pomoc w modernizacji przemysłu. W zamian Mińsk może przyobiecać stopniową demokratyzację kraju. Drugi wariant jaki biorę pod uwagę zakłada wymuszoną sukcesję, która stworzy pozory odwilży i rozładuje sytuację w relacjach z Rosją. Oprócz tego Łukaszenka będzie ponawiał próby aktywizowania kolejnych wektorów w polityce zagranicznej. Ostatnim, mało prawdopodobnym (właściwie nieprawdopodobnym) scenariuszem jest podporządkowanie się Łukaszenki rosyjskim instrukcjom.

Artykuł ukazał się w nr 28/2010 "Policy Papers" Fundacji Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europae alt



[1] Katarzyna Pełczyńska- Nałęcz, Dokąd sięgają granice Zachodu 1990- 2010, OSW, Warszawa 2010, s. 19.

[2] http://stats.oecd.org/index.aspx?queryid=23120

[3] Wojciech Konończuk, Trudny „sojusznik”. Białoruś w polityce Rosji, OSW, Warszawa 2008, s. 10.

[4] Wojciech Konończuk, tamże, s. 7.

[5] Kazimierz Dadak, Rosja jako światowe mocarstwo. Marzenia a rzeczywistość, Międzynarodowy Przegląd Polityczny, nr 26, 2010, s. 153.

[6] Raport OSW, Rosja w kryzysie: rok pierwszy, Warszawa 2010, s. 12.

[7] http://www.rp.pl/artykul/67299,498204.html

[8] http://konflikty.wp.pl/kat,1020229,title,Hitler-ojciec-chrzestny-jak-jeszcze-nazwa-prezydenta,wid,12522223,wiadomosc.html?ticaid=1b0b5

[9] http://www.osw.waw.pl/pl/wiadomosci/2010-10-04/#1

[10] http://www.wprost.pl/ar/202098/Bialorus-kupi-rope-od-Wenezueli-Zaplaci-jej-dwa-razy-wiecej-niz-Rosji/

[11] Nowa Europa Wschodnia, wrzesień- październik 2010, s. 11.

[12] http://www.tvn24.pl/0,1677357,0,2,chiny-wyloza-na-bialoruskie-fabryki,wiadomosc.html

[13]Kamil Kłysiński, Agata Wierzbowska- Miazga, Zmiany w białoruskich elitach politycznych, gospodarce i społeczeństwie. Pozory i rzeczywistość, Warszawa 2009 s. 22.

[14] Kamil Kłysiński, Agata Wierzbowska- Miazga, tamże, s. 33.

[15]http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80545,8389609,Milinkiewicz__Nie_bede_kandydowal_na_prezydenta.html

[16] Eksport białoruskich towarów do Rosji to 31,5% całego eksportu, import towarów z Rosji to 58,5% całego importu. Porównaj: http://www.economywatch.com/world_economy/belarus/export-import.html

[17] http://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/tydzien-na-wschodzie/2010-09-29/mfw-krytycznie-o-polityce-gospodarczej-minska

[18] http://www.wolnabialorus.pl/archiwum.php?nr=1562

Czytany 8158 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04