×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 396

poniedziałek, 17 maj 2010 20:31

Łukasz Reszczyński: Poker na Wyspie Miłości

Oceń ten artykuł
(1 głos)

alt

Łukasz Reszczyński

Republika Turecka Cypru Północnego to jedna z ważniejszych przeszkód w dialogu pomiędzy Ankarą a Brukselą.

Ostatnie wybory prezydenckie w tureckiej części Cypru, nie uznawanej przez nikogo poza Ankarą – Republice Tureckiego Cypru Północnego, nie przyniosły wbrew pozorom zaskakującego rozstrzygnięcia. Dervis Eroğlu – dotychczasowy premier (oraz lider prawicowej Partii Jedności Narodowej – PJN), pokonał ubiegającego się o reelekcję Mehmeta Aliego Talata, zdobywając w pierwszej rundzie ponad 50 procent głosów. Prowadzone przez byłego prezydenta od kilku lat rozmowy, dotyczące zjednoczenia wyspy nie przynosiły żadnych namacalnych zmian dla tureckiej ludności Cypru. Jednocześnie ze swojej obietnicy nie wywiązała się również Unia Europejska, która zobowiązała się do zmniejszenia izolacji cypryjskich Turków (głównie w aspekcie ekonomicznym). Oba te czynniki wpłynęły na znużenie i zniecierpliwienie społeczeństwa narastającą stagnacją, co miało bezpośrednie przełożenie na wynik wyborczy. Nie należy również zapominać o potężnym atucie Eroğlu jakim jest finansowe i polityczne wsparcie Ankary. Wygrana Eroğlu w wyścigu po fotel prezydencki jest również dopełnieniem przemian politycznych w północnej części Cypru, jakie rozpoczęły się wraz ze zwycięstwem jego partii w ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych (oraz zdobyciem przez PJN, 26 z 50 miejsc w parlamencie).

 

Twardogłowy jednak chce rozmawiać

Większość powyborczych komentatorów jest zgodna, że wybór konserwatywnego Eroğlu na urząd prezydenta północnego Cypru może poważnie zagrozić tamtejszemu procesowi jednoczenia wyspy. Obawy te dobitnie potwierdza Talat, według którego „Eroğlu nie ma koncepcji” co wyklucza tym samym rozwiązanie problemu. Sam lider prawicowców jednak wielokrotnie podkreślał, że pragnie kontynuować dzieło swojego poprzednika, który opowiadał się za połączeniem zwaśnionych stron w jeden państwowy organizm. Nowy prezydent zapewnił, że rozmowy będą prowadzone, jednak rozwiązanie musi „uwzględniać panującą na wyspie rzeczywistość”. Obserwatorzy przypominają jego wizję przyszłości wyspy, jako miejsca funkcjonowania dwóch oddzielnych republik. Sam Eroğlu, co prawda podczas kampanii niezbyt głośno o niej wspominał, jednak jego przywiązanie dla istniejącej Republiki Tureckiego Cypru Północnego jest powszechnie znane.

Dążenie do takiego modelu z pewnością nie zyska przychylności cypryjskich Greków. Rzecznik ich rządu Stefanos Stefanou, w jednym z wywiadów stwierdził, że wybór Eroğlu jest wydarzeniem „negatywnym”. Pewnym optymizmem może napawać jednak niedawna wypowiedź prezydenta należącej do Unii Europejskiej, greckiej części Cypru – Dimitrisa Christofiasa, który zarzekł się, że jeśli podczas obecnej kadencji (która wygasa w 2012 roku) nie zakończą się sukcesem rozmowy dotyczące zjednoczenia wyspy, to wtedy nie będzie się on ubiegał o reelekcję. Pocieszenie to dla cypryjskich Turków jest raczej marne, tym bardziej, że jak twierdzi szef greckiej dyplomacji George Papandreou - „postawa Eroğlu nie napawa optymizmem gdyż stoi w sprzeczności z konstruktywnym podejściem prezydenta Christofiasa”.

Komentatorzy zauważają jednak znaczne stonowanie nacjonalistycznych postaw samego Eroğlu jak i jego partii. Umiarkowanie to nie jest przypadkowe i wiąże się głównie z obawami wobec społecznego znużenia cypryjskich Turków przedłużającymi się negocjacjami, a także chęcią stworzenia atmosfery zachęcającej do rozmów drugą stronę. Społeczne niezadowolenie pogłębia gospodarczy kontrast pomiędzy północą a południem, które będąc już szósty rok członkiem Unii Europejskiej rozwija się w szybkim tempie. Coraz więcej młodych Turków cypryjskich korzysta zatem z możliwości posiadania unijnych paszportów, dostając szansę na pracę i pensję w wymarzonych euro. Wzrastająca migracja spowalnia możliwości gospodarcze państwa północnego Cypru, co z każdym rokiem osłabia również jego pozycję polityczną względem południa.

Jak już wspomniano, Eroğlu podkreślił, że zainteresowany jest kontynuowaniem dialogu z południem, jednak według bliżej nieokreślonego szablonu. Analizując jego słowa dotyczące „rzeczywistości panującej na wyspie” należy wskazać chociażby gospodarczą sytuację kraju oraz wysokie poparcie ludności północy dla zjednoczenia obu państw, co sprawia, że cel wydaje się jasny. Nie mniej jednak należy również pamiętać o negatywnych postawach na południu Cypru. Wydaje się być rzeczą naturalną, że wiodący dostatni żywot cypryjscy Grecy nie są zainteresowani przyjęciem na swoje barki obciążenia w postaci upadłych gospodarczo terenów północnych (tym bardziej, że mglista wydaje się nadzieja na możliwość odzyskania dawnych posiadłości na północy wyspy). Dali już tego wyraz odrzucając w referendum w 2005 roku plan ówczesnego Sekretarza Generalnego ONZ – Koffiego Annana. Konflikt interesów obu stron wydaje się zatem być szalenie skomplikowany – południe z chęcią połączy się z północą jednak cypryjscy Turcy staliby się jedynie mniejszością narodową ich państwa, z kolei północ w zjednoczeniu widzi również przygarnięcie części władzy na całej wyspie.

W tym kontekście mglisty plan prezentowany przez Eroglu, który proponuje rozwiązanie pośrednie, oparte jak już wspomniano na istnieniu dwóch równorzędnych republik cypryjskich, zaczyna nabierać sensu.

Turecka rozgrywka

Problem Cypru od samego początku stał się areną rywalizacji aktorów zewnętrznych. Poza najsilniejszym z nich – Turcją, zaliczają się do nich również Francja i Niemcy, a także pozostałe kraje UE jako całość. Kwestia cypryjska wiąże się bezpośrednio z tureckimi ambicjami stania się członkiem UE. Negocjacje prowadzone od wielu lat nadal nie przynoszą jednak rezultatów. Spowodowane jest to głównie sprzeciwem wobec tej akcesji dwóch najsilniejszych członków UE – Francji i Niemiec. Oba kraje w ostatnim czasie dość dobitnie dały do zrozumienia Ankarze, że jej członkostwo w UE jest niemożliwe, a jedyną formą współpracy może być „specjalne partnerstwo”. Mimo tego negocjacje pomiędzy Ankarą a Brukselą teoretycznie trwają nadal, zaś rozwiązanie kwestii cypryjskiej stanowi jeden z najważniejszych elementów kontynuowania tego dialogu.

Jak już wspomniano w opinii komentatorów wydarzenie związane z wyborem Eroğlu paradoksalnie stawia Ankarę na lepszej pozycji względem UE. Jak twierdzi Adam Balcer z Centrum Strategii Europejskiej „groźba trwałego impasu tego procesu może jednak wymusić korektę polityki UE wobec Północnego Cypru i w konsekwencji przyczynić się do przyspieszenia tempa negocjacji Turcji”. Biorąc pod uwagę uzależnienie zarówno wybranego prezydenta jak i jego partii od funduszy płynących znad Bosforu trudno się z takim twierdzeniem nie zgodzić. Turcja zyskuje tym samym niezwykle „posłuszne” narzędzie, które w zależności od postępu rozmów negocjacyjnych z UE może zostać użyte. Jednak według Hugh Pope`a z International Crisis Group – „nie ma mowy, by Bruksela dalej zasiadała do stołu z krajem, który okupuje jedną trzecią terytorium państwa członkowskiego UE” (chodzi tu o wciąż utrzymywane na terytorium Północnego Cypru wojska tureckie).

Obecnie można zaobserwować próbę marginalizacji problemu cypryjskiego przez polityków tureckich w oczach Zachodu. Aby wywrzeć wrażenie na Brukseli, Turcja stara się odgrywać rolę państwa, które posiada zdolności i instrumenty wpływu na regionalną stabilizację. W tym kontekście można odczytywać chociażby turecką politykę wobec Bałkanów Zachodnich. W tym roku Turcja była już kilkukrotnie miejscem spotkań przedstawicieli Serbii i Bośni i Hercegowiny, którzy pracują nad odnowieniem wzajemnych relacji. Ta zasłona dymna zdaje się jednak opadać wraz z niedawnymi wyborami prezydenckimi w północnym Cyprze.

Rozwój spornej sytuacji na wyspie należy również powiązać z wewnątrzpaństwowymi rozgrywkami w samej Turcji. Jak słusznie zauważa grecki lewicowy dziennik „To Ethnos”, wybór Eroglu na prezydenta tureckiej części Cypru to nic innego jak wyrażenie woli Ankary. Według dziennika ruch ten można odczytać jako przejaw wewnętrznej walki pomiędzy premierem Erdoğanem a kemalistami. W tym kontekście wszelkie próby dążące do zjednoczenia wyspy mogłyby być przedstawiane jako zdrada tureckich interesów.

Spodziewane rozwiązanie?

Wybory prezydenckie w północnej części Cypru stanowią ważny krok w procesie rozwiązywania problemu cypryjskiego. Pytanie brzmi jednak: czy będzie to krok naprzód czy też wstecz. Obawy dotyczące zahamowania procesu zjednoczenia, mające być następstwem prezydentury Eroglu są po części zasadne, jednak w dużej mierze pozostają konsekwencją polityki demonizowania zwolenników wszelkich rozwiązań, stojących w sprzeczności z polityką jednoczenia obu organizmów. Ciekawie w tym kontekście przedstawiają się również wypowiedzi czołowych tureckich polityków. Szef tureckiej dyplomacji Ahmeta Davutoglu, stwierdził, że „Turcja będzie kontynuować wsparcie dla rozmów nad ustanowieniem pokoju na wyspie, bez względu na to kto będzie przewodniczył cypryjskim Turkom przy stole obrad”. Z kolei premier Erdogan poszedł jeszcze dalej oświadczając w jednym z wywiadów, że „jest naszym celem aby znaleźć rozwiązanie do końca tego roku”.

Obecna sytuacja realnie przyspiesza rozwiązanie problemu cypryjskiego, jednak faktycznie zjednoczenie wyspy w jeszcze większym stopniu zależne stało się od stanowiska Ankary. Wobec ochłodzenia tureckich relacji z Brukselą rozwiązanie to z pewnością przedłuży się w czasie, co może ponownie rozognić, dość skutecznie zażegnane za prezydentury Talata, wzajemne animozje pomiędzy cypryjskimi Turkami i Grekami.

Prawdopodobny, acz ryzykowny jednocześnie pozostaje również model włączenia Republiki Tureckiego Cypru Północnego do Turcji. Jest to rozwiązanie mogące nieść za sobą największe (negatywne) konsekwencje dla Ankary i jej relacji z UE. Twierdzenie, że wraz z wyborem Eroğlu (jak również wcześniejszymi wygranymi wyborami parlamentarnymi jego partii) to do Ankary należy najbliższy ruch jest słuszne. Ruch ten jest jednak zależny w głównej mierze od stanowiska UE. Rację ma Adam Balcer, który twierdzi, że „ kluczowe znaczenie ma wykorzystanie przez UE nowych kompetencji w sprawie polityki zagranicznej Parlamentu Europejskiego, które uzyskał on na mocy traktatu lizbońskiego”. Porównując sytuację do gry w pokera, Turcja jest graczem z asem w rękawie (w postaci Eroğlu), jednak to Bruksela pełni rolę krupiera rozdającego karty do gry.

Artykuł ukazał się w numerze 16 tygodnika alt

Czytany 5524 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04