×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 396

wtorek, 18 styczeń 2011 10:50

Łukasz Reszczyński: Bukareszt potrząsa szabelką

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

briberom  Łukasz Reszczyński

Rumunia wciąż uchodzi za najciemniejszą plamę na korupcyjnej mapie Europy. To zmniejsza jej szanse na dołączenie do strefy ruchu bezwizowego. geopolityka

Rumuńskie plany dołączenia do bezwizowego ruchu strefy Schengen do końca marca 2011 roku zdają się mieć coraz mniejsze szanse powodzenia. Wpływ na taki obrót sytuacji ma postawa państw zachodnich (głównie Francji i Niemiec), które wciąż postrzegają Rumunię jako najciemniejszą plamę na korupcyjnej mapie kontynentu. Dodatkowym problemem jest rumuński system sądownictwa, który od momentu akcesji kraju do UE (2007), wobec nikłych reform wciąż poddawany jest krytyce ze strony organów unijnych. Nie trudno domyśleć się również, że języczkiem u wagi pozostaje kwestia rumuńskich Romów, którzy w ostatnim czasie stali się elementem politycznej rozgrywki we Francji.

 

Akt dyskryminacji

Jeszcze niedawno politycy rumuńscy, a także bułgarscy (Bułgaria razem z Rumunią pozostają poza strefą Schengen) dość otwarcie wspominali o planie dołączenia obydwu krajów do strefy Schengen do marca 2011 roku. Optymizm ten wynikał jednak bardziej z chęci znalezienia tematu zastępczego dla krytycznej sytuacji gospodarczej w obu krajach, niż z realnej kalkulacji ewentualnych szans. Rumuni liczyli w tej sytuacji zwłaszcza na zajmujących do tej pory wobec nich dopingującą postawę Niemców, jednak ostatnie poczynania Berlina jednoznacznie wyklarowały sytuację. Pod koniec grudnia poprzedniego roku ujawniono list szefów MSW Niemiec i Francji skierowany do Komisji Europejskiej, w której zarzucono Rumunii i Bułgarii niedostateczne postępy w zwalczaniu korupcji i przestępczości zorganizowanej. Bukareszt liczy zatem na swoją ostatnią deskę ratunku – rozpoczynające się unijne przewodnictwo Węgier. Priorytet wprowadzenia Rumunii i Bułgarii do strefy Schengen Budapeszt podkreślał niejednokrotnie, wymieniając swoje zadania na najbliższe pół roku. Potwierdził to również szef węgierskiej dyplomacji – Janos Martonyi, który po ceremonii przejęcia unijnego przewodnictwa stwierdził, że Węgry zrobią wszystko aby podczas ich prezydencji zarówno Rumunia jak i Bułgaria dołączyły do europejskiego ruchu bezwizowego.

Mimo wszystko postawa Francji i Niemiec wywołała dość nerwową reakcję Bukaresztu. Rumuński szef dyplomacji Todor Baconschi określił tę sytuację jako „akt dyskryminacji wobec Rumunii i Bułgarii”. W wywiadzie udzielonym jednemu z tamtejszych dzienników stwierdził również, że takim razie jego kraj może wycofać się z unijnego mechanizmu kontroli korupcji i walki z przestępczością zorganizowaną (CVM). Mechanizm ten objął Rumunię oraz Bułgarię, stanowiąc niejako warunek akcesji do Unii Europejskiej (a tym samym jako element weryfikujący gotowość objęcia liberalizacją wizową Schengen). Baconschi zagroził również, że wobec takiej sytuacji Bukareszt rozważy zablokowanie kandydatury Chorwacji, która jest rozpatrywana jako nowy członek Unii. Rumuński szef dyplomacji wyraził swoje oburzenie faktem, że Zagrzeb mając nie wiele mniejsze problemy z korupcją, o czym świadczą poważne oskarżenia w stosunku do poprzedniego premiera Ivo Sanadera, nie został objęty mechanizmem CVM. Problem staje się coraz bardziej skomplikowany.

Faktem jest, że kwestia korupcji, oraz niedoskonałości mechanizmów prawa wciąż stanowią poważną słabość Rumunii. Do tej pory jednak Bukareszt był głaskany przez pozostałe kraje unijne za każde działania zmierzające do poprawy na tym polu, niezależnie od ich jakości. Potwierdza to dość kosmetyczna zmiana na stanowisku przewodniczącego Naczelnej Rady Sądownictwa. Niejednoznaczna postawa państw zachodnich przewrotnie utwierdzała rumuńskie elity polityczne w słuszności ich działań - a raczej ich braku - czego wyrazem były optymistyczne plany dołączenia do strefy Schengen do marca tego roku, a także późniejsza ostra reakcja szefa MSZ.

Gospodarcze unieruchomienie

Dość impulsywna reakcja Baconschi`ego nie mogła mieć jednak przełożenia na ruchy Bukaresztu (co z resztą potwierdził sam minister, wyrażając żal z powodu tych słów). Zasadniczym czynnikiem są tutaj interesy gospodarcze Rumunii, która najintensywniej rozwija je z Niemcami. Berlin zaś jest główny orędownikiem unijnej akcesji Chorwacji, z którą łączą go przede wszystkim interesy geopolityczne. Jak podkreślają niektórzy komentatorzy, scenariusz wycofania się Rumunii z kontroli unijnego mechanizmu CVM byłby zatem mało prawdopodobny. Ten mający poważne problemy gospodarcze kraj jak mało który potrzebuje zagranicznych inwestycji, oraz unijnych programów i funduszy rozwojowych. Sprzeciw wobec unijnej kontroli oznaczałby zastopowanie procesu modyfikacji sytuacji wewnętrznej na model wspólnotowy, co stanowiłoby raczej nikłą zachętę dla potencjalnych inwestorów. Zdaje sobie z tego faktu doskonale sprawę nowy gabinet premiera Boca, który za najistotniejszy cel swoich rządów obrał właśnie wyjście z zapaści gospodarczej.

Nie oznacza to jednak, że Rumunia nie posiada żadnych istotnych instrumentów, które mogą napsuć krwi Brukseli w związku z opóźnieniem akcesji do strefy Schengen. Prezydent Basescu już zapowiedział, że jeśli sprawa nie dojdzie do skutku (choć w swej wypowiedzi nie określił czy chodziło mu o marzec 2011) to Rumunia może przeznaczyć planowane 270 milionów euro nie na rozwój potencjału zachęcającego zagranicznych inwestorów, a na rozwój rodzimych małych i średnich przedsiębiorstw. Argument ten wydaje się jednak być również jedynie grą słowną prowadzoną przez rumuńskie władze, bądź co bądź, uzależnione od unijnej kasy.

Dużo bardziej skuteczne w rękach Bukaresztu mogą okazać się jednak kwestie geopolityczne. Poza Niemcami istotnym partnerem handlowym Rumunii pozostaje Turcja, której akcesja do Unii Europejskiej staje się coraz bardziej pieśnią przeszłości niż realną perspektywą. Zacieśnienie gospodarczych kontaktów z Ankarą poszerzy jej oddziaływanie na Bałkanach, których stabilizacja jest piętą achillesową Brukseli. Pogorszenie relacji Rumunii z pozostałymi krajami unijnymi może być również zachętą dla Rosji, dla której umocnienie wpływów w tej części Europy to niewątpliwie łakomy kąsek. Nie należy zapominać również o wciąż nierozwiązanej kwestii Naddniestrza, w której Rumunia odgrywa jedną z głównych ról, będąc polityczno – gospodarczym oparciem dla władz Mołdawii. Ten wciąż nierozwiązany (nierozwiązywalny?) konflikt stanowi kolejny punkt na polityczno – ambicjonalnej mapie polityki Unii Europejskiej, która nie może pozwolić sobie na funkcjonowanie potencjalnego źródła konfliktu u swoich granic.

Nie można również zapominać o rumuńskich zatargach z Węgrami. Chodzi tu głównie o liczną węgierską mniejszość w Rumunii. Wraz z dojściem do władzy na Węgrzech prawicowego Fideszu z premierem Orbanem na czele w mediach dość sztucznie próbuje się ten konflikt rozdmuchać. Rzecz polega na zapowiadanym przez Orbana wprowadzeniu dla rumuńskich Węgrów podwójnego obywatelstwa (takie same działanie Bukareszt podjął wobec rumuńskiej mniejszości w Mołdawii), co w perspektywie miałoby zapewnić tej partii spory elektorat. W kontekście ostatnich dobrych relacji i współpracy między państwami trudno spodziewać się zaognienia sytuacji z tego powodu, tym bardziej, że obecnie Rumunii są wyjątkowo zainteresowani dobrymi kontaktami z Budapesztem z racji sprawowanej przez niego prezydencji w UE. Wspomnieć należy również, że w skład obecnej koalicji rządzącej w Rumunii wchodzi węgierska Unia Demokratyczna, co niewątpliwie jest czynnikiem studzącym ewentualny konflikt z Budapesztem. Nie mniej jednak możliwe (choć mało prawdopodobne) odnowienie sporu między dwoma członkami Wspólnoty z pewnością nie byłoby pożądane przez Brukselę. Odbiłoby się to też (a może przede wszystkim) na konsolidacji państw Europy Środkowej, które pozostawiły po sobie pewien niesmak po katastrofalnej prezydencji Czech.

Geopolityczny konik

Rumunia mimo swoich niedostatków prawnych oraz wciąż słabej ekonomii stanowi niezwykle istotny obszar geopolityczny w perspektywie zarówno Unii Europejskiej jako całości, Europy Środkowo – Wschodniej, a także samej Polski. Do tego predestynuje ją specyficzne położenie geograficzne, z racji obecności rozległego pasma Karpat, stanowiące naturalny mur obronny na kierunku wschodnim. Kraj ma też dostęp do Morza Czarnego, co w kontekście jej członkostwa w NATO jest również istotne. Kryzys tożsamościowy Rumunów, którzy od obalenia reżimu Ceausescu wciąż zdają się poszukiwać swojego „ja”, powinien stać się obiektem intensywniejszego zainteresowania państw unijnych. Geografia i spuścizna historyczna (mieszanie się wpływów osmańskich, habsburskich, rosyjskich i francuskich) są elementami, które w negatywny sposób wpływają na postawę rumuńskich elit politycznych. Podobnie jak w okresie międzywojennym tak i teraz zauważalna jest wśród nich postawa przeceniająca ich obecną wartość dla Unii Europejskiej i NATO, co wpływa na niewystarczająco krytyczne spojrzenie na własne osiągnięcia.

Zbliżające się przewodnictwo pracami Unii Europejskiej, a także naturalne interesy geopolityczne powinny zaktywizować również działalność polskiej dyplomacji w Rumunii. Jest jeden z niewielu krajów szczerze popierających koncepcję Partnerstwa Wschodniego, a także znakomita platforma eksportu naszych interesów dalej na południe.

Wydaje się, że kwestia przystąpienia do strefy Schengen zarówno Rumunii jak i Bułgarii, w skutek sprzeciwu Francji i Niemiec (nawet wobec silnego wsparcia Węgier) prawdopodobnie zostanie odłożona w czasie. Zwłaszcza Paryż patrzy na całą sprawę z perspektywy niedawnych problemów z ludnością romską, której rozwiązanie daje punkty wśród francuskiego elektoratu. Berlin z kolei obawia się napływu ludności rumuńskiej i bułgarskiej poszukującej pracy. Nie oznacza to jednak, że kwestia ta jest uzależniona jedynie od stanowiska Francji i Niemiec. Faktycznie Rumunia, podobnie jak Bułgaria zrobiły do tej pory na polu walki z korupcją i zorganizowaną przestępczością nie wiele, co stanowi główny powód negatywnego stanowiska wobec ich akcesji do Schengen. Zasadniczym problemem dla rumuńskiej ekipy rządzącej będzie zatem ustabilizowanie sytuacji gospodarczej, która ma zasadnicze przełożenie na wymienione problemy. Nie zmienia to jednak faktu stosowania przez Brukselę podwójnych standardów wobec państw bałkańskich. Nie dziwi złość wyrażana przez polityków rumuńskich wobec braku mechanizmu CVM w stosunku do Chorwacji, a także wobec Serbii, Macedonii i Czarnogóry, które nie będąc członkami Unii Europejskiej, w 2009 roku zostały włączone do bezwizowego ruchu Schengen (pod koniec 2010 roku przywilejem tym objęto również Albanią oraz Bośnię i Hercegowinę).

Artykuł ukazał się 23 stycznia 2011 w nr 3 (577) tygodnika alt

Czytany 5139 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04