wtorek, 10 wrzesień 2013 12:23

Świat przeciw wojnie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

No-War-on-Syria  ECAG

Przy okazji obrad G-20 Rosja nie tylko konsultowała swoją propozycję kompromisowego rozwiązania kryzysu syryjskiego, ale także szukała sojuszników przeciw wojennym planom Waszyngtonu.

Jak wynika z komentarzy po szczycie – od początku twarde stanowisko (prezentowane przez Baracka Obamę aż do wczoraj) popierały Turcja, Kanada, Arabia Saudyjska i Francja. Brytyjczycy – wobec decyzji Izby Gmin, zmuszeni byli lawirować. Przeciw rozwiązaniu siłowemu, poza Rosją i Chinami opowiedziały się natomiast Indie, Indonezja, Argentyna, Brazylia, RPA i Włochy oraz sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon.

Faktyczną rozpiętość postaw wobec wariantów przebiegu wypadków pokazywały jednak wystąpienia poszczególnych przywódców. „Jastrzębiem” konsekwentnie okazał się premier Turcji Recep Tayyip Erdogan, jasno opowiadając się za pełnowymiarową inwazją w Syrii. Z kolei premier Włoch Enrico Letta biadał nad niemożnością wypracowania wspólnego stanowiska uczestników szczytu i swój sceptycyzm wobec ścieżki militarnej tłumaczył koniecznością dojść do konsensusu potęg światowych. Generalnie kraje europejskie wyrażały przede wszystkim przed demograficznymi skutkami inwazji – w tym przede wszystkim lawinowym wzrostem ilości uciekinierów z Syrii, których liczba już sięgnęła 6 mln. Dla borykającej się z własnymi problemami imigranckimi Europy Zachodniej – byłaby to groźba katastrofy.

Interes nieobecnych w Petersburgu mniejszych państw najlepiej wyraził zaś prezydent RPA Jacob Zuma, podkreślając, że czują się one stale zagrożone przez mocarstwa, mogące w każdej chwili wywrzeć na nie niemal nieograniczony nacisk wg własnego uznania. Krytykę J. Zumy ochoczo podchwycił Władimir Putin, wykorzystując ją do zdezawuowania polityki USA i ich sojuszników nie tylko wobec Syrii, ale i Korei Północnej. Skądinąd właśnie różnica między podejściem do programu atomowego Phenianu, a pragnieniem karania Damaszku za rzekome użycie arsenału chemicznego stanowiło punkt wyjścia dla sformułowanego ostatecznie przez ministra Siergieja Ławrowa projektu międzynarodowej kontroli nad bronią chemiczną w Syrii. – Przecież właśnie tego, pełnej otwartości domagacie się od Koreańczyków – wskazywał W. Putin, zwracając uwagę, że jakoś Korei Pn. nikt póki co nie napada, nie ma więc powodów, by akurat prezydenta Bashara al-Assada traktować inaczej niż Kim Dzong Una.

Rosja poniekąd pomaga Ameryce proponując pata i wyjście z twarzą z kryzysu, w który wpędziła USA polityka prezydenta B. Obamy. Jednocześnie jednak wdrożenie planu S. Ławrowa byłoby dużym sukcesem międzynarodowym Rosji i elity waszyngtońskie zastanowią się zapewne parokrotnie, zanim taki prezent Kremlowi zrobią, choćby nawet same na nim zyskiwały. Moskwa zresztą, póki co, już punktuje, mając wsparcie znacznie szerszej koalicji antywojennej, niż udało się sformować przy poprzednich amerykańskich „małych, zwycięskich wojenkach”.

(karo)

Tekst został opublikowany w ramach w ramach programu analitycznego Wojna w Syrii.

Czytany 5407 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04