sobota, 21 kwiecień 2012 08:45

Rafał Zgorzelski: Rosja wobec konfliktu w Syrii

Oceń ten artykuł
(1 głos)

kremlin


dr Rafał Zgorzelski

Rosja wraz z Chinami, stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ, które uchodzą za aliantów obecnej ekipy rządzącej w Syrii, dwukrotnie zawetowała projekty rezolucji RB ONZ wzywające prezydenta tego państwa Baszara al-Assada do ustąpienia z zajmowanego stanowiska. Obalenie obecnie rządzącego Syrią mogłoby przynieść ze sobą powtórzenie sytuacji, z którą mamy do czynienia w Iraku, rządzonym de facto przez muzułmańskich fundamentalistów.

Rosja vs państwa zachodnie 

Rosja, która jest de facto sojusznikiem Syrii jeszcze od czasów ZSRS, zakwestionowała koncepty rezolucji forsowane przez państwa zachodnie, ponieważ uznała je za wyjątkowo stronnicze, to jest wzywające do zaniechania eskalacji przemocy tylko jedną ze stron syryjskiego konfliktu, al – Assada. Rosja oceniła też krytycznie projekty zmiany władzy w Syrii, w tym propozycję Ligi Arabskiej, która zaproponowała, aby Baszar al-Assad przekazał władzę wiceprezydentowi kraju.

Postawa, czy też raczej ostrożność Rosji nie dziwi o tyle, że w ubiegłym roku wstrzymała się ona od głosu w RB ONZ na temat ustanowienia strefy zakazu lotów w Libii, tym samym dając niejako mocarstwom zachodnim wolną rękę w postępowaniu względem tego państwa. Rezolucja, która miała stanowić podstawę do ochrony ludności cywilnej przed Muammarem Kaddafim przerodziła się w prowadzoną przez NATO otwartą wojnę przeciw Libii.

Sytuację w ogarniętej konfliktem Syrii ocenia krytycznie światowa opinia publiczna. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun oświadczył, że jest ona nie do przyjęcia i wezwał społeczność międzynarodową oraz wszystkich uczestników Rady Bezpieczeństwa ONZ do jedności w tej materii. O powstrzymanie rozlewu krwi w Syrii zaapelowało również, we wspólnym liście do RB ONZ, blisko 50 znanych na świecie polityków i intelektualistów, w tym byli prezydenci RFN i RPA, pisarze Umberto Eco i David Grossman, czy laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, Szirin Ebadi. Nie da się nie zauważyć, że apele te były jednak skierowane przede wszystkim do Rosji, którą uznano za państwo stojące na drodze do wypracowania jednolitego stanowiska ONZ w przedmiotowej kwestii.

Misja Kofiego Annana 

Rozwiązaniem patowej wydawało się sytuacji okazał się ogłoszony w połowie marca projekt deklaracji zaproponowany partnerom z RB ONZ przez Francję, a więc kraj, którego to wcześniej prezydent Nicolas Sarkozy, opowiadał się za postawienie Baszara al-Assada przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym i nie wykluczał interwencji militarnej w Syrii pod auspicjami ONZ. Zresztą przy tej okazji warto dodać, że pomysł skierowania sprawy do MTK, lansuje w chwili obecnej również Wielka Brytania, która uznaje Assada winnym niedotrzymania warunków „zawieszenia broni” firmowanego przez wysłannika ONZ i Ligi Arabskiej, Kofiego Annana. Narody Zjednoczone w deklaracji tej wyraziły zaniepokojenie sytuacją w Syrii oraz ubolewanie z powodu ofiar śmiertelnych konfliktu oraz wezwały obydwie jego strony do natychmiastowego i całkowitego wdrożenia planu Annana przedstawionego w czasie jego misji w Damaszku.

Także Rosja, w tym w pierwszym rzędzie Dmitrij Miedwiediew, oficjalnie poparła misję byłego sekretarza generalnego ONZ, Koffiego Annana uznając, że jest ona być może ostatnią szansą na uniknięcie krwawego i długotrwałego konfliktu w Syrii.

Rosja, podobnie jak Chiny, wsparła misję Annana oraz zaprezentowany przez niego plan pokojowy, w tym apel adresowany do sił rządowych i opozycji w Syrii o wstrzymanie przemocy. Inne punkty tego projektu, to m. in. wsparcie humanitarne dla ludności cywilnej, wycofanie ciężkiej broni z dzielnic mieszkalnych miast oraz podjęcie rozmów na temat politycznego rozstrzygnięcia konfliktu. Oficjalny dokument w tej sprawie nie ma jednak mocy rezolucji RB ONZ, i na jej podstawie Narody Zjednoczone, nie mogą nakładać na Syrię sankcji.

Annan przebywał w Rosji i Chinach w celu wysondowania tego na ile państwa te są zainteresowane zaangażowaniem się w proces pokojowej stabilizacji sytuacji w Syrii. Kofi Annan spotkał się też z ministrem spraw zagranicznych Rosji, Siergiejem Ławrowem, który to wezwał go, by realizując swą misję współpracował zarówno z syryjskim rządem, jak i opozycją. Ławrow wyjaśnił też modyfikację stanowiska Rosji w sprawie syryjskiej stwierdzając, że dokument sankcjonujący misję Annana nie stanowił ultimatum dla władz syryjskich i nie zawierał tez, które wskazywałyby na to kto jest w większym stopniu winien kryzysowi w Syrii, i w związku z tym zasłużył na wsparcie Moskwy. Siergiej Ławrow wskazał też na dobre relacje Rosji z władzami Syrii sugerując zaangażowanie Rosji w celu zapewnienia pełnej współpracy Damaszku z Kofim Annanem. Szef rosyjskiej dyplomacji zauważył też, że również inni uczestnicy RB ONZ mają obowiązek zabiegać o to, aby nie dochodziło do eskalacji przemocy po stronie antyrządowej opozycji.

Warto również dodać, że na wspólnej konferencji prasowej z udziałem szefa MSZ Libanu, Ławrow zadeklarował, że Rosja jest gotowa poprzez misję Annana nie tylko w deklaracji, lecz również poprzez rezolucję.

Ławrow nie krył swojego zadowolenia z osiągniętego konsensusu również podczas zorganizowanego w Berlinie spotkania z udziałem ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Guido Westerwelle, Polski, Radosława Sikorskiego i właśnie Rosji. Przy okazji warto zaznaczyć, że również Westerwelle pozytywnie ocenił stanowisko Rosji uznając je za wyraźny sygnał, iż prezydent Syrii nie może liczyć na bezwarunkowe poparcie ze strony Moskwy.

Dwie rozbieżne strategie

Rosja zdecydowanie opowiadała się od początku przeciwko potęgowaniu konfliktu, lecz zarazem nie mniej konsekwentnie i zarazem sprytnie występowała przeciw ingerencji państw ościennych w sprawy Syrii, bądź opowiadaniu się przez nie po którejkolwiek ze stron sporu. Rosja i Międzynarodowy Czerwony Krzyż wzywały też władze w Damaszku oraz ich przeciwników do tego, by umożliwiały sobie wzajemnie dotarcie do rannych i cywilów oraz zgodzili się bezzwłocznie na codzienne przerwy walkach. Rosja popierała też zamysł zawieszenia broni wskazując na to, że to Syryjczycy winni decydować w demokratyczny sposób o tym kto ma w tym państwie sprawować władzę.

W odpowiedzi na w pewnym sensie przełomowe stanowisko Rosji i Chin, a więc poparcie tych państw dla misji Annana, w Stambule zorganizowano (w dniu 1 kwietnia br.) konferencję „Przyjaciół Syrii” z udziałem 83 krajów, podczas której uczestniczące w niej państwa uznały opozycyjną Narodową Radę Syryjską (NRS) za „przedstawicielkę wszystkich Syryjczyków” i „głównego rozmówcę w negocjacjach na terenie Syrii”. Z dużą satysfakcją efekt tych ustaleń zaprezentował publicznie turecki minister spraw zagranicznych, Ahmet Davutoglu. W tej materii stanowisko „Przyjaciół Syrii” zyskało aplauz prasy USA, która od samego początku wskazywała na to, że misja Annana nie ma sensu oraz podważała intencje dyplomacji rosyjskiej sugerując, że de facto zależy jej jedynie na utrzymaniu reżimu Assada. W sukurs szła im zresztą sekretarz stanu USA, Hilary Clinton, która zapowiadała upadek reżimu Assada, a jego samego zaś kwalifikowała do kategorii „zbrodniarzy wojennych”. Zresztą na ogół społeczność międzynarodowa uważa, że w większości przypadków odpowiedzialność za ofiary konfliktu spoczywa na władzach w Damaszku. USA i Niemcy podczas rzeczonego spotkania zadeklarowały 20 mln dolarów pomocy humanitarnej dla Syrii, a państwa Ligi Arabskiej otwarcie zapowiedziały sponsoring tzw. Wolnej Armii Syryjskiej (WAS). Trudno w takiej sytuacji o pozytywną ocenę intencji wszystkich ze stron zaangażowanych w stabilizację konfliktu w Syrii. O ile społeczność międzynarodowa bez wątpienia zainteresowana jest w dużej mierze pokojowym zakończeniem konfliktu w Syrii, o tyle udział niektórych z państw (wyjątkowo „demokratycznych”) Ligi Arabskiej w proces zaprowadzenia w państwie Assada demokracji brzmi jak niesmaczny żart. Tak otwarte występowanie państw zachodnich po stronie jednego z uczestników sporu nie może też wzbudzać pozytywnych odczuć nie tylko w samej Syrii, lecz również w Rosji i Chinach. I to w obliczu misji Annana.

Należy też wspomnieć o tym, że wcześniej wobec 12 osób z najbliższego otoczenia Baszara al-Assada nałożyła sankcje Unia Europejska, którymi objęła również jego małżonkę, Asmę al-Assad (posiadającą /sic!/ także obywatelstwo brytyjskie), jego matkę, siostry i szwagierki. To między innymi embargo zakazu wizowego i zamrożenia aktywów. Łącznie takim interdyktem jest objętych ok. 150 organizacji i osób, w tym sam Assad. UE zamroziła jeszcze w lutym br. aktywa banku centralnego Syrii oraz zakazała handlu metalami szlachetnymi i diamentami, a także lotów cargo syryjskich samolotów do UE.

Interesujące stanowisko w sprawie konfliktu w Syrii zaprezentował nieco wcześniej rosyjski wiceminister spraw zagranicznych Michaił Bogdanow, który ocenił, że deklaracje państw zachodnich i Ligi Arabskiej, iż rządy Assada są bezprawne i winny ulec zakończeniu, przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego i działają negatywnie na opozycję oraz w konsekwencji zniechęcają ją do porozumienia. Równie krytycznie ocenił Bogdanow kraje, które zawiesiły stosunki dyplomatyczne z Damaszkiem. Warto dodać, że swoją ambasadę w Syrii utrzymała Polska. Jest to poważny problem, ponieważ rzeczywiście nie ze wszystkimi kategoriami ludzi, bądź organizacji należy prowadzić negocjacje. Czy z Assadem warto?

Nie tylko medialne kontrowersje

W prasie światowej sugerowano, że Rosja czerpie zyski z tego, że dostarcza Syrii broń, która jest używana do tłumienia antyrządowych protestów oraz zabijania cywilnej ludności. Rosja rzeczywiście od wielu lat sprzedaje uzbrojenie Syrii, podobnie jak np. USA innym państwom, prowadząc z tym krajem interesy gospodarcze. Objaśnia ten fakt tym, że realizuje w sposób ciągły z Syrią interesy handlowe, a sprzedaż broni ma na celu zwiększenie bezpieczeństwa narodowego tego państwa, a nie wspieranie rządu w walce z rebeliantami. Powołując się na sobie tylko znane źródła Reuters podał tymczasem, że w latach 2007–2011 import broni przez syryjskie władze wzrósł niemal o 600%, z czego większość tych dostaw miała pochodzić z Rosji. O ile wątpliwości budzi sprzedaż przez Rosję broni do kraju ogarniętego tak potężnym konfliktem i znajdującego się pod pręgierzem międzynarodowej opinii publicznej, to należy uczciwie przyznać, że również USA nie mają w tej materii oporów, i od wielu lat wspierają na Bliskim Wschodzie w ten sposób, tj. poprzez sprzedaż uzbrojenia, swoich sojuszników.

Amerykańska prasa próbowała wykorzystać też fakt przebywania w porcie w Tartusie będącym punktem zaopatrzenia Floty Czarnomorskiej rosyjskiego tankowca na pokładzie, którego znajdowała się antyterrorystyczna piechota morska. Media w USA sugerowały, że miała to być demonstracja obecności Rosji w tym regionie, a okręt ten miał służyć do ewentualnej ewakuacji obywateli rosyjskich z państwa Assada. Siergiej Ławrow, wbrew temu co sugerowała prasa amerykańska, oświadczył zdecydowanie, że Rosja nie podejmie żadnych akcji militarnych na terenie Syrii. Ponadto minister obrony Rosji Anatolij Sierdiukow zdementował pogłoski, które wskazywały na to, że w Syrii operują rosyjskie siły specjalne. Nie zaprzeczył jednak temu, że przebywają tam rosyjscy wojskowi i doradcy techniczni.

Mimo tego że Rada Bezpieczeństwa ONZ zaapelowała zarówno do władz Syrii, jak i opozycji o wstrzymanie działań militarnych do dnia 10 kwietnia, walki między siłami rządowymi, a tzw. Wolną Armią Syryjską (WAS), armią powstańczą złożoną w dużej mierze z dezerterów, nie ustają. Baszar al – Assad zapewnia o tym, że zgodnie z planem Kofiego Annana zaczął wycofywać wojska z zajętych miast, co podważają rebelianci, którzy również nie wydają się zbytnio zainteresowani zawieszeniem broni. Przemawia za tym stwierdzeniem chociażby to, że Assad przyjął plan zaprezentowany przez wysłannika ONZ i Ligi Arabskiej, a antyrządowa opozycja nie sformułowała w tej kwestii jednoznacznego stanowiska.

Należy też podkreślić i to, że Assad zgodził się na propozycje Annana wprowadzenia codziennej dwugodzinnej przerwy w wymianie ognia w celu zapewnienia udzielenia pomocy humanitarnej potrzebującym, zaprzestanie ataków na zaludnione przez cywilów obszary oraz zaakceptował prawo do pokojowego manifestowania poglądów i współpracę z mediami.

Syryjski MSZ nie ukrywa

Rzecznik prasowy syryjskiego MSZ Dżihad Makdisi nie ukrywa, że Syria prowadzi dziś wojnę dyplomatyczną z wrogo nastawionym do niej światem zachodnim. Przyjaźnie odnosi się natomiast do misji Annana, która, wg niego, służy ochronie suwerenności, stabilizacji i bezpieczeństwa tego państwa. Makdis oświadcza też, że powodzenie inicjatywy Annana jest w mniejszym stopniu zależne od władz syryjskich, a bardziej jest związane właśnie z postawą zewnętrznych państw, które nakłaniają opozycję do rezygnacji z dialogu oraz otwarcie deklarują dostarczanie im broni (vide: konferencja „Przyjaciół Syrii”). Dżihad Makdis apeluje też do przeciwników Assada w kraju o podjęcie negocjacji bez żadnych warunków wstępnych i wskazuje na to, że o tym kto powinien być głową państwa winni decydować w wolnych i demokratycznych wyborach sami Syryjczycy.

Makdis zapewnia, że strona syryjska jest gotowa do współpracy ze wszystkimi przedstawicielami mediów w ramach działającej obecnie w tym państwie ustawy o środkach masowego przekazu. Wyraził też wdzięczność dla Rosji i Chin, bez których, jego zdaniem, osiągnięcie porozumienia zgodnie z założeniami planu Annana nie byłoby możliwe. Skrytykowała za to konferencję „Przyjaciół Syrii”, którzy, wg niego, kontynuują agresywną politykę wobec Republiki Syryjskiej. Skłania się natomiast ku podpisaniu porozumienia regulującego działanie międzynarodowych obserwatorów. Na szczególną uwagę zasługuje deklarowana otwartość do współpracy z mediami, w tym zagranicznymi. Na chwilę obecną z Syrii docierają różne, często sprzeczne, komunikaty, na podstawie których niełatwo wywnioskować, co jest prawdą, a co medialną sensacją mającą na celu zdezawuować którąś ze stron konfliktu.

Rozbieżne interesy

Odmienne stanowisko USA i Rosji w kwestii konfliktu w Syrii będzie prowadziło do zaostrzenia wzajemnych stosunków. Nie da się bowiem nie zauważyć, że Moskwa nie chce już tak szybko i zawsze oddawać pola Waszyngtonowi oraz coraz śmielej forsuje swoje koncepcje w polityce międzynarodowej. Nie odpuszcza też Unii Europejskiej.

Opinia międzynarodowa sprzyja doniesieniom, że gdzieś i coś dzieje się źle, że nie jest dobrze, iż komuś, ktoś wyrządza krzywdę. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zaakceptuje przemocy i napiętnowania bezbronnej ludności cywilnej. Rządy Assada są przedstawiane przez światowe media w wykrzywionym zwierciadle, i nie sądzę osobiście, aby warto było bezkrytycznie ufać relacjom tych mediów, czy też opiniom wyrażanym przez opozycję antyrządową. Nie znaczy to wcale, iż należy popierać satrapii model sprawowania władzy. Czy jednak upadek Assada gwarantuje stabilizację i spokój w Syrii?

Nie ulega wątpliwości, że rządy Assada są bardzo twarde, co zresztą jest charakterystyczne dla państw z tego regionu. Trudno dziwić się postawie Rosji, której to Assad jest sojusznikiem, że nie chce oddać kolejnego pola USA. Zresztą stanowisko Rosji, pomijając już same intencje, wydaje się być o tyle bardziej sensowne, że mocarstwa zachodnie potępiające Assada od początku, tak jakby nie chciały dostrzec tego, iż nie jest on jedynym problemem Syrii, a postawa rebeliantów również pozostawia wiele do życzenia.

Ważki aspekt sprawy

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Dezawuowane przez opinię międzynarodową rządy Assada sprzeciwiają się wzmacnianiu islamskich fundamentalistów zarówno w Syrii, jak i krajach ościennych. To fundamentaliści, mający dziś wsparcie państw zachodnich, najbardziej zaciekle kwestionują władzę Assada, choć przecież paradoksalnie uniemożliwił on przenikanie syryjskich islamskich bojowników do Iraku, a tym samym ich zaangażowanie w walkę przeciw USA. W odwecie na ten akt, nieżyjący już Abu al – Qaga, jeden z najbardziej znaczących muzułmańskich duchownych, wezwał do obalenia Assada. Dziś przeciw Assadowi występuje z całą determinacją Syryjskie Bractwo Muzułmańskie. Ruch ten odgrywał też poważną rolę podczas Arabskiej Wiosny w Egipcie, Tunezji, czy Libii przyczyniając się do zastąpienia poprzednich rządów nurtami, które wyraźnie sympatyzują z fundamentalistami islamskimi.

Wydaje się więc, że kraje europejskie zbyt pochopnie potępiają w czambuł Assada, udzielając wsparcia tzw. syryjskim rebeliantom (czy aby na pewno ich aktywność cieszy się aż tak dużym aplauzem w Syrii?) i podważając stanowisko Rosji, która wydaje się oceniać sprawę bardziej chłodnym okiem. Należy dodać, że Assad nie kwestionował wolności religijnej w Syrii, a tolerowanie innych wyznań przez stojących na czele powstania muzułmanów takiej gwarancji już nie daje.

Obalenie Assada mogłoby przynieść ze sobą powtórzenie sytuacji, z którą mamy do czynienia w Iraku, rządzonym przez muzułmańskich fundamentalistów. Jest to dziś kraj, w którym bardzo poważnie zagrożone są mniejszości religijne, w tym katolicy, których liczba spadła w tym kraju z 1,5 mln do 0,5 mln.

Z tej skomplikowanej sytuacji nie ma więc tak naprawdę jednoznacznie pozytywnego wyjścia. Państwo Assada jest zapewne dalekie od demokracji, lecz wcale to nie znaczy, że gwarancję takowej daje przejęcie władzy przez wspieranych przez państwa zachodnie islamskich fundamentalistów.

Przebicie się z taką informacją do opinii światowej nie jest wcale łatwe, ponieważ jej poglądy wydają się kreować nie zawsze poddawane należytej krytyce przekazy medialne. Tak jak trudno ocenić kto ponosi odpowiedzialność za niedotrzymanie warunków zawieszenia broni przewidzianego na dzień 10 kwietnia br. Rząd Assada twierdzi, że realizuje wszystkie ustalenia poczynione z Annanem, natomiast rebelianci, iż jest zupełnie odwrotnie. Komu więc wierzyć? W reakcji na te, jak się zdaje, nie do końca zweryfikowane informacje, Francja zapowiada podjęcie stosownych inicjatyw na forum G8 oraz RB ONZ. Podobnie nerwowo, o czym wyżej, reaguje również Wielka Brytania.

Podsumowując można z całą pewnością stwierdzić, że bezdyskusyjne jest to, iż sytuacja w Syrii nie jest najciekawsza. Nie ma też oczywiście zgody na przemoc, napiętnowanie opozycji, rozlew krwi. W ocenie jednak całej sytuacji potrzebne jest zachowanie zdrowego rozsądku i nie formułowanie zbyt pochopnych wniosków. Wydaje się, że potrzebne dziś jest wiaderko z zimną wodą, które pomoże ostudzić emocje. Za nim więc jednoznacznie podzielimy Syryjczyków na „złych Assadowców” i „dobrych rebeliantów”, to musimy zadać sobie minimum wysiłku, by przyjrzeć się bliżej całej sytuacji. To samo przed sformułowaniem ocen klasyfikujących narody zjednoczone – USA i EU oraz Rosję i Chiny, po „właściwej”, bądź „niewłaściwej” stronie sporu.

Tekst został opublikowany na portalu Bliskiwschod.pl Publikacja za zgodą autora.
Tekst został pozyskany do publikacji w ramach programu analitycznego Syria 2012.
Czytany 4250 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04