wtorek, 20 listopad 2012 09:37

Kurdowie walczą przeciwko Wolnej Armii Syryjskiej

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

rasalain  ECAG

Grupa reporterów portalu Vesti.ru, przebywających w syryjskim Kurdystanie, informuje o zintensyfikowanych atakach rebeliantów tzw. „Wolnej Armii Syryjskiej” na położone na granicy z Turcją syryjskie miasto Ras al-Ajn. Kurdowie, którzy stanowią znaczący procent mieszkańców miasta, mieli dać skuteczny odpór agresorom. Miasto jest według reporterów Vesti Ru. wciąż ochraniane przez Kurdów.

Relacja Anastasi Popovej: Oto ulica w Ras al-Ain, syryjskim miasteczku, które leży bezpośrednio przy granicy z Turcją. W nocy tysiące rebeliantów przeniknęło przez granicę, potem próbowali zająć pozycje w kilku miejscach.

Według Kurdów około 400 pojazdów z rebeliantami i bronią przekroczyło granicę; wiele półciężarówek zostało zaopatrzonych w ciężkie karabiny maszynowe. Ów "konwój" został zatrzymany przez połączone milicje kurdyjskie. O świcie doszło do walk. Na filmie, nakręconym telefonem komórkowym, widać przywódcę gangu (później zabitego bojownika Al-Kaidy), który pochodzi z Jemenu, czego świadectwem jest jego akcent. Większość rebeliantów rzekomo, walczących o demokrację, nie pochodzi stąd. Na przykład mężczyzna stojący na pickupie, pochodzi z Arabii Saudyjskiej. Nazywa on Kurdów „braterskim narodem” i obiecuje, że nikomu nie uczyni krzywdy, dopóki jakiś emir nie podejmie takiej decyzji. W tym samym czasie przekazuje instrukcje o zajmowaniu szturmem instytucji państwowych, posterunków policji i budynków sądowych. Oddziały „Wolnej Armii Syryjskiej” najechały miasto, jeśli mieszkańcy nie otwierają drzwi to je wyłamują, uzbrojeni szturmują dom, okradają go, mieszkańców oskarżają o sprzyjanie rządowi, potem biją ich kolbami karabinów, niejednokrotnie rozstrzeliwują.

Niewytłumaczalna brutalność i brak skrupułów tak zwanych „bojowników o wolność” były często denuncjowane przez międzynarodowe organizacje zajmujące się ochroną praw człowieka, co pozostało jedynie w sferze werbalnego potępienia. W Ras al-Ain starły się ze sobą trzy siły. W samym mieście bojownicy z al-Kaidy zostali zatrzymani przez oddziały kurdyjskie, obrzeża zostały otoczone przez wojska rządowe, skąd prowadziły ostrzał. Ludzie uciekali również w kierunku tureckiej granicy i sąsiednich miast.

Relacja Kobiety: Wszyscy tam strzelają, jedni mają czarne flagi, inni kurdyjskie. Wybuchają bomby. Boimy się o nasze dzieci, chcemy pokoju, czekamy na tureckich pograniczników, którzy nas wpuszczą.

Turcy w ciągu dnia otwierają swoje granice dla uchodźców, w nocy tymi samymi granicami przerzucają rebeliantów do Syrii, którzy walczą przeciwko syryjskiemu rządowi, powodując chaos na kurdyjskiej północy kraju. W dwóch wsiach siły kurdyjskie zastępują całkowicie oficjalne siły bezpieczeństwa.

Relacja Kurdyjskiego bojownika: Turcy mówią ludziom: uciekajcie stąd, przybywajcie do nas znajdziecie u nas ochronę. Tak naprawdę oni ich oszukują. Pieniądze, dostarczone przez Czerwony Półksiężyc i Czerwony Krzyż trafiły do ich kieszeni. Tam są kobiety i dzieci, które musza mieszać w namiotach. A teraz jest już tak zimno, że nie da się mieszkać w namiotach. Wiele z nich powraca. Sami Turcy zachowują się jak mafia, uzbrajają rozmaite grupy bojowe, potem wysyłają je do nas i zarabiają pieniądze na uchodźcach.

Celem „Wolnej Armii Syryjskiej” jest kontrola nad bogatymi w ropę obszarami kraju, który dotychczas nie został dotknięty skutkami wojny. Rebelianci są skoncentrowani na granicy, a Kurdowie przygotowują obronę swoich terytoriów. Wszędzie stoją punkty kontrolne, jeżdżą patrole z samochodami z naładowaną bronią.

Tekst został opublikowany w ramach w ramach programu analitycznego Syria 2012.
Źródło: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=seBig2kXprs
Czytany 3821 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04