czwartek, 12 styczeń 2012 10:47

Francuski dziennikarz Gilles Jacquier zginął 'na własne życzenie'

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

gilles_jacquier  ECAG

Atak na grupę dziennikarzy, w syryjskim mieście Homs, podczas, którego zginął Francuz Gilles Jacquier... był tak naprawdę rezultatem zlekceważenia podstawowych zasad bezpieczeństwa pracy i zbierania materiałów na terenach objętych zamieszkami lub konfliktami. Wiele wskazuje na to, że sama obecność francuskiego reportera spowodowała część tej tragedii.

Dziennikarze pracujący na terenie Syrii działają w oparciu o akredytację syryjskiego Ministerstwa Informacji. Dotyczy to wszystkich, zaś przedstawienie legitymacji dziennikarskiej  wraz z potwierdzeniem od wydawcy, jest podstawowym warunkiem uzyskania wizy wjazdowej. Taką też procedurę musiał przejść francuski reporter. Stąd też informacja w mediach na temat, że Jacquier przebywał w Syrii za zgodą lub na zaproszenie władz Syrii. Jednocześnie władze syryjskie zapewniają dziennikarzom bezpieczeństwo w postaci stosownej ochrony, informacji i oznaczeń pojazdów, którymi poruszają się żurnalHoms, iści. Do tych zasad mają się stosować wszyscy – i te zasady są uznawane przez reporterów największych stacji telewizyjnych, jak CNN, czy  Russia Today. Przy realizacji ich materiałów z reguły obecna jest ochrona, która nie ingeruje w treść ani charakter materiałów, ale dba o to by praca samych dziennikarzy była bezpieczna.

Ta podstawowa zasada została jednak złamana, mimo licznych ostrzeżeń strony syryjskiej, że nie będzie w stanie zabezpieczyć pracy w wypadku samodzielnego poszukiwania materiałów. Ten jednak nie zwracał uwagi na ostrzeżenia. Samodzielnie, wraz z grupą innych zagranicznych dziennikarzy, wynajął pojazd i udał się w rejon niepokojów w Homsie. Podczas jego pobytu w tym mieście, prawdopodobnie z ręcznej wyrzutni RPG został zaatakowany cywilny autobus. Jacquier znajdując się niedaleko od tego miejsca, nie będąc wyposażony w kamizelkę kuloodporną i hełm, z kamerą natychmiast uda się na miejsce ataku terrorystycznego, by nakręcić ciała zabitych.  Złamał też tym samym kolejną zasadę i udał się w miejsce walki, które nie było jeszcze zabezpieczone i sprawdzone przez policję. Pojawił się tam i zaczął rozmawiać z ludźmi, filmując ich wypowiedzi, pytając o zdarzenie. Wówczas nastąpił drugi atak, w którym zginął on, a jego rozmówcy, zostali ranni. Wiele wskazuje na to, że to obecność człowieka z kamerą spowodowała atak.

Francuzi byli częścią tej samej grupy dziennikarzy i analityków, co eksperci ECAG, z tą jednak różnicą, że w obliczu płynących ostrzeżeń, my potraktowaliśmy zmianę programu wizyty w Syrii i odwołanie wyjazdu w rejon miasta Homs ze względów bezpieczeństwa poważnie. Francuzi, z którymi przez chwilę rozmawialiśmy, stwierdzili, że była to „próba cenzurowania przez reżim obrazu sytuacji”. Samodzielnie wyjechali z Damaszku do miasta Homs wynajętym przez siebie prywatnym samochodem, bez ochrony, oznakowań świadczących o reprezentowaniu mediów, i innych, niezbędnych środków ostrożności.

Dramatem i ironią całej sytuacji było wynikające z niezrozumienia sytuacji traktowanie przez francuskich dziennikarzy ataków terrorystycznych w Syrii w kategoriach „uprawnionego powstania przeciw reżimowi”. Rejon tzw. działań rebelianckich, jest obszarem o wysokim stopniu ryzyka. Rebelianci, którzy używają broni przeciwko wojskom rządowym, nie wahają się także uderzać w cywili, wiedząc, że tego rodzaju ataki zostaną z miejsca przypisane przez media zachodnie, brutalności syryjskich służb bezpieczeństwa.

Jesteśmy wstrząśnięci tą bezsensowną śmiercią. Jednocześnie podkreślamy, że szukanie informacji za wszelką cenę, po aby na wizji pokazać trupy w celu zwiększenia oglądalności, może prowadzić jeszcze do wielu podobnych tragedii.

Fot. Facebook

Tekst powstał w ramach programu analitycznego Syria 2012.

Czytany 3754 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04