środa, 20 luty 2013 09:03

Ekspert ECAG dla portalu iktomaracje.pl nt. sytuacji w Syrii

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

pwozniak  ECAG

Zdaniem analityka Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych Piotra Woźniaka niebezpieczeństwo dla Syrii jako całego państwa tworzy zarówno utrzymujący się u władzy prezydent Bashar al-Assad, jak i zbrojne grupy rebelianckie. Niżej przedstawiamy pełny zapis wypowiedzi udzielonej dla portalu iktomaracje.pl.

Karol Darmoros: W ubiegłym tygodniu Szewach Weiss pisał w tygodniku „Do Rzeczy” o pacie syryjskim. Czy zgadza się pan z tak postawioną tezą, że właściwie w Syrii panuje sytuacja bez wyjścia?

Piotr Woźniak (Stratfor, ECAG): Rzeczywiście w Syrii panuje pat. Z jednej strony są organizacje międzynarodowe jak np. ONZ czy UE, która zastanawia się nad legalnym wysyłaniem broni do syryjskich rebeliantów. Natomiast z drugiej strony mamy Rosję, która po wstrzymaniu się od głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ ws. Libii zawiodła się na społeczności międzynarodowej. Wówczas Francja wraz z innymi państwami rozpoczęły operację w Libii. To zostało w pamięci Moskwy. Sytuację komplikuje fakt, że Zachód tak naprawdę nie wie jakim tworem jest syryjska opozycja. Kilka dni temu pojawiła się informacja, że rebelianci zajęli największą zaporę na rzece Eufrat. Po dokładnym zagłębieniu się w sprawę okazało się, że akcję przeprowadziła Al-Nusra, a więc odpowiednik syryjskiej Al-Kaidy. Podobnie było w przypadku zajęcia jednego z miast tuż przy granicy z Irakiem. Na podbitych terenach Al-Nusra wprowadza tzw. podatek islamski.

A więc mamy sytuację, w której Rosja mówi o tym, że siły terrorystyczne chcą obalić al-Assada, a z drugiej strony Zachód, który dostrzega, że głównym winowajcą wojny domowej jest syryjski prezydent, ale to jednocześnie spowodowało przyciągniecie do Syrii sił radykalnych, skrajnie islamskich.

K.D.: Czy istnieje jeszcze jakiś inny niż Rosja gwarant trwania Bashara al-Assada? 

P.W.: Oprócz wsparcia Rosji należy spojrzeć jeszcze na dwie inne rzeczy. Po pierwsze, al-Assad wyciągnął taktyczno-militarne wnioski z tego co działo się w innych krajach podczas arabskiej wiosny. Po drugie, nie jest tak, jak mogłoby się wydawać , że przytłaczająca większość Syryjczyków jest przeciwko al-Assadowi. Wiele źródeł podaje, że poparcie dla prezydenta sięga nawet 40 procent. Dlaczego? Dlatego, że al-Asad przed wybuchem rebelii gwarantował mniejszościom, a także części zwykłych Syryjczyków, pewną stabilizację. Nie było prześladowań na tle religijnym, nie było prześladowań mniejszości. Tych grup jest kilka, warto wspomnieć chociażby o chrześcijanach czy alawitach, sekcie, z której wywodzi się al-Assad. Właśnie szczególnie alawici zdają sobie sprawę z tego, że jeśli reżim zostanie obalony, to na nich nastąpi odwet.

K.D.: Na ile obóz rebeliantów stanowi jedną całość? Z ich rąk giną także chrześcijanie. Wydaje się, że jeśli powstańcy objęliby rządy, to także nie byłoby stabilizacji.

P.W.: W połowie ubiegłego roku w Egipcie odbył się kongres opozycji syryjskiej. Doszło tam do ostrego konfliktu między poszczególnymi stronnictwami. Głównymi sojusznikami opozycji są Kurdowie, którzy kontrolują część Syrii na północ od Aleppo. W tej sytuacji nawet upadek al-Assada nie spowoduje powrotu do państwowości syryjskiej, która była wcześniej. A więc najprawdopodobniej i tak zmienią się granice i nastąpi rozpad kraju. Co więcej, przez to, że w Syrii nawet opozycja zbrojna jest podzielona. Mamy  FSA (Wolna Syryjska Armia), dodatkowo nieco bardziej radykalne ugrupowania i wreszcie także te już stricte terrorystyczne jak na przykład Al-Nusra. Poza tym, w Europie działa opozycja cywilna – w Wielkiej Brytanii Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka.

K.D.: Jakie są najbardziej prawdopodobne scenariusze zakończenia konfliktu? Pan wspomniał tu o podziale Syrii.

P.W.: To jest bardzo prawdopodobne. Kilka tygodni temu napisałem dużą analizę na temat Kurdów. Doszedłem do wniosku, że ta część kurdyjska Syrii, zamieszkanej przez około milion ludzi, jeśli nie dojdzie do rozpadu państwa, to uzyska szeroką autonomię – podobną do tej w Iraku. Co będzie później? To jest pytanie jak ci Syryjczycy, którzy chcą tej potrzebnej demokratyzacji ich kraju, poradzą sobie z islamskimi ugrupowaniami terrorystycznymi jak na przykład Al-Nusra. Jak ta umiarkowana część opozycji poradzi sobie z tymi skrajnymi grupami? Tych pytań w polskich mediach mainstreamu nie ma. Jest po prostu „zły Assad” i pozostali. To nie jest takie proste, bo nawet jeśli ci pozostali mają rację, to wśród nich jest duży procent grup, które także zagrażają demokratyzacji i normalnemu rozwojowi Syrii.

K.D.: Jak oceniać ostatnią akcję Izraela na terenie Syrii? Chodzi tu o zbombardowanie konwoju z rakietami dla libańskiego Hezbollahu. Czy to zdarzenie może świadczyć o tym, że syryjski konflikt przeniesie się także na inne kraje regionu?

P.W.: Byłbym daleki od takiej opinii, że inne kraje zostaną wciągnięte w tę wojnę. Podobne tezy stawiano podczas gdy dochodziło do wymiany ognia z Turcją. Wówczas tego typu spekulacje ucichły. Nie twierdzę, że one nie znikną po tej sytuacji, gdyż najprawdopodobniej nie było to pierwszy i ostatni atak Izraela. To zdarzenie może też świadczyć o tym, że Izrael ma bardziej obiektywne spojrzenie na Syrię. Izrael dostrzega, że tam nie do końca już tylko al-Assad nie panuje nad sytuacją, ale też Wolna Syryjska Armia nie kontroluje części swoich terytoriów. Jeśli mówimy o broni masowego rażenia, broni chemicznej na terenie Syrii, to takim samym niebezpieczeństwem jest zarówno al-Assad, jaki i ta radykalna część opozycji.

K.D.: Tylko w styczniu w syryjskim konflikcie zginęło 10 tysięcy osób. W sumie liczba ofiar sięgnęła już co najmniej 70 tysięcy. Czy istnieje jakiś punkt krytyczny,  po którym Zachód zareaguje w zdecydowany sposób?

P.W.: To straszne, że tak łatwo mówimy o takiej ilości ofiar. Zabitych może być nawet o wiele więcej. Nie możemy dokładnie powiedzieć ile osób opuściło Syrię i ile z nich nie żyje. Liczba uchodźców do Jordanii i Libanów może sięgać nawet miliona. A więc w sumie ofiar tego konfliktu może być nawet 100 tysięcy. Gdzie jest ten punkt krytyczny? Myślę, że on nastąpi wtedy, gdy ta sytuacja w Syrii zagrozi bezpośrednio społeczności międzynarodowej lub jakiemuś państwu regionu, które jest w relacjach sojuszniczych z USA – no. Jordanii. Jeśli doszłoby także do użycia broni chemicznej – niezależnie kto by to zrobił – to wówczas można się spodziewać operacji międzynarodowej nawet z poparciem ONZ.

Wywiad ukazał się na portalu iktomaracje

Czytany 4331 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04