sobota, 10 sierpień 2013 09:20

Aleksander Dugin: Dlaczego Rosja powinna wspierać Assada?

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

assad-and-putingeopolityka  prof. Aleksander Dugin

Sytuację w Syrii trzeba rozpatrywać w pierwszej kolejności w kontekście geopolitycznym. Podobnie jak Iran, Rosja czy Chiny, Syria opowiada się po stronie systemu multipolarnego. Świat wielobiegunowy, to taki, w którym Ameryka, blok zachodni, nie posiada wyłącznego prawa do decydowania o wszystkich problemach. Wielobiegunowość świata zakłada różne punkty widzenia na kwestię racji lub winy i na to, jakie należy podjąć działania w tym czy innym przypadku.

Jeśli chodzi o Syrię, doszło do konfrontacji świata wielobiegunowego z jednobiegunowym. 

Stany Zjednoczone uważają, że konieczna jest interwencja i wszelkie poparcie, polityczne i wojskowe dla radykalnych salafickich sił fundamentalistycznych, które w wewnętrznym konflikcie w Syrii znajdują się na pierwszej linii. Naturalnie, są one podtrzymywane od zewnątrz, przez Katar i Arabię Saudyjską, i pośrednio – przez USA i ich wasali w Europie Zachodniej.

Z drugiej strony mamy kraje, które zdecydowanie występują przeciwko temu jednobiegunowemu modelowi. Są to Rosja i Chiny, które zablokowały rezolucję ONZ w sprawie Syrii oraz wciągnięty w te wydarzenia Iran, przeciwnik proamerykańskich radykalnych reżimów fundamentalistycznych w świecie arabskim. I tradycyjne związki Rosji i Syrii, i zaangażowanie Iranu w poparcie dla obecnego reżimu politycznego w Syrii – wszystko to przeciwstawia świat jednobiegunowy – wielobiegunowemu.

Rządy Bashara al-Assada udane czy nie, te czy inne grupy wyznaniowe, etniczne, klanowe brały w nich udział – to wszystko zeszło na dalszy plan. Wojna w Syrii toczy się między zwolennikami świata jednobiegunowego: między Amerykanami, ich satelitami i najemnikami a zwolennikami układu wielobiegunowego: rządem B. al-Assada i tymi siłami, które go bronią.

Dlatego to wojna światów, wojna o przyszłość. Sukcesy czy porażki syryjskiego systemu i współczesna historia polityczna tego kraju stosunkowo niewiele znaczą w porównaniu z tymi globalnymi zagadnieniami. To jak zabójstwo w Sarajewie; niczym pociągnięcie za spust rozpoczynające trzecią wojnę światową; mentalny podział na dwa obozy. Oczywiście w tym aspekcie wewnętrzna równowaga sił jest czymś drugorzędnym w stosunku do stanowiska globalnych graczy, którzy wmieszani są w syryjski konflikt.

Jeśli reżim Bashara al-Assada padnie z rąk najemników i popieranych przez Zachód sunnickich radykałów, to następnym celem będzie Iran, a potem Rosja. Kolejność może być odmienna: Amerykanie mogą zacząć od destabilizacji sytuacji na Kaukazie Północnym. Tak czy inaczej, Iran i Rosja skazane są na, bezpośredni albo pośredni, konflikt z USA i krajami Zachodu. Ameryka zdaje się lubić te pośrednie, kiedy uderza we wroga cudzymi rękami.

A teraz bieżąca sytuacja w Syrii. Byłem tam, podtrzymuję kontakty z tym krajem. Mogę powiedzieć, że sytuacja w Syrii różni się od tamtej w Libii w czasie tragicznych zdarzeń, śmierci Muammara Kaddafiego, w przeddzień, w trakcie i po. Za istniejący porządek, nie za Assada, ale za istniejący system, będzie się bić na śmierć i życie 60–70% ludności. Ci ludzie popierają nie tyle prezydenta B al-Assada, oni popierają Syrię. Wielu z nich nawet nie jest zwolennikami Assada, mają oni poważne zarzuty wobec niego, wielu chce alternatywnego modelu systemowego. Jednak oni będą bić się do ostatniej kropli krwi z proamerykańskimi grupami powstańców salafickich.

Bardzo skomplikowana jest tam sytuacja etniczno-wyznaniowa. Czynnik kurdyjski, na przykład. Na początku Amerykanie próbowali rozgrywać go poprzez iracki Kurdystan, lecz Assad zdołał przeciągnąć go na swoją stronę zmieniając rozkład sił.

Są jeszcze inne, liczne czynniki komplikujące stan rzeczy. Obok tych siedemdziesięciu procent ludzi, którzy podtrzymują status quo i niezawisłość Syrii, są jeszcze inni, w tym opozycja polityczna, którzy nawet mając zarzuty do Assada, absolutnie nie zaakceptują działań zbrojnych wiodących do rozpadu Syrii, do wojny domowej i podsycania zarzewia terrorystycznego hiperfundamentalizmu.

To taka siła, której bez amerykańskiej ingerencji, bez strefy zakazu lotów, bez bombardowań NATO zmieść się nie da. Nie ma żadnego sposobu, by ten konflikt wygrać za pomocą finansowania odszczepieńców, najemników i fundamentalistów. Ani poparcie polityczne zachodnich dziennikarzy, ani poparcie finansowe i ekonomiczne Kataru, Arabii Saudyjskiej czy innych radykalnych reżimów – nic nie może zmienić sytuacji w Syrii.

Dlatego B. al-Assad, kiedy mówi o swoich sukcesach, mówi o tym, jak jest. Kiedy mówi o osiągnięciach, rysuje realistyczny obraz wydarzeń. Faktycznie atak wrogów wewnętrznych został zduszony, bez zewnętrznej pomocy oni nie są w stanie osiągnąć jakichś poważniejszych rezultatów. I jeśli nie będzie ingerencji z zewnątrz, jeśli państwa NATO nie wkroczą i nie będzie kontroli z powietrza, to po pewnym czasie, może być to dość długi okres przejściowy, sytuacja ustabilizuje się.

Jeśli rozpatrujemy ten model, który mamy dziś, zauważamy, że wymaga on zdecydowania kilku stron:

– Zachodu, by obalić Assada,

– Rosji i Chin, by do tego nie dopuścić i umożliwić rozstrzygnięcie konfliktu samym Syryjczykom,

– Iranu, aby w pełni zaangażować się w konflikt.

Przy takim rozkładzie sił w Syrii z jakim mamy do czynienia obecnie, daje to w istocie gwarancję zwycięstwa B. al-Assadowi i jego stronnikom. Potęga Rosji i Chin, jeśli „nie zadrżą" i gotowość Iranu do pełnego włączenia się w wydarzenia, to podstawy do tego, by przyszły konflikt przekształcił się w pełnowymiarową trzecią wojnę.

Do trzeciej wojny światowej USA i Zachód nie są gotowe, nie chcą jej, tak więc nie będą ryzykować jej wybuchu. Wewnętrznych sił, a nawet całej mocy arabskich reżimów i kręgów salafickich nie wystarczy, by sytuację zmienić.

Myślę więc, że gwarantem dojrzałych reform politycznych, koniecznych dla Syrii jest zapobieżenie interwencji Zachodu i pokonanie ultraekstremistycznych kręgów w Syrii. Gdy tak się stanie, będziemy mogli mówić o początku poważnych przemian w Syrii.

Jeśli wszyscy uczestnicy zdarzeń nadal będą robić to, co dziś, bez jakiegoś nagłego, ostrego zwrotu, to w tym układzie inercja doprowadzi do zwycięstwa B. al-Assada. Zwycięstwo, o którym mówił, to nie tylko propaganda. Jest to oczywiście również propaganda, tak być musi, lecz są podstawy, by tak mówić; jest to także spojrzenie w przyszłość. Tak będzie, nie inaczej.

Jeśli Zachód ignorując stanowisko Rosji i Chin, mimo wszystko zrealizuje swój zamiar wtargnięcia do Syrii, Rosja zmuszona będzie do podjęcia fundamentalnej, historycznej decyzji. Albo pozwoli, by stało się tak, jak w Libii, a wcześniej – w Iraku i Afganistanie, albo powie twarde "nie". To bardzo skomplikowane „nie", gdyż co innego oburzać się i "ochać", a co innego – postawić na jedną kartę naszą wagę na arenie światowej. To dwa całkowicie odmienne stanowiska.

Łatwo przewidzieć, że przy Władimirze Putinie u władzy wprost nikt ingerencji Zachodu nie poprze, to nie jest Miedwiediew. Zatem stanowisko Rosji jest tu przewidywalne. Jednak jak daleko może posunąć się Putin, a jak daleko Chiny w obronie swojej pozycji na arenie międzynarodowej? Dziś wiele decyzji podejmuje się będąc w obliczu szantażu, groźby wojny jądrowej.

Sytuacja jest wyjątkowo trudna. Wielu nazywa ją nową "zimną wojną". To starcie dwóch geopolitycznych interesów, w Rosji i Chinach, nawet w Iranie działają 'piąte kolumny", które chcą zmniejszyć zdecydowanie przywódców politycznych tych krajów i osłabić konsolidację społeczeństwa; w istocie – popchnąć te kraje do kapitulacji i zrzeczenia się swojej suwerenności. Jeśli Rosja i Chiny ugną się i dopuszczą do obalenia Assada, będą następne w kolejności. Następny akt desuwerenizacji dokona się po prostu automatycznie, ze źródeł zewnętrznych i wewnętrznych, i wstrząśnie tymi krajami. Inaczej mówiąc, podpiszemy wyrok śmierci dla siebie, a w takim razie możemy już teraz przekazać władzę Aleksiejowi Nawalnemu. Marionetki Zachodu, przedstawiciele kolonizacyjnej administracji wcześniej czy później dorwą się do władzy.

Tekst pochodzi z portalu Anna News
Tłumaczenie: Maria Walczak
Fot. frontpagemag.com
Czytany 6376 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04