poniedziałek, 09 styczeń 2012 07:56

Świat jest powszechną rywalizacją

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

vedrin2

geopolityka

Na pytania Władimira Dobrowolskiego paryskiego korespondenta RAI „Novosti”, przeznaczone do specjalnego numeru dwumiesięcznika „Rossija w Głobalnoj Politikie”, odpowiada  Hubert Védrine (64), wybitny polityk francuski, były najbliższy doradca Francoise’a Mitteranda, minister spraw zagranicznych, obecnie jeden z najbardziej cenionych specjalistów w dziedzinie stosunków międzynarodowych.

Władimir Dobrowolski: Rozpad Związku Radzieckiego stał się punktem wyjścia do szeregu przemian w świecie o charakterze fundamentalnym. Czy nie wydaje się Panu, że związane z tym zniknięcie równowagi globalnej zrodziło więcej negatywnych niż pozytywnych skutków? Świat nie osiągnął stanu równowagi, nierównowaga się pogłębia, czyniąc środowisko międzynarodowe coraz bardziej niebezpiecznym.

Hubert Védrine: Historia narzuca swoje realia poza ustalonymi schematami. ZSRR rozpadł się w r. 1991 i w świecie globalnym, w którym żyjemy od roku 1992, istnieją strony pozytywne i negatywne, różne dla różnych państw, regionów i klas społecznych. Świat nie stał się „bardziej niebezpieczny”, istnieje w nim jednak mnóstwo ryzyk, zagrożeń starych, nowych i niewyobrażalnych, na przykład dla klasy średniej na Zachodzie, jak również możliwości dla, powiedzmy, krajów rozwijających się.

W.D.: Jak Pan rozumie istotę świata wielobiegunowego w drugim dziesięcioleciu wieku XXI? Czy zmienia się ona wraz z upływem czasu?

H.V.: Zachód, po rozpadzie ZSRR wierzył w jednolitą „wspólnotę międzynarodową”, opartą na wartościach zachodnich i triumfie (metafora „końca historii”). W istocie rzeczy, mimo iż wartości zachodnie uniwersalnie są pociągające, to świat jest powszechną rywalizacją, zwłaszcza dużych biegunów, i wraz ze wzrostem liczby ludności oraz podniesieniem się poziomu życia, a w konsekwencji konsumpcji – pogłębiła się ona.

W.D.: Pod koniec wieku XX wydawało się, że Unia Europejska weszła na trajektorię szybkiego wzrostu i rozwoju, że stała się prototypem światowej polityki przyszłości. W czym tkwi przyczyna jej gwałtownego cofania się? Nie jest to przecież problem ekonomiczny, lecz polityczny. 

H.V.: Nigdy nie myślałem, że Unia Europejska stanowi model dla świata, a jeżeli miała ona nawet takie pretensje, to niesłusznie. Gmach europejski jest oryginalną odpowiedzią w konkretnym, pojedynczym przypadku: Europa po II Wojnie Światowej. Budowa postępowała efektywnie i szybko pod przywództwem prawdziwych, silnych liderów: w roku 1957, w połowie lat 1970-tych, a następnie- w połowie lat 1980-tych, do upadku Konstytucji UE włącznie. Od tej pory – elity, w imię federalizmu, który wydaje się im panaceum, chcą „zrestartować” Europę, odbierając narodom resztki suwerenności. Narody jednak sprzeciwiają się. Jest to ślepa uliczka. Narody nie dążą do złączenia się i utraty władzy demokratycznej, pragną one, aby Europa broniła ich interesów w konfrontacji wielobiegunowej, ale na razie zbyt mało robi się w tym kierunku.

W.D.: Unia Europejska tworzona była w jednym, zasadniczym celu- aby już nigdy więcej w Europie nie było wojny, przede wszystkim pomiędzy Niemcami i Francją. I druga połowa wieku XX była okresem zadziwiających sukcesów. Czy nie obawia się Pan, że teraz ożyją widma przeszłości? Dużo się przecież mówi o renacjonalizacji polityki. A gdzie renacjonalizacja, tam też pojawiają się stosunki rywalizacji…

H.V.: Nie dopuszczajmy do błędów historycznych: najpierw pokój w Europie wprowadzony został siłami USA i ZSRR. I na odwrót, pokój właśnie umożliwił wzniesienie europejskiego gmachu. W żadnym przypadku nie ma jakiegokolwiek związku pomiędzy sytuacją obecną, nawet w przypadku kryzysu, a latami poprzedzającymi I i II Wojnę Światową. Nie warto mówić o „widmach przeszłości” dlatego tylko, że państwa zdławione przez ostrą globalizację i kryzys, myślą przede wszystkim o swoich interesach i interesach swoich obywateli (w czym nie ma nic dziwnego). Zachowajmy zimną krew. Nie dojrzewa dzisiaj, jak wcześniej,  wojna szowinistyczna, co więcej- nie ma wojowniczego nacjonalizmu, występuje zaś raczej normalne przywiązanie do tożsamości, do Ojczyzny, których nie należy się bać i którymi można kierować.

W.D.: Nazwał Pan kiedyś Amerykę hipermocarstwem. Jakie teraz są perspektywy Stanów Zjednoczonych? Czy można oczekiwać, że następne pokolenie liderów tego kraju rozpocznie strategiczną rewizję polityki, odchodząc od idei dominowania w świecie (przywództwa) i w większym stopniu przekształcając się w kraj „normalny”? Co czeka stosunki transatlantyckie?

H.V.: Hipermocarstwo - to charakterystyka jednego konkretnego okresu, lat 1990- tych, czasów Clintona. Stany Zjednoczone pozostają mocarstwem numer jeden i jeszcze dość długo takim pozostaną, przywództwo jednak, jakie zachowają one w ciągu najbliższych dziesięcioleci, w najlepszym razie stanie się względne. Ameryka nigdy nie stanie się krajem „normalnym” (nawiasem mówiąc, Rosja również) . Ale podobnie jak i inne wielkie kraje, Amerykanie zmuszeni będą  przyzwyczaić się do życia w świecie, w którym są Chiny, Indie, Brazylia i dziesiątki innych krajów rozwijających się.  Z tych powodów, a również dlatego, że teraz nie ma szczególnego zagrożenia dla krajów zachodnich, które pomogłoby w ponownym ich jednoczeniu, stosunki transatlantyckie pozostaną ważne, ale nie będą w centrum. Rola NATO osłabnie.

W.D.: Rodzi się wrażenie, że w istocie zwycięzcą w zimnej wojnie został Pekin. Czy rozwój Chin będzie dalej odbywał się po tej samej trajektorii? A jeżeli tak, to, czy jak wielu w USA teraz uważa, nieuchronne jest narastanie konfrontacji pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem?

H.V.: Niewątpliwie przyspieszony rozwój Chin będzie kontynuowany. W tym samym czasie kraj ten zderzy się z problemami ochrony środowiska i coraz większych dysproporcji społecznych. Klasa średnia wywrze nacisk w kierunku modernizacji systemu politycznego. Wzmocnienie wagi ekonomicznej i strategicznej ChRL w świecie doprowadzi do napięcia w stosunkach z sąsiadami azjatyckimi i z Rosją, ale można je będzie przezwyciężyć. Chiny nie będą zarządzać światem wspólnie z USA, świat wielobiegunowy stał się zbyt złożony dla zwykłej „Dużej Dwójki”. Ale i konfrontacja pomiędzy nimi nie jest nieunikniona. Duże bieguny świata czasami mają przeciwstawne interesy, ale rzeczywistość zależności wzajemnych zobowiąże je do poszukiwania rozwiązań zespołowych.

W.D.: Czy istnieje terroryzm międzynarodowy, centralne pojęcie lat 2000- nych, jako zjawisko samodzielne i spójne?

- Frazeologizm „ terroryzm międzynarodowy” nic nie znaczy. Terroryzm to technika, a nie organizacja. Pewne grupy, które ją wykorzystują, działają na całym świecie, inne- nie. W dowolnym przypadku terroryści mogą zmusić do cierpienia, ale nie mogą wygrać. Wszelkimi siłami należy zajmować się ich neutralizowaniem, a nie robieniem im reklamy.

W.D.: Po rozpadzie ZSRR Rosja przeżywa męczący proces zastanawiania się nad sobą. Jaką może  być Rosja za kolejnych 20 lat? Będzie częścią Europy, peryferiami Chin?

H.V.: Nie rozumiem, patrząc z Francji, dlaczego Rosja wiecznie zastanawia się, czy jest Europą, czy też Azją? Miejsce jej jest jednoznacznie pośrodku, niekoniecznie w postaci mostu, ale niewątpliwie jako jednego z dużych biegunów tego świata.

Materiał został pierwotnie opublikowany w 6/2011  nr  „Rossija w Głobalnoj Politikie”.

Tłumaczenie  Henryk B. Tymiński.

Artykuł ukazał się na stronach alt Przedtuk za zgodą redakcji.

Czytany 4325 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04