wtorek, 02 listopad 2010 15:33

Modest Kolerow: Historia radykalnego okcydentalizmu w Rosji to historia zaklętego kręgu

Oceń ten artykuł
(1 głos)

 

alt

rozm. Leszek Sykulski


Prezentujemy obszerne fragmenty wywiadu z dr. Modestem Kolerowem, redaktorem naczelnym agencji informacyjnej „Regnum”,
przeprowadzony 21.10.2010 r. podczas III Zjazdu Geopolityków Polskich we Wrocławiu.

 

„Przegląd Geopolityczny”: Wśród polskich geopolityków, szczególnie młodego pokolenia, można zaobserwować wzrastające zainteresowanie koncepcją „Związku Europy”, którą przedstawił na łamach „Rossijskoj Gaziety” [09.07.2010] prof. Siergiej Karaganow. Jak Pan widzi możliwość realizacji tego geopolitycznego projektu?

Dr Modest Kolerow: Po pierwsze, trzeba zrozumieć, jaką tradycję – geopolityczną czy intelektualną – reprezentuje w Rosji Siergiej Karaganow i jego współpracownicy. To tradycja, ogólnie mówiąc, skrajnie prozachodnia. To tradycja bliskiego związku nie tylko z Europą, ale także ze Stanami Zjednoczonymi. To idea związku z ogólnie rozumianym Zachodem przeciwko Chinom. W tej linii, całkowicie lub prawie całkowicie, zbiega się z tymi planami i ideami, które od początku XXI w. proponowali Rosji amerykańscy neokonserwatyści. To był fałszywy cel – proponować Rosji jakąś formę ograniczonego sojuszu z Europą, aby osłabić Chiny. Chodziło o to, aby skłócić oba te kraje i sprawić, aby Rosja – w tym teoretycznym zderzeniu z Chinami – stała się ofiarą. Była to próba odwrócenia uwagi od rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Karaganow aktywnie uczestniczył i uczestniczy w formułowaniu prozachodniej polityki zagranicznej Rosji, która jest obecnie bardziej akcentowana podczas prezydentury Dmitrija Miedwiediewa. Jednak wydaje mi się, że Karaganow i jego środowisko przekształcili się bardziej w muzealne eksponaty niż w siłę napędową czy poważny instrument polityczny, ponieważ sama historia tego radykalnego okcydentalizmu to historia zaklętego kręgu. Zachód tworzy sobie rozmówcę i patrzy w lustro, aby dowiedzieć się jaki jest dobry. To Karaganowskie lustro to sam początek, który miał na celu znalezienia rozmówcy, lojalnego rozmówcy dla Europy. Ta teoria nie miała nigdy na celu analizowania, poszukiwania czy studiowania interesów Rosji w dialogu z Zachodem. Dlatego idea Karaganowa to kolejny krok w formułowaniu linii, obliczonej na ścisły związek Rosji z Zachodem na warunkach Zachodu, nie na warunkach Rosji. W tej koncepcji nie ma absolutnie żadnej realnej analizy czy nawet próby przedstawienia tego, co dzisiaj reprezentuje sobą współczesna Europa. Czy jest ona podmiotem? Nie jest. Nie ma jednolitej Europy i nie może być. Nie ma Europy, która byłaby gotowa dogadywać się z Rosją w interesach Rosji.

- W artykule Siergieja Karaganowa nie ma mowy nic o międzynarodowej koncepcji bezpieczeństwa czy też regionalnych koncepcjach bezpieczeństwa.

- A w jakim celu Karaganow ma pisać o europejskim bezpieczeństwie, o którym mówi teraz Miedwiediew, jeśli główny sens tej teorii to inkorporacja Rosji do Europy i przekazanie jej suwerenności i granic pod kontrolę NATO.

(…)

- Jak Pan widzi rolę Polski w relacjach Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej?

- Rola Polski została już ogłoszona w programie Partnerstwo Wschodnie, którego Polska była głównym motorem. I jest zrozumiałe, że w obrazie tego projektu przede wszystkim przemawia doświadczenie historyczne Polski. To nie wypowiedziane, to nie dopowiedziane do końca, ale historyczne doświadczenie Polski pozwala jej w tym programie odnosić się wobec Europy Wschodniej z oddzielą misją, ale przy tym pozwala jej upakowywać, formułować to jako osobne zadanie ogólnoeuropejskie. A Europa nie ma osobnego zadania na Kaukazie. Europa nie jest kompetentna na Kaukazie. I nigdy nie będzie kompetentna. Europa nie ma żadnych oddzielnych zadań wobec Białorusi, która byłyby osobne niż zadania Rosji i Polski. Dlatego istnieje tutaj sprzeczność między retoryką ogólnoeuropejską, a historyczną pamięcią czy tradycją Polski. To tradycja, rola tłumacza, interpretatora. W Polsce ma ona charakter historyczny, ale nie jest sformułowana do końca.

- Jak Pana zdaniem będą wyglądać przyszłe stosunki z Turcją i cywilizacją turańską?

- Cywilizacja turańska upadła. W latach dziewięćdziesiątych Turcja była poważnym motorem stworzenia jedności pantureckiej. Po tych inicjatywach pozostały jednak tylko tureckie uniwersytety w Azji Środkowej. Tylko uniwersytety i nic więcej. Gdyby cywilizacja turańska nie upadła, jeśli dotrwałaby do końca, musiałaby wziąć odpowiedzialność za krach państwowości w Afganistanie, Kirgistanie, Tadżykistanie i rozpocząć konkurencję z Chinami, które już samodzielnie tworzą swój system bezpieczeństwa w tym regionie. Turcja nie ma na to pieniędzy i nie będzie miała. Relacje Turcji z Rosją układają się w sposób odrębny od cywilizacji turańskiej, nie patrząc na to, że Turcja była i pozostaje aktywna na Zakaukaziu i północnym Kaukazie. Turcja była aktywną stroną w działalności terrorystycznej na Kaukazie. Brała aktywny udział w zbrojeniu Gruzji do 2008 r. Ale Rosjanie zakrywają na to oczy, ponieważ interesy gospodarcze każą Turcji ograniczać swoje ambicje na Kaukazie. I okazuje się, że nie ma większych sporów między oboma krajami. Ta formuła zgody i formuła możliwego sojuszu opiera się na rozdzieleniu sfer wpływów między post-imperiami. Po tym podziale następuje forma konkurencyjnej, ale stabilności.

- Dziękuję za rozmowę.

Pełny zapis wywiadu ukaże się w tomie 3. „Przeglądu Geopolitycznego”, który zostanie wydany w lutym 2011 r. przez Instytut Geopolityki w Częstochowie. Tytuł nadany przez redakcję ECAG. Fot. russkie.org

Normal 0 21 false false false MicrosoftInternetExplorer4

Historia radykalnego okcydentalizmu w Rosji to historia zaklętego kręgu

Prezentujemy obszerne fragmenty wywiadu z dr. Modestem Kolerowem, redaktorem naczelnym agencji informacyjnej „Regnum”, przeprowadzony 21.10.2010 r. podczas III Zjazdu Geopolityków Polskich we Wrocławiu.

„Przegląd Geopolityczny”: Wśród polskich geopolityków, szczególnie młodego pokolenia, można zaobserwować wzrastające zainteresowanie koncepcją „Związku Europy”, którą przedstawił na łamach „Rossijskoj Gaziety” [09.07.2010] prof. Siergiej Karaganow. Jak Pan widzi możliwość realizacji tego geopolitycznego projektu?

Dr Modest Kolerow: Po pierwsze, trzeba zrozumieć, jaką tradycję – geopolityczną czy intelektualną – reprezentuje w Rosji Siergiej Karaganow i jego współpracownicy. To tradycja, ogólnie mówiąc, skrajnie prozachodnia. To tradycja bliskiego związku nie tylko z Europą, ale także ze Stanami Zjednoczonymi. To idea związku z ogólnie rozumianym Zachodem przeciwko Chinom. W tej linii, całkowicie lub prawie całkowicie, zbiega się z tymi planami i ideami, które od początku XXI w. proponowali Rosji amerykańscy neokonserwatyści. To był fałszywy cel – proponować Rosji jakąś formę ograniczonego sojuszu z Europą, aby osłabić Chiny. Chodziło o to, aby skłócić oba te kraje i sprawić, aby Rosja – w tym teoretycznym zderzeniu z Chinami – stała się ofiarą. Była to próba odwrócenia uwagi od rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Karaganow aktywnie uczestniczył i uczestniczy w formułowaniu prozachodniej polityki zagranicznej Rosji, która jest obecnie bardziej akcentowana podczas prezydentury Dmitrija Miedwiediewa. Jednak wydaje mi się, że Karaganow i jego środowisko przekształcili się bardziej w muzealne eksponaty niż w siłę napędową czy poważny instrument polityczny, ponieważ sama historia tego radykalnego okcydentalizmu to historia zaklętego kręgu. Zachód tworzy sobie rozmówcę i patrzy w lustro, aby dowiedzieć się jaki jest dobry. To Karaganowskie lustro to sam początek, który miał na celu znalezienia rozmówcy, lojalnego rozmówcy dla Europy. Ta teoria nie miała nigdy na celu analizowania, poszukiwania czy studiowania interesów Rosji w dialogu z Zachodem. Dlatego idea Karaganowa to kolejny krok w formułowaniu linii, obliczonej na ścisły związek Rosji z Zachodem na warunkach Zachodu, nie na warunkach Rosji. W tej koncepcji nie ma absolutnie żadnej realnej analizy czy nawet próby przedstawienia tego, co dzisiaj reprezentuje sobą współczesna Europa. Czy jest ona podmiotem? Nie jest. Nie ma jednolitej Europy i nie może być. Nie ma Europy, która byłaby gotowa dogadywać się z Rosją w interesach Rosji.

- W artykule Siergieja Karaganowa nie ma mowy nic o międzynarodowej koncepcji bezpieczeństwa czy też regionalnych koncepcjach bezpieczeństwa.

- A w jakim celu Karaganow ma pisać o europejskim bezpieczeństwie, o którym mówi teraz Miedwiediew, jeśli główny sens tej teorii to inkorporacja Rosji do Europy i przekazanie jej suwerenności i granic pod kontrolę NATO.

(…)

- Jak Pan widzi rolę Polski w relacjach Unii Europejskiej i Federacji Rosyjskiej?

- Rola Polski została już ogłoszona w programie Partnerstwo Wschodnie, którego Polska była głównym motorem. I jest zrozumiałe, że w obrazie tego projektu przede wszystkim przemawia doświadczenie historyczne Polski. To nie wypowiedziane, to nie dopowiedziane do końca, ale historyczne doświadczenie Polski pozwala jej w tym programie odnosić się wobec Europy Wschodniej z oddzielą misją, ale przy tym pozwala jej upakowywać, formułować to jako osobne zadanie ogólnoeuropejskie. A Europa nie ma osobnego zadania na Kaukazie. Europa nie jest kompetentna na Kaukazie. I nigdy nie będzie kompetentna. Europa nie ma żadnych oddzielnych zadań wobec Białorusi, która byłyby osobne niż zadania Rosji i Polski. Dlatego istnieje tutaj sprzeczność między retoryką ogólnoeuropejską, a historyczną pamięcią czy tradycją Polski. To tradycja, rola tłumacza, interpretatora. W Polsce ma ona charakter historyczny, ale nie jest sformułowana do końca.

- Jak Pana zdaniem będą wyglądać przyszłe stosunki z Turcją i cywilizacją turańską?

- Cywilizacja turańska upadła. W latach dziewięćdziesiątych Turcja była poważnym motorem stworzenia jedności pantureckiej. Po tych inicjatywach pozostały jednak tylko tureckie uniwersytety w Azji Środkowej. Tylko uniwersytety i nic więcej. Gdyby cywilizacja turańska nie upadła, jeśli dotrwałaby do końca, musiałaby wziąć odpowiedzialność za krach państwowości w Afganistanie, Kirgistanie, Tadżykistanie i rozpocząć konkurencję z Chinami, które już samodzielnie tworzą swój system bezpieczeństwa w tym regionie. Turcja nie ma na to pieniędzy i nie będzie miała. Relacje Turcji z Rosją układają się w sposób odrębny od cywilizacji turańskiej, nie patrząc na to, że Turcja była i pozostaje aktywna na Zakaukaziu i północnym Kaukazie. Turcja była aktywną stroną w działalności terrorystycznej na Kaukazie. Brała aktywny udział w zbrojeniu Gruzji do 2008 r. Ale Rosjanie zakrywają na to oczy, ponieważ interesy gospodarcze karzą Turcji ograniczać swoje ambicje na Kaukazie. I okazuje się, że nie ma większych sporów między oboma krajami. Ta formuła zgody i formuła możliwego sojuszu opiera się na rozdzieleniu sfer wpływów między post-imperiami. Po tym podziale następuje forma konkurencyjnej, ale stabilności.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Leszek Sykulski

Pełny zapis wywiadu ukaże się w tomie 3. „Przeglądu Geopolitycznego”, który zostanie wydany w lutym 2011 r. przez Instytut Geopolityki Częstochowie (www.geopolityka.org.pl). Tytuł nadany przez redakcję ECAG.

Czytany 4967 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04