poniedziałek, 07 luty 2011 05:19

John Abraham Godson: Afryka nie jest już problemem

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

John Abraham Godson


ECAG

Jaka jest przyszłość Afryki Północnej? Co czeka najludniejsze państwo Afryki po kwietniowych wyborach prezydenckich i jaka jest jego rola geopolityczna? Co to jest współpraca euroafrykańska? Na pytania ECAG odpowiada John Abraham Godson, prezes Instytutu Afrykańskiego i poseł na Sejm RP.

Marcin Domagała: W styczniu upadł rząd tunezyjski, a prezydent Ben Ali uciekł do Arabii Saudyjskiej. Od czasu samospalenia tunezyjskiego obywatela, w sąsiednich krajach pojawiły się podobne incydenty. W ostatnich tygodniach zaostrzyła się również sytuacja w Egipcie. Na ulicach w Kairze wybuchły gwałtowne protesty. Wygląda na to, że ruszył efekt domina. Czy rok 2011 będzie rokiem przełomowym dla krajów Afryki Północnej? Czy zaistniała tam sytuacja społeczno-polityczna ma szanse się ustabilizować w najbliższym czasie? Czy w wymiarze geopolitycznym zmiany te będą korzystne dla Unii Europejskiej, i czy będą stanowiły wzór dla przemian dla reszty członków Unii Afrykańskiej?

John Abraham Godson: Nie wiem czy proces ten będzie pozytywnie skutkował dla Unii Europejskiej, chociażby dlatego, że została zachwiana stabilność w regionie. Jeśli jednak spojrzymy na Północną Afrykę, to proces zmian jest nieunikniony. Społeczeństwa stają się coraz bardziej otwarte, postępuje globalizacja, „rewolucja facebookowa”, czy „tweeterowa” trwają. To dzięki tym zjawiskom rozszerza się dostęp do informacji. Dzięki temu ludzie zaczynają się zastanawiać, dlaczego w ich krajach jest źle, a w innych rejonach świata jest lepiej. Nadchodzące zmiany będą dotyczyły nie tylko Tunezji, czy Egiptu. Już zaczynają być widoczne w Jemenie, Jordanii, a także innych państwach regionu. Na razie ominęły Libię, ale to jest już tylko kwestia czasu, kiedy tam zaczną następować zmiany. Państwa północno-afrykańskie prędzej, czy później będą musiały wejść na ścieżkę demokratyczną.

M.D.: Jednak Iran i Libia zaczynają popierać protestujących w Egipcie, widząc w tych ruchach szansę na pozbycie się Stanów Zjednoczonych z tego regionu świata...

J.A.G.: Może to być pewnego rodzaju posunięcie wyprzedzające, aby pozyskać sympatię własnych społeczeństw. Tak naprawdę protesty nie są skierowane przeciwko USA, ale przeciwko panującej dyktaturze. Jeśli Hosni Mubarak utrzymuje się u władzy od ponad trzydziestu lat, a teraz przygotowuje do jej objęcia własnego syna, to widać na przykładzie tych protestów, że Egipcjanie nie chcą mieć kolejnego faraona. Ludzie chcą mieć po prostu normalne, demokratyczne, nowoczesne państwo. Oczywiście istnieją obawy, że nastąpi radykalizacja polityki w wypadku przejęcia władzy przez Bractwo Muzułmańskie. Myślę jednak, że do tego nie dojdzie, zaś po zmianie władzy powstanie zupełnie nowy Egipt, w którym ludzie będą swobodnie mówili, o czym myślą.

M.D.: W 2010 roku w Darfurze, zachodniej prowincji Sudanu, zginęło ponad 2300 ludzi, a sudańskie wojsko ostatnio przeprowadziło liczne operacje militarne przeciwko rebeliantom, którzy podpisywali układ pokojowy w 2006 roku. W tym samym czasie negocjacje między darfurskim ruchem rebelianckim, a rządem sudańskim zakończyły się fiaskiem. Sytuacja w Darfurze, nieustannie się pogarsza. Czy przypadkiem Chartum świadomie nie wykorzystuje podziału Sudanu i skupionej na tym wydarzeniu opinii międzynarodowej po to, aby umocnić swoją pozycję w zachodniej prowincji kraju?

J.A.G.: Fala niezadowolenia rozszerza się, co widać po ostatnich protestach w północnym Sudanie, przeciwko obecnemu prezydentowi al-Baszirowi. Może to nie jest najlepszy termin, ale tym co niewątpliwie pomogłoby wielu krajom afrykańskim w rozwiązaniu ich problemów, to ich podział. Istniejące granice, odziedziczone po czasach kolonialnych, wprowadziły bardzo sztuczne podziały, które są przyczyną wielu konfliktów i prześladowań innych grup etnicznych. Cieszy mnie zatem powstanie nowego państwa, jakim będzie Sudan Południowy. Natomiast należy tutaj też zwrócić uwagę na kwestie kulturowe, w których silna władza wykonawcza wynika z tradycji i historii. Następuje tutaj pewnego rodzaju zderzenie. Z jednej strony ludzie akceptują silną władzę, ale z drugiej strony, mając dostęp do telewizji satelitarnej i Internetu, stykając się z turystami, widzą, że można żyć inaczej. Zaczynają tego pragnąć tego samego. Wydarzenia w Afryce Północnej, ale też w Sudanie spowodują falę zmian na szczeblach władzy.

M.D.: Nigeryjski prezydent Goodluck Jonathan objął przewodnictwo partii People’s Democratic Party (PDP). Oczy Nigeryjczyków zwrócone są teraz w stronę kwietniowych wyborów prezydenckich. Do walki o fotel prezydencki po jednej stronie stanie kandydat muzułmański, a po drugiej chrześcijański. Wielu muzułmanów oczekuje, iż Jonathan (chrześcijanin z południa) odda w kwietniu fotel prezydencki kandydatowi z północy, gdyż według ustalonego klucza do roku 2014 prezydenturę powinni sprawować muzułmanie (niespodziewana śmierć poprzedniego prezydenta Umaru Aduy, muzułmanina, przerwała ten klucz). Jeśli wybory okażą się sfałszowane, a takie ryzyko istnieje, Nigeria może pogrążyć się w chaosie. Czy Nigeryjczycy są w stanie znaleźć zadowalające obydwie strony rozwiązanie? Czy powyborcze walki na tle religijno-etnicznym mogą przeobrazić się w wojnę domową, która byłaby katastrofą dla samej Nigerii oraz ogromnym zagrożeniem dla sąsiednich krajów?

J.A.G.: Sytuacja w Nigerii, z kilku powodów, jest dużo bardziej skomplikowana niż w którymkolwiek innym państwie afrykańskim. Jest to najludniejszy kraj afrykański, liczący ponad 150 mln ludzi. To kraj, w którym żyje ponad 200 grup etnicznych, z tego cztery najliczniejsze to Hausa, Fulani, Igbo i Joruba. Dodatkowo na to nakłada się podział religijny na chrześcijańskie południe i islamską północ. Jestem pewien, że Goodluck Jonathan wygra. Cieszy się poparciem ludności z północy kraju, gubernatorów i baronów partyjnych z PDP. Tym samym można powiedzieć, że w Nigerii panuje system „jednopartyjny”, gdyż opozycja jest marginalna. W Nigerii obowiązuje zasada, że jeśli dany kandydat wygra walkę wewnątrzpartyjną, to wówczas partia taką osobę w całości będzie popierać. To stąd pojawiła się tak zaciekła walka Jonathana z byłym wiceprezydentem Atiku Abubakarem. Według doniesień Abubakar ma być teraz szefem kampanii prezydenckiej Jonathana. Googluck Jonathan jest człowiekiem rozsądnym i na pewno nie będzie się starał wprowadzać chaosu, mimo zapewne kilku prób z zewnątrz.

M.D.: W ostatnim czasie, dziennik „Daily Independent” ujawnił, iż FBI znalazło powiązania między al-Kaidą, a noworocznymi zamachami bombowymi w Abudży, stolicy Nigerii. Amerykańscy eksperci od rozbrajania bomb stwierdzili, że bomby zostały zbudowane w taki sam sposób, jak te używane przez al-Kaidę. Prezydent USA, Barack Obama, nie potwierdził jednak jakichkolwiek powiązań między al-Kaidą a Nigerią. Czy Nigeria, a także inne kraje afrykańskie mogą stać się wkrótce bezpieczną przystanią dla organizacji terrorystycznych?

J.A.G.: To jest niestety możliwe. Niebezpieczeństwo płynie z zwłaszcza z państw leżących na północ od równika, czyli np. Somalii. Myślę nawet, że same USA obawiają się takiego szkodliwego wpływu na sąsiednie kraje afrykańskie. Jedynym sposobem, by nie dopuścić do takiego scenariusza, jest ścisła współpraca władz lokalnych, umocnienie władzy centralnej i sprawna administracja oraz wzmocnienie struktur siłowych, jak np. policji. Nie da się jednak uniknąć sytuacji, w której jakieś elementy terrorystyczne znajdą się na terytorium Nigerii. To jest nieuniknione. Najlepiej jednak, by zagrożone terroryzmem państwa afrykańskie same rozwiązywały takie problemy we własnym zakresie i własnymi siłami, aniżeli pozwalały na rozwój sytuacji, taki jak ma to obecnie miejsce w Somalii, czy w Afganistanie.

M.D.: Od 2007 roku w Ghanie działa Word Wildlife Found’s West Africa Regional Programme (wcześniej WWF działało w Wybrzeżu Kości Słoniowej). W Ghanie wycina się cztery razy więcej drzew niż wynosi norma, a nielegalny handel mięsem przekracza obrót rzędu 350 mln USD rocznie. Czy rządy innych krajów afrykańskich zrobiły jakieś kroki w celu wsparcia organizacji pro ekologicznych oraz ratowania środowiska naturalnego Afryki?

J.A.G.: Aby dać właściwą odpowiedź na to pytanie, trzeba wpierw zrozumień Afrykę. Dobrą ilustracją problemu jest tutaj teoria potrzeb Maslowa. Nie można ludziom mówić o potrzebie ochrony zasobów naturalnych, estetyce krajobrazu, ekologii, kiedy ich największym zmartwieniem jest brak żywności. Ludzie wtedy myślą o ochronie środowiska, kiedy są najedzeni, posiadają jakiś majątek. Kiedy są głodni – polują, wycinają drzewa na opał, czy w celu zbudowania schronienia. Pamiętam to doskonale z własnego przykładu. Dorastając w Nigerii nie myślałem o ochronie środowiska. Kiedy szedłem do lasu, to po to, by naciąć drzewa na opał. W tym kontekście ochrona środowiska to wymysł najedzonych ludzi w Europie i w Ameryce. Oczywiście istnieje sposób by opisywanemu problemowi zaradzić. Jeśli zlikwiduje się problem braku wystarczającej ilości żywności, problem niedostatecznego poziomu życia materialnego, czyli zaspokoi się podstawowe potrzeby życiowe, wówczas społeczeństwa afrykańskie będą w stanie zrozumieć, czym jest ochrona środowiska.

M.D.: Nigeria jest obecnie najludniejszym krajem afrykańskim. Jaka wg Pana mogłaby być geopolityczna rola tego państwa na obszarze Afryki środkowej lub całego kontynentu, w wypadku sprawowania tam stabilnej władzy i wykorzystania wpływów z eksploatacji zasobów naturalnych. Czy za jakiś czas Nigeria mogłaby być swoistym liderem afrykańskim w stopniu znacząco przekraczającym obecną pozycję RPA?

J.A.G.: Myślę, że Nigeria już odgrywa większą polityczną rolę niż RPA. RPA rzeczywiście cywilizacyjnie i gospodarczo stoi wyżej od Nigerii. Jeśli jednak chodzi o rolę polityczną, to za większością decyzji, jakie są podejmowane w Unii Afrykańskiej, czy ECOWAS [Wspólnota Gospodarcza Państw Afryki Zachodniej – przyp. M.D.] stoi właśnie Nigeria. Można tutaj podać wiele przykładów, jak np. wysyłanie sił zbrojnych Unii Afrykańskiej do Sudanu, czy misje stabilizacyjne na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Liberii lub w Sierra Leone. Za tymi decyzjami stała właśnie Nigeria. Na czele sił pokojowych ONZ w Sudanie [UNMIS – przyp. M.D.] stał nigeryjski generał Moses Bisong Obi. Obecnie Nigeria jest niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Mam nadzieję, że kiedyś na stałe wejdzie w skład tego ciała. Nigeria już odgrywa olbrzymią rolę gospodarczą. Jest największym eksporterem ropy naftowej w Afryce, zaś sami Nigeryjczycy są w Afryce prawie wszędzie. Zaczyna nawet dochodzić do swoistego „antynigerynizmu” w niektórych państwach. Niesamowicie rozwija się kultura. Weźmy np. nigeryjski przemysł filmowy – Nollywood, który jest znany w całej Afryce. Wydaje mi się, że Nigeria już odgrywa kluczową rolę i z czasem, wraz z postępem cywilizacyjnym, wzrostem stabilizacji, kraj ten będzie mógł wypowiadać się w imieniu całej Afryki. Zresztą Nigeria posiada ku temu znakomite predyspozycje. Nigeryjczyk bowiem mówi i działa nie tyle mając na uwadze własny kraj, co bardziej całą Afrykę. Jednym słowem Nigeryjczycy są pozbawieni kompleksów, które występują w innych krajach afrykańskich, czują się narodem afrykańskim w rozumieniu kontynentalnym. Oczywiście Nigeria posiada też wady. Państwo nie miało szczęścia do dobrych przywódców. Panuje tam korupcja, oszustwa, ale to się pomału zmienia. Jeśli kraj będzie miał dobrych liderów, którzy na swoim przykładzie pokażą, co znaczy być uczciwym, co znaczy służyć społeczeństwu, wówczas dalsza poprawa będzie widoczna.

M.D.: Współpraca euroafrykańska – jak Pan sobie wyobraża efektywne wdrożenie tej idei na przykładzie ewentualnego zwiększenia polskiego zaangażowania politycznego w problemy państw afrykańskich? Warto tutaj zauważyć, że polski MSZ traktuje Nigerię, jako ważnego partnera, ale nie priorytetowego.

J.A.G.: Myślę, że pytanie jest źle postawione, gdyż pokazuje pewien stereotyp panujący w Polsce. Pyta Pan pod kątem problemów afrykańskich, a tymczasem nie można patrzeć na Afrykę wyłącznie pod kątem problemów. Afryka to jest ogromny potencjał. To olbrzymie złoża naturalne. Afryka to ogromny rynek zbytu również dla polskich produktów. Afryka to ogromne zasoby ludzkie. Wiele uczelni w Polsce prosi mnie o pomoc w rekrutacji studentów w Afryce, i wielu studentów afrykańskich bardzo chętnie do Polski chce przyjechać. Dam przykład Nigerii. Nigeria posiada ponad 150 mln obywateli, z których corocznie edukacji podlega ok 1,2 mln osób. W 2009 r. ok. 550 tys. osób zdało maturę. Z tej liczby tylko ok. 100–120 tys. dostanie się na krajowe uczelnie wyższe. Zatem mamy ponad 400 tys. młodych ludzi, którzy szukają państw, w których mogliby studiować. To właśnie na tym korzystają uczelnie brytyjskie, na których za naukę Nigeryjczycy płacą średnio rocznie ok. 9 tys. funtów od głowy. W USA płacą rocznie za studia średnio ok. 21 tys. USD. Rynek edukacyjny w tylko Wielkiej Brytanii szacowany jest na ok. 9 mld funtów rocznie. Oznacza to, że Polska może na tym skorzystać, zwłaszcza że ostatnio Wielka Brytania potroiła koszty kształcenia. Uniwersytet Medyczny w Łodzi kształci kilkadziesiąt osób z zagranicy, które płacą ok. 10 tys. euro rocznie. Zatem to jest olbrzymia szansa dla Polski, zwłaszcza jeśli zostałyby uruchomione studia w języku angielskim. To jest doskonała baza dla polskiego zaangażowania w Afryce. Inne kraje to rozumieją, i to jest właśnie szansa dla Polski. Chiny, USA, Wielka Brytania, Francja, Niemcy, dlaczego nie Polska? Dlaczego w Nigerii swoich pół eksploatacyjnych nie posiada PKN Orlen, czy Lotos?

Zatem nie można patrzeć na Afrykę wyłącznie, jako na problem, ale też trzeba ją postrzegać, jako szansę. Oczywiście problemy istnieją i organizacje takie, jak Polska Akcja Humanitarna, czy katolickie organizacje misyjne wykonują tam fantastyczną pracę. Ja bym jednak chciał, aby polskie firmy zaczęły zarabiać w Afryce. Zresztą ten proces powinien działać także w drugą stronę – afrykańskie firmy powinny inwestować w Polsce. Bardzo dużo obecnych biznesmenów afrykańskich studiowało w Polsce, przykładowo właściciel największej afrykańskiej stacji telewizyjnej studiował na Uniwersytecie w Gdańsku. Dlaczego takich osób się nie wykorzystuje?
Czas zatem przestać traktować Afrykę, jako problem, ale zacząć ją traktować, jak każdą inną część świata. Oczywiście ten kontynent posiada swoje bolączki, ale ja też mogę wziąć kamerę i nakręcić film w jakiejś polskiej wsi popegeerowskiej. Tam też są problemy, ale to nie oznacza, że tak wygląda cała Polska.

M.D.: Dziękuję za wywiad

współpraca: Magdalena Cichuta

foto: www.johngodson.pl

Czytany 5017 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04