niedziela, 20 listopad 2011 09:00

Jarosław Tomasiewicz: Scenariusze rozwoju terroryzmu w Polsce i Unii Europejskiej

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

tomasiewicz

 

 

Cele ataków są wybierane przez terrorystów ze względu na dwa kryteria: dostępność i spektakularność. Choć istotą aktu terrorystycznego jest efekt psychologiczny, to w praktyce ważniejsze wydaje się być kryterium dostępności, którego efektem jest przypadkowość wielu zamachów – mówi dr Jarosław Tomasiewicz.

 

Jakie są możliwe scenariusze rozwoju terroryzmu na terenie Unii Europejskiej w perspektywie najbliższych 5 do 15 lat?

Jarosław Tomasiewicz: Nie da się w sposób zdecydowany odpowiedzieć na załączone pytania. Perspektywy terroryzmu w Europie zależą od rozwoju sytuacji w świecie w ciągu najbliższych dekad, a tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Terroryzm w Europie może mieć charakter zarówno endogenny jak i egzogenny, dlatego musimy wziąć pod uwagę tak przyszłość Unii Europejskiej jak i jej otoczenia. W odniesieniu do sytuacji zewnętrznej najważniejsze jest występowanie w otoczeniu Europy gwałtownych konfliktów politycznych (szczególnie istotny jest tu konflikt na Bliskim Wschodzie – z powodu bliskości tego regionu i jego znaczenia dla UE jak również ze względu na licznych w Europie imigrantów związanych z tym regionem), dla sytuacji wewnętrznej kluczowym jest stan gospodarki.

Kombinacja tych dwóch elementarnych czynników daje nam cztery możliwe warianty:

A. dobra sytuacja wewnętrzna (wzrost gospodarczy w UE, pozwalający na łagodzenie konfliktów społecznych) i zewnętrzna (brak konfliktów w pobliżu Europy, a przede wszystkim pacyfikacja konfliktu bliskowschodniego);

B. dobra sytuacja wewnętrzna i zła sytuacja zewnętrzna (zaostrzenie lub przedłużanie się konfliktu bliskowschodniego, pojawienie się nowego konfliktu - np. wojna domowa w państwach Afryki Północnej lub b. ZSRR, związany z tym napływ uchodźców);

C. zła sytuacja wewnętrzna (kryzys ekonomiczny lub przedłużająca się stagnacja w UE) i zewnętrzna;

D. zła sytuacja wewnętrzna i dobra sytuacja wewnętrzna.

Które ugrupowania ze względu na terrorystyczną działalność mogą stanowić największe zagrożenie dla Unii Europejskiej i dlaczego?

J.S.: W wariancie (A) będziemy mieli do czynienia z terroryzmem incydentalnym. Jego sprawcami będą zapewne ekstremiści nowych ruchów społecznych (ekologicznego i animalistycznego, ewentualnie gejowskiego lub feministycznego), czasem indywidualni desperaci. W tym pierwszym przypadku można liczyć na to, że będzie to terroryzm “miękki” tj. stawiający na pozyskanie opinii publicznej i dlatego unikający ofiar. Możliwa jest wprawdzie ewolucja tego nurtu w stronę metod ekstremalnych gdyż jego ideologia zawiera silny pierwiastek antyhumanistyczny, ale można przyjąć hipotezę, że klimat społeczny panujący w Europie utrudnia taką ewolucję (mówiąc wprost – Europejczycy wydają się zbyt wygodni by podejmować walkę zbrojną).

Z wariantem (B) mamy do czynienia obecnie. Oznacza to, że państwom UE zagraża przede wszystkim terroryzm „importowany”, w zasadzie islamski - czy to w formie takich ataków jak zamach w Madrycie, czy to w formie przemocy rozproszonej (jak np. zabójstwo Theo van Gogha). Terroryzm wewnętrzny prawdopodobnie będzie zanikał (już dziś ma on w zasadzie tylko jedno liczące się ognisko – baskijskie). Nie wyklucza to jednak możliwości pozyskiwania przez terrorystów islamskich sympatyków spośród ekstremistów europejskich (pod hasłami antysemickimi na prawicy lub antyimperialistycznymi na lewicy). Możliwy jest też „efekt rykoszetu” tzn. że terroryzm sympatyzujących z islamizmem imigrantów będzie pobudzał ekstremizm ksenofobicznej ultraprawicy (vide niedawne wydarzenia w Holandii)), przypuszczać wszakże można, że większość tego potencjału kanalizowana będzie przez elektoralne ugrupowania prawicowo-populistyczne. Rozwijając tą hipotezę: państwowe represje wobec ksenofobicznej prawicy mogłyby zepchnąć część jej aktywistów w kierunku formowania terrorystycznego podziemia.

Ponadto rozwój sytuacji w niektórych regionach może podążać własną drogą, odmienną od trendów ogólnoeuropejskich. Np. na Korsyce trwałość terroryzmu wynika z powiązań ugrupowań separatystycznych z „szarą strefą”. W Ulsterze pogorszenie sytuacji może nastąpić, jeśli władze będą domagały się zbyt daleko idących ustępstw od IRA. Żądanie rozwiązania IRA to moim zdaniem krok za daleko, bo po rozwiązaniu tej organizacji jej członkowie albo pójdą do RIRA, albo stworzą na własną rękę podziemie kryminalne (przypomnijmy sobie, jaką rolę odegrali zdemobilizowani żołnierze w terrorze faszystowskim i nazistowskim lat 20.).

W wariancie (C) Europie grozi eskalacja wzajemnie napędzających się ekstremizmów i będącego ich owocem terroryzmu. Kryzys gospodarczy uderzy w pierwszej kolejności w środowiska imigranckie, sprzyjając zamykaniu się w etnicznych gettach i pobudzając ich antyzachodnią tożsamość. Ekstremizm islamski (ale też ekstremizm nacjonalistyczny diaspor takich jak kurdyjska czy tamilska) będzie pobudzany przez konflikty w krajach pochodzenia. Fiasko modelu wielokulturowego podsyci aktywność radykalnej prawicy. Wzrost bezrobocia i obniżenie świadczeń społecznych ożywi konflikty społeczne, będące pożywką dla m.in. ruchów lewackich. W wypadku utrzymywania się dysproporcji w poziomie rozwoju między starą i nową Unią po terroryzm motywowany hasłami narodowowyzwoleńczymi mogą sięgnąć też rozgoryczeni mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej. Jeszcze jednym czynnikiem, który potencjalnie może zrodzić terroryzm (choć dziś wygląda na political fiction) jest krach systemu emerytalnego, prawdopodobny na skutek niekorzystnych zmian w strukturze demograficznej Europy. Choć ugrupowania emeryckie typu Szarych Panter nie wychodziły dotąd poza demonstracje, to nie jest wykluczone, że zdesperowani emeryci mogą sięgnąć po przemoc. Ogólna destabilizacja może wywołać efekt naśladownictwa, skłaniając do sięgania po przemoc mikroskopijne nawet grupy czy zgoła pojedynczych frustratów.

Warto tu zwrócić uwagę, że dla kryzysu społecznego nie jest niezbędny krach gospodarczy w stylu 1929 r. Wzrost bezrobocia może być też spowodowany nowoczesnymi technologiami, jeśli towarzyszyć temu będzie redukcja świadczeń społecznych – marginalizacja postępować może nawet w warunkach wzrostu gospodarczego. Przykład lat 60. Pokazuje, że konflikty mogą wybuchnąć nawet w warunkach dobrobytu.
Wariant (D) wydaje się mało prawdopodobny.

Czy przewiduje Pan zmianę rodzaju i celów ataków?

J.S.: Obecnie cele są wybierane przez terrorystów ze względu na dwa kryteria: dostępność i spektakularność. Choć istotą aktu terrorystycznego jest zdaniem wielu specjalistów efekt psychologiczny to w praktyce ważniejsze wydaje się być kryterium dostępności, którego efektem jest przypadkowość wielu zamachów (zamach na pociągi - a nie na parlament, zabójstwo reżysera - a nie premiera). Należy jednak liczyć się z możliwością, że terroryści zastosują też kryterium efektywności a więc realnej (fizycznej, materialnej) dotkliwości zadawanych strat. W tym przypadku rozwinąłby się sabotaż ekonomiczny, zarówno fizyczny (ataki na obiekty) jak psychologiczny (groźba ataków na obiekty). Można postawić hipotezę, że najbardziej zagrożona byłaby infrastruktura energetyczna i komunikacyjna ale też handel. Ponieważ jednak obiekty te są lepiej zabezpieczone, ewolucja w tym kierunku wymagałaby okrzepnięcia podziemia terrorystycznego (a więc raczej wariant C, ewentualnie B).

Jaki rodzaj ataków przewiduje Pan, jako największe zagrożenie - obecnie i w ciągu najbliższych 15 lat?

J.S.: Do tej pory terroryści islamscy ograniczali się w Europie do dwóch metod działania: podkładania bomb w tłumie (jak w Madrycie, czy wcześniej - w latach 90. - we Francji) lub indywidualnych ataków nożowników (ostatnio w Holandii, wcześniej we Francji). Taktyka ta wynika jednak ze słabości struktur terrorystycznych w Europie. Ich okrzepnięcie (znowu: jeśli nastąpi zaostrzenie sytuacji) mogłoby doprowadzić do bardziej złożonych akcji: zabójstwa polityków, porwania, zamachy bombowe na cele ekonomiczne czy wojskowe.

Na ile prawdopodobny jest w niedalekiej przyszłości rozwój cyberterroryzm (jaką formę przyjmie?)

J.S.: Jak na razie cyberterroryzm wykorzystywany jest w zaskakująco małym stopniu - to tylko sporadyczne ataki niezorganizowanych sympatyków (jak np. jugosłowiańskiego hackera na stronę NATO w czasie wojny o Kosowo). Wnioskować z tego można jednak, że cyberterroryzm ma duże perspektywy rozwoju, zwłaszcza w miarę komputeryzacji finansów i ekonomii. Formy cyberterroryzmu mogą być wielce zróżnicowane - już dziś możliwe jest wysyłanie fałszywych informacji, monitorowanie Internetu, włamywanie się do baz danych, blokowanie stron, kasowanie informacji, niszczenie oprogramowania (np. za pomocą wirusów), czy po prostu fizyczna dewastacja węzłów internetowych. Możliwości w zakresie cyberterroryzmu zależą w pierwszym rzędzie od pojawiania się nowych technologii informatycznych i tu nie należy wykluczać żadnej opcji pozornie rodem z science-fiction.

Czy możemy spodziewać się użycia przez terrorystów broni biologicznej, chemicznej? Jeśli tak, to które z obecnych organizacji działających w Europie mogą posunąć się do użycia takiej broni?

J.S.: W przeszłości mieliśmy już do czynienia z przypadkami wykorzystywania broni biologicznej (epizod z wąglikiem) i chemicznej (sarin w tokijskim metrze), użycie tego rodzaju broni jest więc wysoce prawdopodobne. Możliwe jest też użycie przez terrorystów tzw. „brudnych bomb” (konwencjonalny ładunek wybuchowy rozrzucający materiał promieniotwórczy), których plany miały zostać znalezione w afganistańskich bazach Al-Kaidy.

Wydaje się, że do użycia broni masowego rażenia najbardziej predestynowani są islamiści. Zamach w Madrycie pokazał, że nie mają skrupułów przy masowym zabijaniu przypadkowych ludzi - czego przyczyna leży zarówno w apokaliptycznej wizji walki Dobra ze Złem (co zresztą charakterystyczne jest też dla innych fundamentalistów religijnych), jak w poczuciu wyalienowania w „pogańskiej” Europie (łatwiej zabija się ludzi nam obcych). Co więcej, islamiści mają lepszy niż europejskie grupy ekstremistyczne dostęp do zasobów finansowych, umożliwiający sięgnięcie po taką broń.

Kluczową jest jednak, podkreślę, ta druga kwestia. Obawiać się bowiem można, że w przypadku dostępu do BMR właściwie każde ugrupowanie ekstremistyczne próbowałoby ją wykorzystać. Dziś w antyhumanizmie nazi-sataniści konkurują z niektórymi frakcjami „głębokich ekologistów” (jak Church of Euthanasia). Kiedyś terroryści lewaccy stronili od ślepych ataków ale obecne pokolenie lewaków wydaje się być bardziej wyalienowane.

Czy w jakiś sposób aktualne struktury europejskich organizacji terrorystycznych ulegną ewolucji?

J.S.: Scentralizowane, quasi-militarne struktury starego typu są przy obecnych możliwościach służb specjalnych zbyt łatwe do spenetrowania (potwierdza to przykład Czerwonych Brygad II). Przyszłością wydaje się struktura typu leaderless resistance - zdecentralizowana sieć niewielkich grup o komunikacji horyzontalnej (pisałem o tym w artykule „Terroryzm XXI w” w Komandosie nr 10/01). Poza tym coraz częściej terroryzm będzie dziełem pojedynczych fanatyków - izolowanych (jak ultraprawicowcy typu Białych Wilków) lub zanurzonych w szerszym ruchu (ekologiści, islamiści). W przypadku pierwszym a zwłaszcza trzecim charakterystyczna będzie płynność przechodzenia od legalnych do nielegalnych form aktywności.

Czy mamy do czynienia ze „zmierzchem terroryzmu lewackiego”?

J.S.: Teraz na pewno terroryzm lewacki jest w stanie upadku. Warto wszakże odnotować pewne przesłanki jego ewentualnego odrodzenia. Pierwszym jest osłabienie dynamiki ruchu antyglobalistycznego, co może być zaowocować podobnymi skutkami jak schyłek studenckiej kontestacji 1968. Drugim - konflikt w Iraku, dopingujący niektórych lewaków do odgrywania roli „V kolumny III Świata”. Już dziś widać ożywienie terroryzmu anarchistycznego w krajach śródziemnomorskich (tzw. insurekcjonizm). Być może jednak scenariusz ten się nie sprawdzi ze względu na większy pierwiastek hedonistyczny we współczesnej ultralewicy.

Czy istnieje zagrożenie powstania międzynarodowej skrajnie prawicowej europejskiej organizacji terrorystycznej?

J.S.: Coś w tym rodzaju - Blood & Honour - działa już teraz, choć terroryzm nie jest tu główną formą działalności. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że są to środowiska nieliczne, wyizolowane, motywowane raczej modą niż ideologią i mocno spenetrowane przez policję, dlatego w tym momencie zagrożenie z ich strony jest niewielkie. Możliwy jest oczywiście rozwój tego typu formacji w przypadku zaostrzenia sytuacji (wariant C) - neonaziści dysponują adekwatną do wyzwania islamskiego ideologią „Aryjskiej (zjednoczonej) Europy”.

Czy dojdzie do konfrontacji grup terrorystycznych ekstremistów islamskich i skrajnych prawicowców?

J.S.: W obecnych warunkach - jak już sygnalizowałem - przemoc ultraprawicy ma raczej charakter incydentalny i niezorganizowany (rozproszone ataki skinowskich gangów), ksenofobia znajduje swoje ujście w formach parlamentarnych. Taki rozwój sytuacji na znaczącą skalę możliwy jest w przypadku wariantu C, ale raczej w formie walki bojówek czy ataków terrorystycznych na legalne instytucje przeciwnika. Trudno sobie wyobrazić bezpośrednie starcie terrorystów.

Czy na powyższym obszarze istniej możliwość narodzin całkiem nowej grupy terrorystycznej odbiegającej od utartej typologii (na podstawie celów jej przyświecającej) tego zjawiska?

J.S.: Nie bardzo rozumiem, jaką typologię ma Pan na myśli - ideologiczną? Jeśli tak to taki charakter już dziś ma terroryzm nowych ruchów społecznych (od ekoterroryzm po potencjalny terroryzm emerytów). Ale można sobie też wyobrazić jakąś hybrydę typu nacjonalbolszewizmu czy mutację - jak wojujący integryzm katolicki stylizowany na swych islamskich odpowiedników.

Czy Polska utrzyma w tym okresie status kraju „nie atrakcyjnego” dla terrorystów? Jeśli nie to jakiego typu organizacje mogą potencjalnie rozwinąć działalność na terenie RP?

J.S.: To pytanie odnosi się, jak rozumiem, do terroryzmu egzogennego, islamskiego. Obawiam się, że na dłuższą metę taki status będzie trudno utrzymać. Polska wydaje się być słabo przygotowana na zapobieżenie zamachowi, spełniamy więc kryterium dostępności. To, że do tej pory Polska nie stała się obiektem ataku zawdzięczamy, skłonny jestem przypuszczać, brakowi licznej społeczności imigranckiej. Swobodniejszy przepływ obywateli w obrębie Unii może jednak i tą barierę zniwelować.

Natomiast pozostałe odmiany terroryzmu (czyli w zasadzie terroryzm endogenny) mają charakter mody płynącej z Zachodu, pojawienia się więc tego typu imitacji możemy się prędzej czy później spodziewać. Z jakimiś bardzo amatorskimi próbami podejmowania terroryzmu lewackiego, nacjonalistycznego czy ekologicznego już mieliśmy w Polsce do czynienia. Coraz silniejsze powiązania z podobnymi ośrodkami w Europie Zachodniej (dotyczy to zarówno ekstremistów lewicowych jak i prawicowych) może zaowocować jakimś paraterroryzmem (acz raczej o niewielkiej intensywności).

Czego jeszcze nie ma w Polsce - a więc teoretycznie może się rozwinąć, to terroryzm separatystyczny typu ETA; a w tym zakresie najbardziej nabrzmiały wydaje się być problem śląski (na internetowych forach dyskusyjnych pojawiły się [jakiś czas temu - przyp. red.] ponoć informacje o Śląskiej Armii Republikańskiej - zaznaczam jednak, że jest to informacja niesprawdzona).

Tekst ukazał się w książce Damiana Szlachtera "Walka z terroryzmem w Unii Europejskiej. Nowy impuls". Torun 2006. Fot. Polska The Times.

Czytany 7533 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 10 marzec 2016 18:47