sobota, 19 styczeń 2013 09:50

Georg Ritzer: O globalizacji niczego słów kilka...

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

Ritzer_001  Anna Kokolus

W kategoriach, w jakich definiuję nic – McDonald’s i makdonaldyzacja są właśnie niczym – systemem odgórnie zapoczątkowanym, centralnie sterowanym, nieposiadającym wyróżniającej treści – mówi amerykański socjolog prof. Georg Ritzer, twórca teorii makdonaldyzacji w rozmowie z Anną Kokolus z portalu Nowa Politologia

I część:  Makdonaldyzacja w sieci, prosumcjonizm

Anna Koklus: Na Pańskiej stronie internetowej widnieje motto: „Zamiast społeczeństwa, w którym kreatywność jest ograniczona lub wyeliminowana, pragnąłbym społeczeństwa ludzi wolnych w swojej kreatywności,”. Czy jest to motto, czy raczej strategia przetrwania w dzisiejszych czasach?

Georg Ritzer: Sądzę, że to moja mantra i wizja życia. Pragnąłbym świata, w którym ludzie mają możliwość bycia twórczymi i są wolni w kreatywności. Wiele badań i publikacji powstałych w czasie mojej kariery akademickiej dotyczy struktur, organizacji i modeli biznesowych, które ograniczają lub eliminują tą kreatywność. Ta cecha makdonaldyzacji i świątyń konsumpcji interesuje a zarazem porusza mnie najbardziej. To motto w pewnym sensie odzwierciedla moją wizję życia i krytycyzm w stosunku do wielu struktur współczesnego świata. Nie jestem pewien, czy to strategia przetrwania. Oczywiście, możemy przetrwać bez kreatywności, ale wtedy jesteśmy mniej ludzcy. Przypuszczam więc, że strategią przetrwania jest bycie kreatywną istotą ludzką. Sadzę, że Marks ująłby to w sposób następujący: Przetrwanie gatunku ludzkiego wymaga pewnego rodzaju kreatywności.

A.K.: Czy portale społecznościowe, Facebook (FB) i mySpace, tak bardzo popularne wśród młodych ludzi, są tylko zestandaryzowanymi środkami makdonaldyzacji (kolejną żelazną klatką racjonalizacji wg terminologii Maxa Webera) czy wręcz przeciwnie – czymś zupełnie wyjątkowym i kreatywnym.

G.R.: To dobre pytanie! Jakkolwiek, odpowiedź jest skomplikowana, ponieważ na pierwszy rzut oka te serwisy pozwalają na pewien rodzaj kreatywności, swobody i bycia twórczym, oraz dają możliwości nawiązania interakcji, które wcześniej nie istniały. Dla przykładu, arabska Wiosna Ludów była w znacznym stopniu możliwa dzięki FB i Twitterowi.

Z drugiej jednak strony, u podstaw istnienia tych systemów są struktury, które w mojej opinii są zmakdonaldyzowane. FB ma bardzo sztywną strukturę strony, na której trzeba wykonywać określone czynności, a innych zrobić nie można. Nie ma tam nieograniczonej swobody tworzenia, bo FB reprezentuje pewien rodzaj zmakdonaldyzowanego systemu, w który ludzie chętnie wchodzą. Wydaje mi się, że jest to jedna z przyczyn, dla których FB stał się bardziej popularny niż MySpace, pozwalający na większą swobodę. Twitter ogranicza liczbę znaków, których można użyć i jest to właściwie ograniczenie w kategorii wolności i kreatywności.

Uważam więc, że w pewnym sensie FB i inne serwisy w ramach Web 2.0 pozwalają na pewien rodzaj kreatywności i niezależności, ale gdy rozważamy je w kategoriach struktur leżących u ich podstaw, to są to systemy zmakdonaldyzowane. 

A.K.: Jak model makdonaldyzacji społeczeństwa odnosi się do tofflerowskiej koncepcji społeczeństwa Trzeciej Fali i jego opisu postindustrialnego społeczeństwa? 

G.R.: To interesujące pytanie, ponieważ moja najnowsza praca dotyczy prosumentów (ang. prosumer). To koncepcja, którą Alvin Toffler po raz pierwszy rozwinął w Trzeciej Fali w 1980 roku, a jeden z moich zarzutów dotyczy tej właśnie idei, przynajmniej w znaczeniu w jakim używał jej Toffler. Według niego, społeczeństwo postindustrialne przede wszystkim stwarza wiele możliwości działania. Bycie prosumentem ponadto daje pewien rodzaj wolności. Prosumenci to ci, którzy są jednocześnie producentami i konsumentami. W najnowszych pracach dowodzę, że od zawsze byliśmy prosumentami (od średniowiecza ludzie pracowali w gospodarstwach, gdzie konsumowali to, co sami wyprodukowali), ale w epoce Internetu, Web 2.0 i na FB stało się to jeszcze bardziej widoczne. Alvin Toffler postrzegał prosumentów bardzo pozytywnie. Ja podkreślam jednakże, że bycie prosumentem łączy się z pewnego rodzaju wyzyskiem. Wiele branż, w tym McDonald’s, wykorzystuje prosumentów zyskując darmową siłę roboczą. W Makdonaldyzacji społeczeństwa podkreślam to pisząc o zmuszaniu klienta do wykonywania części pracy. Gdy idziemy do restauracji typu fast-food, wykonujemy różnego rodzaju czynności, korzystając z bankomatu, wykonujemy pracę kasjerów. Oczywiście za darmo. Przedsiębiorcy odkryli, że mogą zmusić ludzi do pracy bez wynagrodzenia, co jest bardziej efektywne niż zatrudnianie pracowników nawet za najniższą stawkę. Od klientów zaczęto więcej wymagać. Na tej podstawie, między innymi, twierdzę, że Toffler postrzega społeczeństwo postindustrialne w zbyt optymistyczny sposób.

Obecnie istnieje podział usług w społeczeństwie postindustrialnym. Z jednej strony funkcjonują wyrafinowani specjaliści – wysoko opłacani pracownicy sektora zaawansowanych usług, którzy wpisują się w większość definicji społeczeństwa postindustrialnego. Jednak wciąż miliony ludzi wykonują prace o niskim statusie, takie jak praca w restauracjach typu McDonald’s. W ten sposób funkcjonują równolegle dwa typy społeczeństwa postindustrialnego. Wydaje mi się, że to właściwie podejście, a Alvin Toffler uwzględnił tylko jeden typ.

II część: makdonaldyzacja polityki, kryzys ekonomiczny, BRIC

A.K.: Czy model makdonaldyzacji funkcjonuje również w polityce?

G.R.: Zwykłem dostrzegać makdonaldyzację gdziekolwiek tylko spojrzę. Powstało wiele prac o makdonaldyzacji w różnych dziedzinach życia, w tym także w polityce. Brytyjski socjolog Bryan Turner pisał o różnicy pomiędzy polityką w wersji cool (mniej ideologiczną) i hard (twardą, bardzo zaangażowaną, czasami wręcz fundamentalistyczną). Dowodzę, że zmakdonaldyzowana polityka należy do kategorii cool, ponieważ jesteśmy bardzo racjonalni w naszych politycznych wyborach. Turner zestawia ją z obrazem twardej polityki fundamentalistycznej. To w istocie kwestia wyboru pomiędzy twardą polityką i jej cechami, a polityką w wersji cool i jej wyznacznikami. Obie niosą określone problemy. Większość ludzi preferuje wersję typu cool politics. Jakkolwiek, jest też miejsce dla „twardej” polityki.

Pomijając to, uważam, że polityka została już zmakdonaldyzowana na wiele sposobów. W amerykańskiej tradycji politycznej mieliśmy do czynienia z długimi debatami politycznymi. To były prawdziwe debaty, w czasie których politycy dyskutowali przez wiele godzin na różne tematy, bez żadnych ograniczeń czasowych, np. podyktowanych przez limit czasu antenowego. Obecnie kandydat ma 30 sekund na udzielenie odpowiedzi. Uważam, że to zinstytucjonalizowany, zmakdonaldyzowany sposób prowadzenia kampanii politycznych. Amerykańscy specjaliści z dziedziny polityki zyskali popularność na całym świecie. Podróżują po różnych krajach, doradzając politykom, jak w amerykański sposób prowadzić ich własne kampanie. W ten sposób upowszechnia się globalnie makdonaldyzację w polityce. Model makdonaldyzacji daje się na rożne sposoby zastosować do opisu świata polityki.

A.K.: Czy w takim razie makdonaldyzacja wpływa również na nasze polityczne wybory?

G.R.: Wybory dokonywane są w ramach zmakdonaldyzowanego systemu politycznego i medialnego. Z samej swojej natury dają więc ograniczone możliwości. Dokonywanie wyborów w zmakdonaldyzowanym systemie politycznym wiąże się z ograniczeniami, ale prawdopodobnie nie chcielibyśmy uczestniczyć w polityce otwartej dla wszystkich, chcemy raczej ograniczonych możliwości dla głosujących.

A.K.: Czy naprawdę powinniśmy walczyć z makdonaldyzacją? Racjonalizacja i odczarowanie dają nam poczucie bezpieczeństwa. Czy w XXI wieku wciąż potrzebujemy specyficznego rodzaju magii i tajemniczości?

G.R.: Nie ma wątpliwości, że makdonaldyzacja, racjonalizacja i odczarowanie zapewniają poczucie bezpieczeństwa. W Disneylandzie, bardzo zmakdonaldyzowanym systemie, można poczuć się bardzo bezpiecznie, poruszać się z tłumem i czuć się komfortowo, nawet pomimo tysięcy obecnych tam ludzi i panującego chaosu. Wydaje mi się, że w złożonym, żyjącym w szybkim tempie świecie makdonaldyzacja daje poczucie bezpieczeństwa i jest to jeden z jej pozytywnych aspektów.

Z drugiej jednak strony, uważam, że współcześnie potrzeba nam magii i tajemnicy, bez nich żylibyśmy w weberowskiej żelaznej klatce racjonalizacji. Napisałem kilka lat temu artykuł zatytułowany Wyspa żywych trupów. Wykorzystałem idee Maxa Webera i Michela Foucault do opisu archipelagu zmakdonaldyzowanych wysp. Kiedy tam się znajdziemy, jesteśmy w istocie martwi, bo kontrolowani przez system, w którym nie ma ani magii ani tajemniczości. Potrzebny jest nam świat pełen kreatywności. Kluczowym elementem człowieczeństwa jest kreatywność i zaangażowanie w magię i czar. Wielkim problemem współczesnego świata są według mnie nastawione tylko na własny zysk systemy, które kontrolują, a zarazem niszczą społeczeństwo.

A.K.: Czy w takim razie makdonaldyzacja ma jakieś zalety?

G.R.: W pewnym sensie wszystkie wyznaczniki makdonaldyzacji są pozytywne. Wszyscy oczekujemy w życiu pewnego poziomu wydajności, nie chcemy całkowitego jej braku. Oczekujemy pewnej przewidywalności – nie chcemy żyć w świecie nieprzewidywalnym. Pożądamy kalkulacyjności, chcemy mieć możliwość kwantyfikowania rzeczy. Z całą pewnością również pragniemy pewnej kontroli i pewnych odhumanizowanych technologii.

Makdonaldyzacja może być postrzegana jako proces pozytywny. Jej wyznaczniki nie są problemem. Problematyczny jest sposób w jaki się łączą, tworzą spójny system oraz sposób, w jaki coraz mocniej ingerują w nasze życie. Same w sobie nie stanowią problemu. Prawdą jest, że żyjemy w świecie kontrolowanym przez systemy, których uniknąć nie sposób i mamy coraz mniejsze możliwości wyboru. To właśnie system jest głównym źródłem problemu. Problemy te nazywam „nieracjonalnością racjonalności”. To właśnie systemy zracjonalizowane tworzą wszystkie nieracjonalności takie jak dehumanizacja, odczarowanie itp.

A.K.: Makdonaldyzacja społeczeństwa po raz pierwszy została wydana w 1993 roku, kolejne wydania dostarczały nowych i bardziej aktualnych przykładów makdonaldyzacji. Co przez ten czas zmieniło się w modelu makdonaldyzacji?

G.R.: Podstawowy model makdonaldyzacji nie uległ zmianie. Książka okazała się dużym sukcesem, została przetłumaczona na wiele języków i sprzedała się w wielu egzemplarzach. Uważam, że swój sukces zawdzięcza temu, że problemy w niej opisane, wciąż pozostają aktualne. Poza tym, dziś to fenomen o wiele bardziej znaczący niż 20 lat temu. Makdonaldyzacja jest dziś procesem o wiele bardziej uniwersalnym, o globalnym zasięgu.

Wydaje mi się, że proces makdonaldyzacji zmienił się jedynie marginalnie. Wydajność, przewidywalność, kalkulacyjność i kontrola przy pomocy technologii – te czynniki wciąż opisują sieć McDonald’s oraz systemy zmakdonaldyzowane. Istnieje też wiele innych restauracji typu fast-food, przedsiębiorstw i instytucji społecznych, które zaczęły stosować powyższe zasady. Wydaje mi się, że model makdonaldyzacji jest taki sam jak wtedy, gdy pisałem o nim po raz pierwszy.

A.K.: Czy dotykający Europę kryzys ekonomiczny może istotnie zmienić proces makdonaldyzacji albo doprowadzić do zredukowania konsumpcji?

G.R.: Uważam, że bardziej prawdopodobna niż zmiana procesu makdonaldyzacji, jest zmiana procesu konsumpcji. Pamiętajmy bowiem, że makdonaldyzacja ma swoje korzenie w restauracjach oferujących niedrogie jedzenie, na które większość ludzi może sobie pozwolić. Jest to system, który przyczynia się do masowej produkcji tanich i marnej jakości dóbr i usług.

Można dowodzić, że Grecja sama wpędziła się w tarapaty w rezultacie hiperkosumpcji lub tworząc system ekonomiczny wciągający ludzi w hiperkonsumpcję, który nie był oparty na realnych możliwościach finansowych tego państwa. Kryzys ekonomiczny zredukuje konsumpcję, a zwłaszcza hiperkonsumpcję i w tym ujęciu może być postrzegany pozytywnie. Nie wydaje mi się jednak, że wpłynie znacząco na proces makdonaldyzacji. Może się nawet okazać, że pomoże on systemom zmakdonaldyzowanym ponieważ skutecznie zredukuje koszty.

A.K.: W układzie dwubiegunowym pojawili nowi globalni gracze – np. BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny). Czy model makdonaldyzacji ma taki sam kształt również i w ich przypadku? Czy istnieją jakieś regionalne wersje tego modelu, które różnią się od wersji amerykańskiej i europejskiej?

G.R.: McDonald’s i inne sieci restauracji typu fast – food, podobnie jak inne systemy zmakdonaldyzowane, odniosły sukces w społeczeństwach azjatyckich. Chiński McDonald’s rozrasta się w niesamowitym tempie, a Kentucky Fried Chicken (KFC) rozwinął się lepiej niż McDonald’s. Chińczycy zaakceptowali taki model. Ciekawym jest pytanie, czy ich własne, rodzime przedsiębiorstwa zwyczajnie skopiowały model McDonaldyzacji czy też rozwinęły swój własny? Jakkolwiek, punktem wyjścia do stworzenia własnego modelu, moim zdaniem, jest typowy model makdonaldyzacji, który jest następnie adaptowany do konkretnych potrzeb. Nie jestem pewien czy istnieją alternatywne modele odnoszące podobny sukces w skali światowej.

III część: makdonaldyzacja religii

A.K.: W centrum handlowym Silesia City Centre (SCC) zdecydowano umiejscowić również kaplicę. Początkowo ludzie protestowali, ale dość szybko zaakceptowali ten pomysł. Czy może to się stać niedługo powszechną praktyką?

G.R.: Centra handlowe, w których funkcjonują różnego rodzaju kaplice istnieją od dawna. Na przedmieściach Minneapolis powstał jeden z pierwszych hipermarketów posiadający również kaplicę, w której ludzie mogli wziąć ślub. Podobnie jest w Las Vegas, które jest słynne z tego, że można tam wziąć błyskawiczny ślub. Ten fenomen istnieje już od dawna.

To wpisuje się w mój sposób postrzegania świątyń konsumpcji. Używam terminu „świątynia” ponieważ dowodzę, że centra handlowe oraz podobne przedsięwzięcia z dziedziny konsumpcji zostały stworzone na wzór kościołów. Katedry i bazyliki były zaprojektowane w taki sposób, by znacząco wpływać na spostrzeganie religii przez wiernych uczęszczających do kościoła, by imponować i inspirować. Uważam , że budowanie centrów handlowych z założeniem, że będą wywierać na klientów podobny wpływ jak katedry na wiernych, to zupełnie świadome działanie.

Idea połączenia sacrum i profanum od samego początku przyświecała budowie świątyń konsumpcji. W książce dowodzę również, iż ludzie udają się do centrów handlowych po to, by celebrować konsumpcję. Stała się ona w pewnym sensie nowoczesną religią. Komentowałem pewien artykuł, który ukazał się w New York Times, a dotyczył polskich centrów handlowych i tzw. galerianek. W artykule cytowany jest jeden z polskich dostojników kościelnych, który zaznaczył, że zjawisko to jest świadectwem zaniku religijności w Polsce. Być może bardziej precyzyjnie należy określić to jako zmianę formy religijności. Kościół zastąpiła świątynia konsumpcji. Uważam, że to bardzo interesujący wątek.

A.K.: Jeśli proces makdonaldyzacji dotyczy również religii, to które wyznanie jest najbardziej dotknięte tym procesem?

G.R.: Napisano wiele książek o makdonaldyzacji różnych dziedzin życia, a jedną z nich jest Makdonaldyzacja kościoła Johna Drane'a. To teolog, który dowodzi, że religia jest coraz bardziej zmakdonaldyzowana. Drane krytykuje taki stan rzeczy, ponieważ w wyniku procesów makdonaldyzacji religia traci swoją wyjątkowość, pewien rodzaj magii, umiejętność przemawiania do wiernych. Drane dowodzi, iż Kościół Rzymskokatolicki jest najbardziej zmakdonaldyzowanym ze wszystkich wyznań. Przez stulecia stał się strukturą wysoce zbiurokratyzowaną. Jeśli się nad tym zastanowić, w zasadzie można dojść do wniosku, że katolickie kościoły na całym świecie działają podobnie jak franszyzy McDonald’s. Pracują w sposób bardzo przewidywalny. Poprzez wyznaczniki makdonaldyzacji można całkiem dobrze scharakteryzować mechanizm ich funkcjonowania.

IV część: makdonaldyzacja sfery prywatnej, świat muzułmański

A.K.: Czy istnieją jakieś sfery życia, w których model makdonaldyzacji nie działa, w ogóle nie istnieje?

G.R.: Idea, iż nawet relacje seksualne mogą być zmakdonaldyzowane zdaje się sugerować, iż nie ma żadnej dziedziny życia, która nie mogłaby zostać zmakdonaldyzowana. Dowodzę jednak, że najbardziej zażyłe relacje międzyludzkie, te najpełniej odzwierciedlające człowieczeństwo, są najmniej podatne na makdonaldyzację. Pojawia się tu jednak kwestia maktożsamości (ang. McIdentity) – makdonaldyzacji naszej własnej tożsamości. Faktu, że żyjemy w zmakdonaldyzowanym świecie, który wpływa na naszą tożsamość. Jeśli nawet nasza własna tożsamość może zostać zmakdonaldyzowana, to co może oprzeć się temu procesowi?

A.K.: Czy makdonaldyzacja podobnie wpływa na świat muzułmański?

G.R.: Kilka miesięcy temu rozmawiałem z socjologami z Fezu (Maroko). Wspominali o makdonaldyzacji Maroka. Ich zdaniem miasto Fez można podzielić na dwie części – starą, która jak dotąd oparła się makdonaldyzacji oraz na część nowszą, która zaczyna się makdonaldyzować. Ponadto byłem też w Dubaju, który również jest przykładem silnie zmakdonaldyzowanego miasta. W miejscach, gdzie dużą rolę odgrywa religia, można dostrzec wysoką odporność na proces makdonaldyzacji, ale z drugiej strony w świętych dla islamu miastach – Mekce i Medynie, buduje się centra handlowe w wysokich apartamentowcach z widokiem na główne cele pielgrzymek. Jak widać, proces makdonaldyzacji odbywa się wokół tych silnie religijnych obszarów. Trudno jest zmakdonaldyzować istotę religii. Z Weberowskiego punktu widzenia religia sama w sobie jest zracjonalizowana. Kościół Katolicki jest już zmakdonaldyzowany, ale proces ten może się w nim jeszcze pogłębić.

V część: inne modele makdonaldyzacji i jej granice

A.K.: Wedle pańskiej koncepcji, makdonaldyzacja zajęła miejsce biurokratyzacji w weberowskim modelu racjonalizacji. Czy od czasów pierwszej publikacji Makdonaldyzacji społeczeństwa pojawiły inne modele lub wzorce, które mogłyby zastąpić makdonaldyzację w procesie racjonalizacji?

G.R.: W najnowszym wydaniu książki McDonaldization: The Reader zamieściłem esej dotyczący eBayizacji, podkreślając wielkie znaczenie portalu eBay. Autorzy w tej publikacji podkreślają, że makdonaldyzacja była modelem funkcjonowania w świecie materialnym. Jednak wraz z rozwojem internetu i świata wirtualnego mogą pojawić się inne modele. Jak dowodzą wspomniani autorzy, aktualnym modelem jest eBayizacja, której przypisują cechy odmienne od tych, którymi charakteryzowała się makdonaldyzacja. Portal Ebay charakteryzuje wielka różnorodność oraz znaczna nieprzewidywalność. Model eBayizacji jest modelem alternatywnym, być może przyszłościowym. Jednakże, ja dowodzę, że zarówno eBay, jak i FB, jest w gruncie rzeczy zracjonalizowanym i zmakdonaldyzowany systemem. Musi być takim, by mógł sprawnie działać.

A.K.: Czy istnieje granica makdonaldyzacji? Czy wspomniany w Pańskich publikacjach „człowiek – robot” wyznacza tą granicę?

G.R.: Jak napisałem w Makdonaldyzacji społeczeństwa, systemy zmakdonaldyzowane systematycznie eliminują ludzką kreatywność z procesu produkcyjnego i upodobniają pracowników do robotów. Uważam, że ten proces cały czas trwa. Ostatecznym, długoterminowym celem jest zastąpienie ludzi – robotów robotami mechanicznymi. Jeśli zredukujemy działania ludzi do ekstremalnie automatycznych czynności, to ostatecznie można zastąpić tych ludzi maszynami. Wprawdzie to jeszcze nie nastąpiło, jednak uważam, że to tylko kwestia czasu, zanim nowe odkrycia w dziedzinie robotyki na to pozwolą. To tylko kwestia wydajności technologicznej i finansowej. Czy bardziej efektywne jest wykorzystać robota mechanicznego niż człowieka? Póki co, druga opcja wciąż przeważa.

Jednakże pytanie o granice makdonaldyzacji powraca do naszej dyskusji, ponieważ idea maktożsamości i makseksualności zdają się sugerować, iż nie ma żadnych granic tego procesu. Istnieje wiele możliwości dyskutowania o granicach w kontekście zasięgu makdonaldyzacji. Jedną z nich jest kontekst geograficzny. Czy istnieją jakiekolwiek globalne ograniczenia makdonaldyzacji? Prawdopodobnie nie. W świecie muzułmańskim mogą istnieć pewne bardzo religijne grupy, które mogą opierać się makdonaldyzacji, ale już samo ich otoczenie podda się temu procesowi. Prawdopodobnie największym ograniczeniem z globalnego punktu widzenia będzie bieda. Nie ma sensu makdonaldyzacja tych części świata, gdzie proces ten nie będzie opłacalny. Obecnie w 120 krajach świata są restauracje McDonald’s, co oznacza, że nie ma ich raptem w 80, przy czym większość z nich to najbiedniejsze kraje na świecie. Funkcjonowanie w tych miejscach nie jest ekonomicznie korzystne dla McDonald’s, ani dla żadnego innego systemu zmakdonaldyzowanego. Jeśli w tych słabiej rozwiniętych krajach będzie można osiągnąć jakiś zysk, McDonald’s i inne oparte o jego model systemy z pewnością się tam pojawią. Podsumowując, jest bardzo niewiele ograniczeń dla procesu makdonaldyzacji, jeśli w ogóle jakieś istnieją?

A.K.: Zastanawiam się, czy ludzkie relacje takie, jak macierzyństwo, braterstwo, rodzina są pewnego rodzaju barierą dla makdonaldyzacji?

G.R.: W książce o której wspomniałem, McDonaldization: The Reader, znajduje się esej dotyczące makdonaldyzacji rodziny. Zgadzam się, że im bardziej ludzka jest dana relacja, tym trudniej jest ją zmakdonaldyzować. Uważam jednak, iż nic nie jest całkowicie odporne na ten proces i im większą część naszego życia spędzamy w systemach zmakdonaldyzowanych, tym łatwiej znajdują sobie one drogę do relacji międzyludzkich, które nie są częścią tego modelu. Techniki, które wykorzystujemy do funkcjonowania w systemach zmakdonaldyzowanych coraz częściej przekładamy na relacje międzyludzkie.

VI część: globalizacja „niczego” 

A.K.: Po przeczytaniu Pańskiej książki Globalizacja niczego nasuwa się pytanie, czy proces przeciwny: transformacja niczego w coś jest możliwy? 

G.R.: Cieszę się, że wspomniała Pani o tej książce. Pod wieloma względami jest to moja najważniejsza książka. Nie zyskała jednak takiej popularności jak Makdonaldyzacja społeczeństwa, czy nawet Magiczny świat konsumpcji. Sądzę jednak, że poruszana w niej tematyka jest niezwykle istotna. W kategoriach, w jakich definiuję nic – McDonald’s i makdonaldyzacja są właśnie niczym – systemem odgórnie zapoczątkowanym, centralnie sterowanym, nieposiadającym wyróżniającej treści. Książka dotyczy modelu McDonald’s, który ekstrapoluję do znacznie szerszego, globalnego procesu. Odpowiadając jednak na Pani pytanie, większość trendów, jakie obserwuję obejmuje transformację czegoś w nic. Widzimy to nieustannie wszędzie tam, gdzie istnieją zjawiska, które w moim mniemaniu są czymś – lokalnie zapoczątkowane, lokalnie kontrolowane, bogate w wyróżniającą zawartość – które następnie transformowane są w nic. Jednakże proces przeciwny jest możliwy. Pisałem o niczym stającym się czymś, o towarze, zabawce, lalce, na przykład lalce Barbie, która jest niczym, ale staje się czymś dla znacznej ilości osób, zwłaszcza dla kolekcjonerów gromadzących tego typu przedmioty. Takie rzeczy stają się czymś nawet mimo faktu, że zostało wyprodukowanych 10 milionów identycznych egzemplarzy, będących niczym wedle mojej definicji. Tak więc ludzie chodzą do restauracji McDonald’s, a niektórzy z nich traktują je nawet jako pewne centrum społeczne. […] Uważam więc, że dynamika tego procesu pozwala mu przebiegać w obu kierunkach, ale kierunek coś zmieniane w nic dominuje w dzisiejszym społeczeństwie ze względu na wielkie korporacje, które regularnie zmieniają różne formy czegoś w nic.

A.K.: A najważniejsze coś dla Profesora Georga Ritzera to? 

G.R.: Wydaje mi się, że są to relacje osobiste. Uważam, że jest to moja rodzina. Jestem bardzo zżyty z moimi dziećmi, jak również z wnukami. Lubię z nimi spędzać czas. Mieszkam na Florydzie i kiedy odwiedziły mnie moje wnuki, zabrałem jednego z nich na mecz baseballu. Było to cudowne uczucie móc zabrać wnuka na mecz, wyjaśnić mu wszystko to, co związane jest z grą. To było coś, to nas połączyło, było przez nas kontrolowane i było w tym mnóstwo wyjątkowej treści. To właśnie takie relacje osobiste są dla mnie najważniejszą formą czegoś.

VII część: czy teorie socjologiczne są sexy

A.K.: Natknęliśmy się na wiele wywiadów, w których jest Pan pytany o zjawisko makdonaldyzacji. Jakie jest zainteresowanie Pańskimi książkami, które są stricte związane z teorią socjologii?

G.R.: Teoria socjologii nie jest tak sexy tematem jak makdonaldyzacja, katedry konsumpcji czy globalizacja niczego. Wprawdzie wiele moich prac z teorii socjologii zostało przetłumaczonych na inne języki i miało oraz nadal ma duży wpływ nie tylko na świat akademicki. Mój obszar zainteresowań badawczych w ramach teorii socjologii koncentruje się głównie wokół metasocjologii. W 1975 r. opublikowałem nawet książkę pt. Socjologia: złożony paradygmat naukowy, która była znaczącą publikacją w tamtym czasie, ale głównie dla świata akademickiego. Przyznaję, że w wywiadach najczęściej jestem pytany o konsumpcjonizm, makdonaldyzację, a ostatnio również o prosumcjonizm czy o rolę Internetu. Te tematy bardziej interesują ludzi niż inne moje publikacje. 


Z ramienia Nowej Politologii wywiad przeprowadziła Anna Kokolus (redaktor naczelna portalu).

Tekst pochodzi z portalu NowaPolitologia.pl logo-Nowa_politologia

Materiał ukazał się pod oryginalnym tytułem: "Ekskluzywny wywiad Nowej Politologii z amerykańskim socjologiem prof. G. Ritzerem"


Czytany 15499 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04