środa, 30 lipiec 2014 06:01

Aleksandr Aleksiejew: Relacje rosyjsko-polskie to nie tylko wspólne interesy gospodarcze...

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

amb_aaleksieev



Import polskich towarów na rynek rosyjski spadł o 6,3% – mówi Aleksandr Aleksiejew, Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny Federacji Rosyjskiej w Polsce w rozmowie z dr Mateuszem Piskorskim.

Mateusz Piskorski: Strona polska nie podziela opinii Rosji na temat sytuacji na Ukrainie. Co więcej, polskie władze starają się udzielać wsparcia przedstawicielom Kijowa w ich działaniach na rzecz zdławienia fali protestów i ruchu powstańczego na południowym wschodzie tego kraju. Jak, Pana zdaniem, te różnice mogą wpłynąć na perspektywy relacji polsko-rosyjskich?

Aleksandr Aleksiejew: Istotnie, Rosja i Polska zupełnie inaczej postrzegają sytuację na Ukrainie. Nierzadko te różnice mają zasadniczy charakter. Można sądzić, że polskie władze wspierają dążenia Kijowa do eskalacji działań zbrojnych we wschodnich obwodach Ukrainy, choć jednocześnie zaprzeczają własnemu realnemu zaangażowaniu w siłowe tłamszenie ruchu protestu w tym regionie.

Rosja stoi na stanowisku, że o wojennym rozstrzygnięciu ukraińskiego konfliktu nie może być mowy. Kijów powinien usiąść do negocjacji z tymi, którzy faktycznie kontrolują sytuację we wschodnich regionach Ukrainy. Kontynuowanie rozlewu krwi dodatkowo utrudnia tą sprawę, zmniejsza możliwości zawarcia ugody.

Różnice zdań, o których mówimy, nie tylko mogą wpłynąć, ale już teraz wywierają wpływ na stosunki polsko-rosyjskie. Ostatnim przykładem tego jest decyzja Warszawy o odwołaniu zaplanowanych na 2015 rok „skrzyżowanych” – roku Polski w Rosji i roku Rosji w Polsce. Odwołano również wiele innych przedsięwzięć organizowanych z myślą o wsparciu naszej współpracy dwustronnej w całym szeregu perspektywicznych kierunków. Znacznie nasiliła się ponadto antyrosyjska kampania w środkach masowego przekazu.

Rosja wyraża wolę zachowania kanałów dialogu pomiędzy obydwoma państwami. Nie zamierzamy poddawać się emocjom.

M.P.: Apele szeregu polskich polityków o wprowadzenie przez Unię Europejską dodatkowych sankcji przeciwko Federacji Rosyjskiej stoją w ewidentnej sprzeczności z interesami polskich przedsiębiorców. W jaki sposób dotychczasowa polityka sankcji odbiła się na polsko-rosyjskiej wymianie handlowej?

A.A.: Żądania wprowadzenia sankcji przede wszystkim przeczą zdrowemu rozsądkowi. W dzisiejszym, ściśle powiązanym wzajemnie świecie środki ograniczające wymianę szkodzą wszystkim. Również polskim przedsiębiorcom. Należy sądzić, że ci, którzy kreują polską politykę zagraniczną, mają tego świadomość. Nieprzypadkowo ich żądaniom zwiększenia nacisków na Rosję, towarzyszą zazwyczaj zastrzeżenia o konieczności rekompensowania potencjalnych finansowych i gospodarczych strat Polski.

Chciałbym zwrócić uwagę na rozbrzmiewające od czasu do czasu oświadczenia o potrzebie „izolacji” Rosji. Wystarczy spojrzeć na polityczną mapę świata, by zrozumieć niewykonalność takiego pomysłu. Niewyobrażalna jest izolacja całego kontynentu. Naszych biznesmenów z niecierpliwością oczekują w wielu krajach. Nie powinno się sądzić, że świat kończy się na tym, co w NATO określa się mianem przestrzeni euroatlantyckiej.

Polityka sankcji Unii Europejskiej już teraz wywiera wpływ na rosyjsko-polskie obroty handlowe: według danych Federalnej Służby Celnej Rosji, w okresie od stycznia do maja 2014 r. rosyjski eksport do Polski zanotował spadek o 0,6%, zaś import polskich towarów na rynek rosyjski – o 6,3%.

Co więcej, w przyszłości straty mogą okazać się dużo większe w wyniku zmiany ogólnego klimatu relacji rosyjsko-polskich, wprowadzenia sztucznych ograniczeń i pojawienia się dodatkowego ryzyka dla podmiotów gospodarczych.

M.P.: Jak, po czterech latach kierowania ambasadą rosyjską w Warszawie, ocenia Pan Ambasador największe wyzwania, ale też szansy rozwoju stosunków rosyjsko-polskich?

A.A.: Zacznę od elementów pozytywnych. Największe szanse rozwoju relacji rosyjsko-polskich dostrzegam we wzajemnym uświadomieniu sobie wspólnych, obiektywnych interesów, przy czym nie tylko tych związanych z klasyczną wymianą towarową. Mamy sobie wiele do powiedzenia na temat bieżących problemów politycznych, przeciwdziałania kryzysom, budowy Europy bez zbędnych podziałów. Bardzo obiecujący jest potencjał współpracy w sferze nauki, zaawansowanych technologii, ochrony środowiska naturalnego. Sztucznie ograniczana jest dziś współpraca inwestycyjna. Wreszcie, niewystarczająco wykorzystujemy zbieżne mentalności naszych narodów, bliskość ich kulturowych, ludzkich, a nawet – proszę bardzo – kulinarnych preferencji. Wszystko to, jak Pan wie, tylko część naszego potencjału współpracy.

Wyzwania, w moim przekonaniu, związane są z koniecznością realistycznego postrzegania Rosji w Polsce, uznania zasad pragmatyzmu i wzajemnych korzyści. Do tego niezbędne jest porzucenie narzucanej idei „historycznych rozrachunków”, zrezygnowanie z upartego dążenia do zarezerwowania sobie roli jednego z głównych propagatorów przekazu rusofobicznego w stolicach zaprzyjaźnionych państw – wreszcie – transformacji Polski w państwo „frontowe” poprzez rozlokowanie na jej terytorium obcych wojsk i infrastruktury militarnej. Podejście konfrontacyjne wiąże się z dużymi stratami materialnymi, energetycznymi i emocjonalnymi, a i tak nie przyniesie oczekiwanych rezultatów.

M.P.: Polskie władze wspierają rusofobiczne interpretacje historii najnowszej. Jakie, zdaniem Pana Ambasadora, przedsięwzięcia mogłyby doprowadzić do dialogu środowisk naukowych naszych krajów?

A.A.: Niestety, problem polega nie tylko na tendencyjnym interpretowaniu historii najnowszej. Rozwiązaniem nie są żadne przedsięwzięcia. Jest ich obecnie dostatecznie dużo. Aktywnie działa Polsko-Rosyjska Grupa do Spraw Trudnych w naszych stosunkach dwustronnych. Historycy obu krajów uczestniczą w spotkaniach, seminariach i konferencjach.

Zmienić należy metodę badania wydarzeń historycznych. Trzeba powstrzymać się od prokuratorskich ciągot, pretensji na wyłączność posiadania historycznej prawdy, przekształcania poważnej dyskusji i analizy w krzykliwe kampanie. Wreszcie, warto czasami skalkulować potencjalne skutki własnych działań. Na przykład, gdy wypowiada się wojnę pomnikom upamiętniającym dokonania Armii Czerwonej, która wyzwoliła Polskę od nazizmu.

M.P.: Niektóre kraje Europy Środkowej, rozczarowane innymi projektami integracyjnymi, coraz częściej jako potencjalnie korzystną alternatywę postrzegają integrację eurazjatycką. Jakie są perspektywy tej idei w świetle kryzysu i wojny domowej na Ukrainie?

A.A.: Kryzys i wojna domowa na Ukrainie dodatkowo unaoczniają wagę integracji eurazjatyckiej, wskazują na jej przewagę. Przypomnę: Ukraińcy byli jednymi z tych, którzy początkowo wspierali procesy integracyjne. W tym czasie Rosja, Białoruś i Kazachstan poczyniły wiele kroków w kierunku wzajemnego zbliżenia, znacznie poprawiły swoją kondycję finansową i gospodarczą, a Ukraina – po tym, jak padła ofiarą „kolorowych rewolucji” – pogrąża się w chaosie.

Powstanie Unii Eurazjatyckiej to bardzo ważny czynnik, który w wielu sprawach będzie decydował o przyszłości naszego wielkiego kontynentu. Trzy państwa jednoczą swe potencjały gospodarcze, by zwiększyć swą konkurencyjność i podnieść jakość życia społeczeństw. Gra sankcjami, z którą mamy do czynienia w związku z kryzysem ukraińskim, pokazuje, jak ważna jest kwestia zabezpieczenia gwarantowanego rozwoju gospodarczego, niezależnego od czyichś politycznych manewrów czy wybuchów emocji.

Chcę z całą mocą podkreślić: Unia Eurazjatycka jest otwarta za współpracę z całym zewnętrznym światem. Co więcej, jej powstanie może pomóc w utworzeniu jednolitego, europejskiego obszaru gospodarczego.

M.P.: Dziękuję za rozmowę.

Fot. regnum.ru

Czytany 6138 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04