niedziela, 25 kwiecień 2010 12:13

Wymuszona akceptacja ludobójstwa

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Djorde Vukadinović
Jeśli rezolucja o Srebrenicy nie jest warunkiem europejskiej integracji, kwestia ta nie powinna być w ogóle podejmowana, gdyż jest ona niczym innym jak tylko problemem.
Wyjaśnienie do właściwego artykułu
Rezolucja o Srebrenicy została przyjęta przez serbski parlament (Skupštinę) 30 marca tego roku. Kwestia uchwalenia dokumentu jak i samej formuły tekstu wzbudziły w Serbii ogromne emocje, dzieląc tamtejszą scenę polityczną i społeczeństwo. Przyjęty dokument potępia zbrodnię, którą latem 1995 roku popełniły oddziały bośniackich Serbów (pod dowództwem generała Ratko Mladicia) na kilku tysiącach muzułmańskich mężczyzn w Srebrenicy - która dodatkowo pozostawała w tym czasie objęta ONZ-towską strefą bezpieczeństwa (w samym mieście stacjonował batalion holenderski). Wyraża również ubolewanie z powodu nie podjęcia żadnych działań ze strony Belgradu, które mogłyby tej zbrodni zapobiec.
Wydarzenia w Srebrenicy stanowią bardzo delikatną kwestię w serbskiej pamięci historycznej. Międzynarodowa kampania medialna wywołana w czasach wojny domowej w Bośni i Hercegowinie (a także w 1999 roku podczas wojny w Kosowie) demonizowała Serbów, obarczając ich główną odpowiedzialnością za wszelkie okrucieństwa jakie miały miejsce podczas wojen bałkańskich w latach 90. Masakra w Srebrenicy stała się tym samym jednym z główny symboli „serbskiego bestialstwa" kreowanego głównie przez zachodnie media. Faktem natomiast jest, że wydarzenia w Srebrenicy nigdy nie doczekały się ostatecznej i jasnej weryfikacji. Poddawane wątpliwościom są liczby osób tam pomordowanych (oficjalna wersja mówi o około 8000 zamordowanych muzułmańskich mężczyzn), a tym samym istnienie wcześniejszych planów tej zbrodni. Nie wspomina się również o dużej liczbie (która również jest efektem sporów) pomordowanych Serbów, czego dokonywać miały oddziały muzułmańskie w podobnym czasie w okolicznych wioskach wokół Srebrenicy.
Jak wspomniano srebrenicka rezolucja podzieliła serbską scenę polityczną. Rządząca koalicja zdołała namówić do udziału w głosowaniu minimalną, wymaganą liczbę posłów (127), z których za przyjęciem głosowało 106 (przeciwko głosowała głównie koalicyjna partia Vojislava Koštunicy DSS-NS). Głosowanie nad rezolucją zbojkotowały prawicowe ugrupowania opozycyjne SNS (Serbska Partia Postępu Tomislava Nikolicia) i SRS (Serbska Partia Radykalna Vojislava Šešelja). Co ciekawe za przyjęciem rezolucji głosowała SPS (Serbska Partia Socjalistyczna), była frakcja nieżyjącego już Slobodana Miloševicia.
Przyjęcie rezolucji zostało obwieszczone przez rządzącą koalicję (oraz przewodzącego jej największej partii DS - prezydenta Borisa Tadicia), jako ogromny sukces Serbii. Krytycy zarzucają z kolei, że przyjęcie dokumentu stanowi gest przypodobania się wobec Unii Europejskiej. Kontrowersje wzbudza również fakt braku w tekście rezolucji słowa „ludobójstwo", czego tak bardzo domaga się społeczność bośniackich muzułmanów. Serbscy komentatorzy zwracają również uwagę, że przyjęcie tej rezolucji przyczyni się do „zakopania" mitu Srebrenicy, który traci tym samym szanse na rzetelne wyjaśnienie.
Serbski parlament zapowiedział również (co odczytywane jest jako gest w kierunku opozycji) uchwalenie podobnej rezolucji, upamiętniającej pamięć kilkudziesięciu tysięcy Serbów, którzy zginęli podczas konfliktów na Bałkanach w latach dziewięćdziesiątych.
Z geopolitycznego punktu widzenia, gest Belgradu jest zagraniem, które umacnia jego polityczną siłę w regonie oraz względem Brukseli. Polityka „odcięcia" się od niewygodnej przeszłości ma pozytywny wpływ na intensywność rozmów z UE, co jest głównym priorytetem polityki zagranicznej tego kraju.
Niżej przedstawiamy artykuł znanego serbskiego filozofa i politologa Djorde Vukadinovicia, autora wielu prac naukowych i artykułów, zarówno w czasopismach serbskich jak i zagranicznych. Djorde Vukadinović obecnie jest komentatorem politycznym serbskiej telewizji publicznej (RTS), a także kilku stacji zagranicznych oraz założycielem i redaktorem naczelny czasopisma "Nowa Serbska Myśl Polityczna", z którego pochodzi poniższy artykuł.
Łukasz Reszczyński


Nie wiem czy to może tylko zbieg okoliczności, ale sytuacja znów się powtarza. Kiedy wydaje się, że rząd wykonał dobry ruch, z miejsca też wykonuje kolejne trzy złe, udaremniając tym samym dobry krok, nie tylko przez to powracając do punktu wyjścia, ale także pogarszając całą sytuację.

Słusznie uczynił [prezydent Boris] Tadić, zyskując kilka punktów procentowych poparcia więcej wśród wyborców, nie biorąc udziału w spotkaniu w Brdo [z przedstawicielami UE w marcu 2010 r.], niedaleko Kranja, dając tym samym wystarczającą odpowiedź naciskom z zewnątrz w sprawie Kosowa. Niestety po tym, jak serbskie władze niepotrzebnie popadły w kłopoty dotyczące rezolucji o Srebrenicy, nikt nie będzie pamiętał o tym małym dyplomatycznym zwycięstwie w Kranju oraz ripoście [ministra spraw zagranicznych Serbii] Vuka Jeremicia Bernardowi Kouchnerowi. W tym kontekście musimy pamiętać, że okazjonalne sukcesy i dokonania są przeważnie hipotetyczne, ograniczone i werbalne, podczas gdy niepowodzenia są z reguły strategicznie i kluczowo nie do naprawienia.

To, że 24 marca, w rocznicę bombardowania [Serbii przez] NATO, prezydent Tadić spotkał się z [prezydentem Chorwacji] Ivo Josipoviciem w Opatji, a serbski parlament rozpoczął debatę na temat rezolucji o Srebrenicy - może być jedynie zbiegiem okoliczności lub celową symboliką. W każdym bądź razie ta symbolika nie należy do najlepszych, i to bez względu na jej niejasne podobieństwo do francusko-niemieckiego pojednania po drugiej wojnie światowej, które zmieniło Europę i utorowało drogę do zbudowania Unii Europejskiej.

W tej małej i brudnej wojnie o jugosłowiańską secesję, która miała miejsce na Bałkanach, miały miejsce okrucieństwa i zbrodnie, podobne do każdej innej wojny, szczególnie domowej. Przestępcy muszą zostać doprowadzeni przed sąd, jednak na szczęście w tym przypadku nie miał miejsca zorganizowany „przemysł śmierci". Nie było Holokaustu, Auschwitz, warszawskiego getta, Hitlera, nazizmu, czy Żydów, bez względu na to jak strony konfliktu próbowały, z mniejszym lub większym powodzeniem, przedstawiać siebie w roli „Żydów", a swoich oponentów jako „nazistów". To niewielkie pocieszenie, zarówno dla ofiar, jak i sprawców, którzy dążą do oczyszczenia się z tych zarzutów. Jednak, to właśnie tworzy drogę do rozwiązania bieżących i pozostałych spraw, często wprost sprowadzanych do słabo zamaskowanych prób uzyskania politycznych profitów, kosztem innych ludzi i ich nieszczęść.

Tak jak powiedziałem, nie ma niewinnych stron w przypadku ostatniego bałkańskiego kotła, ale także jednostronnej odpowiedzialności czy sprawców, jak Hitler i jego Rzesza. Każda próba odcięcia się od zbrodni w Srebrenicy (lub prezentowania Slobodana Miloševicia, jako Hitlera) jest dla obydwu stron rzeczywiście i etycznie nie do zaakceptowania, jest pogwałceniem prawdy oraz obraża ofiary wszystkich stron, niezależnie od motywacji. Wszystkie przykłady zakładają, że Serbowie powinni pamiętać o odpowiedzialności, posiadać  zbiorowe poczucie winy, przynajmniej do pewnego stopnia, oraz walczyć o wyeliminowanie „tożsamości ludobójstwa" uosabianą z  Republiką Serbską. Tym samym, prędzej czy później mogą ich spotkać roszczenia dotyczące wypłaty reparacji wojennych i rezygnacja z wszelkich ambitnych narodowych projektów w przyszłości.

W chwili, gdy piszę ten tekst, nie jest pewne czy rezolucja zostanie przyjęta [przez parlament] i czy nie stanie się przykrywką dla nowych skandali. Nie wiadomo nawet czy propozycja samego tekstu rezolucji zostanie zaakceptowana. Najwyraźniej trójkąt, rządzącej koalicji (ZES), LDP i SNS będzie kontynuował gorączkowe negocjacje aż do ostatniej chwili. Jednak obecnie nie istnieje dobra formuła dla rozwiązania, które już było niefortunne w momencie narodzin - jeszcze zanim zaczęto o nim rozmawiać, zaczynając od zbrodni i jej bezwzględnej instrumentalizacji w ostatnich piętnastu latach. Oczywistym jest, że obecnie rezolucja będzie przyczyną wrzawy i frustracji pomiędzy wszystkimi stronami, zamiast być realnym nośnikiem „prawdy i pojednania w byłej Jugosławii". Serbskie media, lub by być bardziej precyzyjnym - media z Serbii, nie skupiły się nad tym czy taka deklaracja jest w ogóle potrzebna, tylko na tym czy zawarte w niej słowo „ludobójstwo" przemawia samo za siebie.

Przykładowo, w jednym z najbardziej popularnych tygodników (Blic, 25 marca, czwartek, strona 3), z jednej strony można przeczytać o uskarżaniu się na temat rezolucji o Srebrenicy, w której prawdopodobnie nie będzie zawartego słowa „ludobójstwo", i to wskazuje nam, że rządząca koalicja „stawia sobie za główny cel usatysfakcjonowanie wszystkich rządzących partii, zamiast potępić tę zbrodnie w przejrzysty i godny sposób". Z drugiej strony trudno pozostać obojętnym na atmosferę panującą w serbskich mediach. Pozornie gniewne oświadczenie [religijnego lidera muzułmanów w Serbii] muftiego [Muamera] Zukorlicia,  można z jednej strony określić jako odbieganie od tematu. Z drugiej zaś jako kierunkowskaz walki o prestiż na bośniackiej scenie politycznej. Ostatecznie jego „oburzenie" może być pomocne dla rządu, który może w ten sposób przedstawić deklarację, jako „wyważony dokument", który potępia „ekstremizm obu stron".

Jest jasne, dlaczego bośniaccy muzułmanie upierają się przy tej rezolucji. Jest również jasne, dlaczego Chorwacja jest nią zaniepokojona. Możemy zrozumieć, dlaczego Bruksela wita ją z zadowoleniem. (Nie jest łatwo nosić udowodniony ciężar ludobójstwa na własnym dziedzictwie historycznym, i nie byłoby źle rozdzielić ten ciężar w „sprawiedliwy" sposób, pozostawiając jego część na serbskich barkach). Jednak to, co czyni serbski rząd, pozostaje na swój sposób tajemnicze i naraża go na coś, co będzie mieć szkodliwy efekt nie tylko na nim, ale także na kraju i narodzie.
Jeśli rezolucja o Srebrenicy nie jest warunkiem europejskiej integracji (a o takim postulacie nieoficjalnie wspominali przedstawiciele kosowskich władz), kwestia ta nie powinna być w ogóle podejmowana, gdyż jest ona niczym innym jak tylko problemem. Jeśli nim pozostanie, Serbia powinna grzecznie, lecz z determinacją, odmówić zgody na ultimatum, używając przy tym argumentów, po to, aby powiedzieć, że zaczekamy dopóty dopóki trójkąt Sarajewo-Belgrad-Zagrzeb nie rozpocznie adekwatnej inicjatywy potępiającej wszystkie zbrodnie wojenne, łącznie z tymi popełnionymi „własnoręcznie". Tym sposobem jeszcze raz okażemy się większymi katolikami od samego Papieża. Nie chcę użyć słowa „głupcy".
Tekst pochodzi z Orginał w j. angielskimi serbskim znajduje się TUTAJ.
Czytany 6912 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04