środa, 16 luty 2011 11:11

Władisław Gulewicz: Geopolityka Wielkej Czerkiesji

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

circassian_map_small  Władisław Guliewicz

Problem czerkieski pozostaje nadal jednym z najbardziej aktualnych tematów polityki pomocowej Stanów Zjednoczonych. Liczna grupa ośrodków badawczych pracuje obecnie nad tematem „ludobójstwa narodu czerkieskiego”, jako mitu założycielskiego, w celu utworzenia podstaw dla budowy niepodległej Czerkiesji. Sukcesywna realizacja tego projektu może znacząco zmienić układ geopolityczny na Kaukazie.

Jedna z najstarszych uczelni amerykańskich – uniwersytet Rutgers (Uniwersytet stanowy w New Jersey), założony w 1766 roku, zajmuje się od niedawna badaniami nad historią stosunków między Czerkiesami a Rosjanami. Przy uniwersytecie zostało założone centrum badawcze nad ludobójstwem (ang. Center for Study of Genocide, Conflict Resolution, and Human Rights), które, prócz Czerkiesji, interesuje sie historią konfliktów między innymi grupami etnicznymi. To właśnie tym relacjom dyplomacja amerykańska chce nadać status „ludobójczy”. Przykładowo wg Amerykanów do tego rodzaju stosunków należy zaliczyć irackie ludobójstwo na Kurdach, czy rosyjskie ludobójstwo na Ukraińcach (Wielki Głód 1933) itp. Trzeba jednak podkreślić, że Amerykanie mówią o „ludobójstwie” tam, gdzie później Waszyngton będzie chciał instalować swoje wpływy. W praktyce Kurdowie zostali użyci przez Waszyngton do gry strategicznej przeciwko Saddamowi Husajnowi, zaś nacjonaliści ukraińscy są dziś używani przeciwko Rosji.

 

Na oficjalniej stronie omawianego ośrodka badawczego można zobaczyć przekształconą mapę Kaukazu z granicami nowej Czerkiesji, która została wyznaczona przez amerykańskich strategów.

circassian_map

Mapa Wielkiej Czerkiesji z dostępem do Morza Czarnego, do utworzenia której dąży Waszyngton. Źródło: http://cghr.rutgers.edu/projects/circassian_genocide.html

Wybrzeże czarnomorskie – to smaczny kąsek. Jeden rzut oka na mapę wystarczy, aby dostrzec geopolityczny balans sił w tym regionie. Gruzja, która posiada dojście do Morza Czarnego, aspiruje do NATO. Bułgaria, Rumunia i Turcja – już są członkami tego układu. Tymczasem Turcja w ostatnim czasie nie widzi już w Rosji zagrożenia dla swojego istnienia, a nawet usunęła Rosję z listy państw, potencjalnie zagrażających jej bezpieczeństwu. Takie Ankary postępowanie dość utrudnia Waszyngtonowi jego grę przeciwko Rosji w regionie kaukaskim.

Ankara jednak nie zamierza osłabiać swoich wpływów i wzmacnia swoją „politykę pomocową” w celu zabezpieczenia własnych interesów przede wszystkim na Krymie i Gagauzji. Adresatem tureckiej aktywności są Turcy, a w tych konkretnych przypadkach – Tatarzy krymscy oraz Gagauzi. Szeroki wachlarz działań rozpoczyna wsparcie finansowe i stypendia dla studentów na uczelniach tureckich a kończy wsparcie dla inwestycji.

Tatarzy krymscy posiadają swoje przedstawicielstwo w Organizacji Narodów i Ludów Niereprezentowanych (Unrepresented Nations and Peoples Organization - UNPO) z siedzibą w Hadze. Ten fakt oznacza, że przynajmniej teoretycznie, posiadają prawo do minimum w ramach szerokiej autonomii w składzie Ukrainy. Rosyjska Czarnomorska Flota może zostać wtedy złożona w ofierze jako koszt utworzenia takiej autonomii. W efekcie, miejsca rosyjskich okrętów zająć jednostki tureckie i amerykańskie.

UNPO spogląda również w stronę Abchazji. Dopóki granice morskie Gruzji są dla rosyjskiej floty zamknięte, a „Wielka Czerkiesja”, która w przyszłości ma odgradzać wybrzeże czarnomorskie od Rosji, jest jeszcze konstrukcją wirtualną, dopóty pozostaje tylko Abchazja – jedyne pasmo wybrzeżu czarnomorskim, z którego Rosja może mieć dostęp do morza. Jeżeli plan „Wielkiej Czerkiesji” zostanie zrealizowany, wtedy Rosja będzie musiała taplać się w „słonej sadzawce” Morza Azowskiego. Niestety wyjście z tego akwenu można bardzo łatwo zamknąć z terytorium Krymu oraz terytorium przyszłej „Wielkiej Czerkiesji”. Niedogodność przyjaźni Suchumi i Moskwy jest dla Waszyngtonu oczywista, jednak niecierpliwy "blitzkrieg" Micheila Saakaszwilego zepsuł wszystko.

W tym kontekście nie można zapominać o projekcie „Wielkiej Rumunii”. Bukareszt, dążący do rozszerzenia swojej strefy wpływów m.in. na Morzu Czarnym, jest wspierany przez Zachód, zwłaszcza w kierunku, przynajmniej teoretycznego, zaboru Mołdawii i Ukrainy. Kryzys finansowy przeszkadza jednak Bukaresztowi we wzmocnieniu swoich sił powietrznych stacjonujących przy granicy wschodniej. Rumunia rozważa możliwość zakupu szwedzkich myśliwców Gripen, europejskich Eurofighter lub amerykańskich F-16c. Eksperci z amerykańskiego ośrodka analitycznego Stratfor sugerują nawet, że siły lotnicze USA są w stanie pomóc rumuńskim przyjaciołom, ponieważ 24 maszyny (tyle chciałaby zakupić Rumunia) nie rozwiążą problemu.

Dzisiaj Morze Czarne jest jedynym akwenem wodnym na świecie, na którym amerykańska marynarka wojenna nie funkcjonuje na stałe. Jeżeli Zachód będzie chciał stworzyć „Wielką Czerkiesję”, będzie musiał odciąć Rosję od morza. Tym samym rosyjski dostęp do Morza Czarnego będzie zależny od krajów zaprzyjaźnionych z Rosją. Taka konstrukcja będzie znakomitym przykładem tzw. „koła anakondy” – klasycznego planu amerykańskiej geopolityki, stosowanego na terenie Eurazji, czyli odcięcia przeciwnika od pasma wybrzeżowego i zepchnięcia go w głąb kontynentu.

Cena „kwestii czerkieskiej” dla Zachodu nie jest mała. Pośród innych ośrodków eksperckich, w tym temacie działa również Jamestown Foundation. W realizacji programów tej fundacji, udowodniających istnienie „problemu czerkieskiego”, uczestniczy były dyrektor RAND Corporation Paul Henze i amerykański ekspert, były pracownik CIA, Paul Goble – uczestnik projektu „Wielkiej Finno-Ugorii”, czyli planu oderwania od Rosji republik ugro-fińskich.

Zdaniem kolejnego eksperta Mathew Lighta, profesora politologii na uniwersytecie Massachusetts, trzeba zjednoczyć republiki Adygii, Kabardino-Bałkarii i Karaczajo-Czekiesji. Profesor Light podkreśla, że nadmorskie ziemie Szapsugów powinny wejść w skład nowej jednostki terytorialnej.

Aktywne wsparcie dyplomatycznie ze strony anglosaskiej otrzymują dziś reprezentacje czerkieskiego ruchu nacjonalistycznego takie jak, jak Chaszi Bajram – wspólnota czerkieska w Turcji, Zijada Chadżo – wspólnota czerkieska w USA, czy bezpośrednio prezes Czerkeskiego Instytutu Kulturnego Ijada Jogara.

Czerkieski nacjonalizm, znajdujący się pod kontrolą zachodnich służb specjalnych, tworzy jeden z najbardziej dynamicznych ruchów na obszarze byłego ZSSR. Siedziba Światowego Braterstwa Adygów znajduje się w Los Angeles. Jego prezes Zamir Szuchow lubi fotografować się na tle amerykańskiej flagi. Jeden z ideologów nacjonalizmu czerkieskiego Achmat Ismagil, autor opublikowanej w Syrii książki „Wojna Kaukaska”, szczerze mówi o tym, że trzeba „uwolnić Kaukaz od Ruskich”. Tym samym Ismagil zapomniał o długich latach pokojowego współistnienia Czerkiesów z Rosjanami w jednym kraju. Nie pamięta też o czerkieskiej młodzieży, którą ojcowie posyłali na naukę do Sankt-Petersburga czy Moskwy. W końcu zapomniał też o setkach czerkieskich bohaterów, którzy dzielnie walczyli w szeregach znakomitej Czerkieskiej Dywizji Konnej, tzw.  „Dzikiej Dywizji”, działającej w ramach armii gen. Antona Denikina podczas wojny domowej w Rosji.

W Izraelu ideologiem „Wielkiej Czerkiesji” jest lider międzynarodowego ruchu syjonistycznego „Bead Arcejnu” Awrom Szmulewicz. Szmulewicz wspiera też ideę „Imperium Izraelskiego” od Nilu do Eufratu. W Izraelu mieszka też całkiem spora wspólnota czerkieska, która zachowuje się bardzo lojalnie wobec izraelskiego państwa.

W najbliższej przyszłości tzw. „problem czerkieski” będzie jednym z najbardziej niebezpiecznych wyzwań geopolitycznych w Rosji, tym bardziej, ze Gruzja pod rządami Miheila Saakaszwilego jest gotowa do wykorzystania tej kwestii do realizacji własnych celów strategicznych na Kaukazie Północnym.


Mapa rzeczywistego obszaru zamieszkiwanego przez Czerkiesów znajduje w polskiej Wikipedii pod tym linkiem.

Czytany 8494 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04