piątek, 10 styczeń 2014 07:55

Walerij Lubczenko: Wprowadźmy na Ukrainie kapitalizm, ale gromadzki

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

hrywny  Walerij Lubczenko

Dzisiaj ekonomiści i politycy świata zachodniego otwarcie mówią o tym, że kapitalizm w katastroficzny sposób stał się przestarzały i powinien ustąpić miejsca nowemu ekonomicznemu systemowi produkcji i dystrybucji. Dlaczego? 

 

Kiedy kraj od ciebie coś chce, on nazywa siebie ojczyzną.
A jeśli tobie coś potrzeba, to przekształca się w państwo.

Tak, jak w okresie światowego ekonomicznego kryzysu w latach 1929–1939, system kapitalistyczny po raz kolejny wszedł w konflikt z Jego Wielmożnością Czasem. A w walce z wiecznym ruchem materii wygrywają tylko te zdobycze ludzkiej myśli, które zdolne są ewoluować, a nie wpadać w zastój. Wraz z tym Stany Zjednoczone – główny przedstawiciel i obrońca kapitalistycznego stylu życia – znów, prócz wojny na wielką skalę, jako tymczasowej szczepionki antykryzysowej, nie mogą zaoferować nic swojej gospodarce… 

Czy prezydent Barack Obama rozumie, że Trzecia Wojna Światowa zniszczy przede wszystkim, właśnie USA i kraje jego sojuszników? Przecież Zachód stał się na tyle multikulturowy, pacyfistyczny plus antyglobalny, że obecnie rozniecanie w jego państwach mononarodowego patriotyzmu, jednoczącego kiedyś, poszczególne kraje – jest niemożliwe. To oznacza, że wyjścia z kryzysu kapitalizmu, który popadł w zastój po swoim zwycięstwie w czterdziestopięcioletniej wojnie z ZSRR (1946–1991), należy szukać nie w kolejnej krwawej wojnie, a w ewolucji samego systemu! W czasach współczesnych poewolucyjny system musi bronić nie tylko kupki „sakiewek z pieniędzmi”, ale i wszystkich swoich obywateli. Dlatego w tym artykule, chcę zaproponować nową drogę rozwoju kapitalizmu, która nie tylko przedłuży mu życie na najbliższe sto lat, ale może i sprawi, że stanie się on wręcz nieśmiertelny. Aby nie uważano mnie za proamerykańskiego, powiem od razu: wszystkie moje próby przekazania rządowi Ukrainy i jej politykom swoich myśli odnośnie rozwoju naszego państwa, bezskutecznie rozbiły się o „syte mózgi” tych, co pozostają przy „korycie”... Oni wszyscy bowiem są zajęci tylko walką pomiędzy sobą i niczym więcej.

Wśród ukraińskich deputowanych pojawili się nawet tacy, którzy szczerze się oburzyli na tę propozycję. Niby, że „My chcemy puścić krew oligarchom, a ty proponujesz pokojową koegzystencję chałup z pałacami?!” Był i taki, który widząc już siebie w fotelu prezydenta, wypytał mnie o główną myśl, a później oświadczył, że ona jest częścią programu jego partii… Dopuszczam myśl, że podczas wyborów można oszukać wyborców cudzą ideą… Jednak dziś czasy są na tyle rewolucyjne, że za populizm już jutro tłum może polityków rozgnieść… Nie boicie się Panowie?

Wiem, że komunistów i ich zwolenników, nie zważających na jawną przewagę kapitalizmu nad komunizmem, oburza fakt, że w tej dyskusji opieram się tylko na systemie ich przeciwników, jak na głównym fundamencie rozwoju ludzkiego społeczeństwa. Ich argumenty i dwudziestodwuletnia „niepodległość” Ukrainy – okazują się kupkami jednego błota, z którego na suchy ląd, przy istniejącej władzy, nigdy się nie wygrzebiemy. Dlaczego? Dlatego, że to, co buduje się w naszym kraju – nie znajduje na świecie nawet określenia! To nie jest ani kapitalizm, ani socjalizm. Budują go ci sami komuniści i radzieccy komsomolcy, którzy bezkarnie obrabowali do cna swój naród 22 lata temu. Dlatego wczorajsi budowniczowie komunizmu – budują na Ukrainie właśnie taki kapitalizm, który sami rysowali w swoich wczorajszych radzieckich karykaturach – ze zwierzęcymi kłami! Jeśli ktoś myśli, że oni martwią się tym, że im nic nie wychodzi – to się bardzo myli. Nie bowiem o szczęśliwej przyszłości swojego narodu przez wszystkie 22 lata myślała władza Ukrainy, tylko o tym, jak uwiesić się na szyi Ukraińców i prowadzić ich na zagładę za swoje „To” (w piosence z czasów Lenina i jego rewolucji są takie słowa „...jak jeden umrzemy za to!” Za co, do dziś nikt nie wie...). Jak „To” będzie się nazywać: komunizmem, faszyzmem, socjalizmem, mafionizmem, totalitaryzmem czy jakimkolwiek drugim „...izmem” – wczorajszym bolszewikom, a tym bardziej ich dzieciom i wnukom, wszystko jedno! Przypomnijcie sobie Siergieja Tihipkę z jego „Silną Ukrainą”! Wpadliśmy w rozpacz z tego powodu, że żyjemy gorzej niż żyliśmy wczoraj. Jego zwolennicy zaczęli mówić o silnej ręce, a Siergiej Leonidowicz wpisał się w myśli towarzysza Stalina. Nie zauważyliście? Czyżby? Nawet nazwę swojej pseudopartii podciągnął pod pragnienia komunistów. Dziwne, że on w ogóle nie nazwał jej „Silna ręka”, „Żelazne czoło” itp. Ilu Ukraińców na niego głosowało? Chwała Bogu, że chcących cofnąć nas do okresu GUŁAGU okazało się mniej, niż patrzących w przyszłość.

Co się zaś dotyczy niepodległości Ukrainy – będziemy ją świętować naprawdę tylko wtedy, kiedy do końca uwolnimy się od tych, którzy jeszcze wczoraj rąbali krzyże na naszych cerkwiach i rozstrzeliwali w swoich obozach koncentracyjnych inaczej myślących. Dzisiaj podsuwa ją krajowi, w charakterze jego nowych gospodarzy swoje wężowe potomstwo. Właśnie dlatego nie w restauracji komunizmu, zawsze wiodącego ku zagładzie, a w ewolucji kapitalizmu widzę rozwój współczesnego społeczeństwa. Jednak jaki ekonomiczny system produkcji i podziału potrzebny jest współczesnemu państwu?

Taki, przy którym biedni będą życzyć swoim bogatym rodakom sukcesu w biznesie, a samo pojęcie biedy, stanie się jedynie pustosłowiem. System ten nazwałem „gromadzkim kapitalizmem”, w którym kraj przejmuje model funkcjonowania zdrowej rodziny, w której każdy otrzymuje swoją łyżkę zupy ze wspólnego kotła, niezależnie od swojego wieku, wyznania i osobistego wkładu do ogólnego budżetu. Obywatele takiego społeczeństwa zawsze będą dążyli do pokoju, a nie do rewolucji, buntów i chaosu, które tym razem staną się znienawidzone przez cały kraj, a nie tylko przez jej elitę. Czy biednych rzeczywiście nie będzie?

Biednych, w zwykłym rozumieniu biedy, kiedy człowiek nie ma nawet kromki chleba, nie będzie w ogóle. Obywatel, którego głód nie goni do byle jakiej, często znienawidzonej, pracy, otrzyma możliwość, jak w żadnym wcześniej z istniejących systemów ekonomicznych, dane mu przez Boga od urodzenia powołanie. W rezultacie społeczeństwo będzie otrzymywać od swojego obywatela produkt Twórcy, a nie niewolnika. Rozkwit kraju nigdy nie zmusza do ciężkiej pracy przez konieczność, a właśnie uwalnia od konieczności, o czym całkiem zapomnieli nasi globaliści, wiodący świat ku rewolucjom i wojnom.

Aby przedłużyć dyskusję i jeszcze raz utwierdzić się w tym, że się nie mylę, chcę was, drodzy moi Czytelnicy, zapytać czy może ja nie mam racji i Was urządza ekonomiczny system Ukrainy? A propos, jak on się nazywa? „Dziki kapitalizm”? Serio?

O ile mi wiadomo, dziki kapitalizm jest wtedy, kiedy dobrobyt wszystkich jego uczestników rośnie z roku na rok. Warto przypomnieć tutaj pewien rysunek satyryczny z radzieckiego podręcznika do ekonomii politycznej. Na samym początku widzimy „burżuja” w zniszczonym meloniku i pamiętającym lepsze czasy smokingu, w podartych butach i z niewielką garstką monet w dłoni. Jego najemny robotnik stoi obok boso, w łachmanach i z jedną monetą. Po jakimś czasie wizerunek pracodawcy prezentuje się solidniej. Jest już ubrany w przyzwoitą odzież, a w rękach trzyma malutki, ale jednak, woreczek z pieniędzmi! Proletariusz też zmienił się na lepsze. W ręku trzyma nie jedną monetę, lecz taką samą garść monet, która była wcześniej znajdowała się u jego gospodarza. Ewolucja dzikiego kapitalizmu kończy się tym, że jeden z naszych bohaterów przekształcił się w prawdziwego „wujaszka Sama” z cygarem w zębach, opierającego się na ogromnym, pełnym dolarów worku, a robotnik – w człowieka, wprawdzie z maleńkim, ale także kapitałem. Różnica pomiędzy eksploatatorem a eksploatowanym leży tylko w rozmiarach ich sakiewek z pieniędzmi. Właśnie taką „okropną niesprawiedliwość” przedstawiała radzieckim studentom nie jakaś zachodnia, a akurat radziecka propaganda.

A co teraz jest u nas, na niepodległej Ukrainie? Czy nasi „burżuje” są podobni do swoich zachodnich kolegów? Czy zaczynali swoją drogę do sukcesu w podartych butach? Kto z prostych Ukraińców we współczesnej Ukrainie, dzięki uczciwej pracy, stał się bogatszy? Kto z nich patrzy w przyszłość z optymizmem? Nikt, a wszystko dlatego, że żadnego kapitalizmu u nas nie było i nie ma! Jest za to pokraczny ukraiński postkomunizm – nic więcej!

Co to takiego postkomunizm? To ten sam Związek Radziecki, tylko pod postacią oddzielnie wziętej kolonii, która karmi do syta i w całości broni swojej nienasyconej władzy i wczorajszej emerytowanej kompartyjnej nomenklatury. Przy tym na Ukrainie doprowadza się do bankructwa i niszczy pozostawione prostym ludziom dziedzictwo po radzieckiej władzy – żebraczą, ale jednak opiekę zdrowotną i w ogóle całą ochronę społeczną. Zdaje się, że cel tu jest jeden: naród Ukrainy powinien umierać jeszcze szybciej, niż było to wcześniej za Krawczuka, Kuczmy i Juszczenki.

Postkomuniści, jak i ich starsi towarzysze – wczorajsi komuniści, unicestwiwszy dziesiątki milionów ludzi nie tylko w ogniu wojen domowych, piwnicach NKWD, obozach koncentracyjnych, ale i w kamieniach młyńskich wielkich głodów w latach 30-tych i 40-tych zeszłego stulecia – także masowo, ale już po swojemu, oczyszczają z rdzennego narodu, otrzymaną w spadku ziemię Ukrainy. Jednego  głodem, drugiego bezrobociem, trzeciego zmuszą do ucieczki z kraju, a kolejnych po prostu podstępnie zabiją, a wszystkich razem unicestwią beznadziejną sytuacją…

Dlaczego więc ukraiński naród w najlepszym przypadku po prostu przeżywa? Przypomnijmy sobie, jak to się wszystko zaczęło. Wszystko to już było i znów się powtarza. Ja mówię o kooperatywach i zarządzaniu działalnością opartą na rachunku gospodarczym – tak nazywał się „biznes” na Ukrainie w czasach garbatej pieriestrojki.

Wówczas zaradny radziecki obywatel, jeśli samodzielnie chciał rozpocząć własną działalność, powinien był zarejestrować się w komitecie obwodowym miejskim, rejonowym czy ogólnym  przedsięwzięć (innych nie było). Wszystko dlatego, aby, w razie rozkazu z Kremla „Na przód!”, miejscowa władza mogła w jednej chwili porwać nepmana lat 80-tych na strzępy! Jednak to się nie zdarzyło, ponieważ zgarnąwszy do kieszeni wkłady ludności z Banku Oszczędnościowego ZSRR jako kapitał początkowy, kompartyjna i komsomolska elita kraju sama „polazła w kapitalisty”. W 1992 r., o ile pamiętam, wydała prawo o tym, że przedsiębiorca może już rejestrować działalność na swój domowy adres. Był to jeden z ostatnich dni istnienia komsomołu. Jako korespondent młodzieżowej gazety „Prapor Junosti” („Sztandar Młodości”) – która była własnością dniepropietrowskiego komitetu obwodowego, pośpieszyłem z radością wyrazić swoją nadzieję, że teraz prości ludzie, dzięki swojemu talentowi, staną się bogaci i niezależni od władzy. Usłyszałem wtedy w odpowiedzi złośliwe stwierdzenie: „Zapamiętaj, Walera, ci, o których teraz mówisz, w tym kraju nigdy nie podniosą się powyżej kawałka chleba, i my zawsze będziemy dla nich władzą, nawet jeśli ty i tacy, jak ty, tego nie chcieli”. Wtedy się roześmiałem. Ten, kto rzucił mi w twarz te słowa, w pełni odpowiadał znanemu w tamtych czasach powiedzeniu samych komunistów: „Chcesz zawalić sprawę? Powierz ją komsomołowi!”.

Z doświadczenia ostatnich 22 lat, kiedy mnie jako przedsiębiorcę do zera „oskubał” Urząd Skarbowy, wiem niestety, że to były słowa prorocze! Celnicy, różni urzędnicy, milicjanci z drogówki grabili i poniżali – cała złodziejska banda tego nowego kraju ze starymi gospodarzami! Lekarz nie zaczął mnie operować, póki nie dałem mu łapówki! Razem z wami przeżywałem dwudziestodwulecie paplaniny o konieczności obniżenia podatkowego ucisku, o rozwoju małego biznesu itd. – zawsze wspominałem proroctwo swojego komsomolskiego „lidera”. Dla wielu z nas formą życia stało się przetrwanie, a kawałek chleba – poziomem życia. To jedyne, co Oni nam obiecali i słowa niestety dotrzymali. Nawet przeszli samych siebie, bo nie wszyscy Ukraińcy, zwłaszcza z umierającej prowincji, mają dziś chociaż tę „komsomolską” kromkę.

Dlatego, mówię o tym, że dalej tak żyć nie można. Proponuję swoim rodakom taki ekonomiczny system produkcji i podziału, w  którym wszyscy będą chronieni od jakiegokolwiek ludzkiego czynnika, od każdego kultu jednostki, od nawet najświętszego – który zabił w sobie smoka razem z niewolnikiem. Ponieważ w państwie nowego wieku powinny rządzić nie przeżytki przeszłości, a absolutnie nowe prawa, które chronią nowych ludzi. Ci nowi ludzie, żyjący w internetowej przestrzeni nigdy nie pogodzą się z nieprawdą głoszoną przez swoich kłamliwych władców. Stąd i ogień wszystkich rewolucji i powstań rosnących w siłę w XXI wieku. Wróćmy jednak do tematu...

Co leży w podstawie gromadzkiego kapitalizmu, który zasadniczo zmieni nie tylko stosunek państwa do swoich obywateli, ale i obywateli do swojego państwa? Dlaczego właśnie przy gromadzkim kapitalizmie, nasza Ojczyzna-matka ze złej macochy zmieni się na koniec w matkę rodzoną i drogą?

Jako państwo, posiadamy budżet państwowy, składający się z dochodów, otrzymanych z zebranych podatków, opłat celnych, prywatyzacji i dywidend z należących do państwa pakietów akcji. Czyli budżet kraju jest głównym narzędziem prowadzenia polityki socjalno-ekonomicznej. Nie raz słyszałem, że słowo „budżet” oznacza niesprawiedliwość i mówienie o tym, że jestem utopistą. Jednak chociaż raz, na chwilę zapomnijmy o naszych realiach. Wyobraźmy sobie, że stał się cud i wszyscy my: żółtobłękitni, „czerwoni” i „biali”, pomarańczowi i niebiescy zostaliśmy obywatelami normalnego kraju, w którym także bandyci chcą żyć po nowemu – z czystego wyrachowania!

Gromadzki kapitalizm nie zamierza prosić bogatych, aby dzielili się z biednymi. On nie będzie bazował na obłożeniu biznesu dodatkowymi podatkami! Przeciwnie! Przy gromadzkim kapitalizmie rozwój kapitału podtrzymywany jest wszelkimi sposobami, chroniony i błogosławiony przez cały kraj! Wszystko bardzo prosto i bezboleśnie! Część łącznej sumy budżetu państwa staje się własnością wszystkich obywateli Ukrainy i nazywa się gromadzkim dochodem. Otrzymujemy go na swoje imienne konta bankowe. Rodzi się nowy obywatel, któremu razem ze „Świadectwem urodzenia”, jest dostarczana karta bankowa nowonarodzonego. Na nią co miesiąc jest przelewana jego osobista część gromadzkiego dochodu całego kraju. Nie ma wtedy znaczenia czy ktoś jest bogaty czy biedny. Obywatelski kawałek państwowego pieroga kraj dla każdego odcina. Właśnie dlatego biedny przestanie być biednym, w istniejącym wcześniej pojęciu. Wtedy już nikt nie będzie przeklinał Rinata Achmetowa, a będzie życzył mu powodzenia! Ponieważ czym więcej napełniają budżet kraju przedsiębiorstwa danego oligarchy – tym większa będzie suma gromadzkiego dochodu. Tu nawet łajdak nie powinien podnosić ręki na swojego sąsiada przedsiębiorcę i jego majątek. Bo nawet od najmniejszego biznesu w naszym przypadku zależy ogólny rozmiar kawałka chleba każdego Ukraińca, a także: czy będzie na nim masło czy nie? Ten kto przyniesie szkodę każdemu gospodarczemu obiektowi – ryzykuje utratę nie tylko prawa do swojej części gromadzkiego dochodu, ale utratę obywatelstwa swojego kraju w ogóle.

Naturalnie, gromadzki kapitalizm zmieni bardzo wiele na lepsze w państwie, które go wprowadzi. Najważniejsze jednak, że zmieni jego ludzi! Kraj opuści zła energia, zawiść i nienawiść. Państwo uwolni się od wielu niepotrzebnych mu państwowych struktur, przypominających dzisiaj żarłoczne dzieci Powołża z powieści „Dwanaście krzeseł”, pożerających budżet Ukrainy więcej niż bohaterowie Ilfa i Pietrowa.

Czy jest zła energia w takim kraju? Na granicy czuje ją każdy z nas, kto wraca do domu, na Ukrainę, z innego szczęśliwego kraju. Ta energia czarną chmurą, nieuleczalną chorobą zawisła nad nami wszystkimi, i nie tylko nad mieszkańcami „chałup”.

Mówiąc o swoim ekonomicznym systemie, mogę przytoczyć taką ilość plusów, że nasza rozmowa zakończy się dopiero wtedy, kiedy zobaczymy rezultaty uzdrowienia wszystkich elementów związanych z życiem i rozwojem naszego społeczeństwa. Ponieważ gromadzki kapitalizm jest właśnie tym lekarstwem, dzięki któremu współczesne państwo nie tylko wyzdrowieje ale i w końcu zacznie patrzeć śmiało w przyszłość. Jeśli Ukraina przyjmie dziś ten system – to jest mało prawdopodobnym, że jutro  zechce wstępować w wątpliwe związki z państwami, które dzisiaj gorączkują i trzęsą się właśnie z powodu swojego zacofania do Czasu, który, powtarzam, zawsze uśmiecha się tylko do ewolucji, a nie rewolucji, przechodzących nawet na samym głównym majdanie naszego kraju.

Niedawno w Szwajcarii rozpoczęło się zbieranie podpisów w celu poparcia projektu nowego „Bezwarunkowego Podstawowego Dochodu” (BPD). Główne przesłanie prawa zamyka się w tym, że comiesięczny dochód będzie przysługiwał wszystkim obywatelom niezależnie od ich sytuacji finansowej i zatrudnienia. Jeśli prawo wejdzie w życie, to każdy dorosły obywatel będzie miał gwarantowane miesięcznie 2500 franków, czyli ok. 2000 euro.

Na te pieniądze nie trzeba byłoby pracować, ani stać po nie w urzędzie pracy. Te pieniądze nie byłyby też socjalną pomocą dla najbiedniejszych. One byłyby wypłacane przez państwo, tak po prostu, bez żadnych warunków, powtarzam – na ile miałoby to niewiarygodnie brzmieć – wszystkim mieszkańcom Szwajcarii, niezależnie od niczego. Pracującym, nawiasem mówiąc, też.

Brzmi to jak utopia. Szwajcarska gazeta „Neue Zürcher Zeitung” już porównała projekt owego prawa z ideą zniesienia grawitacji. Jednak nie wszystko jest takie proste. Inicjatorzy wprowadzenia BPD liczą, że projekt ustawy jest w pełni realistyczny, pożyteczny dla społeczeństwa oraz korzystny dla budżetu.

Autor jest ukraińskim geopolitykiem i publicystą.
Z rosyjskiego przetłumaczyła Anna Pawłowska.
Fot. rt.com

Czytany 5800 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04