sobota, 27 lipiec 2013 08:08

Vladimir Jevtić: Kto tak uparcie pcha Serbię do NATO?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

nato-srbija  Vladimir Jevtić

Niedawno z Zachodu dotarły „niebezpieczne” sygnały, które wskazują, że NATO chętnie przyjmie Serbię w swoje szeregi. Tak się w dyplomacji zaczyna, chcąc, aby jakaś idea została przepchnięta tylnymi drzwiami. Mianowicie, najpierw zaczyna się wysyłać tzw. próbne balony, których funkcją jest zbadanie pulsu narodu, ale głównie jego politycznego kierownictwa, by sprawdzić, czy dany pomysł jest akceptowalny i czy na jego akceptację można liczyć. Ten pomysł to: członkostwo w falandze NATO. 

Sekretarz generalny Paktu Północnoatlantyckiego Anders Fogh Rasmussen oświadczył, że drzwi NATO są dla Serbii otwarte, ale tylko, jeśli ona zdecyduje się przyłączyć, i spełni określone warunki i kryteria. „Drzwi NATO są otwarte dla wszystkich europejskich demokracji, które podzielają nasze wartości, i które mogą się przyczynić do euroatlantyckiego bezpieczeństwa. Jednak, każde państwo musi samo zdecydować, czy wystąpi o członkostwo. Zrozumiałe jest, że ta kwestia jest w Serbii delikatna, ale tylko od niej zależy, jakie stosunki w przyszłości chce nawiązać.”[ 1] „Stanowisko NATO jest takie – nasze drzwi są otwarte, oczywiście pod warunkiem, że państwa zainteresowane członkostwem spełniają warunki i kryteria. Serbia wie, co ma robić – odrobić zadanie domowe, wprowadzić niezbędne reformy u siebie. Nasze drzwi nie otwierają się automatycznie, musicie okazać dobrą wolę. Krótka odpowiedź dla Serbii brzmi – my jesteśmy gotowi, jeśli wy jesteście” [2].

Bruksela już wcześniej wysyłała Serbii podobne sygnały. Przypomnijmy sobie choćby, że 13 czerwca 2011 r., przy pieczy poprzedniej władzy, która się raczej otwarcie ubiegała o przyjęcie Serbii do NATO, odbyła się konferencja dla partnerów pod patronatem Paktu Północnoatlantyckiego [3]. I w tym roku szef sztabu generalnego Wojsk Serbskich, generał Ljubiša Diković uczestniczył w konferencji, która odbyła się niedawno, 26 czerwca 2013 r. w Sztokholmie [4]. Jeśli mowa o poprzedniej władzy, otwarcie flirtowała ona z NATO, a były minister obrony narodowej Dragan Šutanovac w swoich wypowiedziach nigdy nie krył, że członkostwo Serbii w NATO zawsze jest otwartą możliwością. Zawsze niejasno i mętnie mówił o koniecznej współpracy z NATO w kwestii bezpieczeństwa. „Optuję za tym, żeby nasze państwo było w systemie najbardziej rozwiniętych i najsilniejszych ekonomicznie państw, które są członkami UE i NATO, głównie dlatego, że to jest w naszym interesie” [5] – powiedział D. Šutanovac. Dodał też, że bliska współpraca z NATO jest ważna nie jest tylko dla Ministerstwa Obrony Narodowej, ale i dla innych.

Čedomir Jovanović, lider LDP (Partia Liberalno-Demokratyczna), nigdy nie krył swojego pragnienia, aby Serbia wstąpiła do NATO. Przeciwnie, zawsze otwarcie optował za tym, by była kolejnym członkiem, i jako powód podawał zgoła mgliste argumenty. Przypomnijmy sobie choć jedną jego wypowiedź, sprzed dwóch lat: „Nie idealizuję ani UE, ani NATO, ale musimy prowadzić politykę zgodnie z potrzebami tego kraju. Wstąpienie Serbii do NATO, za czym optuję, jest gwarancją bezpieczeństwa w regionie i terytorialnej integralności kraju. Niech Koštunica protestuje, nic mu więcej nie zostało.” [6]

Jak jest możliwe, by wstąpienie Serbii do NATO było zgodne z potrzebami tego kraju? Č. Jovanović mówi, że NATO jest gwarancją terytorialnej integralności kraju. Taki argument leży w totalnej sprzeczności z Konstytucją Serbii i z decyzją Parlamentu o neutralności wojskowej Belgradu. Jak można jednocześnie nalegać na wojskową neutralność i uważać, że NATO jest gwarancją integralności kraju, skoro właśnie pod patronatem NATO tworzy się armia Kosowa?

W świetle wypowiedzi sekretarza generalnego NATO pojawili się też krajowi zwolennicy pomysłu, że Serbia miałaby wstąpić do organizacji. Kolejny próbny balon był posłany, kiedy dyrektor belgradzkiego Forum Stosunków Etnicznych, Dušan Janjić powiedział, że w przyszłym roku Serbia wystąpi o przyjęcie do NATO. D. Janić powiedział: „Oczekuję, że zrekonstruowany rząd Serbii w ciągu kolejnego roku zatwierdzi zmianę polityki i wystąpi o członkostwo w NATO. Oczywiste jest, że stosunek Serbii do NATO się zmienia wraz odejściem Borisa Tadicia z fotelu prezydenta i przyjęciem nowej strategii NATO. To może się komuś wydawać absurdalne, że ktoś ze spuścizną polityki Miloševicia, ktoś, kto się wywodzi z Serbskiej Partii Radykalnej kroczy ku NATO, ale to jest fakt. Dzięki porozumieniu Belgradu i Prisztiny Serbia zaakceptowała integralność okupowanych terytoriów, a to bardzo ważne dla jej członkostwa w Unii Europejskiej i NATO” [7] – powiedział D. Janjić.

W niepokojącym obwieszczeniu belgradzkiego Forum, dotyczącego najnowszych zapowiedzi, że Serbia mogłaby wystąpić o przyjęcie do Paktu Północnoatlantyckiego, nasuwa się myśl: „NATO to okupant, Serbia to pokojowy kraj.” [8]

Dlaczego nie do NATO?

Zwyczajnie zdumiewające, i godne szczerego, głębokiego pożałowania jest to, że w Serbii wciąż istnieje klika, nieważne czy polityczna, wojskowa czy ekonomiczna, która chce zobaczyć Serbię w NATO! Czyż musimy przypominać rok 1999 i agresję NATO na ówczesną Federalną Republikę Jugosławii? Z powodu zdradzieckiej i sprzedajnej kliki, która na naszą niekorzyść zapuściła w Serbii głębokie korzenie, musimy przypomnieć sobie, co NATO nam uczyniło, i co NATO naprawdę reprezentuje.

Po pierwsze, pakt NATO, który powstał jako przeciwwaga Układu Warszawskiego, reprezentuje maszynę wojskową Zachodu, za pomocą której realizuje on swoje cele i interesy, które są przeciwne podstawowym ludzkim wolnościom. Zachód, za pomocą zbrodniczego paktu pod nazwą NATO, bezwzględnie narzuca własną wizję „demokracji”, która w rzeczywistości oznacza okupację, niewolę i niszczenie nieprzydatnych państw i ich liderów. Zachód za pomocą paktu NATO w 1999 r. dokonał agresji na nasz kraj, aby odebrać nam integralną część terytorium, zmienił świadomość ludzi i nienawiść skierował ku ówczesnej władzy na zasadzie „to oni są winni, że jesteśmy bombardowani”. Pakt NATO zabijał i niszczył Serbię i jej niewinną ludność cywilną, i umożliwił albańskim terrorystom stworzenie quasi-państwa Kosowo na fundamencie serbskiej historii, duchowości i tożsamości.

Pakt NATO bezkarnie zabijał dzieci. Przypomnijmy sobie choćby małą Milicę, która zginęła na nocniku w Batajnice. Ona została symbolem wszystkich niewinnych serbskich dzieci, które zginęły w zbrodniczym bombardowaniu NATO. Najstraszniejsze jest to, że wciąż jeszcze nie jest znana dokładna liczba ofiar i rannych cywilów z czasu nikczemnego bombardowania Serbii. Spekuluje się, że było min. 2500 cywilów, którzy zginęli w czasie zbrodniczego bombardowania, jednak dokładna liczba zaginionych niewinnych cywilów i dzieci prawdopodobnie nigdy nie zostanie potwierdzona. Aktualny minister obrony narodowej Aleksandar Vučić ujawnił niedawno dokładną liczbę ofiar wśród członków wojska i policji. Mianowicie, „Siły NATO zabiły 631 członków Wojsk Jugosławii, zniknęło 28, czyli razem 659 ofiar, z czego 72 oficerów, 41 podoficerów, 18 zawodowych żołnierzy, 191 żołnierzy w czasie służby wojskowej, 245 rezerwowych, 60 ochotników i 3 cywilów w wojsku. Jeśli chodzi o pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, zginęło 349 policjantów. Dokładniej, zginęło 325 członków Ministerstwa, a zniknęło 24 policjantów, z tym, że zaginionych, tak jak w przypadku członków wojska, uważa się za zabitych." [9].

Poza tym, że NATO zabijało niewinne serbskie dzieci, bezkarnie też burzyło Serbię i jej obiekty infrastruktury.

Szkody zostały wycenione na około 100 miliardów dolarów. Pakt NATO nie tylko zabijał niewinnych cywili w rzekomej akcji humanitarnej, ale dopuszczał się wielu zbrodni wojennych. Przypomnijmy sobie zniszczony pociąg pasażerski w Wąwozie Grdelickim, bombardowanie mostu w Vavarinie w dzień targowy, kiedy wśród innych zginęła piętnastoletnia Sanja Milenković, dziewczynka, która była prymuską w matematyce.

Następnie, zbrodnicze bombardowanie spokojnego Aleksinca, bombardowanie centrum Niszu, i to zakazanymi bombami kasetowymi, bombardowanie szpitala „Dragiša Mišović” w Belgradzie, gdzie byli leczeni ranni członkowie Wojsk Jugosławii. Żeby nie wspomnieć zbrodniczej taktyki ponownego bombardowania. To jest zbrodnia bez skrupułów, którego celem jest zabicie jak największej ilości ludzi. Najpierw bombarduje się jeden obiekt, a następnie, po piętnastu minutach od przybycia ekip pogotowia, przedstawicieli mediów i straży pożarnej, ponawia się bombardowanie tego samego obiektu. To można powiedzieć o bombardowaniu stricte cywilnego obiektu, budynku telewizji na ulicy Milana Aberdara, gdzie zginęło 16 pracowników telewizji RTS. O tę zbrodnię oskarżony jest Dragoljub Milanović, ówczesny dyrektor telewizji, ponieważ nie przemieścił pracowników w bezpieczne miejsce [10].

Jeśli mowa o politycznych skutkach bombardowania NATO, Serbii zabrano Kosowo i Metochię. Nie chodzi jedynie o powierzchnię państwa, która wynosi ok. 15%, lecz o ludzi, o nieoceniony kulturowo-historyczny skarb, który reprezentuje tożsamość serbską. Pakt NATO nie tylko zabijał, ale też okupował duchowe centrum Serbii. Aktualnie NATO pracuje nad stworzeniem tzw. armii Kosowa, która powstanie z „korpusu ochrony Kosowa”.

Mając na uwadze ten fakt, nijak nie możemy obronić Kosowa i Metochii, i zachować integralności terytorialnej kraju, ponieważ reszta Serbii ogłosiła neutralność wojskową, zaś Kosowo weźmie pod uwagę członkostwo w NATO, co jest niedopuszczalne. Obecna władza nie jest sposobna by antycypować to, co się niewątpliwie wydarzy. Aktualna władza wydaje się zbyt miękka, jeśli chodzi o członkostwo w NATO, dlatego, że dąży do tzw. integracji północnoatlantyckiej, która oznacza również członkostwo w Pakcie Północnoatlantyckim.

Stosunek aktualnej władzy do NATO

Traktat Brukselski faktycznie w domyśle przyznał niezawisłość południowej prowincji Serbii. Pozostaje jeszcze, by Prisztina wystąpiła o członkostwo w NATO. To de facto rozerwie Serbię i głównym winowajcą będzie aktualna władza, która negocjacje o przyszłości Kosowa prowadziła w Brukseli, a nie w siedzibie ONZ, gdzie mamy sojuszników i przyjaciół, którzy by nas wsparli. Ale to pozostałość po poprzedniej władzy, która wybrała UE za pośrednika w dialogu z Prisztiną. Póki obecna władza prowadzi politykę „nie ma alternatywy dla UE”, stopniowo dojdzie i do dewizy „nie ma alternatywy dla NATO”.

Obecna władza zdaje się kontynuować politykę poprzedników, jeśli chodzi o eurointegrację, która obejmuje, jako ostateczną konsekwencję także członkostwo w NATO. Straszne, że istnieją ludzie, którym zależy na członkostwie w NATO, jedynym z natury agresywnym, wojskowym sojuszu. NATO pokazało w Libii swoje prawdziwe oblicze, i naprawdę frustrujące jest, że istnieją ludzie, jak np. generał w stanie spoczynku Aleksandar Dimitrijević, który twierdzi, że wkrótce państwo będzie musiało się opowiedzieć i w tej kwestii.

„Neutralność wojskowa w dzisiejszym rozumieniu jest wyrazem swoistego tchórzostwa państwa w wyborze swojej przyszłości”, uważa A. Dimitrijević. „Sami nie możemy nawet walczyć o miasto, a co dopiero z nieprzyjaciółmi. Musimy być w jakiejś społeczności, tylko pytanie czy w NATO, czy w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, zwanej „wschodnie NATO”. Polityka będzie musiała niebawem przemówić, bo nie da się długo siedzieć na dwóch krzesłach naraz.”

A. Dimitrijević przypomina, że argument o tym, że NATO nas bombardowało nie zdaje egzaminu, z powodu stanowiska większości o dążeniu do UE, której większość członków należy do tego wojskowego sojuszu. Podkreśla on, że dążenie do Europy oznacza też integrację w zakresie bezpieczeństwa.

„Członkostwo w NATO jest chwilowo na drugim planie u naszych polityków, ale nie jest wykluczone, że bardzo szybko zostanie poruszone” – oznajmia A. Dimitrijević.

Jednakże, A. Dimitrijević ma rację w jednej kwestii, mianowicie nie można długo siedzieć na dwóch krzesłach, i obecna władza będzie musiała się niedługo określić, do którego sojuszu wojskowego przystąpi. Znaczy, polityka neutralności wojskowej niestety jest nie do utrzymania, z wielu powodów. My na przykład jesteśmy na liście oczekujących na uzbrojenie z rosyjskiej wytwórni, które zawiera najnowocześniejsze systemy PVO, które w dużej mierze poprawią obronę naszego kraju, ale jeśli Rosjanie oszacują, że nasza władza skłania się ku Zachodowi, i co gorsze NATO, nici z dostawy broni. Co jest całkiem zrozumiałe. Generał w stanie spoczynku, Radovan Radinović, z drugiej strony mówi, że Serbii nijak nie odpowiadałby członkostwo w NATO.

W „uwodzeniu” Brukseli generał w stanie spoczynku Radovan Radinović, niegdyś człowiek nr 1 Katedry Strategii w Centrum Wyższych Szkół Wojskowych, widzi interes sojuszu, aby Serbia, jako państwo mające kluczową pozycję na Bałkanach, weszła w poczet jego członków. Członkostwo w NATO, jak donosi, nie leży w interesie Serbii. „Nie chodzi tylko o to, że to agresywny sojusz wojskowy, który służy amerykańskiej, globalistycznej hegemonii, ale członkostwo w nim przynosi wiele ryzyka i zagrożeń” – wyjaśnia R. Radinović. „Dziś Serbii nie zagraża żadne państwo z regionu, co jest ogólną tendencją w Europie, nie potrzebny jej żaden sojusz. Członkostwo, z drugiej strony, wpływa na uregulowanie i powstanie wrogości z innymi siłami i państwami, które nie zagrażają nam w przypadku neutralności." R. Radinović jako argument przeciw zachodniej orientacji wojskowej podaje też fakt, iż NATO pomaga w formowaniu wojsk Kosowa, co bezpośrednio zagraża bałkańskiemu i europejskiemu bezpieczeństwo: "Jeśli Serbia zostanie członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, rosyjskie działa zostaną skierowane w naszą stronę. Tu nie ma miłości, tylko czysta polityka obronna” – mówi R. Radinović.

Niemniej, generał daje pierwszeństwo wojskowej neutralności. Serbia nie może pozostać neutralna właśnie dlatego, że Kosowo będzie się ubiegało o członkostwo w NATO. A tego Serbia jako państwo neutralne nigdy nie mogłaby zahamować, i znaczyłoby to ostateczne oddzielenie Kosowa i jego oderwanie. Polityka obecnej władzy i jej stosunek do NATO wydaje się bardzo nijaka. Serbscy politycy wciąż podnoszą fakt, że Serbia jest neutralna, ale zdaje się, że jest to wyraz polityki «ani tu, ani tam», co jest nie do utrzymania w obecnych warunkach geostrategicznych. Biorą pod uwagę, że neutralność jest nie do utrzymania, a członkostwo w NATO niewyobrażalne, z wyżej wymienionych powodów, co jest dobrą i prawdziwą alternatywą dla Serbii, i gdzie leży jej przyszłość?

Alternatywa leży na wschodzie

Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, która skupia sześć państw, czyli Białoruś, Federację Rosyjską, Armenię, Kazachstan, Kirgistan i Tadżykistan [11] także oferuje ochronę państw członkowskich w przypadku agresji na któreś z niech, ale w odróżnieniu od NATO sama nie jest agresywnym wojskowym sojuszem, który na całym świecie inwazyjnie realizuje cele Zachodu. Poza tym, ta organizacja nas nie bombardowała i nie uczyniła żadnego zła w Serbii, bo to nie leży w jej naturze.

Serbia musi zostać pełnoprawnym członkiem tego sojuszu wojskowego, z jednego, bardzo ważnego powodu. To znaczy, jeśli Serbia zdecyduje się na członkostwo w tym sojuszu, do którego pasuje duchowo i historycznie (przy czym na uwadze mamy głównie Rosję), będzie mogła zapewnić integralność terytorialną i suwerenność na każdej części swojego terytorium, włączając Kosowo i Metochię. Dlaczego? Właśnie dlatego, że główna i wiodąca siła tego sojuszu, Federacja Rosyjska, opowiada się ostro przeciw niezależności Kosowa. Jeśli Serbia zostanie częścią sojuszu „Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym”, w zupełności zapewni sobie pokój i rozwiązanie problemu niepodległości Kosowa i Metochii raz na zawsze.

Obecna władza musi przebić te wszystkie balony próbne, które nadchodzą z Zachodu i samej Serbii, i ostatecznie skierować się ku dobrym i prawdziwym przyjaciołom i sojusznikom, którzy zapewnią nam integralność terytorialną, ochronę, postęp ekonomiczny i jasne perspektywy. To dotyczy też członkostwa w UE. Nie jest jasne i to, co serwuje nam i mówi tandem Vučić-Dačić, że nasze płace i emerytury są zależne tylko od UE. Obecna władza poprzez Traktat Brukselski sprzedała Kosowo, duszę Serbii, za jakiś tam termin, który absolutnie nic nie znaczy. To państwo, właściwie jego liderzy będą musieli wcześniej lub później wysłuchać skarg obywateli Serbii. Obecnie, ponad połowa obywateli Serbii jest przeciwna wejściu do UE, a trzy czwarte Serbów pozostaje przeciwne wejściu do NATO. Liczby mówią same za siebie, tylko ktoś musi na nie spojrzeć i zrozumieć i skończyć z pustą retoryką, że nasza przyszłość leży na Zachodzie.

Tłum. Kamila Sadowska
Fot. www.bezbednost.org
Tekst pochodzi ze strony zuta_markica

Przeczytaj również:

Vuk Drašković:  Co Serbia traci nie wchodząc do NATO?

Czytany 3678 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04