środa, 16 czerwiec 2010 12:27

Tomasz Szulc: Ukraińska gazowa epopeja narodowa

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

alt Tomasz Szulc

 

Konflikt gazowy między Rosją i Ukrainą nie jest niczym zaskakującym. Od pięciu lat między tymi krajami utrzymują się napięte stosunki, podsycane dodatkowo przez tarcia między głównymi obozami ukraińskiej sceny politycznej. Przepychanki na linii premier-prezydent skutkują brakiem jednomyślności wobec żądań Moskwy, z czego ta skwapliwie wyciąga korzyści.

W dziedzinie tranzytu gazu Rosja i Ukraina są na siebie skazane i tak będzie jeszcze przez wiele lat. Co prawda Moskwa stara się zbudować alternatywne szlaki przesyłowe, ale przy obecnej koniunkturze gospodarczej trudno jej będzie znaleźć odpowiednie środki finansowe aby zrealizować wszystkie projekty. Ukraiński system przesyłowy, dzięki dużej przepustowości i niskim stawkom tranzytowym, jest bardzo konkurencyjny. Dlatego też od wielu lat zasadniczym celem Federacji Rosyjskiej jest przejęcie infrastruktury przesyłowej Ukrainy bądź pozbawienie jej wiarygodności jako partnera tranzytowego. Chęć trwałego włączenia Ukrainy do własnej strefy wpływów ma przełożenie na ceny gazu dla Kijowa, którego gospodarka uzależniona jest od niskich cen tego surowca[1]. Wraz z rosnącą niezależnością Ukrainy zaczęły się pojawiać próby ograniczenia owej suwerenności. Jedną z metod jest tworzenie sytuacji konfliktowych związanych z tranzytem gazu do Europy. Działaniom Moskwy pomaga permanentny konflikt politycznych między czołowymi postaciami ukraińskiej sceny politycznej.

Umowy permanentne

Tranzyt i handel gazem między stroną rosyjską i ukraińską reguluje wiele dwustronnych porozumień, renegocjowanych zgodnie z aktualnymi potrzebami. Porozumienia te są często sprzeczne ze sobą, a dodatkowo łamane przez obu sygnatariuszy. W sytuacjach kryzysowych szczególne znaczenie mają dwa dokumenty:

1. umowa międzypaństwowa z października 2001 roku, określająca zasady współpracy na lata 2002–2013. Przewiduje ona coroczne ustalane przez władze rosyjskie i ukraińskie wielkości tranzytu rosyjskiego gazu, opłaty tranzytowe oraz ilość gazu dostarczaną w ramach barteru (w 2006 roku zrezygnowano z tej formy rozliczeń);

2. porozumienie między Gazpromem a Naftohazem Ukrainy z czerwca 2002 roku, określające zasady wzajemnej współpracy na lata 2003–2013.

Ta ostatnia umowa, mimo że z założenia łamała ustalenia porozumienia z 2001 roku, była ze strony Kremla wyrazem poparcia dla Wiktora Janukowycza w wyborach prezydenckich 2004 roku: tani gaz na pięć lat – 50 dolarów za tys. m3. Sytuacja zmieniła się w roku 2005, kiedy stało się jasne, że Kijów wychodzi z rosyjskiej strefy wpływów. Doprowadziło to do kryzysu gazowego w roku 2006, w wyniku którego między Gazprom a Naftohaz wprowadzono pośrednika – RosUkrEnergo, spółkę należącą w połowie do Gazpromu, a w połowie do prywatnych osób o zagadkowej proweniencji[2].Cena gazu wzrosła wówczas do 95 dolarów za tys. m3. Naftohaz i RosUkrEnergo utworzyły spółkę joint venture – UkrGazEnergo (po 50 procent udziałów), która stała się wewnętrznym dystrybutorem gazu dla najbardziej dochodowych oraz wypłacalnych odbiorców, czyli zakładów przemysłowych i hutnictwa. Natomiast dystrybutorem dla ludności oraz sfery komunalnej pozostał Naftohaz.

W związku tym, że ceny gazu dla odbiorców indywidualnych i komunalnych są regulowane przez państwo, Naftohaz jest zmuszony sprzedawać gaz poniżej ceny zakupu. Na ten cel szło ponad 30 procent gazu kupowanego od UkrGazEnergo oraz gaz wydobywany na Ukrainie. Taki schemat dostaw pozbawił Naftohaz najbardziej dochodowej klienteli. Jednocześnie niskie ceny gazu dla sfery socjalnej generują straty, przez co Naftohaz ma chroniczne kłopoty finansowe: cena gazu dla sektora przemysłowego w 2008 roku wynosiła 300 dolarów za tys. m3, a dla sfery socjalnej – 50 dolarów. Podwyżka cen gazu dla Ukrainy tylko zwiększyła kłopoty z wypłacalnością Naftohazu. Dodatkowym czynnikiem jest też niska stawka transferowa, wynosząca do 2010 1,6–1,7 dolara za tys. m3 na 100 kilometrów, gdy tymczasem średnia dla Europy z połowy 2007 roku to 7,04 dolara.

Od jesieni 2007 roku do lutego 2008 roku Gazprom trzy razy przymierzał się do odcięcia dostaw na Ukrainę. Powodem miał być dług z 2007 roku i z początku 2008 roku, oraz brak umowy na ten rok [3].

Ważnym punktem w tym sporze była też pozycja i udział w ukraińskim rynku rosyjskiego monopolisty. Moskwa chciała, by pośrednika UkrGazEnergo i RosUkrEnergo zastąpiły dwie firmy joint venture, utworzone przez Gazprom i Naftohaz (po 50 procent udziałów); odpowiadałyby one za dostawy azjatyckiego gazu do granicy Ukrainy i za jego dystrybucję wewnętrzną, a nawet za wydobycie ukraińskiego gazu. Gazprom domagał się też udziału w sprzedaży na rynku wewnątrz-ukraińskim oraz zakazu eksportu gazu dostarczanego i wydobywanego na Ukrainie – to wszystko w zamian za tani gaz dla Ukrainy. Taki schemat dostaw miał zostać uzgodniony 12 lutego 2008 roku przez prezydentów obu krajów. Rząd ukraiński nie był z tego zadowolony. Premier Julia Tymoszenko nie zamierzała wypełniać prezydenckich ustaleń. Postanowiła wyrzucić z ukraińskiego rynku UkrGazEnergo oraz oddać całkowicie rynek wewnętrzny Naftohazowi. I chociaż w pierwszym punkcie dopięła swego, nie udało się przejść na bezpośrednie rozliczenia z Gazpromem. Miejsce UkrGazEnergo zajęła spółka-córka Gazpromu – Gazpromzbyt Ukraina [4].

Następnie 5 marca 2008 roku rząd Tymoszenko przyjął postanowienie, na mocy którego cały importowany gaz stawał się własnością Naftohazu, bez względu na zapisy kontraktowe. Narodowy koncern przystąpił też do negocjowania umów z dotychczasowymi klientami UkrGazEnergo. Dwa dni wcześniej Gazprom zrealizował swoje groźby i odciął najpierw 25, a następnie 35 procent dostaw gazu na Ukrainę. Ukraińcy mieli zapasy gazu na miesiąc, więc nie spieszyli się z rozmowami. Rosjanie zaczęli oskarżać ich o kradzież gazu tranzytowego. Dopiero zmniejszenie dostaw o 50–60 procent wywarło na stronie ukraińskiej odpowiednie wrażenie i zmusiło Kijów do rozpoczęcia negocjacji.

Dzień później 6 marca premier Tymoszenko zdecydowała się zapłacić za 1,5 mld m3 spornego gazu bezpośrednio Gazpromowi.

W końcu 12 marca w Moskwie prezesi Gazpromu i Naftohazu – Aleksiej Miller i Ołeh Dubina – podpisali porozumienie przewidujące, że od marca do grudnia 2008 roku dostawy surowca z Azji Środkowej będą kupowane przez Naftohaz na granicy Ukrainy. Mimo oczywistych postępów w rozmowach, Rosjanie przewidywali powrót do starego schematu dostaw, jeśli Naftohaz nie przedstawi gwarancji finansowych i nie zostanie uzgodniony nowy schemat.

Rozmowy ze stroną rosyjską prowadzili zarówno prezydent Juszczenko, jak i premier Tymoszenko, z różnym zresztą skutkiem. Było to spowodowane wewnętrznymi spięciami politycznymi na ukraińskiej scenie politycznej. Gdy prezydenci osiągali porozumienie, premier Ukrainy znajdowała sposób, by zablokować ustalenia. Gdy zaś udało się uzgodnić wspólne stanowisko Juszczenki i Tymoszenko, rozmowy blokował Władimir Putin. Tymczasem już w kwietniu 2008 rokubyło wiadomo, że cena gazu na 2009 rok na dotychczasowym poziomie jest nie do utrzymania z racji spodziewanej podwyżki cen surowca odbieranego przez Gazprom od państw środkowoazjatyckich.

Jesienne przetargi i zakręcenie kurka

W maju na szczycie państw WNP w Mińsku premierzy Ukrainy i FR omawiali zagadnienia związane z wzajemnymi relacjami w sektorze gazowym. Efektem spotkania miało być rozpoczęcie negocjacji umowy o długoterminowych dostawach rosyjskiego gazu na Ukrainę (kontrakty piętnastoletnie). Pomocne w negocjacjach mogło być powiązanie tej sprawy z członkostwem Rosji w Światowej Organizacji Handlu. Kreml musiał bowiem uzgodnić warunki akcesji ze wszystkim członkami tej organizacji, a więc także z Kijowem. W tym samym miesiącu okazało się, że Gazpromzbyt Ukraina przejął najlepszych klientów Naftohazu, którzy uważali spółkę-córkę Gazpromu za atrakcyjnego partnera, gwarantującego niezakłócone dostawy błękitnego paliwa.

Podczas rozmów szefów Naftohazu i Gazpromu 5 czerwca 2008 roku powrócił temat długu gazowego Kijowa, tym razem wobec RosUkrEnergo – miał on wynosić ponad 700 mln dolarów (opłata za gaz z kwietnia i maja). Zdaniem Rosjan, z tego właśnie powodu nie można było kontynuować rozmów dotyczących bezpośrednich długoterminowych kontraktów na lata 2009–2014. Sytuacja ta – jak podkreślali analitycy – była o tyle zastanawiająca, że pod koniec maja Gazprom oficjalnie uznał, iż Naftohaz nie ma długów wobec rosyjskiego monopolisty. Drugim problemem była kwestia własności 15,5 mld m3 gazu przechowywanego w ukraińskich zbiornikach podziemnych. Zdaniem UkrGazEnergo, 3 mld m3 należały do niego, a ponad 8 mld – do RosUkrEnergo.

Naftohaz już wtedy znajdował się w złej kondycji finansowej, o czym miały świadczyć kłopoty ze spłacaniem kredytów [5] oraz regulowaniem rachunków za transport paliwa lokalnym operatorom sieci gazowej. Tymczasem na odbywającym się w Petersburgu spotkaniu prezydentów Rosji i Ukrainy minister spraw zagranicznych FR Siergiej Ławrow zapowiedział podwojenie ceny gazu dla Ukrainy w roku 2009, co odpowiadałoby cenie gazu dla Europy Zachodniej (około 360 dolarów za tys. m3). Naciski te miały pomoc Kremlowi w przejęciu infrastruktury gazowej Ukrainy. Prezydent Miedwiediew sugerował na spotkaniu w Berlinie z kanclerz Angelą Merkel, by firmy z Rosji, UE i państw tranzytowych utworzyły konsorcjum do zarządzania rurociągami, które transportują gaz i ropę naftową z Rosji do UE. Pomysł nie był nowy: już w 2002 roku ówczesny prezydent Ukrainy Leonid Kuczma uzgodnił z prezydentem FR Władimirem Putinem i kanclerzem Niemiec Gerhardem Schröderem utworzenie konsorcjum do zarządzania ukraińskimi gazociągami. Podpisano nawet stosowną umowę, jednak konsorcjum nigdy nie podjęło działalności, gdyż Kijów obawiał się utraty kontroli nad swoimi gazociągami.

Rozmowy trwały do października 2008 roku. Mimo zadrażnionych stosunków spowodowanych wojną Rosji z Gruzją, 2 października 2008 roku w Moskwie rozpoczęły się rozmowy między premier Tymoszenko i premierem Putinem, oraz szefami Gazpromu oraz Naftohazu, dotyczące urynkowienia cen gazu dla Ukrainy. Negocjacje zakończyły się podpisaniem przez premierów Rosji i Ukrainy memorandum przewidującego urynkowienie w ciągu trzech lat cen gazu dla Ukrainy odbieranego bezpośrednio od Gazpromu; równocześnie miała rosnąć stawka tranzytowa [6]. Wkrótce przedstawiciele Gazpromu i Naftohazu podpisali porozumienie o współpracy w sferze gazowej. Dokument zakładał wyeliminowanie pośredników w dostawach gazu. Naftohaz miał również uzyskać prawo do eksportu gazu. Strona ukraińska zobowiązała się zagwarantować bezpieczeństwo tranzytu przynajmniej 120 mld m3 gazu rocznie oraz dostawy 7,5 mld m3 gazu dla spółki Gazpromzbyt Ukraina. Gaz znajdujący się w ukraińskich podziemnych zbiornikach miał być przekazany Gazpromowi jako rozliczenie za długi RosUkrEnergo wobec tego ostatniego. Z drugiej strony, zaległości finansowe Naftohazu wobec RosUkrEnergo za dostarczony gaz zostały przejęte przez Gazprom. Ukraińcy zgodzili się na niską stawkę tranzytową – 1,7 dolara za tys. m3 na 100 kilometrów [7].

W listopadzie 2008 roku miały miejsce dziwne wydarzenia: w połowie miesiąca – zdaniem strony ukraińskiej – zostały omówione i zaaprobowane ostatnie sporne elementy kontraktu z Gazpromem, gdy nagle 20 listopada Rosjanie przystąpili do zmiany „reguł gry” [8]. Gazprom zaczął ćwiczyć pod okiem kamer odcinanie gazu płynącego na Ukrainę i zwrócił się do sztokholmskiego Sądu Arbitrażowego z pozwem przeciwko Naftohazowi. W grudniu zażądał podpisania wieloletniej umowy, zakładającej przechodzenie na europejskie ceny gazu. Zagroził przy tym, że może odciąć Ukrainie gaz w 2009 roku, jeśli stosowna umowa nie zostanie podpisana. Natomiast RosUkrEnergo zażądała od Naftohazu spłaty długu wynoszącego ponad 2,5 mld dolarów. Wkrótce po raz kolejny okazało się, że walka polityczna między panią premier i prezydentem Ukrainy skutecznie storpedowała negocjacje. Prezydent Juszczenko był nawet w stanie przyznać rację RosUkrEnergo w sporze z rządem…

Jeszcze wówczas Gazprom proponował, by wliczyć ukraiński dług w kwotę, jaką Kijów miał otrzymać za tranzyt gazu, co uniemożliwiłoby Ukrainie podwyższenie stawek tranzytowych. Rosyjski monopolista chciał też zwiększenia puli gazu sprzedawanego przez jego spółkę-córkę na Ukrainie. Na obie propozycje z wiadomych względów nie zgodzili się Ukraińcy, choć Naftohaz ciągle miał kłopoty finansowe – na spłatę zadłużenia musiał pożyczać pieniądze z banków (300 mln dolarów) oraz przeznaczać środki z działalności bieżącej (214 mln dolarów); dodatkowo w grudniu ukraiński parlament wyasygnował 430 mln dolarów, by Naftohaz choć częściowo mógł rozliczyć się z Gazpromem.

Pod koniec grudnia Ukrainie został do spłaty dług z listopada-grudnia, czyli 2,1 mld dolarów. Gazprom proponował, by Kijów użył pieniędzy z przedpłaty za tranzyt gazu lub zapłacił barterem, oddając gaz ze zbiorników [9]. Nie licząc na pozytywną odpowiedź, 30 grudnia 2008 roku Gazprom utworzył sztab mający odciąć dostawy gazu na Ukrainę – w przypadku niespłacenia długu miało to nastąpić 1 stycznia 2009 roku [10].

Następnie 31 grudnia 2008 roku premier FR Władimir Putin poinformował o zaproponowanej Kijowowi cenie 250 dolarów za tys. m3 gazu na 2009 rok. Tranzyt miał kosztować 1,7 dolara za tys. m3 na 100 kilometrów. Naftohaz zaproponował 235 dolarów za tys. m3. Wobec braku perspektyw na porozumienie, prezydent Juszczenko przedstawił ukraińskie żądania: cena za gaz – 201 dolarów za tys. m3, tranzyt – nie mniej niż 2 dolary za tys. m3 na 100 kilometrów.

Zmiana stanowiska Gazpromu w listopadzie 2008 roku mogła być spowodowana własnymi kłopotami wewnętrznymi: pod koniec roku okazało się bowiem, że choć Gazprom jest zmuszony przygotować wydobycie na innych złożach [11], program inwestycyjny trzeba zmniejszyć o 30 procent. Rosjanieprognozowali wpływy z eksportu gazu w 2009 roku na maksymalnie ok. 40 mld dolarów, tymczasem w latach 2009–2010 Gazprom musi spłacić kredyty na łączną kwotę ponad 15 mld dolarów; zadłużenie całkowite to ok. 50 mld dolarów. Po prostu budżet rosyjskiego koncernu trzeszczał w szwach.

Monopolista musiał poszukać dodatkowych pieniędzy. Pojawiły się pomysły przyciągnięcia zagranicznych inwestorów. Pod uwagę brano dopuszczenie inwestorów lub zwiększenie ich udziałów w Shtokman Development, Nord Stream AG i South Stream AG, Gazprom JURGM Trading – operatorze złoża Południoworosyjskiego.Trudności finansowe spowodowały, iż 18 grudnia 2008 roku wicepremier FR Igor Szuwałow poinformował o zmniejszeniu programu inwestycyjnego Gazpromu do 720 mld rubli (wczesnej miało być wydane na ten cel ponad bilion rubli następnie mówiono o 920 mld rubli). Dodatkowo państwo musiało pożyczyć koncernowi na preferencyjnych warunkach 150 mld rubli [12]. Szukanie pieniędzy nie ograniczyło się tylko do Rosji. 22 grudnia 2008 roku szef Gazpromu spotkał się w Paryżu z dyrektorem generalnym GDF SUEZ w celu omówienia wejścia tej spółki w projekt rurociągu Nord Stream (zdecydowano w końcu o objęciu 9 procent udziałów w tym przedsięwzięciu).

Strona ukraińska wskazuje na bardziej bezpośrednie przyczyny zerwania rozmów: spór o 11 mld m3 gazu znajdującego się w podziemnych zbiornikach na Ukrainie i dostarczonych w 2008 roku RosUkrEnergo; brak porozumienia co do ceny gazu na 2009 rok, związany z żądaniami Ukraińców, by rozwiązać kontrakt ze stycznia 2006 roku dotyczący niskiej stawki na tranzyt rosyjskiego gazu. Gazprom uważał, że podniesienie stawek tranzytowych automatycznie kończy rozmowy o ulgach. Inna rzecz, że RosUkrEnergo włączyła się do negocjacji cenowych i oferowała większą cenę za gaz niż Naftohaz, niejako sabotując rozmowy rosyjsko-ukraińskie. Strony również inaczej datowały czas przejścia na ceny rynkowe: dla Rosjan był to rok 2008, dla Ukraińców – 2009. Zadziwiające jest też to, że stanowisko prezydenta Juszczenki często pokrywało się z interesami RosUkrEnergo.

Status quo, zwycięstwo czy porażka Ukrainy?

Ostatecznie 1 stycznia 2009 roku Gazprom wstrzymał dostawy gazu dla Ukrainy i zaproponował cenę 418 dolarów za tys. m3. Ukraina zaś, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, zaczęła pobierać gaz tranzytowy oraz wysunęła kontrofertę: zwiększenie opłat za tranzyt do 3–9 dolarów za tys. m3 na 100 kilometrów. Zaczęły się kłopoty odbiorców europejskich. Przez Ukrainę płynie 80 procent gazu eksportowanego przez Gazprom do państw UE (25 procent unijnego zapotrzebowania). Prezydent Juszczenko próbował przekonać najsilniejsze państwa UE do swych racji, wysyłając w tym celu listy do przywódców Niemiec i Francji oraz Komisji Europejskiej. Jednak adresaci, związani interesami z Kremlem, ociągali się z zajęciem jednoznacznego stanowiska. W dodatku Gazprom zaczął oskarżać Ukrainę o kradzież gazu. Rosjanie zwiększyli też o 25 procent tranzyt gazu przez terytorium Białorusi oraz Turcję (rurociągiem Blue Stream). 4 stycznia 2009 roku pojawiła się nowa cena gazu dla Ukrainy – 450 dolarów za tys. m3. Wkrótce brak gazu zaczęły odczuwać Polska, Rumunia, Bułgaria i Grecja; wreszcie Ukraińcy całkowicie wstrzymali dostawy do Austrii, Włoch, Grecji, Turcji, Bułgarii, Macedonii, Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Naddniestrza, Rumunii, Serbii, Słowenii, Słowacji i na Węgry. Ciśnienie gazu transportowanego przez Ukrainę spadło we Francji, Włoszech, Niemczech, Polsce i Czechach o 70–90 procent. W Rumunii i na Słowacji ogłoszono stan wyjątkowy w energetyce. Gazprom był gotów kupować na wolnym rynku gaz dla poszkodowanych odbiorców.

W końcu Ukraińcy zamknęli trzy z czterech magistrali tranzytowych. W odpowiedzi Rosjanie przestali w ogóle dostarczać gaz tranzytowy. Wreszcie w konflikt zaangażowała się Bruksela. Wymuszony dialog doprowadził do wstępnych porozumień – 10 stycznia 2009 roku podpisano trójstronne dokumenty umożliwiające międzynarodowym obserwatorom wejście na obiekty gazowych sieci przesyłowych w Rosji, na Ukrainie i w UE. Mieli oni monitorować dostawy gazu. Zmiany wprowadzone przez premier Tymoszenko w protokole spowodowały jednak, że premier Putin 11 lutego zakazał rosyjskiej stronie wypełniać jego zapisy. W tle toczył się spór o cenę gazu technicznego zabezpieczającego tranzyt, a pobieranego przez Ukrainę w ilości 6,4 mld m3 rocznie z systemu przesyłowego. Kwestią otwartą pozostawało utrzymanie schematu dostaw gazu za pośrednictwem RosUkrEnergo oraz dopuszczenie Rosjan do zarządzania siecią gazową Ukrainy.

Chaos pogłębiały spory polityczne na Ukrainie. Pierwsza próba wznowienia tranzytu nie udała się – 13 stycznia 2009 Rosjanie co prawda zaczęli tłoczyć gaz, ale Ukraińcy po dwóch godzinach przestali go odbierać, tłumacząc się trudnościami technicznymi. Gaz tłoczony przez stację gazową Sudża zdaniem Rosjan miał trafić bezpośrednio do odbiorców na Bałkanach oraz w Turcji i Mołdawii. Natomiast według Ukraińców nie było to możliwe, ponieważ spowodowałoby brak gazu w czterech obwodach Ukrainy (ługańskim, donieckim, odeskim i częściowo dniepropietrowskim)[13]. Stanowisko Ukrainy poparł komisarz UE ds. energetyki Andris Piebalgs i potwierdzili eksperci UE.

W geście dobrej – jak podkreślają obserwatorzy – woli, niepozbawionym jednak propagandowych akcentów, Kijów dostarczył Bułgarii i Mołdawii gaz z własnych zapasów. Zniecierpliwiona UE zagroziła Ukrainie trwałą utratą statusu wiarygodnego państwa tranzytowego, zaś Rosji – statusu rzetelnego dostawcy. Szukając kompromisu, pełnomocnik prezydenta Juszczenki ds. bezpieczeństwa energetycznego Bohdan Sokołowski zaproponował dwie oferty cenowe:

1) 192,6–218,8 dolara za tys. m3 i stawkę tranzytową w wysokości 2,2–2,47 dolara za tys. m3 na 100 kilometrów;

2) odpowiednio: 235–250 dolarów za tys. m3 i 3,6–4 dolary za tys. m3.

Jak widać, Kijów zaprezentował dość elastyczne stanowisko, które pozostało jednak bez rosyjskiej odpowiedzi. Tym niemniej brak jednomyślności strony ukraińskiej doprowadził do nieco kuriozalnej sytuacji. Okazało się bowiem, że Gazprom otrzymał z Naftohazu pismo wysłane bez wiedzy władz koncernu oraz rządu, mówiące o tym, iż Naftohaz jest gotów odbierać z Sudży blisko 100 mln m3 gazu na dobę bez żadnych kłopotów technicznych…

Zarówno Ukraina, jak i Rosja zabiegały w tym czasie o poparcie krajów UE. Prezydent Juszczenko udał się do Londynu, a prezydent Miedwiediew konsultował się z kanclerz Angelą Merkel. Wreszcie doszło do zorganizowania dwóch spotkań: w Moskwie i Kijowie. W spotkaniu moskiewskim uczestniczyli przedstawiciele państw najbardziej poszkodowanych brakiem gazu, czyli Bułgarii, Słowacji, Serbii, Bośni i Hercegowiny, oraz dodatkowo Turcji, Białorusi, Kazachstanu, Armenii i przedstawiciele UE. W Kijowie prezydent Juszczenko zorganizował własne spotkanie, na które przybyli tylko prezydent Słowacji i premier Mołdawii, Polskę zaś reprezentował szef MSZ Radosław Sikorski oraz wysłannik prezydenta Kaczyńskiego.

Podczas spotkania w Moskwie dyskutowano różne warianty opłacenia gazu technologicznego dla Ukrainy, bez którego nie można wznowić tranzytu. Efektem bezpośredniego spotkania premier Tymoszenko z premierem Putinem stało się wypracowanie porozumienia kończącego tę odsłonę wojny gazowej. Obie strony 15 stycznia poinformowały, że Ukraina jest skłonna przyjąć europejską cenę na gaz z dwudziestoprocentową zniżką i cenę tranzytową gazu 1,7 dolara za tys. m3 na 100 kilometrów. W zamian uzyskała wyeliminowanie ze schematu dostaw pośrednika RosUkrEnergo. Od stycznia 2010 roku wszystkie porozumienia w sferze gazowej między Ukrainą a Rosją miały się opierać o „europejskie standardy”.

W końcu 19–20 stycznia 2009 roku podpisano dwa porozumienia na dziesięć lat, w których ustalono:

1) cenę gazu dla Ukrainy w pierwszym kwartale 2009 roku na poziomie 360 dolarów za tysiąc metrów sześciennych[14];

2) cena bazowa gazu to 450 dolarów za tys. m3 (w roku 2009 uwzględniono 20% zniżkę);

3) wyjściową cenę tranzytową 1,7 dolara za tys. m3 na 100 kilometrów (cena ma być ustalana co roku wg specjalnego wzoru );

4) rezygnację z pośrednictwa RosUkrEnergo;

5) cenę zakupu gazu technicznego po 153,9 dolara za tys. m3.

Naftohaz odkupił 11 mld m3 gazu przynależnego RosUkrEnergo za pieniądze Gazpromu, które miały być wypłacone Naftohazowi za tranzyt gazu do Europy (2,35 mld dolarów). Gazpromzbyt Ukraina otrzymała prawo do sprzedaży 25 procent importowanego gazu na wewnętrznym rynku Ukrainy. Jak podkreślają analitycy, prezydent Juszczenko nie był zadowolony z tego porozumienia, a jego otoczenie uznało cenę gazu za wysoką. Dwa dni później dostawy gazu do Europy zostały wznowione. Formuła, według której oblicza się cenę gazu zgodnie z wyliczeniami pochodzącymi z otoczenia premier Tymoszenko miała spowodować, że pod koniec 2009 roku Ukraina będzie płacić zaledwie 160–162 dolary za tys. m3 (de facto w III kwartale Ukraina płaciła 198,34 dolary a w IV 208). Obóz prezydencki oraz Partia Regionów nie wierzyli w te obietnice i oskarżyli premier Tymoszenko o zdradę interesów narodowych.

Pozostała też kwestia rozliczeń z RosUkrEnergo. Rosjanie domagali się, by Ukraińcy spłacili długi spółki względem Gazpromu (650 mln dolarów). Zdaniem Ukraińców, Naftohaz, przejmując dług RosUkrEnergo, przejął też jej zasoby gazowe [15]. W odpowiedzi RosUkrEnergo była nawet skłonna pozwać Gazprom przed sądem w Londynie. Problemem dla Naftohazu było również oclenie owych 11 mld m3 gazu (20 procent VAT od 1,7 mld dolarów). Z tego powodu rozgorzała wojna między rządem a prezydentem. Doszło wręcz do tego, że oddziały specjalne Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, podlegające prezydentowi, szturmowały biura centrali Naftohazuw celu odebrania oryginałów umowy podpisanej z Gazpromem. Bez umów nie można byłoby oclić spornych 11 mld m3 gazu…

Mimo że RosUkrEnergo straciła wpływy z tytułu pośrednictwa w handlu gazem, to posiadając 75 procent udziałów w lukratywnym wewnątrz-ukraińskim rynku dystrybucji gazu, może liczyć zyski. Przynajmniej do czasu kiedy wejdą (o ile wejdą) w fazę skutecznej realizacji wymierzone w RosUkrEnergo przepisy prawne zakładające odzyskanie kontroli państwa nad opanowanym przez Firtasza i jego wspólników rynku. Natomiast nowa umowa podpisana między stronami niczego de facto nie wyjaśniła, utrzymano bowiem niską stawkę transferową przy jednoczesnym urynkowieniu ceny gazu. Co gwarantuje kolejne spory w przyszłości zwłaszcza, że cena bazowa gazu jest bardzo wysoka. Naftohaz co prawda odzyskał część wpływów na rynku wewnętrznym ale to spółka-córka Gazpromu ma najbardziej dochodową klientelę.

Jesienne manewry wyborcze

Podpisanie umów kończących tę fazę sporów gazowych nie rozwiązało problemu, a tylko wyciszyło go na kilka, kilkanaście miesięcy do czasu uzyskania przez Moskwę lepszych „kart do gry”. Okazja taka pojawiła się w związku z wyborami prezydenckimi na Ukrainie.

Najpierw pod koniec maja 2009 roku Gazprom po raz kolejny przestrzegł przed możliwością wybuchu następnej wojny gazowej, wywołanej kłopotami finansowymi Naftohazu.[16] Choć w Gazpromie też nie działo się najlepiej: w pierwszym kwartale 2009 roku wydobycie gazu spadło o 15 procent w porównaniu do analogicznego okresu w 2008 roku, a eksport do Europy spadł o 39 procent.

Osią sporu był problem sfinansowania dostaw gazu mającego zapełnić ukraińskie zbiorniki podziemne przed zimą [17]. Zarówno Rosjanie jak i UE nie wyraziły zgodny na sfinansowanie lub udzielenie kredytu na ten cel. Za to pod kuratelą Brukseli powstało międzynarodowe konsorcjum inwestorów [18][19] i to dopiero w październiku, jeśli tylko Ukraina zobowiąże się do restrukturyzacji Naftohazu, reformy systemu rozliczeń, ustalania taryf, dopuszczenia zagranicznych inwestorów do sektora gazowo-wydobywczego. Konsorcjum chciało opłacić tylko gaz niezbędny do niezakłóconego transportu gazu do UE. Wiadomo bowiem, że Ukraina na własne potrzeby zużyje połowę gazu zgromadzonego w zbiornikach. Zamiarem Kijowa jest utrzymanie w okresie jesień-zima niskich cen gazu dla ukraińskiego przemysłu – średniorocznie 228 dolarów za tys. m3 choć w pierwszym kwartale Naftohaz kupował gaz po 360 dolarów za tys. m3 a w drugim po 271. skłonnych sfinansować zakupiony gaz ale do kwoty ok. 2 mld dolarów

Premier Tymoszenko liczyła również na kolejne transze kredytu Międzynarodowego Funduszu Walutowego (do listopada 2009 MFW wypłacił w sumie ok. 11 mld dolarów). Mimo przeciwnych zapowiedzi wyborczych premier Tymoszenko Narodowa Komisja Ukrainy ds. Regulowania Elektroenergetyk zgodnie z zaleceniami MFW zdecydowała się na 20 procentową podwyżkę cen gazu dla ludności od 01.09.09, a od 01.10.09 dla przedsiębiorstw komunalnych (de facto jednak podwyżka ta nie został wprowadzona) [20] – zgodnie z umową zawartą z Międzynarodowym Funduszem Walutowym od 10.01.10 cena gazu ma wzrastać co kwartał o 20 procent. Rozwiązanie to proponował również prezydent Juszczenko. Co więcej chcąc ratować Naftohaz przed bankructwem prezydent optował za zmniejszeniem obciążeń podatkowych nakładanych na kompanię oraz proponował zmianę umowy z Gazpromem w celu podwyższenia stawki tranzytowej już w 2009.

W tej ostatniej kwestii podobne było stanowisko premier Tymoszenko która chciała zmniejszenia dostaw gazu na Ukrainę w 2010 [21], rezygnacji z kar wynikłych z nieodbierania zakontraktowanego gazu oraz zwiększenia stawki tranzytowej z 1,7 dolarów za tys. m3 na 100 km do 2,8–2,9 dolara na 100 km (Gazprom jest skłonny zgodzić się na stawkę 2,56–2,7 dolara). Ustalenia te spotkały się z aprobatą premiera Putina ale szybko prezydent Miedwiediew zablokował tę propozycję nakazując Gazpromowi wypełnianie kontraktu zgodnie z jego zapisami. Tym niemniej zasada „take or pay” dotycząca odbioru gazu przez Naftohaz została zamrożona.

Na początku września Ukraińcy poinformowali o napełnieniu zbiorników 25,5 mld m3 (z 27–28 zaplanowanych) co ma zapewnić niezakłócone dostawy gazu na rynek wewnętrzny w okresie jesień-zima oraz tranzyt gazu do Europy Zachodniej. Uważa się, że wystarczającą ilość gazu by przetrwać zimę to już 18–19 mld m3 zatem jasno widać, że Ukraina dysponowała odpowiednimi zapasami w przypadku gazowego kryzysu. Pieniądze za które kupiono gaz miały pochodzić z kredytów jakie otrzymał Naftohaz z dwóch ukraińskich banków kontrolowanych przez państwo na których konta przelewa się środki otrzymane z Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Ukraińskie zapasy gazu skutecznie oddaliły widmo kolejnej wojny gazowej. Jednakże pojawiła się inna groźba, a mianowicie kary z tytułu nieodbierania zakontraktowanego gazu zapisane w umowie ze stycznia 2009 – w pierwszym kwartale było to1,3 mld dolarów w drugim już blisko 4 mld, łącznie zaś kary mogły sięgnąć ok. 8 mld dolarów [22].

W czasie rozmów toczonych we wrześniu między Gazpormem a Naftohazem strona ukraińska próbowała wprowadzić do zapisów kontraktu ze stycznia 2009 zmiany uwzględniające ograniczenie odbioru zakontraktowanego gazu oraz pozwalające uniknięcia płacenia kar umownych. Naftohaz proponował by w roku 2010 ograniczyć dostawy gazu do 33,75 mld m3 z prawem do odbioru w przypadku dalszego trwania kryzysu gospodarczego do 27 mld m33 zakontraktowanego gazu). Osobną kwestią była umowa tranzytowa, gdzie planowano ustalenie minimalnych objętości gazu tranzytowego. (z 40 mld m

Jednocześnie premier Putin cały czas deklarował, iż Gazprom nie zamierza naliczać kar za nieodebrany gaz co było odbierane jako gest poparcia dla kandydatki na urząd prezydenta Ukrainy premier Tymoszenko. Rosjanie po prostu nie byli pewnie czy mogą liczyć na Janukowycza, zwłaszcza, że jego otoczenie sygnalizowało chęć renegocjowania kontraktu gazowego ze stycznia 2009. Moskwa mimo tego postanowiła wspierać obydwu najpoważniejszych kandydatów do ukraińskiej prezydentury.

Innym problemem była sytuacja finansowa Naftohazu związana z zadłużenie zagranicznym – na koniec września 2009 przypadał termin wykupu euro-obligacji na sumę 500 mln dolarów plus 20,3 mln odsetek. Koncern takich pieniędzy nie miał i musiał zrestrukturyzować ten dług [23]. Zdecydowano, iż Naftohaz ustali wspólnie z ministerstwem finansów i inwestorami sposób restrukturyzacji całego zadłużenia zagranicznego koncernu. Rząd ukraiński na restrukturyzację długów Naftohazu udzielił gwarancji na sumę około 2 mld dolarów, zakładając przy tym zamianę części zobowiązań finansowych na papiery wartościowe. Wierzyciele (jest to 8 funduszy inwestycyjnych) posiadający euro-obligację otrzymali propozycję zamiany ich na obligację (oprocentowane na poziomie 9,5 procenta rocznie) poparte gwarancjami państwowymi z terminem spłaty na wrzesień 2014. Chcąc przekonać wierzycieli do tej oferty 30 września wypłacono im z tytułu odsetek 20,3 mln dolarów – 92 procent wierzycieli wyraziło zgodę na restrukturyzację długu. Również Gazprom wyszedł naprzeciw Naftohazowi i opłacił tranzyt gazu do pierwszego kwartału 2010- 2,15 mld dolarów [24].

W październiku natomiast pojawiły się łopoty z wypłaceniem kolejnej transzy kredytu MFW na sumę 3,8 mld dolarów. Władze funduszu zniecierpliwione ignorowaniem przez stronę ukraińską warunków udzielenie kredytu zdecydowały się w listopadzie na zawieszenie wypłaty czwartej transzy kredytu -jednocześnie deklarując chęć wznowienia współpracy po wyborach prezydenckich czyli po 17 stycznia 2010.[25]

W tym czasie rezerwy Banku Narodowego Ukrainy spadły z 16,6 mld dolarów do 14,9 mld dolarów i biorąc pod uwagę kryterium efektywności rezerw bank ten mógł wydać do końca roku jedynie 1,7 mld dolarów z czego minimum 100–250 mln dolarów powinno być przeznaczone dla Naftohazu. Pieniądze funduszu były konieczne do pokrycia deficytu budżetowego oraz na zakup gazu od Gazpromu- zgodnie zdanymi sekretariatu prezydenta Juszczenki w okresie listopad–styczeń 2010 Naftohaz potrzebował 2–2,2 mld dolarów, zaś 1,6–1,8 mld dolarów miało by pomóc pokryć deficyt budżetowy państwa. Zgodnie z ówczesnymi ocenami dziura w budżecie państwa miała sięgnąć pod koniec roku 5 mld dolarów.[26]

Pod koniec października Naftohaz zdecydował zmniejszyć ilość odebranego gazu z dotychczasowych planowanych 32 mld m3 do 24–26 mld m3. Wówczas ze strony Gazpromu pojawiły się groźby związane z karami umownymi za nieodebrany gaz. Na początku listopada MFW przekazał Ukrainie 1,2 mld dolarów (z tytułu konwersji przynależnych jej SDR-ów), część z tych pieniędzy – 480 mln dolarów przekazano Naftohazowi by mógł zapłacić za gaz dostarczony w październiku.

W końcu 19 listopada w Jałcie premierzy Tymoszenko i Putin osiągnęli porozumienie ale bez formalnych zmian w kontrakcie ze stycznia 2009. Rosjanie zachowali dogodne dla siebie zapisy kontraktowe, a Ukraińcy nieformalne prawo niepłacenia za nieodebrany gaz. Ceną była utrata zniżki na gaz techniczny (8 mld m3) dalej będzie obowiązywać zasada „take or pay”.

Doprecyzowując postanowienia premierów 24 listopada delegacja Naftohazu podpisała w Moskwie dodatkowe porozumienie (do kontraktu z 19 stycznia 2009) w sprawie objętości zakupionego w 2009 gazu co ciekawe nie zawierające punktu w którym Gazprom wyrzeka się roszczeń i kar z tytułu nieodebranego gazu. Zgodnie z informacjami pochodzącymi z Naftohazu po prostu zmieniono tylko ilość gazu który miał być odebrany w 2009 do aktualnego poziomu odbioru tym samym nie było gazu nieodebranego a zatem i kar. Rosjanie usatysfakcjonowani takim rozwiązaniem pozwolili3. Przedstawiciele Naftohzu rozmawiali też z rosyjskimi bankowcami (m.in. Gazprombank, Alfa-bank, Wnieszekonombank) o kredycie w wysokości 0,5–1 mld dolarów. Musieli bowiem szukać pieniędzy by dotrwać jakoś do wznowienia współpracy z MFW- deficyt budżetowy Naftohazu sięgnął 12,6 (ok. 1,6 mld dolarów) miliardów hrywien, koncern przestał spłacać kredyty zaciągnięte w rodzimych bankach. W roku 2010 sytuacja miała się jeszcze pogorszyć według nieoficjalnych danych ujawnionych przez sekretariat prezydenta Juszczenki Naftohaz będzie potrzebował wsparcia na sumę około 20 mld (ok. 2,5 mld dolarów) hrywien by móc kontynuować swoją działalność. Sytuacja była na tyle zła, że w połowie grudnia Ukraina zwróciła się do MFW o wypłacenie części IV transzy kredytu w wysokości 2 mld dolarów by zapłacić nimi za rosyjski gaz.[27] Ukraińcom nawet na samodzielne ustalenie ilość gazu który będzie przez nich zakupiony w 2010- 33,75 mld m

Prezydent Juszczenko zdecydował się nawet pod koniec roku na publiczne zwrócenie się do szefa banku narodowego aby ten znalazł pieniądze dla Naftohazu – koncern według prezydenta nie miał czym zapłacić Gazpromowi za dostarczony w grudniu gaz. Oczywiście nie można zapomnieć, że apel ten został wygłoszony w trakcie kampanii wyborczej. Prezydent Juszczenko nie zawahał się grać problemami Naftohazu walcząc z premier Tymoszenko. Strona rządowa zaś 06.01.2010 twierdziła, że suma 892 mln dolarów została już wpłacona na konto Gazpromu- fakt ten potwierdził również rosyjski monopolista. Prezydent Juszczenko przyznał co prawda rację znienawidzonej premier ale zaraz zaatakował ją za to, że rozliczenia z Gazpromem dokonano wykorzystując rezerwy walutowe Narodowego Banku Ukrainy przez co w przypadku powtarzania takich praktyk zdaniem Juszczenki krajowi może grozić bankructwo już w czerwcu 2010.

W sferze gazowych rozliczeń z Gazpromem aktywny był również jeden z głównych faworytów do stanowiska prezydenta Ukrainy Wiktor Janukowycz podtrzymujący swoje deklarację o weryfikacji kontraktu gazowego z 19.01.2009 – jego zdaniem „sprawiedliwa” cena gazu dla Ukrainy to 70 dolarów za tys. m3; Ukraina miały by też zgodnie z jego twierdzeniami wziąć udział w budowie gazociągów Nord i South Stream. Oczywiście lider rankingów wyborczych nie podał sposobu realizacji swoich zamierzeń. Zdenerwował za to prezydenta Miedwiediwa który kategorycznie zaprotestował przeciwko próbom weryfikacji kontraktów gazowych. Oświadczenia Janukowycza można by zaliczyć do wyborczej propagandy, gdyby nie informacje pochodzące od anonimowych źródeł w Partii Regionów sugerujące możliwość konfliktu gazowego w którym Ukraina wykorzystując swoja pozycję głównego państwa tranzytowego mogła by prowokując konflikt wymóc na Gazpromie ustępstwa. W tym celu miano by wstrzymać dostawy gazu tłumacząc to remontem magistrali analogicznie do tego jak zrobili to Rosjanie z dostawami ropy na Litwę. Wariant ten po wyborze Janukowycza na prezydenta jak na razie nie wchodzi w grę choć strona ukraińska posiada atuty w postaci znacznych zapasów gazu w podziemnych zbiornikach (na początku lutego było jeszcze 18 mld m3).

Rosyjski triumf?

Styczeń 2010 przyniósł zwiększenie stawki za tranzyt gazu do 2,78 dolara za tys. m3 (zaplanowany tranzyt to 116 mld m3) cena średnioroczna gazu (już bez 20 procentowej zniżki) dla Ukrainy zgodnie z danymi Gazpromu ma wynosić 280 dolarów za tys. m3 (w 2009 z uwzględnieniem zniżki było to 228 dolarów). Wyliczenia Naftohazu przewidują, że w 2010 cena za gaz może maksymalnie osiągnąć nawet 337 dolarów za tys. m3. Cena ta jest pokłosiem wprowadzonej kontraktem ze stycznia 2009 formuły gdzie za cenę bazową uznaje się 450 dolarów za tys. m3. Dziś żadne z państw UE nie odbiera gazu w takiej cenie [28]… Należy pamiętać też o obciążeniu Naftohazu z tytułu niskich cen wewnętrznych gazu.

Początek lutego zaowocował dwoma wydarzeniami najpierw Centrogaz Holding AG (właściciel 50% RosUkrEnergo) którego właścicielem jest Dmytro Firtasz pozwał przed sztokholmski sąd arbitrażowy ukraińskiego rządu w związku z odebraniem RosUkrEnergo 11 mld m3 gazu.[29]

Zaraz po tym oświadczeniu, 7 lutego 2010 r., prezydent-elekt Janukowycz poinformował o własnych planach dotyczących sektora gazowego Ukrainy. Jego zdaniem powinno powstać międzynarodowe konsorcjum do zarządzania oraz rekonstrukcji ukraińskiego systemu transportu gazu z udziałem Gazpromu, Naftohazu i koncernów europejskich – po 33,3 procenta udziałów, choć źródła w Partii Reginów mówią że 9 procent może dostać Centragaz jako kompensacje za 11 mld m3 gazu.[30] Nie jest tajemnicą, że Dmytro Firtasz oraz Iwan Fursin wspierali Wiktora Janukowycza w drodze do prezydentury. Warto zauważyć, że koncern Shell wycenił wartość ukraińskiego systemu tranzytowego na ponad 10 mld dolarów.

Realizując ten projekt Ukraina miała by uzyskać zniżki w cenie gazu (mówi się o powrocie do bezpośrednich dostaw gazu turkmeńskiego) [31], Rosjanie zaś mogli by zrezygnować z budowy gazociągów Nord i South Stream. Choć prezydent Miedwiediew od razu zastrzegł, że nie ma powodów by zmieniać warunki kontraktu ze stycznia 2009 to dla Gazpromu propozycja ta wydaję się korzystna zwłaszcza, że jesienią 2009 toczyły się rosyjsko-ukraińskie negocjacje w sprawie ukraińskiego sytemu przesyłowego, gdzie Rosjanie starali się wymóc na partnerze ukraińskim bardzo daleko idące ustępstwa. Znalazły się tam m.in. zapisy przewidujące nienaruszalność własności należących do Rosji i rosyjskich podmiotów gospodarczych leżących na terytorium Ukrainy- gazu i obiektów systemu tranzytowego, wszelkie spory miały być rozstrzygane przez rosyjski sąd arbitrażowy w Moskwie. De facto projekt porozumienia które miało obowiązywać do 2030 godził w suwerenność Ukrainy i zawierał zobowiązania tylko dla strony ukraińskiej.

Oczywiście jednak nie ma możliwości by Gazprom zrezygnował z budowy gazociągu Nord Stream. Natomiast kwestia South Stream jest ciągle otwarta- co prawda podpisano szereg porozumień międzyrządowych oraz memoranda z włoska ENI i francuskim EDF to jednak decydująca może być kwestia kosztów całościowych oceniana przez Gazprom na około 19–24 mld euro [32]. W sytuacji kryzysu i spadku cen gazu gazociąg ten może paść ofiarą cięcia wydatków zwłaszcza, gdy uwzględni się ewentualne korzyści z przejęcia za dużo niższą kwotę ukraińskich magistrali przesyłowych.

Rosyjski monopolista ma też inne problemy. Spadek cen gazu doprowadził do znacznego spadku wpływów z tytułu eksportu z 64 mld dolarów w 2008 do 40–42 mld dolarów w 2009 (dług w 2009 na poziomie 52–53 mld dolarów). Wydobycie gazu w 2009 zmniejszyło się o 11,4 procenta. Dodatkowym zagrożeniem są też nowoczesne technologie pozyskiwania gazu łupkowego które np. mogą spowodować, że USA staną się samodzielne jeśli chodzi o zaopatrzenie w gaz. Zatem dostawy rosyjskiego LNG (gaz ze złoża Sztokman) na rynek USA i Kanady mogą stać się problematyczne. Wobec trudności na tych rynkach operator pierwszej fazy wydobycia Shtokman Development AG (51 procent udziałów Gazprom, 25 procent Total, 24 procent StatoilHydro) zdecydował się przesunąć termin rozpoczęcia wydobycia o 2–3 lata (2015–17).[33]

Zdaniem East European Gas Analysis zasoby gazu łupkowego w Europie szacowane są na 15 bln m3 gazu i to one będą decydować o kształtowaniu się cen gazu na kontynencie przez 10–15 lat. Tym samym jeśli Gazprom zrealizuje cały swój program inwestycyjny dotyczący budowy gazociągów może się okazać, że wydatki poniesione na ten cel spowodują, iż cena tłoczonego nimi gazu będzie niekonkurencyjna. Zwłaszcza, że wydobycie gazu łupkowego staje się rentowna już przy cenie 180 dolarów za tys. m3. Osobnym zagrożeniem są rynki transakcji krótkoterminowych (spotowe), gdzie sprzedaje się gaz którego cena jest mniejsza o 117 dolarów niż cena długoterminowa Gazpormu. Korzystając ze wzrostu mocy terminali regazyfikacyjnych w państwach UE Katar zwiększył swoje zdolności w produkcji LNG o 67 procent do 167 mld m3.

Biorąc pod uwagę to, że zysk opiera się głownie na eksporcie Gazprom chcąc się w przyszłości zabezpieczyć przed tego typu ryzykiem co raz mocniej naciska na stopniowe podwyższanie ceny gazu dla rosyjskich przemysłu do poziomu cen eksportowych – ma to nastąpić w 2014. W ciągu ostatnich 5 lat cena gazu dla wewnętrznych odbiorców wzrosła 2,3 razy i mimo kryzysu w 2009 średniorocznie o 15,8 procenta, w 2010 może wzrosnąć nawet o 25 procent.

Nie jest wykluczone, że w przypadku realizacji koncepcji budowy konsorcjum zarządzającego ukraińskimi magistralami przesyłowymi Gazprom obejmie swoje udziały a następnie będzie próbował zdobyć większość udziałów odbierając je stopniowo od partnera ukraińskiego. Pomocne mogą być do tego zapisy dotyczące kar za nieodebrany surowiec oraz sprawa 11 mld m3 gazu odebranych RosUkrEnergo. Prezydent Janukowycz z kolei może w tych negocjacjach użyć takich kwestii jak pozostawienie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie po 2017, nieponawianie akcesji do NATO zwłaszcza, że sam mówi, iż problemy należy rozwiązywać w pakiecie. Oczywiście musi się on liczyć z oporem Julii Tymoszenko, a jak wiadomo Partia Regionów nie ma na razie stabilnej większości w Radzie Najwyższej. Choć wydawało się, że plany Gazpromu się ziściły to jak na razie koncern podchodzi ostrożnie do enuncjacji prezydenta Janukowycza wskazując, że projekty gazowe trwają zwykle dłużej niż kadencja prezydenta. Zapewne jednak rosyjski monopolista jeśli tylko otrzyma konkretną ofertę do tego opartą w dużej mierze o warunki jakie sam postawi zdecyduje się na wejście w konsorcjum w zamian za ustępstwa np. co do ceny gazu. Za przykład może służyć Białoruś, gdzie za zgodę na stopniowe przejmowanie lokalnego monopolisty Biełtransgazu kraj ten uzyskał istotne zniżki na gaz.[34]

Z drugiej strony w 2010 Naftohaz bez wprowadzenia podwyżek wewnętrznych cen gazu w dalszym ciągu będzie się zadłużał co w końcu wobec słabości ukraińskiego budżetu może doprowadzić do bankructwa. Niskie ceny gazu z kolei są potrzebne ukraińskiemu przemysłowi stalowemu i na to będą nalegać oligarchowie sponsorujący Partię Regionów zatem idea konsorcjum w zamian za niskie ceny gazu może być jedynym pomysłem prezydenta Janukowycza na rozwiązanie problemów sektora gazowego.

Artykuł ukazał się w numerze 92-93/2010 dwumiesięcznika Arcana alt

 

[1] W przeliczeniu na jednego dolara PKB ukraińska gospodarka zużywa o 20 procent więcej energii niż rosyjska i osiem-dziesięć razy więcej niż gospodarki państw G7.

 

[2] Zdaniem FBI, za RosUkrEnergostoją Iwan Fursin, Oleg Pałczikow i Dmytr Firtasz, czyli członkowie zorganizowanej grupy przestępczej kierowanej przez znanego rosyjskiego mafiosa Siemiona Mogilewicza.

 

[3] Zdaniem Gazpromu, dług za rok 2007 i początek roku 2008 wynosił 1,5 mld dolarów. Premier Tymoszenko uznała tylko dług za 2007 rok, wynoszący 1,072 mld dolarów. Dodatkowo spierano się o 271 mln dolarów z tej sumy, gdyż Naftohaz odmówił zapłacenia takiej kwoty do czasu otrzymania dywidendy tej właśnie wysokości z UkrGazEnergo. Mimo zapłacenia znacznej części długu, RosUkrEnergo uznało, że nie ma podstaw prawnych, by uznać go za spłacony. Natomiast wypłata dywidendy przez UkrGazEnergo nie mogła się odbyć, ponieważ – zdaniem RosUkrEnergo – akcjonariusze jeszcze o tym nie zdecydowali. Chodzi tu przede wszystkim o jednego akcjonariusza, którym jest… RosUkrEnergo.

 

[4] Spółka zaczęła działać w maju 2008 roku. W schemacie dostaw gazu RosUkrEnergo, na żądanie strony rosyjskiej, pozostała dostawcą 50 mld m3 gazu środkowoazjatyckiego na rok 2008, za około 8,9 mld dolarów. Kijów zobowiązał się dać gwarancje finansowe na opłacenie 55 mld m3 gazu w 2008 roku, a w zamian uzyskał utrzymanie dotychczasowej ceny (179,5 dolara za tys. m3).

 

[5] Spłacono tylko 100 mln dolarów z 700 mln należnych kredytodawcom.

 

[6] Rabat na gaz nie został jasno ustalony, ale źródła w Gazpromie mówiły nawet o 25 procentach (konstruując ukraiński budżet na 2009 rok, przyjęto cenę 250 dolarów za tys.m3).

 

[7] Kilka dni po podpisaniu owego memorandum Gazprom zaproponował dostarczanie rosyjskiego gazu w zamian za tańszy środkowoazjatycki, który miał być z kolei sprzedawany państwom UE. Wówczas cena gazu dla Ukrainy, przy „stawce europejskiej” 500 dolarów za tys. m3, miała wynosić 270–280 dolarów.

 

[8] Prezydent Miedwiediew nakazał Gazpromowi odzyskać od Naftohazu dług w wysokości 2,4 mld dolarów, a Aleksiej Miller zaczął mówić o cenie na gaz powyżej 400 dolarów za tys. m3. Wspomnianym długiem były zobowiązania finansowe Naftohazu wobec RosUkrEnergo, które – zdaniem Ukraińców – wynosiły nie więcej niż 1,27 mld dolarów.

 

[9] Ukraińcy, nauczeni doświadczeniem z lat ubiegłych, wobec braku koniunktury w przemyśle napełnili swoje podziemne zbiorniki 22 mld m3 gazu (ich łączna pojemność to 32–34,5 mld m3), uzyskując co najmniej trzymiesięczny zapas. Pozwalał on na przetrwanie do wiosny bez gazu otrzymywanego ze źródeł zewnętrznych, zwłaszcza że około 20 mld m3 gazu jest wydobywanych na Ukrainie (roczne zapotrzebowanie to około 75 mld m3).

 

[10] W sumie Ukraińcy przelali na konta RosUkrEnergo 1,5 mld dolarów i ich zdaniem była to kwota pozwalająca w pełni spłacić dług z 2008 roku. Natomiast Rosjanie uważali, że do tej kwoty trzeba jeszcze doliczyć kary. Brak spłaty długu miał skutkować wyższą ceną na gaz – 418 dolarów za tys. m3. Tymczasem w połowie grudnia 2008 roku Gazprom przewidywał cenę gazu dla UE wysokości 260–300 dolarów za tys. m3.

 

[11] 25 procent środków inwestycyjnych w latach 2009–2010 ma być przeznaczone na przygotowanie wydobycia na Jamale (rozpoznane złoża gazu są oceniane na 16 bilionów m3, zaś prognozowane – na około 22 biliony m3, co stanowi 72 procent zapasów Federacji Rosyjskiej). W 2009 zdecydowano się na odłożenie na rok do 2012 planów rozpoczęcia eksploatacji złoża Bowanienkowskiego na płw. Jamał.

 

[12] Z czego 50 mld rubli miało być wydane na wykup od włoskiej ENI 20 procent akcji Gazpromniefti (kupiono je za 4,2 mld dolarów), a 100 mld rubli na inwestycje w przedsiębiorstwa energetyczne kontrolowane przez Gazprom.

 

[13] Naftohaz zaproponował, by gaz wysyłać przez najdalej na południe wysunięte stacje Pisariewka i Wałujki. Gazprom odmówił, ponieważ jego zdaniem gaz przesyłany tymi liniami trafia na rynek wewnętrzny Ukrainy, oraz oskarżył Kijów o kradzież 1,6 mln m3, które zostały przesłane w czasie dwugodzinnego wznowionego tranzytu.

 

[14] Średnioroczna cena gazu w 2009 wyniosła 228 dolarów za tys. m3.

 

[15] Warte wówczas zdaniem Ukraińców około 1,7 mld dolarów.

 

[16] Rachunek za rosyjski gaz dostarczony w maju 2009 wobec braku jakichkolwiek środków finansowych zostały zapłacony dzięki dodrukowaniu hrywny na kwotę 500 mln dolarów. Na początku 2009 by ratować budżet państwa Naftohaz musiał wpłacić do państwowej kasy 2 mld dolarów. W tym roku na spłaty kredytów Naftohaz będzie musiał wydać 17,5 mld hrywien co do niedawna przewyższało to trzy razy jego kapitał założycielski – 5,56 mld hrywien. W ramach ratowania koncernu fundusz założycielski został zwiększony przy pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego do 18,6 mld hrywien. Zadłużenie względem Naftohazu wewnętrznych odbiorców to ok. 13 mld hrywien. Wszystkie zobowiązania kredytowe Naftohazu to około 74 mld hrywien.

 

[17] Jest to około 20 mld m3 gazu, na co potrzeba w zależności od źródeł premier Tymoszenko 4,8 mld dolarów, premier Putin 5 mld dolarów.

 

[18] Bank Światowym, Europejski Bank Inwestycyjny, Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju.

 

[19] Dodatkowo część z proponowanej przez konsorcjum finansowe kwoty miało posłużyć do modernizacji ukraińskiego systemu przesyłowego. Tymczasem zdaniem przedstawicieli Naftohazu potrzeba 4,2 mld dolarów na zakup 19,5 mld m3 gazu.

 

[20] Przedstawiciele ogólnoukraińskich związków zawodowych odmówili uzgodnienia z Narodową Komisją Ukrainy ds. Regulowania Elektoenergetyki projektu rozporządzenia w sprawie podwyżki z dniem 1 września 2009 r. ceny na gaz dla ludności. Przez co właściwie uniemożliwiono wejście w życie podwyżki we wskazanym terminie bowiem ministerstwo sprawiedliwości bez informacji o uzgodnieniu podwyżki ze związkami zawodowymi nie mogło zarejestrować rozporządzenia wprowadzającego podwyżki. Dodatkowo Okręgowy Sąd Administracyjny w Kijowie zakazał ministerstwu rejestracji tego rozporządzenia co spotkało się z oburzeniem przedstawicieli Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

 

[21] Kontrakt przewiduje dostawę w 2010 52 mld m3 premier Tymoszenko chciała ograniczyć tę kwotę do 32–33 mld m3.

 

[22] Zgodnie z umową z 19 stycznia 2009 między Gazpromem a Naftohazem w przypadku nieodebrania przez kupującego gazu w kwocie większej niż 6 procent miesięcznych dostaw kary umowne za nieodebrany gaz stanowią 300 procent ceny nieodebranego gazu jeśli miało to miejsce w miesiącach kwiecień–wrzesień i 150 procent w okresie październik–marzec.

 

[23] Euro-obligacje te na sumę 500 mln dolarów i oprocentowaniu 8,125 procenta zostały wyemitowane we wrześniu 2004 z terminem spłaty do 30 września 2009. Wierzyciele posiadający euro-obligację zgodzili się na warunki oferowane przez Naftohaz przy czym ci którzy zdecydowali się do 8 października mogli wymienić 100 procent długu zaś ci którzy zrobili to w terminie 9–15 października mogli liczyć na zamianę 95 procent długu.

 

Naftohazu jest również zadłużony w zagranicznych bankach Depha Bank, Credit Suisse International, i Deutsche Bank na 1,6 mld dolarów. Łączne zadłużenie ukraińskiego koncernu wraz z odsetkami to ok. 1,78 mld dolarów. Termin spłaty to 2009–12 z czego w 2009 około 650 mln dolarów a w 2010 około 570 mln dolarów. Naftohaz planuje odroczyć te płatności do 2014 roku.

 

[24] Płatności za tranzyt gazu w związku ze spadkiem tranzytu w 2009 zostały rozciągnięte na miesiące styczeń- luty 2010 (chodzi tu o sumę około 700 mln dolarów z czego w styczniu udało się odrobić ponad 300 mln dolarów). Zatem w marcu 2010 Naftohaz może liczyć na zastrzyk gotówki z tytułu tranzytu gazu.

 

[25] Mimo apeli MFW o zaakceptowanie i wypełnianie przez premiera, prezydenta i Narodowy Bank Ukrainy warunków umowy kredytowej z MFW m.in. deficyt budżetowy na poziomie 3procent a w Naftohazie procenta, podwyżki cen gazu dla odbiorców indywidualnych i komunalnych. Mimo tego prezydent Juszczenko podpisał uchwalona przez parlament ustawę o podwyższeniu standardów socjalnych autorstwa Partii Regionów Wiktora Janukowycza. Ustawa ta wywołała sprzeciw MFW- wprowadzone zmiany mogą kosztować Ukrainę od 2,5 do 8 procent PKB. Zdaniem wielu komentatorów działanie prezydenta było wymierzone w premier Tymoszenko i obliczone na pozbawienie jej dodatkowych środków finansowych które mogły być użyte w kampanii wyborczej.

 

[26] Premier Tymoszenko unikała podawania prawdziwych danych statystycznych i mimo fatalnych danych ekonomicznych rząd ciągle informował o wykonaniu 100 procent budżetu – wciągu 9 miesięcy 2009 z ok. 30 mld zaplanowanych dochodów zebrano tylko 18,4 mld dolarów. Dług państwowy zwiększył się z 10 do 45 mld dolarów.

 

[27] Jedyny program antykryzysowy jaki przyszedł do głowy premier Tymoszenko polegał na kontynuowaniu współpracy z MFW. Bez pieniędzy z funduszu jak rząd musiałby wstrzymać wypłaty dla sfery budżetowej i przestać płacić za gaz. Kolejna transza kredytu mogła też wzmocnić wyborcze obietnice premier Tymoszenko.

 

[28] Zgodnie z danymi Gazpromu średnioroczna cena gazu dla państw UE w 2010 to 326 dolarów za tys. m3 dla państw byłego ZSRS od 208 do 273 dolarów.

 

[29] Centrogaz Holding AG po odczekaniu 3 miesięcy postępowania układowego do którego nie doszło zdecydował się na rozwiązanie procesowe. Jak się ocenia Ukraina musiała by wypłacić RosUkrEnergo rekompensatę szacowaną nawet na 3,6 mld dolarów co jest przy aktualnej sytuacji budżetowej niemożliwe. Mimo, że Gazprom ma 50% w RosUkEnergo uznał, że nie jest stroną w sporze.

 

[30] Pomysł ten jest powrotem do koncepcji lansowanej 3 lata temu przez rząd Janukowycza. Została ona zablokowana w 2007 przez Radę Najwyższą która zabroniła wywłaszczenia, reorganizacji (m.in. utworzenia z ich udziałem spółki joint venture) leasingu, dzierżawy, sprzedaży koncesyjnej, prywatyzacji własności państwowych przedsiębiorstw transportujących gaz. Ukraiński system tranzytu gazu to 37,1 tys. km magistrali gazowych, 72 stacje kompresorowe, 13 poziemnych zbiorników gazu o pojemności ponad 30 mld m3, zdolnych przesyłać ok. 120 mld m3 gazu rocznie. Zdaniem prezydenta Janukowycza po modernizacji i remontach systemu można będzie zwiększyć przepustowość do 200 mld m3 – przygotowany już państwowy program modernizacji przewiduje wydanie na ten cel 2,57 mld dolarów.

 

[31] Anonimowe źródła w Partii Regionów mówią, że w przypadku braku porozumienia w sprawie obniżenia cen gazu prezydent Janukowycz planuje wykorzystać decyzję Rady Bezpieczeństwa Narodowego z 2008 polecające radzie ministrów prowadzić rozmowy w sferze gazowej zgodnie z dyrektywami prezydenta. Chodzi tutaj o rozmowy z Turkmenistanem w sprawie bezpośrednich dostaw gazu . Przewidywana cena gazu turkmeńskiego dla Gazpromu na 2010 to 195–200 dolarów za tys. m3. Prawdopodobnie informacje te są kontrolowanymi przeciekami mającymi wybadać stanowisko rosyjskie. Aktualnie nie ma możliwości aby dostarczać turkmeński gaz z pominięciem Gazpromu. Być może jeszcze raz wejdzie do gry pośrednik tak jak kilka lat temu RosUkrEnergo.

 

[32] Jeszcze większe wydatki prognozuje East European Gas Analysis – 45 mld dolarów.

 

[33] Koszt pierwszej fazy projektu to 14–18 mld dolarów. W sytuacji kryzysu gospodarczego oraz niejasnych perspektyw dotyczących rynków zbytu trudno będzie pozyskać takie środki finansowe ze źródeł wewnętrznych dlatego partnerzy Gazpromu starają się odwlec w czasie rozpoczęcie inwestycji by uzyskać odpowiednie dane dotyczące cen na surowiec i zapotrzebowania.

 

[34] Cena gazu dla Białorusi wynosiła w 2008 128 dolarów za tys. m3, w 2009 ok. 150 dolarów za tys. m3. Czyli znacznie poniżej ceny gazu dla Ukrainy.

Czytany 8581 razy Ostatnio zmieniany piątek, 11 marzec 2016 14:53