sobota, 10 lipiec 2010 06:57

Tomasz Otłowski: Pozycja strategiczna Izraela. Wpływ na region

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

alt Tomasz Otłowski

Rok 2010 z pewnością zapisze się jako jeden z najgorszych w historii Izraela pod względem ewolucji położenia strategicznego oraz swoistego międzynarodowego „klimatu”, w jakim funkcjonuje państwo żydowskie. Stan taki jest jednak rezultatem procesu, który trwa od wielu lat, a składają się nań zarówno czynniki zewnętrzne, jak też wynikające bezpośrednio z sytuacji wewnętrznej Izraela.geopolityka

Kwestia słabnącej pozycji geopolitycznej państwa żydowskiego, w tym zwłaszcza pogorszenia jego relacji z sojusznikami z i spoza regionu bliskowschodniego, stanowi tymczasem czynnik o niebagatelnym wpływie na ogólną sytuację w tej części świata.

Geopolityczne położenie Izraela nigdy, począwszy od powstania tego państwa w 1948 roku, nie było korzystne. W ciągu swej kilkudziesięcioletniej historii Izrael zdołał jednak wypracować sobie (nie bez wsparcia i patronatu z zewnątrz, w postaci sojuszu z wielkimi mocarstwami: najpierw Wielką Brytanią i Francją, później USA) pozycję silnego regionalnego aktora. Po kilku wygranych wojnach z arabskimi sąsiadami państwo żydowskie zyskało miano niezwyciężonego; Arabowie nienawidzili Izrael, ale obawiali się jego potęgi militarnej. Ten respekt i strach sąsiadów rekompensowały w pewnym sensie Izraelczykom ich wyjątkowo niekorzystne położenie geopolityczne: ścieśnienie obszaru państwa na niewielkim, pozbawionym głębi strategicznej terytorium, w otoczeniu wrogich sąsiadów i w z reguły niesprzyjających warunkach politycznych w regionie.

Początek erozji izraelskiego mitu

Jednak już w latach 80. ubiegłego wieku ten stan swoistej geopolitycznej równowagi w położeniu Izraela w regionie bliskowschodnim zaczął powoli ewoluować w niekorzystnym dla Tel Awiwu kierunku. Radykalizacja religijna i polityczna społeczności muzułmańskich na Bliskim Wschodzie, pojawienie się ruchów islamistycznych, a przede wszystkim okrzepnięcie rewolucji islamskiej w Iranie i próby jej eksportu do innych części regionu – wszystko to zainicjowało stopniowy proces erozji fundamentów pozycji geostrategicznej Izraela.

Z perspektywy czasu widać, że kluczowe znaczenie miała tu izraelska interwencja militarna w Libanie w 1982 roku. Podjęta głównie w celu utrwalenia w regionie owego „strategicznego respektu” przed potęgą izraelską, okazała się w rezultacie zaczynem trendów skutecznie podkopujących dziś położenie państwa żydowskiego względem jego otoczenia międzynarodowego. To właśnie niemal 20-letnia izraelska obecność militarna w Libanie była wygodnym pretekstem i uzasadnieniem dla irańskiej aktywności w tej części Bliskiego Wschodu, której ukoronowaniem było powstanie i żywiołowy rozwój Hezbollahu. Partia Boga jest po dziś dzień najskuteczniejszą ekspozyturą irańskich interesów strategicznych w Lewancie. W 2000 roku to właśnie Hezbollah (poprzez swą nieustanną aktywność militarną, wykrwawiającą izraelską armię) zmusił ostatecznie Izrael do opuszczenia tzw. „strefy bezpieczeństwa”, rozciągającej się na południu Libanu wzdłuż granicy izraelskiej. Była to pierwsza strategiczna porażka Izraela i pierwsza duża rysa na jego micie niezwyciężonego regionalnego mocarstwa.

Istotnym czynnikiem niekorzystnie wpływającym na sytuację geostrategiczną Izraela, szczególnie silnie oddziałującym właśnie w ostatnich 20 latach, jest kwestia palestyńska. Problem ten stanowi dziś jedną z głównych osi, wokół których ogniskują się relacje większości aktorów światowych z Izraelem. W sensie geopolitycznym, kwestia palestyńska jest jednak nierozwiązywalna – dla Izraela dopuszczenie do powstania państwa palestyńskiego w granicach obecnej Autonomii oznaczałoby dramatyczne pogorszenie i tak niekorzystnych warunków strategicznych i bezpieczeństwa militarnego. Tym samym perspektywy rozwiązania tego problemu wciąż są odległe, co generuje dalsze napięcie i eskalację sytuacji w regionie. Sprawa palestyńska stanowi także – kolejny z całego szeregu – dogodny środek nacisku (zarówno w sensie strategicznym, jak i propagandowym) na państwo żydowskie, wykorzystywany już nie tylko przez państwa islamskie, ale też coraz częściej przez Zachód.

Izrael w strategicznej defensywie

Proces erozji pozycji strategicznej Izraela uległ radykalnemu przyspieszeniu po 2003 roku, gdy interwencja amerykańska w Iraku naruszyła równie kruchą równowagę sił na obszarze basenu Zatoki Perskiej. Obalenie w Iraku reżimu Saddama Hussajna otworzyło wówczas Iranowi drogę do swobodnego artykułowania i realizacji swych mocarstwowych aspiracji względem obszaru bliskowschodniego. Pozbawiony przeszkody w postaci rządzonego autorytarnie i względnie silnego militarnie Iraku, Teheran zintensyfikował wtedy wykorzystywanie swych narzędzi wpływu na sytuację w regionie. W pierwszym rzędzie dotyczyło to zwiększenia presji na Izrael, zwalczanie którego jest od samego powstania Islamskiej Republiki Iranu jednym z imperatywów jej polityki zewnętrznej. To właśnie wtedy szerokim strumieniem popłynęły z Iranu dla Hamasu i do Strefy Gazy pieniądze, sprzęt wojskowy, broń oraz instruktorzy z Al-Qods, elitarnej jednostki Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Pasdaran). Dzięki temu wsparciu z Teheranu, Hamas najpierw (styczeń 2006) wygrał wybory parlamentarne w Autonomii Palestyńskiej, a w półtora roku później w drodze zbrojnego puczu przejął samodzielne rządy w Strefie Gazy, wypędzając zeń struktury al-Fatah.

Gdy latem 2006 roku libański Hezbollah (ewidentnie pod wpływem Iranu) sprowokował wybuch konfliktu z Izraelem, Izraelczycy zdawali już sobie sprawę, że ich sytuacja strategiczna ulega stopniowemu pogorszeniu. Zdecydowana reakcja Izraela na prowokację libańskich szyitów miała więc za zadanie pokazanie całemu regionowi (zwłaszcza Iranowi), że pozycja geopolityczna państwa żydowskiego jest wciąż silna. Chodziło o podtrzymanie wspomnianego strategicznego paradygmatu, że Izraela nie można pokonać militarnie. Jednakże błędy popełnione podczas izraelskiej operacji militarnej sprawiły, że w sensie strategicznym kampania ta zakończyła się niepowodzeniem Izraela. Co gorsza, machina propagandowa Iranu (wsparta tradycyjnie antyizraelską retoryką większości zachodnich  mediów) pozwoliła z faktu, iż Hezbollah przetrwał w starciu z Izraelem, uczynić pełne i bezdyskusyjne zwycięstwo libańskich szyitów. Tak więc głównym geopolitycznym następstwem wojny libańskiej 2006 roku było dalsze, zauważalne już teraz niemal powszechnie, osłabienie pozycji Izraela oraz umocnienie wpływów Iranu i jego sojuszników w regionie. Świat – zwłaszcza muzułmański – przekonał się, że izraelska potęga wojskowa nie jest wszechpotężna i niezwyciężona.

Kolejną próbą przerwania tego niekorzystnego dla Tel Awiwu trendu miała być operacja militarna w Strefie Gazy przeciwko Hamasowi, podjęta w grudniu 2008 roku. Akcja ta, choć formalnie mająca na celu pozbawienie tej palestyńskiej organizacji zdolności do kontynuacji ostrzału rakietowego terytorium Izraela, w istocie miała doprowadzić do wzmocnienia izraelskiej pozycji strategicznej względem Iranu i jego regionalnych „proxies”. Także i tu jednak Izraelczycy popełnili w toku operacji szereg błędów (co ciekawe, niemal identycznych jak dwa lata wcześniej w Libanie) i ogólny bilans kampanii w Strefie Gazy okazał się dla Izraela ujemny. W rezultacie ta de facto przegrana kampania w Gazie jeszcze bardziej osłabiła izraelską pozycję geostrategiczną, szczególnie względem Iranu.

Iran, skutecznie realizujący strategiczny cel swej aktywności międzynarodowej, jakim jest uzyskanie pozycji mocarstwowej w regionie bliskowschodnim, „szachuje” dziś Izrael także przy pomocy swego programu nuklearnego. Czynnik ten – niezależnie od faktycznego charakteru i stanu zaawansowania programu – stanowi doskonały środek nacisku na Izrael, spychając go w istocie do defensywy i sprawiając, że inicjatywa w regionalnej geopolitycznej rozgrywce należy dziś do Teheranu. Tel Awiw zmuszony jest działać głównie w reakcji na posunięcia rywala, do tego – jak pokazują doświadczenia ostatnich lat – niezbyt skutecznie.

Samotność Dawida?

Brak zdecydowanego rozstrzygnięcia ostatnich konfliktów militarnych na korzyść Izraela – a więc czynnika, który przez poprzednie sześć dekad miał decydujące znaczenie dla ukształtowania pozycji Izraela w regionie – nie miałby aż tak destrukcyjnego wpływu na ewolucję geostrategicznego położenia, gdyby nie splot kilku niekorzystnych czynników międzynarodowych, takich jak właśnie wspomniany wzrost roli i znaczenia Iranu, wspartego m.in. perspektywą jego nuklearyzacji. Jednak chyba najważniejszym z tych czynników okazało się strategiczne „utknięcie” Stanów Zjednoczonych w Iraku. Geopolityka nowożytnego Izraela, której istotą jest dążenie do przetrwania w skrajnie niekorzystnym i wrogim środowisku międzynarodowym, opiera się całkowicie na możliwie jak najściślejszym sojuszu z mocarstwem spoza regionu. Mocarstwo takie zapewnia Izraelowi nie tylko gwarancje bezpieczeństwa, ale co ważniejsze udostępnia na preferencyjnych zasadach nowoczesne technologie, kapitał i know-how oraz sprzęt wojskowy i uzbrojenie. Od kilku dekad to Stany Zjednoczone Ameryki były dla Izraela takim strategicznym sojusznikiem i gwarantem jego geopolitycznego status quo.

Niekorzystny dla USA przebieg operacji irackiej spowodował jednak pojawienie się daleko idących zmian w postrzeganiu zasadniczych problemów bliskowschodnich przez większą część amerykańskich elit, w tym zwłaszcza Demokratów. W pierwszym rzędzie dotyczy to konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który uznany został przez Demokratów oraz związane z nimi kręgi akademickie i eksperckie za główną przyczynę wszystkich kłopotów związanych z Bliskim Wschodem. Optyka taka istotnie różni się od oceny postawionej swego czasu przez Republikanów (którzy, przypomnijmy, za najważniejsze źródła problemów w regionie uznali zacofanie cywilizacyjne i społeczno-ekonomiczne oraz brak demokracji).

Nie powinno więc dziwić, że wybór Baracka Obamy na prezydenta USA zapoczątkował istotne przesunięcia akcentów w polityce bliskowschodniej Waszyngtonu. I choć mamy do czynienia jedynie ze zmianami na poziomie detali, nie zaś na szczeblu samej strategii politycznej, to jednak ilość tych drobnych zmian, zachodzących ponadto w krótkim czasie, bardzo szybko przełożyła się na zmianę bieżącej amerykańskiej polityki wobec regionu. Izrael postrzega te zmiany jako dramatyczne w skutkach osłabienie dotychczasowego jednoznacznego i twardego zaangażowania USA na rzecz izraelskiego bezpieczeństwa i pozycji w regionie. Zasada popierania Izraela i jego interesów w regionie przez USA, obowiązująca niezmiennie przez ostatnich kilkadziesiąt lat, nie jest już tak bezwzględna jak jeszcze dwa lata temu.

Kwestia amerykańskiego stosunku wobec Izraela i polityki USA względem najważniejszych problemów Bliskiego Wschodu jest z perspektywy izraelskiej o tyle ważna, że w jak najbardziej namacalny sposób dotyka żywotnych interesów bezpieczeństwa państwa żydowskiego. Szczególnie niepokojącym dla Izraela jest fakt, iż USA przestały obecnie podzielać jego optykę kwestii irańskiej, szczególnie w aspekcie zagrożenia, jakie Teheran stanowi dla państwa żydowskiego i całego regionu bliskowschodniego. Izrael w zasadzie zawsze funkcjonował w nieprzychylnym lub wręcz wrogim otoczeniu, w ciągłym poczuciu zagrożenia. Obecnie jednak, za sprawą aktywności Iranu, Izrael po raz pierwszy w swych dziejach staje wobec perspektywy ataku o charakterze totalnym, mogącym unicestwić całe państwo i jego społeczeństwo. Także obecna polityka USA wobec islamu („nowe otwarcie”) czy wobec kwestii palestyńskiej (przejawiająca się bezprecedensowymi naciskami na Izrael) nie znajdują zrozumienia w Tel Awiwie, co więcej – budzą niepokój Izraelczyków i potęgują ich poczucie osamotnienia.

Obrazu niekorzystnego kierunku ewolucji pozycji strategicznej Izraela dopełnia poważne ochłodzenie jego relacji z tymi nielicznymi krajami regionu, z którymi zdołał zbudować efektywny model współpracy, wbrew wszelkim różnicom i dominującej w regionie niechęci. Zarówno stosunki Izraela z Turcją – najbliższym do niedawna regionalnym sojusznikiem, jak i z Egiptem, znacznie pogorszyły się w ostatnich miesiącach, osiągając najniższy poziom w historii.

Radykalizacja Izraela a sytuacja w regionie

Pogorszenie relacji Izraela z jego regionalnymi sojusznikami jest częściowo wynikiem radykalizacji postaw i działań izraelskich, wywołanej jego narastającym strategicznym osamotnieniem, tak w skali regionu, jak i całego globu. W sensie geopolitycznym znacznie zwiększa to presję na państwo żydowskie, przyczyniając się do dalszej destabilizacji regionu. Osłabiony strategicznie Izrael, pozbawiony swego naturalnego wsparcia ze strony USA oraz Europy i poddawany silnym naciskom przez swoje otoczenie (tak tradycyjnych wrogów – Iran, Syrię, jak też dawnych sojuszników – Egipt, Turcję), sięga po coraz ostrzejsze środki w swej aktywności międzynarodowej. To właśnie przez pryzmat tej frustracji, wywołanej obecną sytuacją strategiczną państwa, należy postrzegać niedawną, zakończoną tragedią operację zatrzymania przez Izraelczyków statków konwoju „Flotylli Wolności”. Z drugiej strony ta formalnie humanitarna akcja była ewidentną prowokacją, której celem było zmuszenie Izraela do użycia siły i przedstawienie go następnie jako brutalny, agresywny reżim. Warto odnotować, że fakt zorganizowania Flotylli stanowi oczywisty dowód na tezę o znaczącym osłabieniu pozycji Izraela i zepchnięciu go do strategicznej defensywy.

Jest pewne, że tego typu akcji będzie w najbliższej przyszłości więcej. Słabość, a nade wszystko osamotnienie Izraela spowodują także zwiększenie międzynarodowej presji na Tel Awiw w kontekście kwestii palestyńskiej. Z całą pewnością wykorzystają to sami Palestyńczycy, częściowo w postaci nacisków na negocjacje z udziałem mocarstw, częściowo zwiększając swą militarną i terrorystyczną aktywność przeciwko Izraelczykom.

Strategiczna presja na Izrael, możliwa ze względu na osłabienie jego pozycji, może zresztą dotyczyć najróżniejszych aspektów i kwestii. Już widać, że jedną z nich stanie się zapewne sprawa domniemanego posiadania przez Izrael broni jądrowej. Inicjatywy powołania na Bliskim Wschodzie strefy wolnej od broni jądrowej, podejmowane przez Egipt w oparciu o protokół do NPT z 1995 roku, zmierzają w istocie do nuklearnego rozbrojenia Izraela. Sprawa ta w najbliższym czasie może stać się jedną z ważniejszych w regionalnej agendzie, tym bardziej, że część krajów bliskowschodnich chciałaby połączyć ją z kwestią irańską.

Odpowiedzią Izraela na narastającą presję międzynarodową i szybkie już obecnie pogarszanie się jego pozycji strategicznej może być eskalacja jego polityki zagranicznej i radykalizacja metod jej prowadzenia. Casus pacyfikacji Flotylli Wolności może być jednym z pierwszych przejawów tego trendu. Należy obawiać się, że pogarszające się strategiczne położenie Izraela wpłynie także na jego politykę względem najważniejszych zagrożeń, zwiększając skłonność kierownictwa izraelskiego do podejmowania radykalnych działań. Dotyczy to nie tylko sprawy irańskiego programu nuklearnego i rakietowego, ale także zagrożenia ze strony libańskiego Hezbollahu czy palestyńskiego Hamasu. W najbardziej pesymistycznym scenariuszu może to oznaczać podjęcie przez Izraelczyków operacji militarnej na którymś z „frontów”, jako próby swoistej „ucieczki do przodu” w celu, jeśli nie odzyskania inicjatywy strategicznej w regionie, to przynajmniej powstrzymania procesu słabnięcia pozycji państwa.

Generalnie, procesy geopolityczne zachodzące obecnie w regionie bliskowschodnim przyczyniać się będą do dalszej destabilizacji sytuacji w tej części świata. Paradoksalnie jednak, taki wzrost napięcia jest na rękę niektórym państwom regionu, z których część (Iran) widzi w nim szansę na utrwalenie własnych zdobyczy strategicznych, inne zaś (Arabia Saudyjska, szejkanaty znad Zatoki Perskiej) skorzystają z wywołanego napięciem wzrostu cen ropy naftowej.

Artykuł ukazał się w Komentarzu Międzynarodowym Pułaskiego 14/2010 alt Publikacja za zgodą wydawcy.

Czytany 7721 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04