wtorek, 23 luty 2010 09:14

Tomasz Kulicki: Bezpieczeństwo energetyczne UE, a stosunki z Rosją

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
altalt Tomasz Kulicki  
Analizując zagadnienia bezpieczeństwa energetycznego UE w stosunkach z Rosją należy zwrócić uwagę na wielowymiarowość zagadnień energetycznych, gdzie polityka przenika się wzajemnie z ekonomią i sprawami technologicznymi, o czym w literaturze polskiej często się zapomina, koncentrując się tylko na samym aspekcie dostaw z Rosji - bez uwzględnienia innych uwarunkowań: polityki europejskiej kształtującej wysokość zapotrzebowania na gaz, możliwych alternatyw dla tego surowca, trendów na globalnych rynkach paliwowych oraz głębszej analizy rosyjskich interesów.
Sytuacja obecna – przyczyny i przewidywany rozwój wypadków

Koncern BP w swojej publikacji BP Statistical Review of World Energy 2008 podaje, że UE zużyła w 2007 roku ok. 482 mld m3 gazu ziemnego, sama produkując ok. 170 mld m3. Kryzys ekonomiczny zmniejszył unijne zużycie gazu do około 450 mld m3 niemniej trzeba ten spadek zapotrzebowania uznać za przejściowy. Rosja odpowiada za ponad 40% europejskiego importu gazu ziemnego, co daje ok. 150 mld m3 rocznie z tendencją wzrostową w ciągu ostatnich lat. Jeżeli przyjmiemy standardowe wśród osób odpowiedzialnych za politykę energetyczną założenie, że bezpiecznym udziałem danego dostawcy z punktu widzenia klienta będzie maksymalnie 33% w puli jego importu, to łatwo można stwierdzić, że Rosja zaczyna odgrywać zbyt dużą rolę w europejskim bilansie gazu ziemnego. Nikt rozsądny nie zamierza przecież wyrzekać się rosyjskiej energii (pod różnymi postaciami) w ogóle.

Sama Rosja natomiast ma swoje interesy nie tylko w eksporcie do Unii Europejskiej. Największym pojedynczym klientem Rosji jest Ukraina, która zużyła w 2007 roku ponad 50 mld m3 gazu importowanego zza swojej wschodniej granicy (obecnie, w warunkach kryzysu gospodarczego ukraińskie zapotrzebowanie na gaz ze wschodu spadło poniżej 40 mld m3). Pamiętając o trzech głównych kryzysach gazowych (2006, 2008, 2009) trzeba wspomnieć o punkcie wyjścia jeśli chodzi o cenę gazu – w 2005 roku Ukraina płaciła za gaz ok. 80 USD za 1000 m3, by obecnie płacić już europejskie stawki czyli ponad 300 USD/1000 m3. Przy wspomnianych wielkościach zużycia gazu przez ten kraj trzeba jednoznacznie stwierdzić, że przez ostatnie miało miejsce naturalne dążenie do maksymalizacji zysków przez Rosję – żadne państwo na miejscu Rosji nie chciałoby być stratne, porównując choćby stawki płacone do niedawna przez Ukrainę z polskimi czy niemieckimi, zwłaszcza jeśli Rosjanie chcą dokonać akumulacji wielkiego kapitału na inwestycje nie tylko w nowe gazociągi, ale przede wszystkim w nowe projekty wydobywcze. Rosja odniosła zatem sukces na tym polu – jej największy klient będzie płacił rynkowe stawki. Podczas tego procesu dochodzenia do stawek rynkowych zaś gospodarka Ukrainy się nie zawaliła – jest oczywiste, że Rosji nie zależy na upadku gospodarczym największego konsumenta jej gazu. Wciąż jednakże trwają przepychanki na tle kwestii własnościowych gigantycznego ukraińskiego sytemu gazociągów, zwłaszcza w obliczu stale kiepskiej sytuacji finansowej ukraińskiego narodowego koncernu paliwowego Naftohaz. W tej kwestii UE jest nieobecna i nie robi nic, aby być aktywnym graczem: ani nie udzielono Ukrainie pożyczek na spłatę należności na gaz, ani nie zabiega o udział europejskich koncernów w konsorcjum zarządzającym systemem gazociągów na Ukrainie (które przesyłają ok. 80% rosyjskiego eksportu gazu do Unii), co zdążył już zaproponować, zresztą nie po raz pierwszy, prezydent-elekt Ukrainy Wiktor Janukowycz.

Druga ważna część systemu przesyłowego rosyjskiego gazu do Europy – gazociąg jamalski biegnie przez Białoruś do Polski i Niemiec. W tym przypadku jednak konflikt na tle cen gazu i władzy nad systemem gazociągów miał dużo krótszy przebieg, bo Białoruś jest zarówno mniejsza i słabsza od Ukrainy, jak również jest jednym z mniejszych klientów Gazpromu (pobiera rocznie poniżej 10 mld m3 wg danych Energy Information Agency), więc Moskwa nie ma aż takiego „parcia” na podniesienie cen tak szybko, jak w przypadku Ukrainy. Te uwarunkowania spowodowały, że na początku stycznia 2007 roku Rosja na podstawie umowy z Białorusią przejęła faktyczną kontrolę nad gazociągami białoruskimi, zaś stawki będą rosnąć do 2011 roku aż osiągną poziom europejski. W sierpniu 2007 ostatecznie przetrącono kręgosłup Białorusi, wymuszając spłatę 460 mln USD długu za gaz. Krótko rzecz ujmując można powiedzieć, że z europejskiej gazowej mapy znikła Białoruś, a na wschodniej granicy Polski pojawiła się Rosja.

Omawiając kwestię obecnego stanu bezpieczeństwa energetycznego UE przez pryzmat stosunków z Rosją należy wspomnieć również o temacie ropy naftowej. Obecne konflikty na tle przesyłu ropy przez Białoruś do Polski i Niemiec nie mają jednak tak naprawdę wielkiego znaczenia, ponieważ jest wysoce prawdopodobne, że po uruchomieniu na pełną skalę terminalu BTS2 w Primorsku w Zatoce Fińskiej (ma to się stać w 2011 albo 2012 roku), ropociąg Przyjaźń, mający już niemal 50 lat, i tak zostanie wyłączony, a przynajmniej ograniczone zostanie jego wykorzystanie. Oficjalna rosyjska strategia energetyczna do 2020 roku zakłada ominięcie państw tranzytowych w kwestii zarówno gazu ziemnego jak i ropy. Rosja nie będzie miała interesu w utrzymywaniu Przyjaźni w obecnej postaci, ponieważ BTS2 zmusi Polskę do importu ropy przez Naftoport w Gdańsku, jednocześnie blokując możliwość wykorzystania go do eksportu ropy z ropociągu Odessa-Brody-Gdańsk. Rosja osiągnie zatem dwa cele za jednym posunięciem.

Ogólnie rzecz biorąc problem ropy jest również mniej ważny w kontekście bezpieczeństwa energetycznego UE i kontaktów z Rosją, ponieważ ropę stosunkowo łatwo przesyłać statkami i przeładowywać w portach, a z gazem jest trudniejsza sprawa z powodów zarówno technologicznych jak i finansowych. Poza tym większość państw UE należy do Międzynarodowej Agencji Energii, która dysponuje bardzo skutecznym systemem awaryjnych dostaw ropy dla swoich członków.
 

Prócz konfliktów na tle istniejących tras przesyłowych trwają w pełni te związane z planowanymi gazociągami. Mowa przede wszystkim o projektach Rosji realizowanych wspólnie z jej kontrahentami (Nord Stream, South Stream) oraz europejskim projekcie Nabucco. Rosja wciąż ma poważne rezerwy walutowe, w czasie kryzysu straciła ich tylko połowę (z ponad 600 mld USD do ok. 350 mld). Pieniądze na kapitał własny przy nowych inwestycjach w wydobycie oraz w przesył się znajdą, opłacalność tych przedsięwzięć to oczywiście inna sprawa. Gazociąg Nord Stream już powstaje i jedyne co mogłoby go faktycznie zatrzymać to katastrofa ekologiczna (np. naruszenie zalegających na dnie składów broni chemicznej i biologicznej z czasów obu wojen).

Gazociąg South Stream wydaje się natomiast projektem w dużej mierze mającym na celu sabotowanie budowy gazociągu Nabucco. Siłą rzeczy jednej Rosji łatwiej jest koncentrować swoje wysiłki na danym przedsięwzięciu (zwłaszcza, jeśli się ma jeszcze i pieniądze i siłę polityczną) niż grupie mniejszych państw, które nawet nie są dość zdeterminowane aby projekt Nabucco dalej prowadzić. Wystarczy wymienić Niemcy, Węgry i Austrię, które grają na dwa fronty, działając w konsorcjum Nabucco, ale jednocześnie szeroko rozwijając współpracę z Gazpromem (budowa Nord Stream i South Stream oraz rosyjskich magazynów gazu na Węgrzech). Nabucco ma za dużo słabych punktów: jest niezmiernie długi, przebiega przez wiele państw, a żeby go napełnić potrzeba będzie dostaw z wielu krajów regionu Morza Kaspijskiego i Zatoki Perskiej. Takie przedsięwzięcie po prostu łatwiej jest storpedować niż np. Nord Stream, bo jest za wiele niewiadomych. Rosjanie być może nie musieli by nawet bardziej aktywnie szkodzić temu gazociągowi niż robią to teraz. Nawet jeżeli Nabucco powstanie, to będzie bardzo trudno uczynić go rentownym z ww. powodów. South Stream zaś w dającej się przewidzieć przyszłości prawdopodobnie nie powstanie, ponieważ brak jest na południu Rosji wystarczających złóż gazu, aby go napełnić, a z państwami Azji Środkowej, które teraz wydatnie wspomagają Gazprom swoimi dostawami (ok. 60 mld m3 rocznie według danych Energy Information Administration, które Gazprom sprzedaje dalej z zyskiem) coraz lepiej rozwija współpracę Chińska Republika Ludowa. W grudniu 2009 roku otwarto gazociąg z Kazachstanu do Chin z pominięciem Rosji, który docelowo ma mieć przepustowość 40 mld m3.

Realnie trzeba założyć, że powstanie Gazociąg Północny, który będzie zasilany (prócz złóż jamalskich) przede wszystkim ze złoża Sztokman na Morzu Barentsa, które ma być oddane do użytku w drugiej połowie tej dekady. Pierwotnie gaz z tego gigantycznego (ok. 4 bln m3) złoża miał być przeznaczony głównie na rynek amerykański, ale obowiązująca amerykańska polityka energetyczna zakłada szerokie wykorzystanie amerykańskich niekonwencjonalnych złóż gazu ziemnego i dlatego gaz sztokmański zostanie skierowany do Europy. Gazociąg Nord Stream zapewni Rosji trwałe gospodarczo-polityczne powiązanie z Niemcami. Więcej będzie Gerhardów Schroederów i Matthiasów Warnigów przez co jeszcze trudniej będzie uzyskać zrozumienie Niemiec dla polityki zmniejszenia roli Rosji jako dostawcy różnych form energii do UE. Innymi słowy, perspektywy wspólnej polityki energetycznej UE wobec Rosji nie wyglądają dobrze.

Praprzyczyny obecnej sytuacji, czyli na co UE zużywa gaz ziemny i dlaczego.
Często zapomina się, zwłaszcza w polskiej literaturze, które konkretnie sektory gospodarki zgłaszają zapotrzebowanie na gaz ziemny, a to jest kluczem do wypracowania właściwego stanowiska wobec Rosji. Największymi odbiorcami są zawsze zakłady wielkiej chemii, rafinerie, cementownie czy też huty metali i szkła. Trzeba wiedzieć, że te pierwsze zakłady produkują m.in. nawozy dla rolnictwa, związki chemiczne dla przemysłu (nie tylko ciężkiego, także np. farmaceutycznego) i wiele innych substancji, bez których każda nowoczesna gospodarka stanie, a gaz ziemny jest dla zakładów wielkiej chemii podstawowym surowcem. Bez cementu, stali i innych metali nie ma budownictwa, przemysłu maszynowego i wielu innych ważnych gałęzi gospodarki. Ujmując rzecz krótko: przemysł potrzebuje gazu ziemnego i niczym innym go nie zastąpi, dlatego ceny gazu ziemnego wywierają wpływ na całą gospodarkę wieloma kanałami, nie tylko poprzez ceny gazu dla gospodarstw domowych.

Problem nadmiernego i nie zawsze potrzebnego zużycia gazu zaczyna się wtedy gdy zużywamy gaz również jako paliwo w elektrowniach, a to ma w UE miejsce na coraz szerszą skalę. O ile koszt budowy elektrowni gazowej jest stosunkowo niski (zwykle ok. 10 euro w koszcie 1 MWh energii wg różnych opracowań) o tyle koszt paliwa jest zdecydowanie najwyższy ze wszystkich alternatyw (oba rodzaje węgla, atom) i co gorsza jest wystawiony na wiele zmiennych czynników (patrz wyżej). W tym miejscu należy jednoznacznie stwierdzić, że UE jest sama sobie winna, zużywając w energetyce takie ilości gazu ziemnego. Sukcesywny wzrost udziału gazu ziemnego w wytwarzaniu energii elektrycznej jest spowodowany przede wszystkim prowadzoną przez UE polityką klimatyczną: spalanie gazu wywołuje mniejsze emisje CO2 niż węgla (z kolei elektrownia atomowa nie emituje tego gazu w ogóle). Intensywnie rozbudowywane moce wytwórcze na odnawialne źródła energii (OZE) - głównie elektrownie wiatrowe - bezwzględnie wymagają zaś źródeł buforowych, które będą w stanie dostarczyć do systemu odpowiednią ilość energii, której farmy wiatrowe, ze względu na zmienne warunki pogodowe nie będą w stanie w danym momencie wyprodukować, aby nie było tzw. blackoutu. Tymi źródłami buforowymi są prawie zawsze właśnie elektrownie gazowe, bo najłatwiej je regulować. Reasumując, pakiet klimatyczno-energetyczny przyjęty przez UE w 2009 roku (hasłowo: 20% redukcji emisji gazów cieplarnianych, 20% energii z OZE, 20% zaoszczędzonej energii) w ramach poruszanego przez ten artykuł tematu de facto służy interesom Rosji. Na własne życzenie, czyniąc gaz znaczącym źródłem energii elektrycznej (bo pewna ilość energii z gazu w systemie bywa często wręcz konieczna), Europejczycy wzmacniają pozycję Rosji. Podkreślmy raz jeszcze: w określonych warunkach w danej lokalizacji elektrownia gazowa bywa najbardziej opłacalną i nikt tego nie neguje. Problemem zaczyna stawać się masowe zużycie gazu do tego celu w całej UE.
 


Brak wspólnej polityki energetycznej w zakresie dostaw gazu ziemnego – kroki Niemiec, Francji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Holandii czy Węgier odnośnie do rosyjskich przedsięwzięć wskazują jasno na fikcyjność takowej – każe stwierdzić, że w „bitwie na gazociągi” Rosja wygrywa. I dzieje się to pomimo tego, że Rosjanie nie podpisali Traktatu Karty Energetycznej, zatem nie muszą wpuszczać zachodnich koncernów na swój rynek, jeśli nie chcą. W rywalizacji energetycznej Rosja ignoruje nawet niekorzystne wyroki sądów (w tym swoich własnych) czego najlepszym przykładem jest choćby sprawa zaległości Gazpromu w płatnościach wobec spółki EuroPolGaz, których istnienie potwierdził zarówno sąd arbitrażowy jak i do pewnej wysokości również sąd rosyjski. Nie tylko zagadnienie braku funduszy, ale i technologii na rozwijanie nowych projektów wydobywczych gazu w Rosji przestaje być problemem. Koncerny energetyczne z zachodniej Europy (m.in. Enel, Total, E.ON Ruhrgas, Gasunie, Royal Dutch Shell) ochoczo i z pełnym błogosławieństwem swoich rządów angażują się w konsorcja z rosyjskimi firmami na rosyjskich warunkach, gdzie mogą liczyć oczywiście na co najwyżej 49% udziałów. Oczekiwanie wspólnego europejskiego frontu przeciw rosyjskiej ekspansji gazowej to de facto mrzonka. Jedynym jak na razie skutecznym posunięciem Unii w zakresie polityki gazowej bezpośrednio odpowiadającym na kroki Rosji było przyjęcie przez Komisję Europejską w 2009 roku propozycji nowej regulacji usprawniającej reakcję Unii na zakłócenia w dostawach gazu i wprowadzającej nowe mechanizmy prawne w celu skuteczniejszej budowy wewnętrznego rynku gazu. Nowe prawo jest już po czytaniach w Parlamencie Europejskim i Radzie Europejskiej.

Jak Unia może polepszyć swoją pozycję?
1. Państwa UE (te zainteresowane) powinny wykorzystywać każdą prawną możliwość, aby blokować rosyjskie inwestycje w przesył do UE jak długo się da. Polska musi dopilnować, aby Nord Stream nie zablokował podejścia gazowców do budowanego gazoportu w Świnoujściu. Blokować należy aby zyskać na czasie przy realizacji punktu 2. Im więcej rosyjskiego gazu na europejskim rynku, tym trudniej będzie inwestować w dywersyfikację.

2. Rozbudowywać infrastrukturę LNG – gazoporty z instalacjami do powrotnego zgazowywania LNG, gazociągi do nich, floty gazowców oraz interkonektory na terenie całej Europy, co pozwoli Unii na większą elastyczność w wypadku problemu z dostawami gazu. Określony poziom zużycia gazu ziemnego w UE jest nieunikniony, ale można zapewnić sobie pozyskanie go z innych niż rosyjskie źródła w łatwiejszy sposób niż bardzo długim gazociągiem z niepewnych politycznie regionów. Na korzyść przede wszystkim Europy Środkowej paradoksalnie będzie świadczył zwiększony globalny popyt na gaz głównie ze strony Chin, Indii i Azji Płd.-Wsch. Zmniejszą się różnice w cenie między LNG a gazem transportowanym rurociągami, choćby dlatego, że Rosja będzie eksportować więcej gazu do Azji kosztem UE, więc ceny gazu z gazociągów będą rosnąć. Gaz w gazociągach będzie drożeć w ujęciu globalnym, bo coraz większe ilości tego surowca będą iść na LNG. W przypadku Europy korzyścią dla UE będzie również skłonność nowych dostawców gazu chętnych do wejścia unijny rynek do dawania czasowych upustów, aby zachęcić europejskich klientów. Kraje UE z rozwiniętą siecią gazoportów i rozwiniętymi połączeniami pomiędzy krajami członkowskimi będą mocniejsi jako klienci bo będą mogli negocjować już nie tylko z Rosją, Norwegią czy Algierią, ale również z Egiptem, Katarem, Irakiem, Nigerią, Trynidadem i Tobago, a w przyszłości również pozyskiwać gaz z Grenlandii. Kto wie, może w przyszłości dostawcą gazu dla UE zostanie również Iran, posiadacz drugich po Rosji zasobów na świecie.

3. Przy założeniu kontynuacji obecnej europejskiej polityki klimatycznej należy rozwijać kosztem dużych elektrowni gazowych energetykę jądrową, zwłaszcza opartą na nowoczesnych typach reaktorów (generacja 3 lub 3+) które charakteryzują się dużo większą efektywnością wykorzystania paliwa i/lub dla których paliwem może być uran naturalny, który jest jednym z powszechniej występujących pierwiastków w środowisku, co nie jest faktem powszechnie znanym.

Rosja do spółki z mocarstwami europejskimi raczej na pewno wygra z Unią Europejską, sabotowaną właśnie przez te największe kraje. Same gazociągi przestają jednakże być tak opłacalnym przedsięwzięciem jak jeszcze niedawno. Unia zaś zużywa większe ilości gazu niż faktycznie by musiała, i nie za bardzo chce korzystać z łatwiejszych do osiągnięcia metod zmniejszenia uzależnienia od Rosji. Nie należy jednakże spodziewać się otwartych rosyjskich ataków na państwa UE za pomocą gazu – Moskwa jeszcze przez dziesięciolecia będzie potrzebowała akumulacji kapitału dla rozwoju kraju, dlatego nie będzie zainteresowana rzuceniem Europy na kolana, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Ukrainy. Można być za to pewnym konsekwentnego dążenia Rosji do maksymalizacji zysków i udziału w dostawach różnych form energii do UE, co jest w sumie normalnym zachowaniem w grze rynkowej, niemniej jednak będzie tym boleśniejsze dla UE, im bardziej będzie się ona uzależniać od rosyjskiego gazu. To co Unia jest w stanie i powinna zrobić, to za pomocą ww. środków ograniczyć pole działania Rosji w tej kwestii, które obecnie jest zdecydowanie za szerokie. Tak można opisać stan obecnego bezpieczeństwa energetycznego UE przez pryzmat stosunków z Rosją.
Czytany 9430 razy Ostatnio zmieniany piątek, 11 marzec 2016 14:53