wtorek, 21 październik 2014 06:04

Tomasz Jankowski: Bankructwo ukraińskiego 'euromarzenia'

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Bankruptcy  Tomasz Jankowski

Oficjalnym powodem – o czym wielu dziś już nie pamięta – protestów zakończonych lutowym zamachem stanu w Kijowie była odmowa prezydenta Wiktora Janukowycza, by już teraz, natychmiast przejść do realizacji ukraińskiego „euromarzenia”. Zastanówmy się, czy po pierwsze to „euromarzenie” zebranych na kijowskim Majdanie mogło kiedykolwiek się spełnić, a – po drugie – czy jego spełnienie przyniosłoby tak długo oczekiwaną poprawę warunków życia i budowę struktur państwa ukraińskiego z prawdziwego zdarzenia.

„Euromarzenie” było jednym z kolejnych mitów, które miały wskazać na panaceum wszystkich bolączek ukraińskiej niepodległości, na rozwiązanie problemów społeczeństwa żyjącego w państwie, które państwem było tylko z nazwy. Przez 23 lata swego istnienia w określonym kształcie terytorialnym kijowskie elity nie były w stanie zagwarantować obywatelom fundamentalnych praw, których realizacja pozwala w ogóle o państwowości mówić. Obywatel ukraiński nie czuł się bezpiecznie na ulicy, nie widział, jakie prawo zostanie wobec niego zastosowanie, ile kosztować będzie wydanie decyzji administracyjnej. Nie wiedział, czy stać będzie go na podstawowe usługi z zakresu ochrony zdrowia, na edukację dzieci, nie mówiąc już o dostępie do dóbr kultury. Część Ukraińców wzięła sprawy w swoje ręce i – jako, że życie nie znosi próżni – powołali swoje własne struktury państwowe (republiki ludowe na południowym wschodzie kraju) lub przyłączyli się do innych, realnie istniejących (wejście Krymu w skład Federacji Rosyjskiej). Część  jednak nadal wierzyła w to, że rzekome przystąpienie do Unii Europejskiej (którego, notabene, nikt z Brukseli nigdy konkretnie nie obiecywał) stanowi rozwiązanie wszystkich problemów na szczeblu państwa, regionu i powiatu. Ta nadzieja podsycana była przez cały rok 2013 przez rządzącą Partię Regionów, z nielicznymi wyjątkami takimi, jak Oleg Cariow. W przededniu szczytu Partnerstwa Wschodniego w listopadzie 2013 roku, gdy Kijów miał dostąpić „zaszczytu” stowarzyszenia, opinie społeczeństwa były nadal podzielone – 37% badanych deklarowało poparcie dla integracji europejskiej, zaś 33% – dla eurazjatyckiej. Proporcje te dziś mogły ulec zmianie, wyłącznie dzięki pozbyciu się przez Kijów trzech regionów wspomnianych powyżej, czyli niemal 10 milionów ludności.

Grupy, które przejęły władzę w Kijowie w wyniku lutowego przewrotu nie zwracały jednak szczególnej uwagi na nastroje społeczne. Już pod koniec lutego zadeklarowały, że zamierzają kontynuować „drogę do Europy”. Latem doszło do podpisania przez obie strony politycznej części umowy stowarzyszeniowej, zawierającej raczej deklaracje bez pokrycia, niż konkretne sposoby zacieśnienia współpracy. Umowa o stworzeniu pogłębionej i wszechstronnej strefy wolnego handlu (ang. Deep and Comprehensive Free Trade Area, DCFTA) została praktycznie odłożona ad acta. Być może z uwagi na to, iż obie strony doszły do wniosku, iż byłaby ona ostatecznym, śmiertelnym ciosem dla ukraińskiej gospodarki.

11 lipca i 12 września, w wyniku konsultacji trójstronnych Unia Europejska-Ukraina-Federacja Rosyjska doszło do zawieszenia implementacji umowy o utworzeniu strefy wolnego handlu do końca 2015 r., z zastrzeżeniem, że okres ten może zostać jeszcze przedłużony. Ukraina zachowała możliwość dalszego funkcjonowania w ramach strefy wolnego handlu Wspólnoty Niepodległych Państw, czyli nie odcięła się od życiodajnych arterii pozwalających na przetrwanie jej gospodarki. UE zgodziła się na rozwiązanie asymetryczne: bezcłowy wwóz produkcji ukraińskiej na swoje terytorium, przy zachowaniu barier celnych dla eksportu towarów unijnych na Ukrainę. Ta asymetria jest jednak redukowana poprzez obowiązywanie całego szeregu limitów i ograniczeń na import wielu produktów ukraińskiego rolnictwa i przemysłu, nie mówiąc już o tym, że zdecydowana większość z nich i tak nie spełnia standardów niezbędnych do wpuszczenia ich na europejski rynek.

Z czym zostały prowadzące działania wojenne na deklarowanym własnym terytorium kijowskie władze?

Z postępującym gospodarczym upadkiem i społeczną degradacją, które doprowadzić mogą do pojawienia się w środku Europy strefy społecznego chaosu i nędzy. Krach ukraińskiej gospodarki już dziś jest dużo głębszy i poważniejszy niż w czasach poważnego przecież też kryzysu 2009 r. Deficyt budżetowy jesienią osiągnął pułap 35 mld hrywien i nadal rośnie. Zagraniczny dług publiczny przekroczył 102% PKB i nadal idzie w górę. W latach 2014–2015 optymistyczne prognozy wskazują na ujemny wzrost PKB rzędu -10– -11%. Gospodarczy krach ma miejsce, pomimo rosnącego wsparcia kredytowego ze strony instytucji międzynarodowych (Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy), które tylko w tym roku wyniosło już 6,5 mld dolarów amerykańskich. Pożyczki przeznaczane są przy tym nie na rozwój gospodarki czy infrastruktury, lecz przede wszystkim na kontynuowanie wojny domowej i utrzymanie administracji. Te miliardy, jak i kolejne, obiecywane, państwo ukraińskie będzie musiało prędzej czy później spłacać, co wiąże się z długoletnim popadnięciem Kijowa w pułapkę zadłużeniową. Spadek wartości hrywny od początku kryzysu wyniósł ponad 70% i nadal trwa. Byłoby to może i korzystne z punktu widzenia stymulacji eksportu, gdyby nie fakt, że większość surowców państwo ukraińskie sprowadza z zagranicy, bynajmniej nie płacąc za nie w lokalnej walucie.

W dalszym ciągu struktury ukraińskich władz trawi rozszerzający się nowotwór korupcji. Choć przekazano część kredytów uzyskanych zagranicą na realizację nowych zamówień przez przemysł obronny, to pierwsze projekty z tym związane rozpoczęły się dopiero po siedmiu miesiącach od uzyskania pierwszej transzy kredytu MFW. Poza powołaniem struktur niewyposażonych w wystarczające kompetencje, bardziej fikcyjnych niż rzeczywistych, nie stworzono żadnych instytucji mogących choć minimalnie zmniejszyć patologie korupcyjne. Szara i czarna strefa są praktycznie jedynymi, które pozwalają wiązać przeciętnej ukraińskiej rodzinie koniec z końcem.

Kredyty od międzynarodowych instytucji finansowych obwarowane są dodatkowo określonymi warunkami; wiążą się z brutalną ingerencją w politykę gospodarczą dłużnika. Najistotniejszym z nich jest żądanie praktycznej likwidacji polityki społecznej i tak istniejącej na minimalnym poziomie. Poza tym pojawia się wśród postulatów MFW magiczne słowo „deregulacja gospodarki”, czyli faktyczna prywatyzacja całego szeregu usług publicznych, które do dziś przetrwały. To z kolei bez wątpienia wywoła kolejną falę protestów społecznych. Ich ujściem będzie z jednej strony masowa emigracja zarobkowa (głównie na terytorium Rosji, ale też do Polski), z drugiej zaś – ryzyko kolejnego Majdanu, który zmieść może urzędujących w Kijowie polityków. Poziom ryzyka inwestycyjnego i kredytowego na Ukrainie już dziś należy do najwyższych w Europie. Wkrótce ma szansę uplasować to państwo w czołówce światowej. Krach ukraińskiej gospodarki może też po raz kolejny zagrozić bezpieczeństwu energetycznemu Europy; trudno się zatem dziwić władzom węgierskim, że dążą do jak najszybszego ominięcia tej strefy chaosu przez mający powstać Gazociąg Południowy z Rosji…

Fot. bankruptcy-toledo.com

Czytany 4622 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04