niedziela, 11 listopad 2012 10:31

Stanisław Niewiński: Moskwy i Pekinu małżeństwo z rozsądku a sprawa polska

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

putin_Hu_jintaogeopolityka  Stanisław Niewiński

Rok 2012 zapisze się w dziejach współczesnej Polski, jako kolejny rok polsko-chińskiego zbliżenia. W kwietniu gościł w Warszawie premier Wen Jiabao. Głównym punktem wizyty szefa chińskiego rządu było forum gospodarcze krajów Europy Środkowej. W maju nasz kraj odwiedził minister obrony ChRL gen. Liang Guanglie i rozmawiał ze swoim polskim odpowiednikiem Tomaszem Siemoniakiem nt. zwiększenia współpracy wojskowej. W czerwcu do Chin udała się Pierwsza Dama RP Anna Komorowska, zaś we wrześniu – szef dyplomacji Radosław Sikorski. 

Zacieśnienie kooperacji Warszawy i Pekinu spotyka się w polskim społeczeństwie z coraz większym zainteresowaniem. Kwestia ta staje się tematem licznych komentarzy publicystycznych i dyskusji. Warto w tym momencie chociażby przywołać debatę na ten temat, toczącą się przez kilka lat na portalu internetowym najważniejszego polskiego think-tanku dotyczącego Azji – Centrum Studiów Polska-Azja. Dostrzeganie w Polsce rosnącej roli Chin na arenie międzynarodowej oraz przekonanie o potrzebie zacieśniania polsko-chińskich relacji ma bardzo pozytywny charakter. Niemniej, powyższym poglądom towarzyszą niekiedy mało racjonalne postawy. Najczęstszą z nich jest przekonanie o potrzebie budowy polsko-chińskiego aliansu o antyrosyjskim charakterze. Oczywiście zacieśnianie relacji z Pekinem powinno służyć równoważeniu naszych relacji z Moskwą. Silnie ugruntowany w Polsce pogląd o „naturalnej” wrogości dwóch mocarstw – chociaż nie jest pozbawiony racjonalności – ma wiele wad. Niniejszy artykuł ma na celu wykazać, że chociaż Chiny i Rosję dzielą różne kwestie, to generalnie oba kraje są niejako skazane na współpracę. Natomiast Polska na współpracy obu mocarstw może sporo zyskać.

Zwolennicy tezy o wrodzonej wrogości obu krajów zwracają uwagę na fakt, że relacje Chin i Rosji miały w przeszłości bardzo skomplikowany charakter. Patrząc z historycznej perspektywy, rzeczywiście tak było. Pierwsze starcia obu imperiów miały miejsce już pod koniec XVII w. i zakończyły się korzystnym dla Chin Traktatem Nerczyńskim. Gdy w XIX stuleciu cesarstwo chińskie stopniowo upadało pod naciskiem wewnętrznych rebelii oraz cudzoziemskich interwencji, Rosja korzystała z osłabienia południowego sąsiada. Do końca XIX w. imperium carów rozszerzyło swe panowanie o znaczne obszary Mandżurii oraz zaznaczyło swoje wpływy w Korei. Jednak dalekowschodni marsz carskiej Rosji został ostatecznie powstrzymany przez Japonię w 1904 roku. 

W XX w. relacje Chin i Rosji (od 1922 r. Związku Radzieckiego) wkroczyły w nową fazę. Władze w obu krajach przejęły ugrupowania o charakterze rewolucyjnym. Moskwa wspierała początkowo w ogarniętym wojną domową Państwie Środka, nacjonalistyczny i antykolonialny Guomindang, zaś od końca lat 20. Komunistyczną Partię Chin. Złożony stosunek ZSRR do KPCh zasługuje wręcz na odrębne opracowanie. Jednakże warto zasygnalizować, że Józef Stalin nie ufał – zresztą z wzajemnością – Mao Zedongowi. Z punktu widzenia interesów radzieckich, najlepszym wyjściem byłoby dążenie do trwałego podziału Chin na rządzoną przez komunistów północ oraz kierowane przez narodowców południe. Zjednoczone, suwerenne Chiny – bez znaczenia przez którą opcję polityczną rządzone – z naturalnych przyczyn musiały prowadzić politykę niezależną. Mimo wszystko ZSRR kontynuował militarne wsparcie dla KPCh. Miało one kluczowe znaczenie dla zwycięstwa komunistów w wojnie domowej. Obawy J. Stalina odnośnie lojalności chińskich komunistów okazały się słuszne. Mao Zedong nie chciał, aby Chiny odgrywały poślednią rolę w ruchu komunistycznym. Postawa taka skutkowała chińsko-radziecką rywalizacją, zwieńczoną starciami granicznymi w 1969 r. oraz zbliżeniem ChRL i USA w latach 70. i 80. XX wieku.

Dzieje stosunków Chin i Rosji faktycznie charakteryzują się licznymi konfliktami. Czy jednak oznacza to, że automatycznie kraje te będą wrogami w przyszłości?

Oczywiście mogą, ale nie muszą. Tłumaczenie stosunków międzynarodowych przez determinizm historyczny jest obciążone wieloma błędami. Sytuacja polityczna w drugiej dekadzie XXI w. jest inna, aniżeli w czasach zenitu zimnej wojny. W Pekinie obawiano się dominacji Związku Radzieckiego. Dlatego dochodziło do napięć pomiędzy dwoma mocarstwami, a elity polityczne KPCh zdecydowały się na antyradziecką współpracę z Waszyngtonem. Po zakończeniu zimnej wojny sytuacja zmieniła się. Współcześnie Chiny i Rosja są mniej więcej równymi (chociaż Chiny stają w tym duecie stroną silniejszą, będzie o tym mowa w dalszej części tekstu) partnerami. Natomiast światowym hegemonem stały się Stany Zjednoczone. Oficjalna doktryna obronna USA w czasach prezydentury Georga W. Bush’a głosiła, że Ameryka powinna nie dopuścić do powstania mocarstwa, zdolnego rzucić jej wyzwanie. Na podobnych zasadach (chociaż sformułowanych łagodniej i mniej prowokacyjnie) swoją politykę zagraniczną oparła administracja Baracka Obamy. Amerykańskie zagrożenie skutecznie cementuje współpracę chińsko-rosyjską. Obawa przed „imperium wolności” skłania oba mocarstwa do organizowania, bądź współorganizowania takich skierowanych przeciwko USA inicjatyw międzynarodowych, jak chociażby Szanghajska Organizacja Współpracy, czy klub BRICS. Z powyższego powodu Moskwa i Pekin wspierają antyzachodnio nastawione państwa np. Syrię czy Iran.

Zwolennicy tezy o „naturalnej” wrogości Chin i Rosji mogą próbować zbić powyższe argumenty, zwracając uwagę na pewną kwestię. Mówiąc o sojuszu chińsko-rosyjskim, przywołują fakt powiększających się dysproporcji w potencjałach obu państw. Dysproporcje te są dla Rosji niekorzystne. Chiny są obecnie drugą gospodarką globu, zaś Rosja szóstą. Posiadają także największą armię świata – aczkolwiek należy pamiętać, że pod względem wyposażenia, wciąż jeszcze ustępuje ona siłom zbrojnym Stanów Zjednoczonych i Rosji. Na rzecz Chin słabnie międzynarodowa pozycja Moskwy. Przez ostatnie kilkaset lat Azja Środkowa była niemal wyłącznie terenem wpływów rosyjskich (radzieckich). Współcześnie ten region staje się w coraz większym stopniu miejscem rosyjsko-chińskiego kondominium. Ponadto, kolejnym elementem negatywnie wpływającym na stosunki Chin i Rosji, są znaczne różnice, również na niekorzyść Moskwy, w potencjałach demograficznych obydwu krajów. Wschodnie rubieże Federacji stają się terenem masowej emigracji ludności chińskiej. Powyższe argumenty mają być wystarczającym powodem na nieuchronność konfliktów pomiędzy Rosją i ChRL. W swym głośnym dziele Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Samuel Huntington przedstawił nawet wizję III wojny światowej, w której Rosja, obawiająca się rosnącej chińskiej potęgi, staje do globalnej konfrontacji militarnej po stronie USA [1].

Kwestia powiększających się dysproporcji w gospodarczych i militarnych potencjałach na rosyjską niekorzyść jest prawdą. Pytanie tylko, czy musi to prowadzić do gwałtownego pogorszenia się relacji obu krajów?

Autor niniejszego tekstu uważa, że nie. Chiny i Rosja, biorąc pod uwagę swoje współczesne geopolityczne położenie, są na siebie z różnych względów skazane. Związki obu państw łagodzą do pewnego stopnia ich wzajemne rozbieżności.

Patrząc na całą sytuację z perspektywy Moskwy warto zauważyć pewną istotną kwestię. Niektóre działania polityczne Pekinu mogą mieć charakter antyrosyjski – np. coraz większe wpływy Chin w Azji Centralnej – ale nie muszą. Polityka Stanów Zjednoczonych wobec Federacji Rosyjskiej jest natomiast dużo bardziej jednoznaczna. Po 1989 r. Waszyngton znacząco rozciągnął wschodnią granicę NATO wzdłuż granic samej Rosji. Odległość między wschodnimi rubieżami Estonii, a Sankt Petersburgiem jest bardzo niewielka. Co więcej, część elit amerykańskich posuwa się jeszcze dalej i proponuje włączenie do NATO kolejnych postsowieckich krajów, czyli Ukrainy oraz Gruzji. Ameryka wspiera na tym obszarze od lat tzw. kolorowe rewolucje – rewolty ludności, skutkujące usunięciem prorosyjskich i prochińskich przywódców oraz zastąpienie ich politykami proamerykańskimi. Nie można także wykluczyć, że za niedawnymi, wrogimi wobec Władimira Putina demonstracjami na Placu Błotnym, również stały w jakimś stopniu amerykańskie służby specjalne. W 2010 r., podczas szczytu NATO w Lizbonie, Barack Obama zaproponował rosyjskiemu prezydentowi Dmitrijowi Miedwiediewowi przyłączenie się do kierowanej przez Amerykę antychińskiej koalicji oraz budowę wspólnego systemu obrony przeciwrakietowej [2]. Władze rosyjskie nie przystały na propozycje Zachodu. Mimo różnych problemów w relacjach z Chinami, Rosja nie chce przystąpić do wrogiego wobec Państwa Środka aliansu. Niemiej oferta tak padła...

W podobny sposób wygląda sytuacja z perspektywy Chin. Chińska Republika Ludowa posiada doskonałe stosunki z państwami europejskimi. Chińczycy rozwijają bliskie kontakty z krajami Ameryki Południowej, czy Afryki. Chiny są pożądanym militarnym i gospodarczym partnerem dla państw Bliskiego i Środkowego Wschodu – o współpracę z nimi zabiegają zarówno Iran, proamerykańskie monarchie naftowe, jak i Izrael. Jednakże dyplomatyczne eldorado Chin kończy się na ich własnym podwórku. Sąsiedzi Chin obawiają się trwającego od trzech dekad wzrostu chińskiej potęgi. Korzysta z tego faktu Ameryka, która posiada w tym regionie licznych sojuszników – Japonię, Koreę Południową, Tajwan, Filipiny, Wietnam, Malezję, Singapur, Indonezję. Od niedawna trwa zbliżenie Stanów Zjednoczonych i Birmy. Birmańscy generałowie, właśnie obawiając się popadnięcia w zbytnią zależność wobec Chin, starają się balansować pomiędzy różnymi mocarstwami. Znacznym sukcesem dyplomacji amerykańskiej jest nawiązanie bliskiej współpracy z Indiami. To wschodzące mocarstwo także frasuje się mocarstwowymi ambicjami Pekinu.

Wystarczy krótki rzut oka na mapę przedstawiającą Chiny i ich nierzadko wrogich sąsiadów, aby przekonać się o nienajlepszym geograficznym położeniu Państwa Środka. Chińscy geopolitycy postrzegają je jako swoistą „odwrotność Wielkiego Muru” położoną u swoich wschodnich wybrzeży [3]. Jeśli Chiny chcą w przyszłości stać się globalnym mocarstwem, to muszą mieć swobodny dostęp do Oceanów Spokojnego i Indyjskiego. Sieć potencjalnie wrogich wysp, półwyspów i cieśnin, usytuowanych od Japonii po Indonezję może poważnie utrudnić imperialne marzenia dygnitarzy zamieszkałych w Zhongnanhai. Sytuacja Chin jest potwierdzeniem teorii rimlandu amerykańskiego geopolityka Nicolasa Spykeman’a. Uważał on, że mocarstwo które zdobędzie kontrolę nad rimlandem (pasem obrzeży, półwyspów, cieśnin i wysp okalających Eurazję) zdobędzie kontrolę nad światem. Z powyższych powodów uczynienie sobie wroga z Rosji jest absolutnie ostatnią rzeczą, jaką w obecnej chwili potrzebują Chiny. Jeśli w przyszłości doszłoby do militarnej konfrontacji między USA wraz z ich sojusznikami, a blokiem chińsko-rosyjskim, to wynik takiego starcia jest dyskusyjny. Natomiast w sytuacji w której po stronie Stanów Zjednoczonych przeciwko Chinom opowiada się jeszcze Rosja, Państwo Środka poniosłoby zapewne klęskę. Sytuacja taka przypominałaby wydarzenia z czasów Powstania Bokserów, gdy na wschodnim wybrzeżu Chin wylądował wielonarodowy korpus zbrojny, zaś do Mandżurii wkroczyli Rosjanie. Do dziś przegrane, antycudzoziemskie powstanie jest jedną z najbardziej upokarzających klęsk w dziejach Chińczyków. Kierująca się pragmatyzmem w dyplomacji, KPCh potrafi wyciągać wnioski z przeszłości. Ponadto Rosja utrzymuje tradycyjnie bardzo dobre relacje z Indiami. Z tego powodu może ona pełnić rolę rozjemcy pomiędzy Pekinem i New Delhi.

Mając na uwadze przedstawione powyżej zagrożenia, Chiny i Rosja od lat blisko ze sobą współpracują. Stanowią dla siebie kluczowych sojuszników wojskowych. Stale rozwijająca się armia chińska korzysta z doświadczeń technologicznych wojsk rosyjskich. Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza wciąż posiada w swoim uzbrojeniu sprzęt radziecki/rosyjski. W ostatnich latach Rosja wspierała swoim uzbrojeniem rozwój chińskich sił powietrznych oraz marynarki wojennej. Armia ChRL zakupiła ok. 80 samolotów szturmowych Su-27, Su-80 oraz maszyny Ił-76 i A-50E – te ostatnie są wyposażone w system ostrzegania AWACS [4]. Chińska marynarka wojenna nabyła od Federacji Rosyjskiej m.in. cztery niszczyciele klasy Sovremenny [5]. Ponadto wiele chińskich rozwiązań technicznych stanowi rozwojową wersję uzbrojenia radzieckiego/rosyjskiego. Dobrym tego przykładem jest najnowocześniejszy chiński czołg Type-99, będący zmodernizowaną wersją pojazdu T-72 [6]. Chiny są również zależne od Rosji w kwestii silników lotniczych [7].

Rosję i ChRL łączą także silne więzy ekonomiczne. Federacja jest jednym z głównych dostawców surowców energetycznych dla chińskiej gospodarki. Chiny są natomiast bardzo istotnym partnerem handlowym Rosji na różnych obszarach. Na Państwo Środka przypada 6,5% rosyjskiego eksportu (druga lokata) oraz aż 15,6% importu co czyni je pierwszym rosyjskim partnerem w tej dziedzinie [8].

Osobną, wartą omówienia, kwestią pozostaje problematyka chińskiej kolonizacji rosyjskiego Dalekiego Wschodu. Zwolennicy teorii o naturalności chińsko-rosyjskiego konfliktu zwracają uwagę na fakt, że pomiędzy Rosją i Chinami występują diametralne różnice w potencjałach demograficznych o charakterze negatywnym dla Federacji. Populacja Rosji ulega stopniowemu zmniejszeniu, zaś liczba ludności Chin nadal się zwiększa. Szczególnie katastrofalnie pod względem demograficznym przedstawia się sytuacja we wschodnich rubieżach Rosji, które wręcz się wyludniają. Skutkuje to zaludnianiem tych terenów przez ludność chińską. Biorąc pod uwagę zasobność tych terenów w różnorakie surowce energetyczne, mogą one stanowić łakomy kąsek dla rosnącej potęgi chińskiej.

Demograficzne dysproporcje pomiędzy oboma mocarstwami są faktem. W Rosji mieszka 142,5 mln ludzi [9]. W Chinach – 1,343 mld mieszkańców [10], zatem ich w tej dziedzinie jest istotnie zdecydowana. W Rosji na 1000 mieszkańców współczynnik urodzin wynosi 10,94, zaś śmierci 16,03 [11]. W ChRL wynoszą one odpowiednio 12,31 i 7,17 [12]. Pomimo prowadzonej przez trzy dekady przez KPCh radykalnej polityki antynatalistycznej, chiński przyrost naturalny jest relatywnie nadal dość wysoki. Niemniej, należy pamiętać, że ulega on stałemu zmniejszeniu. Populacja ChRL będzie najpewniej wzrastać jeszcze przez dekadę, może 15 lat. Następnie ustabilizuje się, a później będzie stopniowo spadać. Społeczeństwo Chin staje się coraz zamożniejsze i podlega stałemu procesowi urbanizacji. Chińczycy przyzwyczajają się do modelu rodziny 2+1, bądź 2+2 – podobnie jak wcześniej przyzwyczaili się do niego Rosjanie. Dlatego raczej nie należy oczekiwać masowej kolonizacji rosyjskiego Dalekiego Wschodu i Syberii. Kwestią dyskusyjną pozostaje rzeczywista liczba Chińczyków mieszkających w Rosji, a w szczególności w jej wschodniej części. Szacuje się, że w całej Federacji mieszka ok. 5 mln ludzi chińskiego pochodzenia [13]. Jest to liczba dość duża, jednak Rosja jest olbrzymim krajem. Chińczycy w Rosji żyją w pewnym rozmieszczeniu. Można ich spotkać m.in. w Moskwie i Sankt Petersburgu. Są to duże i oferujące wysoki poziom życia metropolie, więc przyciągają – podobnie jak np. Berlin, Paryż, Londyn, czy Nowy York i Szanghaj – imigrantów z całego świata. Po prawdzie trudno ocenić rzeczywistą ilość Chińczyków żyjących na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Niektóre dane mówią o milionie ludzi [14], inne o zaledwie 300 tys. [15]. Biorąc pod uwagę, że omawiany region zamieszkuje generalnie ok. 6 mln ludzi, argumenty o skolonizowaniu go przez Chiny należy włożyć zatem między bajki [16].

Omawiając kwestię obecności ludności chińskiej w Rosji, warto zastanowić się nad tym, czy rzeczywiście większa ich ilość stanowiłaby zagrożenie dla kulturowej jedności tego kraju. Polscy autorzy czasami popełniają tego typu błąd, iż oceniają pewne zagadnienia i mierzą je europejską miarką. Mówiąc o kwestiach demograficznych w Rosji należy pamiętać o tym, iż nie jest to państwo narodowe. Rosja przez wieki – podobnie jak dwa pozostałe azjatyckie mocarstwa – Chiny i Indie – wytworzyła pewną formę państwa-cywilizacji. Cywilizacja ta znajduje się pomiędzy Zachodem i Wschodem, czerpiąc i dokonując syntezy jednego i drugiego. Spoglądając na leżące stosunkowo niedaleko od Polski Petersburg i Moskwę, widzimy silnie zokcydentalizowane miasta. Musimy jednakże pamiętać, że nie reprezentują one całej Rosji. Federacja kojarzy nam się głównie ze słowiańszczyzną i prawosławiem. Jest to oczywiście skojarzenie poprawne. Wyznający prawosławie Słowianie są dominującym w Rosji elementem demograficznym, podobnie jak Hanowie w Chinach. Nie są oni jednak jedynymi mieszkańcami mocarstwa położonego między Europą Wschodnią, a Oceanem Spokojnym. Ludność Rosji wyznaje także wywodzący się z Bliskiego Wschodu islam, różnego rodzaju kulty animistyczne oraz buddyzm – największy system filozoficzno-religijny powstały we wschodniej i południowej Azji.

Gdy zastanawiamy się nad miejscem ludności azjatyckiej w dziejach i kulturze Rosji, to warto przyjrzeć się jej doświadczeniom w czasach schyłku i upadku caratu. W tym kontekście warto przybliżyć postać wywodzącego się z Buriacji lamy Dashi-Dorzo Itigilova, przywódcy rosyjskich buddystów w czasach poprzedzających rewolucję. Odgrywał on znaczną rolę w religijnym życiu późnego imperium. Był monarchistą i patriotą. Podczas pierwszej wojny światowej przewodniczył akcją wspierania pod względem finansowym i materiałowym rosyjskiej armii. Z rąk cesarza Mikołaja II otrzymał ordery św. Stanisława i św. Anny [17]. Gdy władzę nad Rosją od kilku lat sprawowali bolszewicy, lama zdecydował się na chyba najbardziej radykalny krok, na jaki może się zdecydować osoba w celu realizacji swych religijnych przekonań. Wzorem uprawiających skrajną ascezę japońskich mnichów z klasztoru Kaikoji (północna Japonia), zdecydował się praktykę sokushinbutsu, automumifikacji. Polega ona na osiągnięciu stanu nirwany poprzez zagłodzenie się, aby ciało po śmierci uległo naturalnej mumifikacji. Gdy umierał, miał przed oczami swoich rodaków, prześladowanych przez bolszewików. Zapewne też wspominał carską Rosję, zniszczoną wraz z rewolucją oraz kaźnią rodu Romanowów w domu Ipatiewa.

Podczas rosyjskiej wojny domowej, azjatycka ludność imperium aktywnie wspierała wojska białogwardyjskie. Na szczególną uwagę w tym względzie zasługuje działalność Specjalnego Oddziału Mandżurskiego dowodzonego przez Grigorija Siemionowa, a następnie ekscentrycznego barona Romana von Ungern-Sternberga. Oprócz Rosjan i Kozaków w jego szeregach walczyli przedstawiciele wielu narodów Azji: Buriaci, Mongołowie, Mandżurowie, Chińczycy, Koreańczycy oraz Japończycy [18]. Długi opór bolszewikom stawiali również zamieszkujący Azję Środkową muzułmańscy basmacze.

Celem powyższego odwołania historycznego jest ukazanie, że ludność azjatycka nie stanowi w Rosji żadnej nowości oraz trwale wpisała się w rosyjski pejzaż. Dotyczy to także w jakimś stopniu ludności chińskiej. Kilka milionów Chińczyków w Rosji nie doprowadzi do jej wynarodowienia. Przykład lamy Itigilova pokazuje, iż Rosja w pewnym stopniu utrzymuje kulturową więź z mieszkańcami Mongolii, Chin, Korei, czy Japonii. Muzułmanie i buddyści wpływali na dzieje tego kraju. Nie tak bardzo jak np. w Chinach, ale również. Natomiast Chińska Republika Ludowa – jak wykazano to w poprzedniej części niniejszego tekstu – nie dąży do konfliktu z Rosją. Z punktu widzenia chińskiej racji stanu, posiadanie u swoich północnych granic antychińsko nastawionej Rosji jest ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuje ChRL. Nawet w sytuacji w której Chińczycy zaczną stanowić większość (o ile kiedykolwiek to nastąpi) mieszkańców rosyjskiego Dalekiego Wschodu, to Pekin nie będzie dążył do wspierania wśród nich separatyzmu. W interesie Chin leży utrzymanie na tym obszarze politycznego status quo [19]. Moskwy fakt posiadanie w swych granicach kilkumilionowej populacji chińskiej ze zrozumiałych względów nie cieszy. Wszelako niewiele są w stanie uczynić, aby zmienić ten stan rzeczy. Polityka zachęcania do osiedlania się na wschodzie mieszkańców pozostałych regionów FR oraz potomków białych emigrantów nie przynosi oczekiwanych rezultatów [20]. Natomiast ktoś musi zagospodarować te ziemie i wydobywać tamtejsze surowce. Lepiej, że te tereny są zasiedlane przez Chińczyków, aniżeli miałyby ulec wyludnieniu. Chiny i Rosja są więc partnerami, powiązanymi silnymi i wszechstronnymi współzależnościami.

W tym miejscu wypada zwrócić uwagę na pewien fakt. Marzący się niektórym naszym politykom i dziennikarzom uprawiającym pseudogeopolitykę – konflikt zbrojny pomiędzy NATO i Rosją, oznaczałby zapewne konflikt Zachodu z całą Szanghajską Organizacją Współpracy. Po stronie Moskwy opowiedziałyby się Pekin i być może również New Delhi. Indie mają co prawda często napięte stosunki z Chinami, ale Rosja pozostaje nadal ich ważnym partnerem od czasów Zimnej Wojny.

Na koniec warto zastanowić się nad interesem Polski w kontekście stosunków rosyjsko-chińskich. Czy ewentualny konflikt dwóch mocarstw istotnie opłacałby się naszemu krajowi?

Pogorszenie relacji pomiędzy Moskwą i Pekinem zapewne poskutkowałoby zbliżeniem amerykańsko-rosyjskim. Położona w Europie Środkowej Polska znalazłaby się w natowsko-rosyjskim potrzasku. Waszyngton i Moskwa porozumiałyby się ponad naszymi głowami. Ewentualny konflikt zbrojny zakończyłby się – jego wynik to już inna kwestia – znaczącym osłabieniem zarówno Rosji, jak i Chin. Głównym zwycięzcą ewentualnej wojny byłyby Stany Zjednoczone. Niewykluczone, że USA ponownie stałyby się światowym hegemonem, jak na przełomie XX i XXI wieku. Waszyngton mógłby powrócić do tradycji pełnienia roli „żandarma świata”. Tradycja ta poskutkowała w poprzedniej dekadzie zaborczymi wojnami, zdestabilizowaniem sytuacji międzynarodowej oraz kryzysem gospodarczym którego skutki odczuwamy do dziś.

Z polskiej perspektywy bardziej korzystny jest rosyjsko-chińsko-indyjski pokój i w konsekwencji uformowanie się na wschodzie stabilnego systemu bezpieczeństwa w postaci Szanghajskiej Organizacji Współpracy. Organizacja ta może stanowić przeciwwagę dla imperialnych planów Waszyngtonu. W konsekwencji, w globalnych stosunkach politycznych i gospodarczych, mogłaby zapanować równowaga. Znajdująca się w środku Europy Polska zyskałaby możliwość skorzystania na takiej sytuacji. Strategiczne położenie umożliwiałoby nam wybór sojusznika w zależności od potrzeb w danym momencie. W interesie państwa polskiego jest rozwijanie współpracy z bogacącymi się mocarstwami SOW, ale również utrzymywania dobrych stosunków ze światem Zachodu. Powinniśmy dążyć do nawiązania dobrych relacji z Rosją oraz umiejętnym równoważeniu ich przez dobre kontakty z Chinami. Słusznym rozwiązaniem może być przystąpienie do SOW na zasadach obserwatora. Do 2020 r. w jej ramach ma zostać powołana strefa wolnego handlu [21]. Otwiera to dla polskiego przemysłu możliwość funkcjonowaniu na rynku skupiającym ponad 2 mld ludzi.

Współpraca rosyjsko-chińska może przyczynić się do wypełnienia przez Polskę swojej naturalnej roli w relacjach międzynarodowych. Polska jako największa gospodarka Europy Środkowej oraz najdalej na wschodzie położony kraj cywilizacji łacińskiej, powinna, jak to było w przeszłości, pełnić rolę pomostu pomiędzy Zachodem i Wschodem.

________________________________________________________
1. S. Huntington, Zderzenie cywilizacji i nowy kształt ładu światowego, Warszawa 2006, s. 552.
2. Miedwiediew: Okres napięć pomiędzy Rosją i NATO minął, http://wiadomosci.dziennik.pl, 3 XI 2012.
3. R. D. Kaplan, Monsun. Ocean Indyjski i przyszłość amerykańskiej dominacji, Wołowiec 2012, s. 350.
4. Military Aircraft, http://www.sinodefence.com, 3 XI 2012.
5. P. Sokala, Czego smok szuka na morzu? - czyli modernizacja chińskiej marynarki wojennej i jej konsekwencje dla systemu bezpieczeństwa regionu Azji i Pacyfiku, [w] Oblicza Chin na początku XXI wieku, Praca pod redakcją J. Marszałek-Kawy, Toruń 2008, s. 216.
6. ZTZ99 Main Battle Tank, , http://www.sinodefence.com, 3 XI 2012.
7. Chińska potęga, „Forum” 2011 nr 5, 31 I – 6 II, s. 12.
8. Economy::Russia, https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/, 3 XI 2012.
9. People::Russia, https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/, 3 XI 2012.
10. People::China, https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/, 3 XI 2012.
11. People::Russia, https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/, 3 XI 2012.
12. People::China, https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/, 3 XI 2012.
13. A. Fedorowicz, Chiny pożerają Rosję a Rosjanie im w tym pomagają, „Focus Śledczy” 2012, nr 6 z X-XI, s.6-11.
14. K. Kubiak, Wojny, konflikty zbrojne i punkty zapalne na świecie, Warszawa 2007, s. 114.
15. A. Fedorowicz, dz. cyt., s. 6-11.
16. A. Pisalnik, Putin bierze Syberię, www.rp.pl, 3 XI 2012.
17. Ivolginsky Datsan, Syberia, www.sacred-destinations.com, 3 XI 2012.
18. Особый Маньчжурский отряд, http://www.whiterussia1.narod.ru, 3 XI 2012.
19. A. Pisalnik, Putin bierze Syberię, www.rp.pl, 3 XI 2012.
20. A, Fedorowicz, dz. cyt., s. 6-11.
21. K. Wańczyk, Szanghajska Organizacja Współpracy, http://www.psz.pl, 3 XI 2012.
Czytany 5161 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04