wtorek, 24 listopad 2009 07:28

Stanisław Koziej: Po pozimnowojenna era bezpieczeństwa, czyli...

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
  alt   Zużywanie się supermocarstwa   gen. Stanisław Koziej     Koniec zimnej wojny oznaczał jednocześnie początek dominacji jednego supermocarstwa, czyli USA. Dzisiaj to supermocarstwo dostaje zadyszki. Przytłoczone problemami globalnymi nie bardzo daje sobie z nimi radę. Czy to koniec ery pozimnowojennej?  
Czy kłopoty hegemona są już na tyle znaczące, że możemy mówić o kształtowaniu się nowej, po pozimnowojennej (jak określił to Colin Powell) ery w stosunkach międzynarodowych? Spójrzmy z tego punktu widzenia na trzy główne zjawiska strategiczne ostatnich lat.
 
 
Pierwsze to niestabilność relacji między Rosją i USA, a szerzej - Rosji z Zachodem. Z jednej strony obserwujemy rosyjskie ciągoty do postępowania wedle schematów typowych dla czasów zimnej wojny (np. żądanie uznania wyłącznej strefy wpływów), z drugiej - werbalne gesty amerykańskiego nowego otwarcia się na Rosję (słynny reset). Te sprzeczne tendencje wprowadzają wiele nieprzewidywalności nie tylko na obszarze poradzieckim (jak to było w pierwszej dekadzie pozimnowojennej), ale do stosunków międzynarodowych w ogóle.
 
 
Rosja i USA na kolizyjnym kursie
Nie ulega wątpliwości, że od wojny rosyjsko-gruzińskiej już nie tylko w wypowiedziach, ale wprost w praktyce mamy do czynienia z nowym, twardszym kursem w polityce Rosji. Edward Lucas w swej najnowszej książce pt. „Nowa zimna wojna" mówi wręcz o kursie neozimnowojennym. Ja skłonny byłbym bardziej mówić nie tyle o nawrocie zimnej wojny, co raczej o symptomach jej nowej odmiany, surogatu w postaci małej (ograniczonej, regionalnej) zimnej wojny. Nie chodzi w niej bowiem o panowanie nad światem - jak w klasycznej zimnej wojnie - ale tylko o strefę wpływów w przyrosyjskiej, a w szczególności w poradzieckiej przestrzeni strategicznej.
 
 
Tego typu retoryką przesycona jest również nowa strategia bezpieczeństwa narodowego Rosji do 2020 r. Nie kryje ona, że mocarstwowość Rosji odbudowywana ma być przede wszystkim w opozycji do USA i NATO. Znacząca też z tego punktu widzenia była tematyka niedawnych operacyjno-strategicznych ćwiczeń Zachód 2009. Symptomatyczne są także ostatnie zapowiedzi zmiany rosyjskiej doktryny nuklearnej prowadzące do obniżenia progu atomowego w odniesieniu do konfliktów lokalnych i regionalnych. Taki właśnie kurs polityki rosyjskiej musi odciskać znaczące piętno na jakości obecnego i przyszłego środowiska bezpieczeństwa wprowadzając doń poważne ryzyka destabilizacyjne.
 
 
Płonne okazują się nadzieje, że nowe otwarcie amerykańskie może zmienić i ustabilizować te relacje nadając im charakter kooperatywnej, a nie strategicznej rywalizacji. Po pierwszym szczycie Obama - Miedwiediew, gdy przyszło zapełniać wcześniejsze łatwe zapowiedzi i gesty treścią, ujawniają się kłopoty wynikające ze sprzeczności interesów obydwu mocarstw. Okazuje się, że interesy te są w wielu punktach na tyle rozbieżne, że kursy obu mocarstw są kolizyjne. Ani Rosja nie zamierza ustąpić ze swoich ambicji, ani USA nie mogą zrezygnować z pilnowania swoich interesów. Pokazuje to nawet ostatnia spektakularna zmiana koncepcji amerykańskiej obrony przeciwrakietowej.
 
 
Afgańskie nadzieje i zagrożenia
Drugim problemem podobnej wagi dla przyszłości bezpieczeństwa międzynarodowego są asymetryczny konflikt w Afganistanie oraz przyjęcie nowej strategii amerykańskiej wobec niego. Rodzi ona pewne nadzieje, ale nie pozbawiona jest też ryzyk. Najważniejsze z nich to ryzyko osamotnienia USA w realizacji tej strategii.
 
 
Nie widać dzisiaj chętnych do zaangażowania się w pomoc Amerykanom, a sami tego zadania nie udźwigną. Użyczenie swej przestrzeni transportowej przez Rosję ma bardziej na celu uzależnienie USA od Rosji niż pomoc im w zwycięstwie w Afganistanie. Prawdę mówiąc dla Rosji najwygodniejszy jest stan taki, jaki jest. Może go wykorzystywać w swoim interesie.
 
 
Wydaje się, że przez wiele następnych lat stan bezpieczeństwa międzynarodowego determinowany będzie rozwojem sytuacji w tym regionie i uzależnieniem USA od wsparcia innych ważnych graczy strategicznych. To definitywny koniec systemu zdominowanego przez jedno supermocarstwo i przekształcanie go w wielopodmiotową sieć zależności strategicznych.
 
 
Rakietowo-nuklearna asymetria
I wreszcie trzeci z najnowszych problemów strategicznych to nasilona proliferacja asymetrycznych zagrożeń rakietowo-nuklearnych, która nabiera ostrości w świetle ostatnich demonstracji północnokoreańskich oraz przekonania o nieuchronności nuklearyzacji Iranu. Proliferacja broni masowego rażenia i technologii rakietowych powoli staje się zdecydowanie „numerem jeden" na skali zagrożeń globalnych. Spycha z tej pozycji terroryzm międzynarodowy.
 
 
Ostatnie tygodnie wykazują, że Korea Płn. i Iran to gorące punkty tego problemu. Stwarzają bardzo poważne wyzwanie dla strategii amerykańskiej i szerzej - globalnej. Zwracał na to uwagę niedawno Henry Kissinger. Dodam, że strategia taka musi nie tylko powstrzymywać proliferację broni i technologii rakietowo-nuklearnych. Musi także zapewnić ubezpieczenie przed użyciem przez tego typu asymetryczne podmioty posiadanej już broni rakietowo-nuklearnej. A to oznacza m.in. potrzebę rozwijania obrony przeciwrakietowej, co z kolei stwarza dodatkowy punkt zapalny w symetrycznych relacjach między mocarstwami.
 
 
W sumie wydaje się, że powyższe przykłady uzasadniają tezę o nadchodzeniu nowej ery w dziedzinie bezpieczeństwa międzynarodowego. Kończy się dwudziestolecie pozimnowojenne z dominacją jednego supermocarstwa: w pierwszej dekadzie raczej chętnie akceptowaną, w drugiej - już mocno kontestowaną. Ewolucja warunków bezpieczeństwa zmierza w kierunku po pozimnowojennego środowiska wielopodmiotowego (sieciowego) ze wzrostem w nim znaczenia relacji asymetrycznych, w tym asymetrycznych zagrożeń rakietowo-nuklearnych.
 
Artykuł ukazał się nr 273 (5998) dziennika altz dnia 21-22.11.2009. Publikacja za zgodą wydawcy.
 
Czytany 8137 razy Ostatnio zmieniany piątek, 11 marzec 2016 14:49