środa, 09 lipiec 2014 06:02

Siergiej Głazjew: W jakim celu Stany Zjednoczone stworzyły EuroMajdan?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

maidan_kiev_wintergeopolityka  Siergiej Głazjew

Rozwijający się w Donbasie konflikt zbrojny niesie ogromne zagrożenia dla Rosji, Europy i całego świata, gdyż brak zrozumienia jego uwarunkowań może doprowadzić do eskalacji w skali regionalnej, a następnie przekształcić się w kolejną wojnę globalną. Prezentowany w światowych mediach obraz tego kryzysu jako walki władzy ukraińskiej o integralność państwa do złudzenia przypomina propagandowy obraz agresji III Rzeszy na II Rzeczpospolitą, przedstawiany jako akt obrony przed rzekomą polską agresją.

Nieco inna interpretacja tej konfrontacji widoczna jest w mediach rosyjskich, które przedstawiają ją jako opór [zbrojny] ludności Donbasu wobec „reżimu narodowo-rewolucyjnego”, który doszedł do władzy w wyniku przewrotu państowego. Tymczasem bez zrozumienia przyczyn i okoliczności wybuchu konfliktu zbrojnego nie sposób zatrzymać dalszą jego eskalację. Świadczy o tym bezowocność przeprowadzonych do tej pory rozmów na temat położenia kresu przemocy i rozwiązaniu zaistniałego kryzysu ukraińskiego. Wydawałoby się, że wszystkie strony powinny być zainteresowane w przerwaniu działań bojowych w Donbasie, gdyż przynoszą one szkodę Ukrainie, Rosji, samemu Donbasowi i zagrażają pokojowi w Europie. Jednakże jeszcze ani razu strona zachodnia nie wywiązała się z uzgodnionych zobowiązań. Niezmiennym rezultatem procesu negocjacyjnego jest jego relatywizacja ze strony USA i ich kijowskich „podopiecznych”, wykorzystujących rozmowy do odwrócenia uwagi i dezorientacji partnerów.

I. Falsyfikacja procesu negocjacyjnego 

Początkowo wyżsi urzędnicy USA i UE, uśpiwszy czujność [prezydenta] Wiktora Janukowycza perswazjami o niestosowaniu przemocy, popchnęli narodowych rewolucjonistów do obalenia go siłą, co doprowadziło do przejęcia władzy przez siły radykalne. Następnie zaczęli oni przekonywać Władimira Putina, aby powstrzymał się przed ingerencją na Ukrainie, równocześnie popychając – wspierany przez siebie reżim – do nasilenia presji wobec ludności rosyjskiej [i rusofońskiej]. Natychmiast po osiągnięciu porozumienia o rozbrojeniu nielegalnych formacji zbrojnych i rozpoczęciu ogólnonarodowego dialogu wiceprezydent USA Joe Biden przybywa do Kijowa żeby poprzeć działania reżimu, po czym ten rozpoczyna operację wojskową, przy pomocy armii ukraińskiej, przeciwko buntowi Donbasu. Stale zapewniając rosyjskiego prezydenta o oddaniu sprawie pokoju i wzywając do zakończenia przemocy, władze USA i UE konsekwentnie popierały intensyfikację terroru wojsk ukraińskich wobec ludności Południowego Wschodu. Przy tym wszystkim wypadało Rosji wyjść naprzeciw porozumień o deeskalacji konfliktu i wycofaniu wojsk spod ukraińskiej granicy a wówczas „junta kijowska” zaczęła raptownie zwiększać liczebność swoich sił zbrojnych w strefie konfliktu przystępując równocześnie do użycia lotnictwa i broni pancernej przeciwko społeczności Donbasu. Fakty mówią o tym, że Amerykanie wykorzystywali negocjacje wyłącznie w celu oszukania partnerów. Udając rozjemców i obrońców praw człowieka, torowali w rzeczywistości drogę do zbrojnego przejęcia władzy przez radykałów. Następnie wsparli przekształcenie ich bojówek w formacje wojskowe, które skierowano następnie przeciw ludności rosyjskiej. Równocześnie podporządkowane Amerykanom i ich pupilom media o wszystko oskarżały Rosję, skrupulatnie odmalowując ją jako wroga Ukrainy i agresora Europy. Pozbawione skrupułów łgarstwo i histeryczna rusofobia ukraińskich i czołowych światowych telewizji nie pozostawia wątpliwości co do tego, że mamy tu do czynienia z wojenno-propagandową machiną, represjonującą wszystkich obiektywnych dziennikarzy i generującą w ludziach psychozę antymoskiewską. Z analizy faktów wynika, że USA od samego początku trwania kryzysu nieugięcie realizowały strategię przekształcenia konfliktu w wojnę ukraińsko-rosyjską, usprawiedliwiając przy tym wszystkie zbrodnie „reżimu narodowo-radykalnego”, finansując i zbrojąc go, wspierając dyplomatycznie i zmuszając swoich europejskich sojuszników do pójścia tą samą drogą. Rodzi się przy tym zasadnicze pytanie: dlaczego Stany Zjednoczone uprawiają taką polistrategię?

Na pewno nie ma to miejsca, ze względu na Ukrainę, którą skazuje się – wciągając ją w wojnę – na dezintegrację terytorialną oraz katastrofę humanitarną i zapaść ekonomiczną. I oczywiście nie z powodu abstrakcyjnych pryncypiów praw człowieka i wolności demokratycznych, które niemal codziennie są ignorowane przez „juntę kijowską”, dokonującą masowych represji wobec własnych obywateli. Jak dobrze widać po retoryce i działaniach amerykańskich polityków i notabli wspomniany konflikt został rozpętany przez USA przeciwko FR, gdzie „reżim narodowo-radykalny” jest jedynie narzędziem, zaś społeczeństwo ukraińskie sprowadzono do roli „mięsa armatniego” a jednocześnie ofiary rosyjskiej „agresji”. Bezpośrednim celem tej polistrategii jest oderwanie Ukrainy od Rosji co jako najważniejsze geopolityczne zadanie Zachodu artykułował już swego czasu Otto von Bismarck, a współcześnie Zbigniew Brzeziński. Jego rusofobiczna formuła, stwierdzająca, że bez Ukrainy Rosja nie może być wielkim mocarstwem, stała się imperatywem polityki amerykańskiej wobec obszaru postradziekciego. Do tego zasadniczego celu Waszyngton dążył przez dwie dekady po rozpadzie ZSRR wydając na tworzenie antyrosyjskiej elity politycznej w Kijowie – wg słów asystentki Sekretarza Stanu USA Victorii Nuland – ponad 5 mld USD. Zwieńczeniem wspomnianego procesu – jak prognozują analitycy NATO – powinno być zawarcie między Unią Europejską a władzami państwowymi w Kijowie układu stowarzyszeniowego, dzięki czemu proces wasalizacji w sferze polityki zagranicznej, gospodarczej i obronnej będzie można uznać za zakońćzony. Odmowa [Wiktora] Janukowycza podpisania porozumienia z Brukselą zastała odczytana przez USA jako próba suwerennizacji władzy państwowej i zagrożenie dla własnych wpływów poprzez wznowienie procesu stworzenia, wspólnie z Rosją, wspólnej przestrzeni ekonomicznej.

W celu powstrzymania Kijowa przed przystąpieniem do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu oraz zawrócenia go na drogę integracji europejskiej, zorganizowano „przewrót lutowy”, po którym liderzy UE niezwłocznie podpisali z „reżimem narodowo-radykalnym” – sprzeczną z ukraińską konstytucją – deklarację polityczną o stowarzyszeniu. Natomiast po ogłoszeniu Petra Poroszenki [nowym] prezydentem, zadeklarował on gotowość rozszenia układu o część gospodarczą pomino, że był on sprzeczny zarówno z prawem wewnętrznym, jak i racją stanu. Jednakże, jak pokazują współczesne działania Stanów Zjednoczonych – samo przejście Ukrainy do strefy wpływów UE, w ramach narzucowego układu stowarzyszeniowego, już im nie wystarcza. USA pragną sprowokować wojną ukraińsko-rosyjską i wciągnąć w ten konflikt Unię Europejską. Prowokując, podporządkowaną sobie, „juntę kijowską” do eskalacji działań zbrojnych w Donbasie, Waszyngton tworzy w centrum Europy rozprzestrzeniające się „epicentrum chaosu”, którego zasadniczym celem jest wciągnięcie, na początek, w bratobójczy konflikt, Rosji a następnie i inne kraje ościenne. Wspomniana polistrategia ma na celu nie tylko osłabienie pozycji Moskwy, lecz i anarchizację sytuacji w Unii Europejskiej.

II. Wojna jako źródło potęgi USA

Doświadczenia historyczne dowodzą, że źródłem potęgi gospodarczej i polityczne USA były wojny w Europie. W wyniku dwóch wojen światowych, które spowodowały olbrzymi odpływ kapitału i drenaż mózgów, stały się one supermocarstwem. Kolejna konfrontacja, zwana Zimną Wojną, zakończyła się rozpadem systemu socjalistycznego, co przyniosło Stanom Zjednoczonym ponad trylion dolarów zysku, setki tysięcy specjalistów, całe tony plutonu i innych cennych materiałów oraz mnóstwo niepowtarzalnych technologii. Wszystkie te wojny były wywoływane przy udziale amerykańskiej „piątej kolumny” w rodzaju kontrolowanych, finansowanych i wspieranych przez rodzime służby specjalne szpiegów, oligarchów, dyplomatów, urzędników, biznesmenów, ekspertów i działaczy społecznych. Także współcześnie, próbując wyjść z zapaści gospodarczej, Stany Zjednoczone próbują rozniecić kolejną wojną w Europie, w celu osiągnięcia następujących postulatów:

1. Oskarżenie FR o agresję pozwala wprowadzić sankcje finansowe w celu zamrożenia (anulowania) amerykańskich zobowiązań wobec rosyjskich wierzycieli w wielkości setek miliardów dolarów, aby w ten sposób zmniejszyć gigantyczny ciężar swojego zadłużenia;

2. Zamrożenie rosyjskich aktywów w dolarach i euro pociągnie za sobą niezdolność ich właścicieli do obsługi swoich zobowiązań wobec banków europejskich, co wyrządzi tym ostatnim poważne szkody, kończące się bankructwami niektórych z nich. Destabilizacja europejskiego systemu finansowego będzie stymulować odpływ kapitału spekulacyjnego do USA, aby wesprzeć dolarową piramidę ich dłużnych zobowiązań;

3. Sankcje przeciwko Rosji wyrządzą szkodę krajom Unii Europejskiej na kwotę około tryliona euro, co pogorszy – i tak bez tego – fatalny stan gospodarki oraz osłabi jej konkurencyjność w rywalizacji ekonomicznej z USA;

4. Sankcje przeciwko Moskwie ułatwiają wyparcie z rynku europejskiego gazu rosyjskiego i zastąpienie go amerykańskim gazem łupkowym. To samo dotyczy wartego miliardy dolarów wschodnioeuropejskiego rynku ogniw paliwowych dla elektrowni jądrowych, które technologicznie są zorientowane na dostawy z Rosji;

5. Wciąganie krajów europejskich do konfliktu z Rosją zwiększy praktycznie ich zależność od USA, co ułatwi tym ostatnim narzucenie Unii Europejskiej korzystnego dla siebie rozwiązania w sprawie transatlantykkiej strefy wolnego handlu;

6. Wojna w Europie stanowi dogodny pretekst dla zwiększania wydatków wojskowych ze strony USA, co jest w interesie kompleksu militarno-przemysłowego.

Same Stany Zjednocozne, z powodu rozniecanej przez siebie wojny w Europie, zasadniczo nic nie stracą. W przeciwieństwie do krajów Starego Kontynentu, ich stosunki handlowe z Rosją pozostają niewielkie; ponadto nie są one zależne od rosyjskich dostaw. Tym sposobem, podobnie jak w przypadku wcześniejszych konfliktów europejskich, stoją one na dogodnych pozycjach, a prowokując „juntę kijowską” niewiele ryzykują – a mogą jeszcze na tym wiele zyskać.

Doradcy amerykańscy narzucają swoim kijowskim podopiecznym używanie najokrutniejszej broni w stosunku do cywilnej ludności – bomb burząco-odłamkowych, pocisków kasetowych i min przeciwpiechotnych. A przecież im więcej będzie niewinnych ofiar, tym większe będą szanse na interwencję wojskową FR w celu obrony ludności rosyjskie, a tym samym zwiększy się ryzyko nowej wojny europejskiej i tym większy będzie przychód USA. Ten zysk, to nie tylko przypływ pieniędzy. Główną nagrodą, dla której Stany Zjednoczone prowokują nową wojnę światową, to zachowanie globalnej supremacji, w warunkach zmiany systemowej wywołanej przez postęp naukowy.

Badania pokazują, że w okresach transformacji trudno jest krajom rozwiniętym utrzymać swoją dotychczasową pozycję, ponieważ na fali wzrostu nowego systemu technologicznego na czoło wychodzą kraje rozwijające się, którym udało się przygotować fundamenty do jego powstania. W odróżnieniu od krajów rozwiniętych, zmagających się z kryzysem nadmiernej akumulacji kapitału w przestarzałych gałęziach przemysłu, mają one możliwość uniknięcia masowej deprecjacji kapitału i skoncentrowania go na nowoczesnych kierunkach wzrostu. Aby utrzymać wiodącą pozycję, państwa rozwinięte muszą jednak uciekać się do metod siłowych w polityce zagranicznej, jak i gospodarczej. Dlatego też, w określonym czasie, wzrasta napięcie polityczno-militarne i zwiększa się ryzyko konfliktów międzynarodowych. Świadczy o tym tragiczne doświadczenie dwóch poprzednich strukturalnych kryzysów światowej gospodarki. Tak więc depresja lat 1930’, uwarunkowana osiągnięciem ostatecznych granic wzrostu technologicznego systemu „węgla i stali”, została przezwyciężona przez militaryzację gospodarki, która spowodowała katastrofę II wojny światowej. Ta ostatnia nie tylko stymulowała strukturalną przebudowę gospodarki z szerokim wykorzystaniem silnika spalinowego i chemii organicznej, lecz pociągnęła za sobą kardynalne zmiany w całym porządku świata: zniszczenie ówczesnego jądra światowego systemu gospodarczego (europejskich imperiów kolonialnych) i sformowanie dwóch antagonistycznych, globalnych systemów polityczno-gospodarczych.

Przywództwo amerykańskiego kapitalizmu, wywołane przez długą „falę wznoszącą”, było rezultatem ogromnych zamówień wojskowych, związanych z rozwojem nowych technologii [militarnych], napływem światowych kapitałów do USA, przy równoczesnym ograniczeniu potencjału produkcyjnego i deprecjacji finansowej głownych konkurentów. Depresja [ekonomiczna] połowy lat 1970’ i początku 1980’ pociągnęła za sobą wyścig zbrojeń w dziedzinie rakietowo-kosmicznej, z szerokim wykorzystaniem technologii informatyczno-komunikacyjnych, stanowiących jądro nowego technologicznego systemu. Upadek globalnego systemu socjalistycznego, który wystąpił wskutek niezdolności do tego, aby w odpowiednim czasie przestawić gospodarkę na nowy system technologiczny, pozwolił wiodącym krajom kapitalistycznym na korzystanie z zasobów tego obozu, w celu „miękkiego przejścia” na nową, długą falę wzrostu gospodarczego. Wywóz kapitału i drenaż mózgów z obszaru byłych krajów socjalistycznych, kolonizacja ich gospodarek ułatwiły strukturalną przebudowę gospodarek państw jądra światowego systemu kapitalistycznego, a zarazem stymulowały rewolucję technologiczną, której wyznacznikiem stał się wyścig zbrojeń w kosmosie. Na tej fali wzrostu rozwinęły się nowe zindustrializowane kraje, które zdołały w odpowiednim czasie utworzyć kluczowe gałęzie przemysłu i wypracować przesłanki do ich szybkiego wzrostu na skalę globalną. Politycznym rezultatem była [neo]liberalna globalizacja, z supremacją USA, jako emitenta głównej waluty rezerwowej.

III. Imperialny imperatyw

Wyczerpanie potencjału wzrostu dominującego systemu technologicznego stało się przyczyną globalnego kryzysu i depresji, które ogarnęły w ostatnich latach wiodące kraje świata. Wyjście z tej zapaści nastąpi na fali „rewolucji naukowej”, u której podstaw leży kompleks nano- i biotechnologii. I chociaż główna sfera zastosowania tych odkryć nie jest związana z produkcją przętu wojskowego to wyścig zbrojeń i wzrost wydatków na cele militarne jest zwykle głównym imperatywem państwowej stymulacji postępu naukowo-technicznego. Rzecz w tym, że ideologia liberalna, dominująca w kręgach władzy USA i ich sojuszników z NATO, nie dostarcza dla państwa innych powodów do rozszerzania interwencji w sferę ekonomiczną, jak tylko potrzeby obronne. Dlatego też, w obliczu konieczności wykorzystania państwowego popytu do stymulowania wzrostu nowego systemu technologicznego, wiodące kręgi przemysłowe uciekają się do eskalacji napięcia militarno-politycznego jako podstawowej metody zwiększania krajowych zamówień zaawansowanych technologii. Właśnie w tej perspektywie trzeba rozpatrywać przyczyny rozpędzania przez Washington koła zamachowego wojny na Ukrainie, która jest nie celem samym w sobie, lecz instrumentem realizacji podstawowego celu, jaki jest zachowanie światowej supremacji USA. Wraz ze strukturalnym kryzysem gospodarki globalnej, uwarunkowanym zmianą dominujących systemów technologicznych, obecnie odbywa się przejście do nowego cyklu akumulacji kapitału, co tylko zaostrza ryzyko wybuchu wojny światowej.

Poprzednie przejście od europejskich imperiów kolonialnych do globalnych korporacji jako wiodącej formy organizacji gospodarki światowej, odbywało się w wyniku zainicjowania trzech wojen światowych, których zakończeniu towarzyszyły kardynalne zmiany globalnego systemu politycznego. W wyniku i wojny światowej runął system monarchiczny, powstrzymujący ekspansję kapitału narodowego. W rezultacie II wojny światowej rozpadły się imperia kolonialne, ograniczające międzynarodowe przepływy kapitału. Z upadkiem ZSRR, na skutek III – zimnej – wojny światowej, swobodny przepływ kapitału ogarnął cały świat a transnarodowe korporacje otrzymały dostęp do ekonomii planetarnej. Jednak na tym historia się nie kończy. Rozwój ludzkości wymaga nowych form organizacji gospodarki globalenj, które pozwolą zapewnić stały rozwój i eliminację zagrożeń planetarnych, włącznie z ekologicznymi i kosmicznymi. W warunkach liberalnej globalizacji skonstruowanej pod interesy ponadnarodowych, głównie anglo-amerykańskich, korporacji, te wyzwania dla ludzkiej egzystencji pozostają bez odpowiedzi. Obiektywnie istniejąca potrzeba ograniczenia światowej oligarchii i zorganizowania przepływu światowego kapitału osiągana jest w modelu wschodnioazjatyckim współczesnej ekonomii. Wraz z rozwojem Chin, Indii, Wietnamu, w ślad za Japonią i Koreą, najbardziej przenikliwi badacze zaczęli mówić o przejściu od anglo-amerykańskiego do azjatyckiego cyklu akumulacji kapitału.

W świetle zasygnalizowanych powyżej zmian globalnych jest oczywiste, że trwa rywalizacja o światowe przywództwo pomiędzy USA a Chinami, w której to walce Stany Zjednoczone, dla zachowania swojej dominacji, rozgrywają standartowy dla nich scenariusz inicjowania wojny światowej w Europie, próbując po raz kolejny na rachunek Starego Świata, umocnić swoją pozycję w świecie. W tym celu wykorzystują starą anglosaską zasadę geopolityczną „dziel i rządź”, ożywiając podświadomą rusofobię politycznych elit krajów europejskich i stawiając na tradycyjny dla nich drang nach Osten. Przy tym, kierując się zaleceniami [Otto von] Bismarcka i analizami [Zbigniewa] Brzezinskiego, wykorzystują oni Ukrainę jako „skrzyżowanie geopolityczne”, licząc z jednej strony na osłabienie aktywnej pozycji Rosji a z drugiej strony na konsolidację państw europejskich w ich tradycyjnym dążeniu do kolonizacji ziem ukrainnych. Rachuby amerykańskich geopolityków wydają się [pozornie] trafne a działania nieomylne. Przez ponad pół roku przeprowadzili oni blitzkrieg, faktycznie „okupując” Ukrainę i podporządkowując sobie Unię Europejską, wykorzystując w tym celu histerię antyrosyjską. Przy tym pozyskali już część aktywów ukraińskich, na poczet płatności, 1,5 mld USD wydanych na organizację przewrotu państwowego i doprowadzenie – z odpowiednim legitymizmem – do władzy swych „podopiecznych”, z prezydentem na czele. Rosja zdołała ocalić jedynie Krym przed „okupacją” przez reżim amerykańsko-totalitarny, zaś – ociekający krwią – Donbas stał się strefą permanentnego konfliktu zbrojnego między „juntą kijowską” a Rosją. Tę ostatnią – jak mniemają amerykańscy imperialiści – udało się zwabić w [rzekomą] polityczną pułapkę, gdyż użycie armii FR do wyzwolenia Donbasu pozwala na wciągnięcie do wojny z Moskwą UE i NATO. Z kolei odżegnanie się od wykonia wobec reżimu narodowo-radykalnego operacji „przywracającej pokój” pociągnie za sobą utworzenie eskalującego „wiru chaosu” w centrum Europy, który już się internacjonalizuje, stając się ogniskiem destabilizacji Rosji. Rozpalenie regionalnej, a także być może wojny globalnej – na warunkach korzystnych dla USA – zdaje się wydawać jako nieuniknione. W opinii jej decydentów Rosja i tak jest skazana na porażkę, gdyż po pierwsze utraciła już Ukrainę, a po drugie dokonała się – pod egidą Stanów Zjednocoznych – konsolidacja krajów wysokorozwiniętych świata wraz z jej sojusznikami z NATO, Japonią i Koreą.

Według rozważań geopolityków amerykańskich, pokonanie Rosji powinno pociągnąć za sobą jej powrót pod kontrolę Waszyngtonu, tak jak to było za [prezydentury] Borysa Jelcyna, a osłabienie Europy – jej podporządkowanie ekonomiczne za pośrednictwem transatlantyckiej strefy wolnego handlu. Tym samym USA mają nadzieję na wzmocnienie swojej pozycji i zachowanie światowej dominacji w konkurencji z potężniejącymi Chinami. Jednakże w tej „żelaznej” i cynicznej logice tkwi błąd. Działając na podstawie archetypów europejskiej polityki, liczących sobie dwa stulecia, Amerykanie wskrzesili trupy euro-totalizmu i stworzyli w Kijowie politycznego Frankensteina, który zaczął pożerać swoich rodziców. Pierwszą zaplanowaną ofiarą został [Wiktor] Janukowycz i jego otoczenie, hodujący ukraińskich narodowych radykałów jako sparring-partnerów. Następną ofiarą zostali „starokontynentowi” politycy, popierający przewrót państwowy, którzy przegrali wybory do Europarlamentu. „Kijowski Frankenstein” skrada się do swojej „mamy” Catherine Ashton i, możliwe, wkrótce zacznie się skradać do swojego „tatusia” Baracka Obamy. Trzeba mu tylko pomóc w odnalezieniu drogi. Aby powstrzymać wojnę trzeba, zakończyć działania napędzających ją sił. Na tym etapie konflikt rozwija się jeszcze na płaszczyźnie ekonomicznej, informacyjnej i politycznej.

Przy całej potędze USA, ich ekonomiczna przewaga opiera się na finansowej piramidzie zobowiązań dłużnych, która już dawno przekroczyła wszelkie granice wytrzymałości. Do jej obalenia wystarczy głównym wierzycielom Waszyngtonu rzucenie na rynek nagromadzonych [przez całe lata] amerykańskich papierów wartościowych i obligacji skarbowych. Oczywiście krach systemu finansowego USA pociągnie za sobą poważne straty dla wszystkich posiadaczy tej waluty i papierów wartościowych. Ale, po pierwsze, straty Rosji, Europy i Chin będą mniejsze od zniszczeń poniesionych z powodu roznieconej, przez amerykańskich geopolityków, kolejnej wojny światowej. Po drugie, im wcześniej nastąpi wyjście z tej „amerykańskiej piramidy”, tym mniejsze będą straty. Po trzecie – zapaść spekulacji dolarowej da w końcu możliwość zreformowania światowego systemu finansowego, w kierunku zasad sprawiedliwości i wielostronnych korzyści. Dominacja USA w sferze informacji jest [w tym przypadku] kluczowym czynnikiem demoralizacji Europejczyków i podporządkowywania elit politycznych krajów Starego Kontynentu. Lawinie łgarstw i fałszerstw, rozpowszechnianych przez światowe media, kontrolowane przez USA, trzeba przeciwstawić obiektywny przekaz informacyjny za pomocą sieci społecznościowych, powiązań regionalnych i narodowych telewizji. To, oczywiście, będzie wymagało wysiłku. Jednak przy kreatywnym podejściu prawda przebije się, ponieważ zagrożenie nową wojną światową przeraża każdego człowieka i, ostatecznie, pobudza do poszukiwania jej przyczyn. A przecież społeczna podświadomość narodów europejskich – tym bardziej społeczeństwa ukraińskiego – może sobie szybko przypomnieć okropności minionej wojny [światowej], kiedy tylko – po właściwie przeprowadzonej akcji [propagandowej] – wskaże się na cały szereg współczesnych faszystów i ich popleczników.

Wyhodowany przez amerykańskich geopolityków [ukraiński] Frankenstein wygląda nie lepiej od „brunatnych koszul”, zaś obiektywny przekaz informacji o dokonaniach narodowych radykałów wywoła, u mieszkańców Europy, poczucie zdystansowania i przerażenia. Trzeba wreszcie pamiętać, że światowa dominacja polityczna Stanów Zjednoczonych w dużej mierze opiera się na przyzwyczajeniu ich sojuszników do podporządkowania się „waszyngtońskim komisarzom”, niż na realnej zależności europejskich i japońskich polityków od amerykańskiego przywództwa. Jak tylko zacznie się załamywać dolarowa „piramida finansowa”, to Amerykanie nie będą w stanie zapłacić za utrzymanie swoich baz wojskowych [za granicą] i światowych mediów. Wówczas to Niemcy i Japonia zdołają się uwolnić od przytłaczającego je uczucia protektoratu. Oczywiście nie wolno wyobrażać sobie, że USA to „kolos na glinianych nogach”. W rękach amerykańskich geopolityków znajduje się broń masowego rażenia, zdolna do zniszczenia całej ludzkości. I kiedy damy Białego Domu chwalą ukraińskich narodowych rewolucjonistów za „powściągliwe” stosowanie siły, to świat ogarnia przerażenie z powodu niedopuszczalnej głupoty i brawury władców Białego Domu, zdolnych dla dobra własnego wizerunku zniszczyć [nawet] połowę ludzkości. Takie zamiary USA już demonstrowały za prezydentury Dwighta Eisenhowera i Harry’ego Trumana, którzy chcieli rzucać bomby atomowe na Koreę, za Johna Kennedy’ego, który niemal nie rozpoczął wojny atomowej z ZSRR, za Ronalda Reagana, który groził „wojnami gwiezdnymi”.

IV. Scenariusz dla Rosji

Jednakże współczesnsa sytuacja różni się, od tej z czasów Zimnej Wojny tym, że amerykańska administracja nie uważa [już] Rosji za równego przeciwnika i próbuje zawrócić ją do stanu osłabienia z czasów [Borysa] Jelcyna. Amerykańscy doradcy – tak obecnego, jak i minionego kierownictwa ukraińskiego – niestrudzenie przekonywali o swojej zasadniczej przewadze nad Rosją, którą przedstawiali jako swego satelitę. Odurzeni rozpadem ZSRR amerykańscy geopolitycy uważają Rosję za swoją zbuntowaną kolonię, którą trzeba uśmierzyć na zawsze jako integralną część swojego imperium. Konkludują oni o niezdolności Moskwy do egzystencji w warunkach globalnej izolacji i wyraźnie przeceniają stopień swojego wpływu. Błędna ocena sytuacji rodzi z jednej trony poczucie bezkarności, i permisywizmu stwarzając tym samym ryzyko globalnej katastrofy, a z z drugiej – jest ona źródłem ich słabości w zetknięciu się z rzeczywistym oporem do którego moralno-politycznie nie są oni gotowi.

Tak więc zdecydowane działania kierownictwa Rosji w celu odparcia amerykańsko-gruzińskiej agresji w Osetii Południowej a także ratunek ludności Krymu przed prześladowaniem ze strony „wyhodowanych” przez Waszyngton fanatyków, nie pozostawiły im szans na wygraną. Zetknąwszy się ze zdecydowanym oporem Bashara Assada, USA i ich europejscy sojusznicy nie zdołali ostatecznie zająć Syrii. Wygrywali tylko tam, gdzie ofiara nie mogła stawić prawdziwego oporu na skutek demoralizacji i zdrady rządzącej elity – tak jak w Iraku i w Jugosławii, albo totalnej przewagi sił agresora – tak jak to miało miejsce w Libii.

Narodowy instynkt samozachowawczy i odpowiedni PKB stawiają twardą granicę każdej zagranicznej ingerencji w sprawy polityki FR. Próby zastraszania sankcjami, międzynarodową izolacją albo poparciem opozycji pozostaną bez powodzenia – jak i również same sankcje czy izolacja ze strony Zachodu ze względu na globalne znaczenie Rosji i jej wielokierunkową politykę zagraniczną. Niestety, laureat nagrody Nobla B. Obama tego nie pojmuje. Porusza się on na wodzy tych sił reakcyjnych, które liczą na łatwą neokolonizację Rosji, naiwnie przekonanych o wiecznej dominacji Ameryki. Wychodząc z założenia, że konflikt zbrojny na Ukrainie jest prologiem kolejnej wojny światowej, rozpętywanej przez USA przeciwko Fedefacji Rosyjskiej w celu utrzymania światowej dominacji, to dla odparcia tej agresji i osiągnięcia zwycięstwa trzeba koniecznie zbudować odpowiedni system sojuszy oraz precyzyjnie określić pozycje wszystkich uczestników. Uwarunkowania tej, postępującej konfrontacji, kształtują się następująco:

1. Stany Zjednoczone to agresor, prowokujący wojnę światową, w celu zachowania swej dotychczasowej pozycji;

2. Prowokują one wojnę światową, ukazując Rosję jako agresora, w celu konsolidacji świata zachodniego, dla obrony swych interesów;

3. Geopolitycy amerykańscy postawili na rusofobiczną kartę ukraińskiego narodowego radykalizmu, jako kontynuację anglo-germańskiej tradycji osłabiania Moskwy;

4. Ukraina, od czasu przewrotu państwowego i zaprowadzenia tam dyktatury narodowo-rewolcyjnej, jest faktycznie protektoratem USA;

5. Państwa europejskie są przymuszane do działań przeciw Rosji, wbrew własnym interesom narodowym.

Opierając się na wzmiankowanych uwarunkowaniach, powinniśmy postrzegać walkę Donbasu jako odruch samoobrony nie tylko miejscowej ludności przed „juntą kijowską”, lecz i obronę Rosji przed amerykańską agresją – tak, jak i całego świata – przed IV wojną światową. Ochotnicy pospolitego ruszenia Donbasu to obrońcy Ruskiego Świata, stojący – nie z własnej woli – na pierwszej linii [nowej] wojny światowej. Miasto o wymownej nazwie Sławiańsk już stało się symbolem tej bohaterskiej postawy. Podobnie, jak twierdza Brześć, to niewielkie miasto opiera się wielokrotnie silniejszym siłom euro-faszystów, za cenę życia swoich mieszkańców. Oni umierają nie tylko za [niezależny] Donbas, oni giną za wszystkich ludzi Ruskiego Świata i całą ludzkość, ratując nas przed nowy, globalnym konfliktem. Jednocześnie darują oni życie ukraińskim żołnierzom i uwalniają jeńców, tym którzy zostali wysłani na rzeź przez nacjonalistyczną juntę. Przy całym bohaterstwie bojowników Armii Ludowej Donbasu nie są oni w stanie powstrzymać wojny światowej. Interwencja wojskowa Rosji mogłaby zmienić sytuację i powstrzymać agresję „marionetkowego reżimu”, lecz jej rezultatem będzie wciągnięcie w konflikt NATO, co wywoła jego internacjonalizację i będzie jeszcze jednym krokiem w kierunku rozpętania wojny światowej. Ażeby jej zapobiec trzeba stworzyć możliwie szeroką koalicję międzynarodową krajów, zdolnych wspólnymi siłami do powstrzymania agresji USA. Działania te powinny być ukierunkowane na poderwanie amerykańskiej potęgi wojskowo-politycznej, opartej na emisji dolara jako waluty światowej. Przede wszystkim takie działania powinny obejmować odmowę korzystania z dolara we wzajemnej wymianie handlowej i odmowę lokowania rezerw walutowych w nominowanych w dolarach papierach wartościowych. Instrumenty dolarowe powinny być traktowane jako skrajnie ryzykowne a korzystanie z nich powinno być maksymalnie unikane.

Wraz ze środkami podrywającymi możliwości USA finansowania wzrostu wydatków wojskowych, konieczne są polityczne wysiłki formowania szerokiej koalicji antywojennej z celem potępienia amerykańskiej agresji i ujawnienia jej organizatorów w Waszyngtonie i Brukseli. Szczególne znaczenie ma polityczna aktywizacja europejskiego biznesu, dla którego rozpętywanie nowej wojny światowej w Europie niczego dobrego nie niesie. I oczywiście najważniejszym zadaniem jest wyzwolenie Ukrainy od ustanowionego przez USA reżimu narodowo-rewolucyjnego.

Formowanie Noworosji na wyzwolonym, od amerykańsko-totalitarnej dominacji, terytorium jest zaledwie częścią tej pracy. Może ona być uważana za zakończoną tylko po wyzwoleniu Kijowa siłami samego narodu ukraińskiego, który trzeba koniecznie obudzić z „majdanowego” koszmaru i poprzeć w walce o powrót na ojczyste łono Ruskiego Świata. Wymaga to ogromnej pracy w wyjaśnianiu prawdziwych celów amerykańskich marionetek, które wykorzystują – zdezorientowanych przez „faszystowską” propagandę – obywateli Ukrainy jako ofiary składane bogowi wojny [Aresowi].

tł. RX
Pierwodruk: http://www.novorossia.org/politika/6758-zachem-amerike-byl-nuz-hen-maydan.html
Redakcja tekstu na podstawie przekładu z: http://alexjones.pl/pl/aj/aj-swiat/aj-wiadomosci/item/30518-do-czego-usa-by%C5%82-potrzebny-majdan
Fot. www.dissentmagazine.org

Czytany 7742 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04