poniedziałek, 17 grudzień 2012 08:10

Ronald Lasecki: Wokół dymisji premiera Mali

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Cheick_Modibo_Diarra  Ronald Lasecki

10 grudnia zmuszony do dymisji przez malijskich wojskowych został premier tego państwa Cheick Modibo Diarra (z zawodu jest astrofizykiem, pracował wcześniej między innymi dla NASA). Pełnił on swój urząd od 17 kwietnia, objąwszy go w niepełny miesiąc po wojskowym zamachu z 22 marca, w wyniku którego odsunięty od władzy został prezydent Amadou Toumani Touré.

Krótka historia astrofizyka

10 grudnia zmuszony do dymisji przez malijskich wojskowych został premier tego państwa Cheick Modibo Diarra (z zawodu jest astrofizykiem, pracował wcześniej między innymi dla NASA). Pełnił on swój urząd od 17 kwietnia, objąwszy go w niepełny miesiąc po wojskowym zamachu z 22 marca, w wyniku którego odsunięty od władzy został prezydent Amadou Toumani Touré. Premier zatrzymany został przez wojskowych około godziny 23.00, niedługo przed planowanym wylotem do Paryża na leczenie. Dymisję swoją i swojego gabinetu ogłosił o 4.00 rano w przemówieniu wyemitowanym przez państwową malijską telewizję ORTM. Zatrzymania dokonało około 20 wojskowych z garnizonu w Kati w pobliżu Bamako, a zadecydował o nim osobiście kapitan Amadou Haya Sanogo, odpowiedzialny za wcześniejsze odsunięcie od władzy prezydenta Touré (Sanogo po przewrocie mianowany został przez tymczasowo pełniącego obowiązki prezydenta Dioncouda Traoré odpowiedzialnym za zreformowanie malijskiej armii). Ogłaszając swoją dymisję, Diarra wyraził nadzieję że ekipa jego następców dokona zbrojnego przyłączenia północnej części kraju, opanowanej przez islamistów powiązanych z Al-Kaidą, a także że przeprowadzi planowane demokratyczne wybory prezydenckie.

Mianowany przez Traoré dekretem na stanowisko premiera dotychczasowy ombudsman Diango Cissoko uważany jest za zajmującego neutralną postawę zarówno wobec obalonego prezydenta Touré, jak i byłego już premiera Diarra jak i wobec przywódcy wojskowych puczystów kapitana Sanogo. Zaraz po swojej nominacji z 12 grudnia zadeklarował chęć powołania rządu jedności narodowej i jako swoje główne cele wymienił przyłączenie na powrót północnych prowincji oraz przygotowanie wyborów prezydenckich. W przemówieniu wygłoszonym wieczorem 12 grudnia w państwowej telewizji malijskiej, kapitan Sanogo oskarżył tymczasem odsuniętego od władzy premiera o bycie przeszkodą dla rozwiązania kwestii rebelii w Azawadzie i o niedostateczną troskę o dobro obywateli Mali. Stwierdził też, że wojsko nie tyle „zmusiło” C. M. Diarrę do ustąpienia, ile „ułatwiło” mu je (sic!).

Kij i marchewka

Wojskowi puczyści. którzy wynieśli w kwietniu Diarrę do władzy liczyli, że użyje on swych kontaktów międzynarodowych dla stworzenia w krótkim czasie warunków dla interwencji i zbrojnego przyłączenia zbuntowanej północy kraju. Wśród społeczności międzynarodowej narasta jednak sceptycyzm co do planowanej operacji wojskowej; specjalny wysłannik ONZ w region Sahelu Romano Prodi stwierdził że międzynarodowa interwencja nie będzie możliwa wcześniej niż w sierpniu 2013 roku, zaś sekretarz generalny ONZ Ban Ki Moon wyraził obawę czy przedwczesne skorzystanie ze środków wojskowych nie przekreśli szansy na wynegocjowanie rozwiązania politycznego, które jego zdaniem jest jedyną szansą wypracowania trwałej stabilności w Mali. Dyplomatyczne niepowodzenie premiera Diarre w zorganizowaniu międzynarodowego poparcia dla interwencji w Azawadzie kosztowało go utratę stanowiska. Tymczasem poważną kwestią z jaką będzie się musiał zmierzyć nowy premier jest niechęć kapitana Sanogo do przeprowadzenia interwencji w Azawadzie w formule operacji międzynarodowej. Przywódca malijskich puczystów preferuje w to miejsce unilateralną operację Mali, poprowadzoną jedynie z logistycznym i finansowym wsparciem społeczności międzynarodowej. Naprzeciw tym oczekiwaniom wychodzić zdają się zapowiedzi ze strony UE, która w styczniu 2013 r. planuje wysłać do Mali swoich instruktorów wojskowych.

Prowadzone pod auspicjami Burkina Faso negocjacje tymczasem utknęły, pomimo wysiłków znanego zarówno ze sponsorowania regionalnych awantur jak i patronowania procesom pokojowym prezydenta Blaise Compaoré w martwym punkcie. Wagadugu proponuje jako podstawę dla rozmów koncepcję „zaawansowanej autonomii” dla północnych regionów Mali. Propozycja ta została co prawda zaakceptowana przez stronę malijską, a także przez islamistów, MNLA oraz Tuaregów, ale na przeszkodzie porozumieniu stoją jednak spory ambicjonalne i rywalizacja plemienna. Ansar Dine obstaje twardo przy wprowadzeniu prawa szariackiego w regionie Kidal, czemu z kolei sprzeciwia się rząd w Bamako, zaś MNLA rości sobie pretensje do występowania w imieniu wszystkich obywateli Azawadu. Tego rodzaju różnice oddalają perspektywę zwieńczenia negocjacji ostatecznym porozumieniem.

Dalsze skomplikowanie sytuacji międzynarodowej przyniósł też sam zamach stanu z 10 grudnia. Sekretarz generalny ONZ i Rada Bezpieczeństwa tej organizacji wyraziły zaniepokojenie interweniowaniem malijskich wojskowych w sferę władzy politycznej w tym kraju, a Rada Bezpieczeństwa ponowiła dodatkowo ostrzeżenie wprowadzenia „ukierunkowanych sankcji” przeciwko puczystom. O całkowite podporządkowanie czynników wojskowych władzy cywilnej w Mali zaapelowała także przewodnicząca komisji Unii Afrykańskiej, pani Nkosazana Dlamini-Zuma. Zmiana władzy w Bamako nie wpłynie jednak na spodziewaną jeszcze przed Bożym Narodzeniem decyzję Rady Bezpieczeństwa, autoryzującą wysłanie do Azawadu międzynarodowych sił interwencyjnych wielkości 3.300 żołnierzy. 11 grudnia potwierdzili to przedstawiciele 15 zasiadających w RB państw.

Wyścig po władzę

Dla oceny zamachu z 10 grudnia nie bez znaczenia jest też zapewne fakt, że kapitan Sanogo, jak wspomniano o tym wyżej, odpowiedzialny jest za zreformowanie malijskich sił zbrojnych, których poziom wyszkolenia i uzbrojenia oceniane są dziś bardzo krytycznie. W grę może wchodzić zatem również korporacyjny interes malijskich wojskowych, dążących do wzmocnienia swojej finansowej i politycznej pozycji w państwie. Nieoficjalne informacje, pochodzące z kręgu współpracowników byłego premiera, mówią, że na posiedzeniu rządu 5 grudnia doszło do ostrego sporu pomiędzy ministrami związanymi z premierem C. M. Diarre a ministrami związanymi z kapitanem Sanogo. Premier miał oskarżyć frakcję wojskową o dbanie w większym stopniu o szanse Sanogo w wyborach prezydenckich zaplanowanych na 2013 rok, niż o dobro kraju. Z kolei według źródła cytowanego przez „Jeune Afrique”, były już malijski szef rządu próbował nawiązać kontakt z wyższymi stopniem oficerami armii malijskiej, by przeprowadzić własny pucz przeciwko kapitanowi Sanogo. „Dyrektor jego (tzn. C. M. Diarrego) gabinetu politycznego Oumar Konaté miał przygotować tajne spotkanie pomiędzy nim (tzn. premierem) a wyższymi rangą oficerami, bez informowania o tym kapitana Sanogo. Gdy wywiad poinformował tego ostatniego o planowanym spotkaniu, zwrócił się on niezwłocznie do ministra obrony generała brygady Jamussy Camary, by ten wydał wszystkim oficerom rozkaz, by nie odpowiadali na zaproszenie. (…) To była podstawowa przyczyna zmuszenia premiera do dymisji.”. Doniesienia te potwierdził w pewnym stopniu rzecznik sił zbrojnych Mali stwierdzając, że premier „Nagrał kasety, które miały być wyemitowane w ORTM (…) Nagranie wzywało ludzi by wyszli na ulice i wystąpili przeciwko armii”.

Zmianę na stanowisku malijskiego premiera pozytywnie ocenia Gilles Yabi z International Crisis Group: „Cheick Modibo Diarra był przeszkodą w rozwoju procesu transformacji we wszystkich jego aspektach – zarówno politycznych jak i dotyczących przygotowania interwencji na północy (…) Nominacja nowego premiera powinna odblokować sytuację. Diango Cissoko jest lepszym, bardziej kompetentnym i bezstronnym  negocjatorem, których to cech brakowało Modibo Diarrze”. Słowa eksperta naprowadzają nas zatem na jeden z tropów prowadzących do możliwych przyczyn zamachu. Była nim zaś zmienność stanowiska premiera w kwestii sposobu rozwiązania kryzysu w Azawadzie. Po powrocie z negocjacji w Wagadugu pod koniec listopada mówił on o konieczności poszukiwania rozwiązań politycznych, podczas gdy jeszcze kilka dni wcześniej opowiadał się za interwencją wojskową. Wśród wojskowych „jastrzębi”opowiadających się za jednostronną interwencją malijską, tego rodzaju chwiejność musiała być postrzegana bardzo krytycznie. Jeśli prawdziwe natomiast byłyby wyżej wzmiankowane prezydenckie ambicje kapitana Sanogo, wówczas C. M. Diarra byłby przeszkodą w jego planach zdobycia popularności jako „wyzwoliciela kraju”, poprzez poprowadzenie udanej ofensywy przeciw islamistom i tuareskim separatystom. Interpretację taką potwierdzać się zdają słowa samego kapitana Sanogo, który w tekście ogłoszonym jeszcze 25 października we francuskim „Le Monde”, porównawszy zajęcie Azawadu przez islamistów do klęski zadanej Francji przez hitlerowskie Niemcy w 1940 roku, napisał: „Prezydent Amadou Toumani Touré był dla Mali tym, kim marszałek Petain był dla Francji w 1940 roku, zaś ja jestem dla Mali tym, kim dla Francji był de Gaulle”.

Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta

Jeśli zatem Mali, jak wszystko na to wskazuje, przy pomocy swych sił zbrojnych nie byłoby w stanie samodzielnie rozwiązać kryzysu w Azawadzie i ustabilizować sytuacji w tym kraju, wówczas słuszne mogłyby się okazać zarzuty Diarrego, że Sanogo wynosi osobiste ambicje polityczne ponad dobro państwa. Jeśli natomiast  przyjmiemy perspektywę wojskowych „jastrzębi” z Bamako, wówczas za słuszne należałoby uznać stawiane byłemu premierowi zarzuty niedostatecznie sprawnego przygotowywania gruntu pod interwencję. Ku tej pierwszej opinii zdaje się przychylać większość komentatorów, wśród nich cytowany przez „New York Times” Alex De Vaal, dyrektor wykonawczy w World Piece Foundation, stwierdzając: „Malijczycy potrzebują konsensualnej formuły politycznej dla rządzenia ich zróżnicowanym krajem, oraz dla stworzenia systemu opartego na rozwoju zrównoważonym, nie zaś na przepychankach o osobiste bogactwa, dozwolone i niedozwolone. Jedynie w przypadku wdrożenia takiego procesu politycznego, operacje wojskowe dla ponownego przyłączenia północy będą mogły przynieść wynik”.

Powszechnie podkreślane przez komentatorów niewielkie zdolności operacyjne, a także słabe wyszkolenie i niskie morale armii Mali, podobnie jak społeczno-etniczne i infrastrukturalno-gospodarcze przyczyny secesji Azawadu, zdają się przemawiać raczej na korzyść  poszukiwania rozwiązań bardziej kompleksowych niż czysto militarne. W ramach zaś aspektu wojskowego na inne niż unilateralna akcja rządu w Bamako, która wedle najczęściej powtarzanych opinii skończyć musiałaby się porażką interwentów. Odsunięcie C. M. Diarrego nie przekreśli co prawda planów międzynarodowej interwencji, ale jak powiedział cytowany przez „New York Times” zachodni dyplomata, „Nie musisz być Einsteinem żeby wiedzieć, że to (tzn. zamach) wszystko spowolni”. Spodziewane utwardzenie stanowiska Bamako może zatem paradoksalnie utrudnić pacyfikację i wypracowanie warunków umożliwiających pełną reintegrację Azawadu w ramach Mali, to zaś może z kolei oznaczać przetrwanie lub rychłe odrodzenie się islamistycznej lub secesjonistycznej partyzantki w trudniej dostępnych regionach kraju.

Czytany 5694 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04