sobota, 02 marzec 2013 08:44

Robert D. Kaplan: Fatalizm i geopolityka

Oceń ten artykuł
(1 głos)

standing_edge  Robert D. Kaplan

Lepsza geopolityka akceptuje walkę moralną – akceptuje więc działania polityków mające na celu poprawę sytuacji ich własnego, jak również innych narodów. Lepsza geopolityka zdaje sobie sprawę z tego, że głowy państw muszą czasami działać w sposób idealistyczny...

W 1755 roku, w wyniku trzęsienia ziemi w Lizbonie, zginęły dziesiątki tysięcy osób. 60-letni wówczas francuski filozof Voltaire „w imię ducha i rozumu zaprotestował przeciwko temu skandalicznemu wybrykowi natury” [1], który zrównał z ziemią trzy czwarte stolicy Portugalii. Wyrażanie sprzeciwu prze Voltaire’a wobec trzęsienia ziemi w kilku dziełach literackich może wydawać się absurdalnym, jednak, jak wyjaśnia bohater „Czarodziejskiej Góry” (1924) Tomasza Manna, potępienie przez francuskiego filozofa katastrofy naturalnej miało swój poważny moralny cel: Wolter nie zaakceptowałby faktu poddania się przez ludzkość przeznaczeniu. „Natura jest potęgą, a trzeba być niewolnikiem, aby się poddawać potędze, godzić się na nią…” Akceptowanie przez społeczeństwo jakiejkolwiek potęgi – naturalnej, geograficznej, kulturowej, gospodarczej – jest zniewagą „ludzkiej godności”.

Voltaire nie był jedynym, który sprzeciwiał się tej potędze. W 1953 roku, oksfordzki uczony Isaiah Berlin prowadząc wykład, który rok później został opublikowany jako esej pod tytułem „Konieczność historyczna”, mianem niemoralnego i tchórzliwego określił przekonanie, według którego ogromne potęgi, a więc znów geografia, zasoby naturalne, uwarunkowania etniczne, rządzą naszym życiem. Berlin analizował zwłaszcza faszyzm i komunizm. Jego zdaniem, celem tych ustrojów politycznych było odmówienie ludziom, jak określił to biograf Berlina, Michael Ignatieff, „ich prawa do moralnej wolności”.

Fakt, że Holokaust dokonywany przez nazistów, obecnie nas nie dotyczy, dodaje bezpośrednim atakom Voltaire’a i Berlina wobec fatalizmu jeszcze głębszego wydźwięku. Dlatego też, według współczesnych humanistów, politycy ponoszą odpowiedzialność wobec historii: nie mogą ulec fatalistycznym argumentom zakorzenionym w geografii i uwarunkowaniach etnicznych, które mogłyby uniemożliwić im podjęcie działań na rzecz narodów zagrożonym wojną i ludobójstwem.  

To właśnie ta wrażliwość kieruje wszystkimi, zarówno prawicowymi, jak i lewicowymi, autorami czasopism literackich i opiniotwórczych. Przecież ta opiniotwórcza elita ciągle dyskutuje na temat tego, co musimy zrobić – chronić bośniackich muzułmanów i kosowskich Albańczyków przed Serbami Slobodana Miloszevicia, uratować irackich szyitów od terroru Saddama Husseina, obronić mieszkańców Bengazi przed wkraczającymi i żądnymi zemsty wojskami Muammara Kaddafiego, chronić Syryjczyków przed brutalnymi działaniami Bashara al-Assada, itd. Tak więc, musimy coś zrobić, bo możemy coś zrobić. Możemy i musimy pokonać przeznaczenie. Voltaire miał rację. Innymi słowy: to co mówił, nie było absurdalne.

W tym momencie warto sobie uświadomić, że Voltaire i Berlin byli przecież filozofami, którzy mogli rozważać moralne abstrakcje i absoluty. Mogli też rozprawiać o odpowiedzialności człowieka, zanim zrobiła to historia. I to bez konieczności konfrontowania się z wyborcami w czasie następnych wyborów. Mianem wyborców określa się obywateli mieszkających na danej przestrzeni geograficznej, troszczących się o dobrobyt tej przestrzeni bardziej, niż o dobrobyt innych ludzi żyjących w obrębie innej przestrzeni. W takim razie, gdy podejmowana jest interwencja wojskowa w celu niesienia pomocy mieszkańcom kraju znajdującego się na drugim końca świata, nie powinna ona wiązać się z obciążaniem nadmiernymi kosztami własnego narodu. Dlatego też należy wziąć pod uwagę schematy geograficzne i historyczne, które, jak da się zauważyć, mają charakter fatalistyczny lub częściowo fatalistyczny.

Można faktycznie stwierdzić, że trzęsienie ziemi w Lizbonie wzbudzało odrazę w sensie moralnym,  mimo to, trzęsienie to miało miejsce. I nic nie mogło tego powstrzymać. Przechodząc jednak do sedna sprawy – Stany Zjednoczone są jakie są, ponieważ z obu stron graniczą z dwoma oceanami. Poza tym znajdują się w obrębie strefy umiarkowanej Ameryki Północnej. Nic nie zmieni tych faktów i dlatego to właśnie one charakteryzują Amerykanów. Ciągle trwający reżim w Syrii może być straszny, jednak nie ma innej, zjednoczonej siły, która byłaby w stanie go przezwyciężyć. Dlatego też bardzo ciężko jest zmienić ten stan. Z tego wynika, że nie zawsze jesteśmy w stanie pokonać przeznaczenie i to niezależnie od tego, jak mocno opiniotwórcza elita wierzy w to, że może być inaczej. Voltaire i Berlin mogli pozwolić sobie na ignorowanie tych fatalistycznych ograniczeń, ponieważ musieli odpowiadać tylko przed innymi myślicielami. Liderzy, czy też głowy państw, nie mają takiego przywileju, gdyż to demokracja ze swoimi mechanizmami gwarantującymi zachowanie równowagi politycznej oraz z głosami przeciwników (również tymi wyrażającymi głęboki sceptycyzm wobec idealistycznych polityk) najbardziej ogranicza działania człowieka.

Jeśli chodzi o Voltaire’a i Berlina, to problem polega nie na tym, że ich rozważania są absurdalne lub brakuje im poważnego celu – trudno zresztą pomyśleć o poważniejszym celu niż krytyka fatalizmu. Chodzi raczej o to, że nie uwzględniają oni ograniczeń z jakimi muszą sobie radzić wybrani w wyborach urzędnicy. Z definicji ograniczenia mają charakter fatalistyczny, ponieważ opierają się na faktach lub wieloletnim doświadczeniu, które wyjaśniają względnie stałe modele. Modele, których nie można tak łatwo ignorować. Łatwo powiedzieć: „zainterweniujmy i wprowadźmy humanistyczną demokrację w tym miejscu”. Jednak, gdy takie działanie zostanie podjęte wbrew geograficznym lub politycznym ograniczeniom, lub też mimo głosów odradzających, wtedy oznacza ono tylko głupotę. Nawet wtedy, gdy to działanie ma na celu przeciwstawienie się przeznaczeniu.

Ignorowanie wszystkich ograniczeń jest w sumie nielogiczne. Voltaire i Berlin byli zresztą tego świadomi. Krytykowali skłonności mające zbyt duży charakter fatalistyczny. Opowiadali się za odpowiedzialnością moralną, której celem miało być polepszenie świata. Można w sumie powiedzieć, że zajmowali się absolutami.

Przejdźmy do geopolityki, a przynajmniej do jej lepszej wersji. Lepsza geopolityka akceptuje walkę moralną – akceptuje więc działania polityków mające na celu poprawę sytuacji ich własnego, jak również innych narodów. Lepsza geopolityka zdaje sobie sprawę z tego, że głowy państw muszą czasami działać w sposób idealistyczny, ponieważ bez idealizmu takie państwo, jak np. Stany Zjednoczone, których podstawą są zasady i interesy, mogłoby zatracić swoją tożsamość. Dlatego też geopolityka zaprzecza temu, jakoby odwołania do działań człowieka miały być bezwartościowe. Geopolityka nie kwestionuje tych działań, jednak przyjmuje, że jest też druga strona medalu, czyli ograniczenia – ogólnie określane jako fatalistyczne.

Praktycznie rzecz biorąc humanista stwierdzi, że Tajwańczycy są właściwie niezależni od Chin kontynentalnych, co wynika z wieloletniej, historycznej walki o wolność i godność człowieka. Geopolityk przyzna mu rację, zaznaczy jednak przy tym, że niepodległość Tajwańczyków wynika przede wszystkim z faktu, iż ich wyspa, Formosa, jest oddalona od Chin o prawie 160 kilometrów. Gdyby to było zaledwie 30 kilometrów, czyli  tyle ile mierzy kanał La Manche, wojska Mao Zedonga

z pewnością podbiłyby Tajwan zapewne wcześniej, niż przed sześćdziesięcioma laty. Humanista powie, że Stany Zjednoczone walczyły przeciwko faszystowskiej Japonii i nazistowskim Niemcom, aby chronić wolność człowieka. Geopolityk natomiast stwierdzi, że celem drugiej wojny światowej było zachowanie równowagi sił na wschodniej półkuli, której to równowadze zagrażały Japonia i Niemcy.

Humanista interpretuje historię w sposób bardziej estetyczny, uczuciowy oraz piękniejszy, podczas, gdy interpretacja geopolityka jest bardziej mechaniczna, praktyczna, a przez to bardziej ponura i mniej uczuciowa. Mimo to nie jest ona mniej trafna. Nie zmienia to też faktu, że polityk powinien o niej koniecznie pamiętać. Publicznie polityk będzie zawsze odwoływał się do Voltaire’a i Berlina, jednak prywatnie będzie słuchał rad takich geopolityków, jak Halford Mackinder i Henry Kissinger.

Polityk jest tak naprawdę zmuszony do bycia po części fatalistą. Jest świadom tego, że niektóre bitwy muszą się toczyć wbrew wszelkim przeciwnościom i wbrew siłom determinizmu. Jednak ma też świadomość  tego, że jest wiele rzeczy, które trzeba po prostu uznać za zbyt silne, aby można je było pokonać. Gdyby tak nie było, to z powodu wszystkich akcji humanitarnych i interwencji, które z pewnością byłyby podejmowane, polityka zagraniczna nie byłaby stabilna.

This report is republished with permission of STRATFOR.
Tłum. Paulina Radecka
Fot. crlcfaithformation.blogspot.com

__________________________________________
1. Tomasz Mann, „Czarodziejska Góra”, przełożył Józef Kramsztyk, Warszawa 1953.

Czytany 6107 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04