niedziela, 05 sierpień 2012 10:23

Rafał Zgorzelski: Wizje Mohameda Mursiego

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

MMurski  dr Rafał Zgorzelski

Pierwsze działania nowego egipskiego prezydenta Mohameda Mursiego pokazują, że nie taki diabeł straszny jak go malują, a islamista u władzy nie musi być równoznacznie utożsamiany z brakiem stabilności oraz wrogą postawą wobec Zachodu. Potwierdzają też i to, że nowy prezydent Egiptu zamierza balastować między oczekiwaniami popierających go wyborców, a realiami sytuacji geopolitycznej, w której przyszło mu funkcjonować. 

Swoją pierwszą zagraniczną wizytę po zaprzysiężeniu (w dniu 30 czerwca br.) na funkcję prezydenta Egiptu Mohamed Mursi złożył w Arabii Saudyjskiej. Celem pobytu egipskiej głowy państwa, której polityczne korzenie sięgają islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego, było przekonanie króla Arabii Saudyjskiej Abdullaha bin Abdulaziza Al Sauda oraz związanych z tym państwem krajów z rejonu Zatoki Perskiej, że Egipt Mursiego nie planuje inicjować i wspierać działań zmierzających do dalszych przewrotów rewolucyjnych na Bliskim Wschodzie.

Intencją Mursiego było też podtrzymanie dobrych stosunków z Arabią Saudyjską, z którą wiązały Egipt pozytywne relacje również za czasów Hosniego Mubaraka.

Wizyta Mursiego w Arabii Saudyjskiej zbiegła się niemal z ogłoszeniem decyzji prokuratora generalnego Egiptu Abdela Maguida Mahmuda o ponownym osadzeniu w areszcie, w związku z poprawą stanu zdrowia, skazanego na karę dożywotniego wiezienia byłego prezydenta Egiptu, Mubaraka. Egipt pokazuje, że w sprawach wewnętrznych będzie zasadniczy i nie będzie pobłażał także dawnemu sojusznikowi USA w osobie byłego prezydenta Mubaraka, lecz daje równolegle sygnały, iż na arenie międzynarodowej jest zainteresowany dalszą współpracą z dotychczasowymi partnerami Egiptu.

Mursi chce przekonać dawnych sojuszników Egiptu do tego, iż w zasadniczych kwestiach jego urząd będzie stanowił politykę kontynuacji i że nie będzie dążył do zbudowania państwa fundamentalistycznego. I że jego Bractwo Muzułmańskie zamierza pełnić w polityce biskowschodniej rolę stabilnego partnera będącego gwarantem podtrzymania tradycyjnych sojuszy oraz porozumień. Że będzie reprezentowane przez Mursiego dążyć również do podtrzymywania dobrych relacji nowej egipskiej demokracji z monarchią absolutną Arabii Saudyjskiej, jedną z najdynamiczniej rozwijających się gospodarek narodowych świata oraz z jej zachodnimi sojusznikami. Takie działanie pokazuje, że Mursi daje sygnał USA, iż jest zainteresowany utrzymaniem dotychczasowego statusu quo. USA rewanżują się natomiast poparciem dla demokratycznych przemian w Egipcie oraz anulatą części przyznanego temu państwu wcześniej finansowego wsparcia.

Mohamed Mursi nie krył w kampanii wyborczej swojej niechęci do Izraela oraz przywiązania do islamistycznej tradycji. Zgłaszał potrzebę rewizji traktatu podpisanego z tym państwem w 1979 roku w Camp David. Projekty te dały mu zwycięstwo. Jednakże już pierwsze deklaracje oraz działania podejmowane przez Mursiego stanowią, na pierwszy rzut oka, niejako odwrócenie zobowiązań przyjętych przez niego w kampanii, ponieważ nie jest żadną tajemnicą, że Arabię Saudyjską (tak jaka Egipt z czasów Mubaraka) wiążą dobre relacje ze Stanami Zjednoczonymi, a więc tradycyjnym aliantem Izraela.

Czyżby więc Mursi zagrał na nosie elektoratowi, który udzielił mu poparcia i wyniósł na fotel prezydencki pod hasłami, które bynajmniej USA i ich największym sojusznikom, w tym oczywiście Izraelowi, nie były przychylne?

Mursi postawił w kampanii wyborczej na tradycyjny islam, który jest przecież nieprzychylny zachodnim wzorcom kulturowym oraz modelowi uprawiania polityki. Szukał też głosów tej większości arabskiej, która nie jest zbyt pozytywnie ustosunkowana do Izraela szafując w kampanii sloganami wzbudzającymi obawy amerykańskiej dyplomacji, stawiającymi pod znakiem zapytania to, czy USA nie będą chciały zakręcić Egiptowi kurka z dolarami. Swą nową strategią powyborczą podjął jednak kolejne ryzyko, ponieważ teraz wystawił na szwank zaufanie własnych wyborców, którzy przecież utożsamiają się z dążeniami Palestyńczyków do posiadania własnego państwa oraz nie są zbyt przychylnie ustosunkowani do Zachodu i z głęboką niechęcią podchodzą do ich arabskich sojuszników.

Pierwsze działania Mursiego pokazują, że nie taki diabeł straszny jak go malują, a islamista u władzy nie musi być równoznacznie utożsamiany z brakiem stabilności oraz wrogą postawą wobec Zachodu. Potwierdzają też i to, że nowy prezydent Egiptu zamierza balastować między oczekiwaniami popierających go wyborców, a realiami sytuacji geopolitycznej, w której przyszło mu funkcjonować.

Mohamed Mursi spotkał się także w Kairze z sekretarz stanu USA Hillary Clinton. Podczas rozmów zapewnił przedstawicielkę USA, że Egipt będzie respektował zawarte przez siebie międzynarodowe umowy, co potwierdza tezę, iż nie należy spodziewać się tego, że Mursi planuje realizować diametralnie odmienną od swego poprzednika wizję polityki zagranicznej. Aczkolwiek również w rozmowach z Clinton prezydent Egiptu nie krył tego, iż nie zamierza wcale być pariasem Izraela.

Uczestniczył Mursi także w szczycie Unii Afrykańskiej w Addis Abebie, które to spotkanie można uznać za nowe otwarcie w kontaktach z afrykańskimi państwami, gdzie relacje te układały się przecież różnie. Spotkał się też prezydent Egiptu z przywódcą Hamasu, Khaledem Mashalim by omówić z nim kwestię zaopatrywania kontrolowanej przez Hamas Strefy Gazy mimo izraelskiej blokady, choć przecież wcześniej odbył też rozmowę z Mahmudem Abbasem, szefem Autonomii Palestyńskiej i liderem Al-Fatah, rywalem Hamasu. Z przedstawicielem organizacji wrogiej Izraelowi, z którą Mubarak rozmawiać nie chciał.

Mursi w ciągu zaledwie kilku tygodni od objęcia prezydenckiego fotela odbył szereg spotkań i rozmów z różnymi środowiskami politycznymi oraz przywódcami bądź wysoko postawionymi urzędnikami państw. Pokazuje to, iż nie zamierza zasypywać gruszek w popiele, a że planuje prowadzić elastyczną i zarazem dynamiczną politykę. Nie należy sądzić, iż Mursi odstąpi od koncepcji geopolitycznych prezentowanych przez własne środowisko i elektorat, który wyniósł go do władzy, jednakże jego postawa potwierdza to, iż Bractwo Muzułmańskie w Egipcie dobrze odrobiło lekcje oraz jest organizacją coraz lepiej rozumiejącą otaczającą je rzeczywistość.

Mohamed Mursi pierwszymi działaniami i decyzjami potwierdził, że planuje prowadzić obrotową geopolitykę, iż nie zamyka się na różne sytuacje, i że nie będzie podejmował zbędnych antagonizmów oraz konfliktów z państwami, z którymi współpraca może mieć duże znaczenie dla odbudowy oraz rozwoju zniszczonej gospodarki egipskiej. Okazał się bardziej „liberalny” w działaniu od egipskich „liberałów”. Z uwagą należy więc oczekiwać na kolejne ruchy Mursiego na geopolitycznej szachownicy oraz obserwować czy poprzez strategię, którą obrał nie wypracuje sobie pozycji na szach mata. I czy będzie to szach mat dany przez niego, czy jemu?

Fot. muslimvillage.com

Czytany 5954 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04