sobota, 28 lipiec 2012 07:27

Rafał Zgorzelski: Talibastany

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

afganistan_map  dr Rafał Zgorzelski

Kilka dni temu pakistańskie myśliwce bojowe ostrzelały schronienia powiązanych z talibami rebeliantów, zlokalizowane w północno-zachodniej części tego państwa. Okręgi Ghalijo i Babori, znajdujące się w tej części Pakistanu, regionie Orakzai, są miejscami, w których talibowie mają nadal całkiem spore wpływy. Stąd to głównie inicjują akcje zaczepne, liczne ataki bombowe, które są przez nich realizowane na terytorium Pakistanu. Regularna armia tego kraju prowadzi działania zbrojne przeciwko talibom funkcjonującym w regionach graniczących z Afganistanem, gdzie mają oni szczególnie duże zaplecze.

W Afganistanie już w maju br. talibowie zapowiedzieli początek kolejnej ofensywy przeciwko wojskom państw zachodnich i wspieranym przez nie jednostkom prezydenta Hamida Karzaja. Wtedy to zwracali uwagę na to, iż ich celem będą głównie cudzoziemcy. Już w dwie godziny po wizycie prezydenta USA Baracka Obamy we wschodnim Kabulu, na zamieszkiwaną w dużej mierze przez cudzoziemców miejscowość posypały się kule talibów. Wcześniej też oni, bądź ich sprzymierzeńcy, zaatakowali zachodnie ambasady i agendy rządowe oraz biura Organizacji Narodów Zjednoczonych w Kabulu.

Talibowie, zbyt słabi do otwartej konfrontacji z wojskami Zachodu oraz ich afgańskich sojuszników kąsają dziś tam, gdzie i jak się da dopasowując swą taktykę do zmieniających się okoliczności. Wcześniej preferowali bomby-pułapki podkładane pod auta, dziś do ataków angażują bojowników zamachowców -samobójców.

W Afganistanie na stronę talibów przechodzą też często żołnierze z regularnych jednostek wojskowych tego kraju – również z elitarnych oddziałów komandosów, wyszkoleni pod okiem zachodnich instruktorów. Nic nie wskazuje na stabilizację w tym regionie świata. Talibowie raz to deklarują wolę rozmów z Zachodem, raz to atakują, innym razem sami kreują walkę. Zachód najwyraźniej w świecie nie radzi sobie z takimi problemami. Jak jednak walczyć z ideami?

Afgańscy islamiści są, mimo ponoszonych porażek, nadal mocni. Wykrwawieni, lecz nadal groźni. Są też nadal, mimo wszystko, popularni w Afganistanie. Korzystają z warunków terenowych w kraju. Prowadzą obfitującą w liczne ofiary, w tym zachodnich żołnierzy, walkę partyzancką z gór, odnosząc pewne sukcesy.

Interwencja państw zachodnich w Afganistanie okazała się, póki co, fiaskiem. Zachód będzie miał poważne problemy wyjść z niej z twarzą, a opuszczenie przez wojska zachodnie Afganistanu również nie wróży niczego dobrego gołębiom pokoju. Sprawie nie służą też dodatkowe napięcia między Pakistanem a USA, ponieważ podczas bombowych ataków wojsk amerykańskich (i NATO) na talibów na pograniczu pakistańsko-afgańskim ginęli już nie jeden raz niewinni ludzie, w tym Pakistańczycy, którego to stanu rzeczy władze tego kraju zaakceptować nie mogą. Relacje na linii USA (NATO) – Pakistan są zdecydowanie napięte. Zresztą daje się także zauważyć wzrastającą niechęć przeciętnych obywateli Pakistanu do państw zachodnich, głównie USA. Bardziej sprawna koordynacja działań między wojskami sojuszniczymi a armią pakistańską owocowałaby zapewne większymi sukcesami w walce z talibami.

Wyjście wojsk zachodnich z Afganistanu, o czym wcześniej, sprawi, że dotychczasowi ich afgańscy sojusznicy pozostaną w kraju sami. A wtedy talibowie bez większych wątpliwości zintensyfikują swoje działania wojskowe i konflikt rozgorzeje ponownie ze zdwojoną siłą. Będzie więcej chaosu i destabilizacji. Podobnie jak w Iraku.

Armia amerykańska (wspierana przez swych sprzymierzeńców) poniosła w Afganistanie klęskę. Nie udało się jej unicestwić talibów. Są oni wciąż bardzo mocni w Helmandzie, Kandaharze czy górach Pasztunistanu. Są nadal liczącą się siłą. To partyzanci-widma. Pojawiający się i znikający zaciekli fundamentaliści islamscy, którzy na pewno nie złożą dobrowolnie broni. Wyjście z Afganistanu sił sojuszniczych nie będzie wcale takie proste i przyjemne. Zdają sobie również z tego zarówno Amerykanie, jak i przywódcy innych państw zachodnich, którzy popierali inwazję w Afganistanie.

W Afganistanie połamali zęby Brytyjczycy w toczonych na terytorium tego kraju wojnach w latach 1839-1842, 1878-1880 i 1919 roku oraz Armia Czerwona w latach 1979-1989. Teraz przyszła kolej na wojska USA i NATO, które wprawdzie rozbiły talibów, lecz nic z tego tak naprawdę nie wynikło – dla stabilizacji i pokoju w tej części świata...

Czytany 4000 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04