środa, 02 maj 2012 08:56

Rafał Zgorzelski: Jedna Rosja, związki Orbana

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

1_Maja_Rosja  dr Rafał Zgorzelski

Solidarny udział przywódców Rosji – premiera Dmitrija Miedwiediewa i prezydenta Władimira Putina, w pierwszomajowej manifestacji w Moskwie potwierdza, że duet ten świetnie rozumie to, na czym polega uprawianie polityki. Ten nad wyraz pozytywny przekaz mocno kontrastował z innymi pierwszomajowymi relacjami, płynącymi z innych stolic europejskich.

Dziś, po okresie stagnacji spowodowanej rozpadem Związku Sowieckiego, Rosjanie mogą czuć dumę ze swego państwa, ponieważ Miedwiediew i Putin konsekwentnie zabiegają o wzmocnienie jego pozycji na arenie międzynarodowej, a także konsolidację wewnętrzną. Nie ukrywają aspiracji, że ich celem jest budowa mocarstwa, odgrywającego decydującą rolę w polityce światowej oraz zapewnienie mieszkańcom Rosji dobrobytu, przez rozwój ekonomiczny i kulturowy. 

Przemarsz Dmitrija Miedwiediewa i Władimira Putina ulicami Moskwy na czele 120-tysięcznego tłumu jest manifestem siły oraz potęgi tych polityków w Rosji. Potwierdza także, że obydwaj gracze są w stanie łamać wszelkie stereotypy oraz podejmować działania mające zbliżyć ich postaci do ludzi, którym przywracają poczucie chwały. 

Miedwiediew i Putin kolejny raz zaskakują. Są pierwszymi przywódcami Rosji, którzy od bardzo wielu lat (dokładnie zaś szesnastu) uczestniczą w pochodzie pierwszomajowym w Moskwie, burząc przeświadczenie o tym, że święto to należy utożsamiać jedynie z obchodami z czasów sowieckich, czy pochodami organizowanymi przez Komunistyczną Partię Federacji Rosji. Obydwaj politycy nie boją się tego święta, nie obawiają się stanąć na czele wielkich rzesz ludzi. Idą ulicami Moskwy, placem Maneżowym, na plac Borowicki i przed Kremlem... 

Obydwaj udają się, po pochodzie, do kultowej piwiarni Żyguli na Nowym Arbacie na piwo. Zachowują się więc dokładnie tak jak zwykli, przeciętni ludzie, a nie wielcy politycy, pokazując, że są częścią Jednej Rosji, z jej tradycjami i aspiracjami. Zajadają suszoną płoć kaspijską, chipsy, raki i osetyjskie pieczywo oraz orzeszki rzymskie. Menu prezydenta i premiera Rosji wzbogaca dodatkowo dorsz z gotowanymi ziemniakami oraz kiełbaski z baraniny ze smażonymi ziemniakami. 

Miedwiediew i Putin nie wygłaszają (tym razem) płomiennych przemówień. Piwo w zupełności wystarczy. Są po prostu tam, gdzie być powinni, i zachowują się dokładnie tak, jak oczekują tego przeciętni Rosjanie. Swojsko. 

Na tym tle niezwykle blado wypadają komuniści, którzy alternatywnie gromadzą pod portretami Lenina i Stalina oraz flagami ZSRR w liczbie nieco ponad 3,5 tys. swych zwolenników. Ich obecność nie jest wcale bardziej okazała od socjalistów ze Sprawiedliwej Rosji oraz nacjonalistów, kwestujących pod sztandarami Władimira Żyrinowskiego. Pozaparlamentarna, antyputinowska opozycja w ogóle tym razem pasuje. 

Wielki tryumfalny powrót przywódców Rosji na pierwszomajowe afisze, w konfrontacji z de facto antyorbanowskimi wystąpieniami na Węgrzech, wypadał niezwykle okazale. Nad Dunajem to centrale związkowe podejmują, przy okazji pierwszomajowych uroczystości, świąteczny protest przeciwko oszczędnościowej polityce rządu premiera Viktora Orbana. Wchodzą tym samym w sposób wyjątkowo niemądry (jak bowiem polemizować z postulatem wzywającym do oszczędzania?), w polemikę z obecnym szefem węgierskiego rządu. Warto przypomnieć, że działania zmierzają do ograniczenia (do 2,9 proc. PKB) węgierskiego deficytu finansów publicznych, który w ubiegłym roku wynosił przecież 6,8 proc. PKB. Manifestacje węgierskiej lewicy w Budapeszcie są przejawem bezsilności tych środowisk, które z jednej strony kwestionują potrzebę zrównoważonego rozwoju gospodarczego Węgier oraz osłabienia pozycji grup reprezentujących interesy międzynarodowych koncernów, a z drugiej krajowej biurokracji publicznej.

Fot. president.ru

Czytany 4579 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04