środa, 06 czerwiec 2012 09:01

Rafał Zgorzelski: Dwie dyplomacje

Oceń ten artykuł
(1 głos)

szach_unter  dr Rafał Zgorzelski

Dezinformacja, to świadome przekazywanie nieautentycznej informacji, której głównym celem jest wprowadzenie w błąd jej odbiorcy. Jest to zachowanie nieetyczne, bardzo często wykorzystywane w procesie realizacji konkretnych interesów, przekonania do określonych poglądów, czy postaw lub postrzegania rzeczywistości w taki bądź inny sposób. 

Z dezinformacją, można odnieść nieodparte wrażenie, mamy właśnie do czynienia w sprawie konfliktu w Syrii, który wzbudza dziś duże zainteresowanie międzynarodowej opinii publicznej. Dezinformacja ta kształtuje świadomość ogółu publiczności w przedmiocie wyobrażeń o panującym w tym państwie konflikcie. W jej tle jednak występuje gra interesów wielkich mocarstw, dla których korzystne jest kreowanie opinii publicznej w określony sposób.

 

Sytuacja w Syrii jest wysoce złożona. Pokój w tym kraju dziś wydaje się, co słusznie zauważa dr Mordechaj Kedar, specjalista ds. Syrii z izraelskiego Centrum Studiów Strategicznych Begina Sadata, możliwy tylko wtedy, gdy jedna ze stron wygra wojnę. Zakończenie konfliktu nie będzie bowiem łatwe, ponieważ żadna z jego stron nie zamierza ustąpić drugiej. Warto zaznaczyć, że warunki rozejmu wypracowane przez specjalnego wysłannika ONZ i Ligi Arabskiej Kofiego Annana są naruszane przez obydwie strony. Jednakże, gdy sięgniemy po gazety bądź wsłuchamy się w publikowane w mediach komentarze, to dowiemy się z nich jedynie o coraz to nowszych i coraz bardziej destrukcyjnych działaniach obozu prezydenta Bashara al-Asada oraz wystąpieniach Rosji i Chin, które nie akceptują polityki mocarstw zachodnich wobec Syrii. Szczególnej krytyce poddawana w nich jest postawa Rosji. Nie ma natomiast informacji dotyczących postaw rebeliantów, udokumentowanych przypadków łamania przez nich praw człowieka, czy wielce prawdopodobnych kontaktów z Al-Kaidą. Eksponowane są aspekty związane z naruszaniem rozejmu przez obóz rządzący, a bagatelizowane wystąpienia ze strony opozycji.

Z większości mediów nie dowiemy się też raczej tego, że Bashar al-Asad cieszy się dużym poparciem społeczeństwa syryjskiego. Nie przeczytamy lub nie usłyszymy również o tym, iż USA, Turcja, Katar i Arabia Saudyjska coraz bardziej otwarcie wspierają rebeliantów, finansują opozycję łamiąc przy tym zapisy prawa międzynarodowego oraz statutu Organizacji Narodów Zjednoczonych. Wzmianki o tym, że kraje arabskie z rejonu Zatoki Perskiej, popierane przez USA, dostarczają rebeliantom coraz więcej broni, również są niezwykle rzadkie. Tymczasem USA nie wypierają się wcale swego wsparcia dla opozycji, aczkolwiek podkreślają, że zapewniają jej jedynie pomoc w postaci infrastruktury dowodzenia i kontroli oraz informacji przekazywanych państwom arabskim, które udzielają rebeliantom pomocy bezpośrednio.

Syria przeciwstawia się polityce USA w regionie. Nie popierała ataków na Irak oraz izraelskich napadów na Strefę Gazy. Syria wspiera Iran, który występuje przeciwko izraelskiej okupacji Palestyny. Popiera Hamas w Palestynie i Hezbollah w Libanie. Pozostająca w opozycji do al-Asada Narodowa Rada Syrii zapowiada natomiast zerwanie z nimi stosunków i nawiązanie relacji z Izraelem. Sytuacja jest też na rękę Turcji, która po upadku Syrii stanie się liderem w regionie. Wobec powyższego trudno się dziwić, że USA wraz ze swoimi sojusznikami, wspierają jednoznacznie rebeliantów oraz są zainteresowane odsunięciem od władzy Bashara al-Asada, który nie akceptuje polityki Stanów Zjednoczonych i związanych z nimi państw w regionie. Taki przekaz rzadko dociera do świadomości przeciętnego człowieka. W ogólnym odbiorze opinia o sytuacji w Syrii jest tworzona na podstawie hasłowych doniesień o tym, że władze zabijają dzieci, ograniczają swobody obywatelskie, Rosja popiera syryjski reżim, a jedyną ostoją demokracji oraz poszanowania praw człowieka są środowiska opozycyjne, popierane przez cywilizowane państwa zachodnie. Rzeczywistość jest jednak zdecydowanie bardziej złożona niż kreują ją komunikaty prasowe. Konflikt w Syrii, to nie tylko starcie dwóch przeciwstawnych obozów politycznych tego kraju, lecz kolizja różnych interesów, wizji funkcjonowania regionu... To także zderzenie wielkich mocarstw, które są zainteresowane żywo ułożeniem relacji na Bliskim Wschodzie w najbardziej korzystny dla siebie sposób.

Kolejne emocje w sprawie syryjskiej wyzwoliło wystąpienie francuskiego prezydenta Francois’a Hollande, który nie wykluczył interwencji zbrojnej w Syrii, uzależniając je od podjęcia w tej materii decyzji przez Radę Bezpieczeństwa Organizacji Narodów Zjednoczonych. Hollande opowiedział się także za zwiększeniem sankcji wymierzonych w rząd Bashara al-Asada. Natomiast francuski minister spraw zagranicznych Laurent Fabius określił syryjskiego szefa państwa nawet mianem kata swojego narodu. Zresztą, międzynarodowej interwencji w Syrii nie wykluczył również przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów USA generał Martin Dempsey. Wszystko to za sprawą masakry ludności cywilnej w Huli na zachodzie Syrii, w której zginęło ponad 100 osób, w tym 50 dzieci. Okoliczności związane z rzezią badała Rada Praw Człowieka ONZ, która po raz czwarty od wybuchu konfliktu zbrojnego w tym państwie zebrała się, by przedyskutować panującą tam sytuację. Wydarzenia w Huli potępiła, zresztą słusznie, jednogłośnie Rada Bezpieczeństwa ONZ. Mimo, że władze Syrii zaprzeczyły, że za tą masakrą stoją siły rządowe, a syryjski ambasador przy ONZ Bashar Dżaafari stwierdził, iż władze w Damaszku nie mają z nią nic wspólnego oraz nie udało się ostatecznie potwierdzić, kto stoi za tym bestialskim mordem, to reakcja wielu państw zachodnich jednoznacznie wskazała na winę obozu al-Asada. Dla przykładu choćby minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii William Hague za śmierć syryjskiej ludności cywilnej obarczył bezdyskusyjnie syryjskiego prezydenta i zaapelował do Rosji o zwiększenie na niego presji. Jeszcze przed ustaleniem bezsprzecznych faktów mimo, iż nie jest przesądzone czy za masowym mordem w Huli stoją radykalni islamiści, a z całą pewnością nie można wykluczyć tej tezy. Z tak zdecydowaną reakcją państw zachodnich nie spotkała się chociażby informacja przekazana przez syryjskiego ministra zdrowia Wael al–Halaqi, który podał, że z rąk rebeliantów od początków konfliktu w Syrii poległo już 22 lekarzy i pielęgniarek, 42 osoby z personelu medycznego zostały ranne, a rebelianci atakują nadal jednostki medyczne i pracowników służby zdrowia, dopuszczają się napaści na szpitale, ośrodki zdrowia i karetki pogotowia. W polityce międzynarodowej panują więc podwójne standardy.

Szereg państw zachodnich na znak protestu przeciwko masakrze w Huli wydaliło bądź zapowiedziało usunięcie syryjskich dyplomatów. Są wśród nich Francja, Włochy, Australia, Wielka Brytania, Niemcy, USA. Racjonalnie zachowała się Polska, która nie zamierza iść w ich ślady, choć potępiła samą masakrę, podobnie zresztą jak Chiny oraz Rosja, która ustami swego ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa obarcza za nią obydwie strony konfliktu.

Mało kto zwraca uwagę na to, że Wolna Armia Syryjska od samego początku kwestionuje założenia planu specjalnego wysłannika ONZ i Ligi Arabskiej Kofiego Annana oraz wzywa do zbrojnej rozprawy z siłami rządowymi. Gdzie tu więc wola rebeliantów pokojowego rozstrzygnięcia konfliktu? Natomiast władze Syrii zgodziły się na plan Annana i zadeklarowały pełną współpracę z międzynarodowymi wysłannikami.

Z koncepcją interwencji zbrojnej w Syrii nie utożsamia się ani Rosja, ani też Chiny. Potencjalne wystąpienie Zachodu przeciwko Syrii, bez akceptacji ze strony wymienionych państw, byłoby więc niezgodne z prawem międzynarodowym. Warto dodać, że sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen zapowiedział, że NATO nie ma zamiaru użyć środków militarnych w celu usunięcia al-Asada. Wspólnego stanowiska w tej materii nie wypracowała także grupa G8. Minister spraw zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle uważa, że kwestią tą powinna zająć się Rada Bezpieczeństwa ONZ, a Rosja, iż byłoby to przedwczesne. Zdecydowanie przeciw interwencji w Syrii lub zmiany władzy w tym kraju występują też Chiny. Ustami rzecznika chińskiego MSZ Liu Weimin udzielają pełnego poparcia działaniom mediacyjnym Annana. Siergiej Ławrow krytykuje natomiast państwa, które uważają, że rozwiązanie sprawy w Syrii musi zakończyć się odsunięciem od władzy al-Asada. Ławrow uznaje, że najważniejsze jest zakończenie przemocy w Syrii i to, aby Syryjczycy, bez ingerencji z zewnątrz, mogli decydować o swoim losie. Pogląd ten podziela też przewodniczący Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym Nursułtan Nazarbajew, który podczas spotkania w Moskwie wezwał do uregulowania kwestii syryjskiej przez samych Syryjczyków na drodze dialogu politycznego oraz zaprzestanie przemocy. Interwencji zbrojnej sprzeciwia się też wiceminister rosyjskiego MSZ Giennadij Gatiłow. Za zaostrzeniem stanowiska wobec Syrii opowiada się natomiast wymieniony wcześniej dr Mordechaj Kedar z izraelskiego Centrum Studiów Strategicznych Begina Sadata, a tureckie ministerstwo spraw zagranicznych zapowiada podjęcie działań przeciwko Syrii, jeżeli w tym kraju będą popełniane zbrodnie przeciwko ludności.
Przeciwko wydaleniu przez państwa zachodnie syryjskich dyplomatów oponuje Rosja, ponieważ jej zdaniem obecność przedstawicieli innych krajów w Syrii sprzyjała ich konstruktywnemu oddziaływaniu na władze w Damaszku, zachęcając jej do realizacji założeń planu Kofiego Annana. Stanowisko Rosji wydaje się być najbardziej racjonalne, ponieważ wiadomo nie od dziś, że nieobecni w polityce racji nie mają. Dobrze w tej sytuacji zachowała się też dyplomacja polska, która wydaje się rozumieć tę prostą zależność w kontekście konfliktu w Syrii oraz zbytnio nie utożsamia się z koncepcjami całkowitego zerwania stosunków z Syrią, czy zaostrzenia sankcji. Sankcje USA i UE powodują dziś braki w lekach oraz sprzęcie medycznym na czym cierpi przede wszystkim zwykła ludność cywilna Syrii.

Tezy wysuwane przez Narodową Radę Syryjską o rzekomym wsparciu przez Rosję działań al-Asada, które to ma odzwierciedlać jej dążenie do popierania realizacji założeń planu Annana są dziwne. Oskarżanie przez Syryjską Radę Narodową Rosji o zajęcie miejsca u boku reżimu syryjskiego i udzielenie mu poprzez to politycznego poparcia jest irracjonalne. Rosja i Chiny konsekwentnie opowiadają się za pokojowym rozwiązaniem konfliktu oraz narodowym porozumieniem Syryjczyków. Opozycja z całą determinacją dąży do starcia zbrojnego kwestionując misję Annana, któremu przychylność okazuje obóz rządzący. Komunikaty medialne są pełne przeinaczeń oraz zafałszowań.

Na bezwzględną reakcję oraz potępienie zasługują zarówno potencjalne wystąpienia zbrojne obozu al-Asada, jak i naruszenia wcześniejszych ustaleń przez rebeliantów. Niedopuszczalnym jest jednak, aby cywilizowane państwa postrzegały wydarzenia w Syrii jednostronnie i potępiały w czambuł wyłącznie postawy jednej ze stron konfliktu, patrząc przez palce na nadużycia strony drugiej.

Interwencja zbrojna sił międzynarodowych w Syrii nie ma dziś uzasadnienia. Syria ma prawo nie chcieć wiązać się w polityce zagranicznej z USA i ich sojusznikami. Ma prawo do suwerennych decyzji. Wskazane jest dziś kontynuowanie pokojowego procesu zakończenia konfliktu oraz wysłanie do Syrii, przeciwko czemu przecież nie oponuje wcale Bashar al-Asad, międzynarodowych obserwatorów.

Przełomu nie przyniesie podjudzanie stron sporu oraz udzielanie im wsparcia militarnego. Bez efektu pozostanie również, zaplanowane na początek lipca bieżącego roku we Francji, spotkanie „Przyjaciół Syrii”, którzy jawnie sprzyjają rebeliantom. Cieszy za to stanowisko wypracowane na szczycie UE-Rosja, które zaowocowało wspólną deklaracją dotyczącą potrzeby pokojowego zażegnania konfliktu w Syrii oraz poparciem dla misji Kofiego Annana.

Tekst został opublikowany w ramach w ramach programu analitycznego Syria 2012.
Fot. Dreamstime
Czytany 6342 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04