sobota, 23 sierpień 2014 09:45

Rafał Zaniewski: Gdy rezerwiści... - nie ćwiczą

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

pols_zolnierze  Rafał Zaniewski

W ostatnich tygodniach, w związku z sytuacją na Ukrainie, daje się w mediach zauważyć wzmożoną dyskusję, dotyczącą Polskich Sił Zbrojnych i ich zdolności bojowej w razie wybuchu ewentualnego konfliktu. Jak to bywa w takich przypadkach, rozważania dotyczą przede wszystkim liczebności naszej armii oraz jej uzbrojenia. Niestety, bardzo rzadko zdarza się, aby tematyka sił zbrojnych w środkach masowego przekazu była omawiana profesjonalnie i kompleksowo...

Jedną z najważniejszych kwestii dotyczących wojska w przypadku wybuchu wojny jest jego mobilizacyjne uzupełnienie. Kwestia ta jest o tyle istotna w naszym kraju, ponieważ wraz z profesjonalizacją i uzawodowieniem sił zbrojnych zawieszono pobór (zastąpiono go kwalifikacją wojskową) oraz zrezygnowano w latach 2009–2012 z ćwiczeń rezerwistów. Spowodowało to poważne zmniejszenie rezerw mobilizacyjnych, opartych na żołnierzach, którzy odbywali zasadniczą służbę wojskową. Zaniechanie ćwiczeń rezerwistów z kolei odbiło się na obniżeniu ich umiejętności, zwłaszcza w obliczu modernizacji technicznej armii.

Czy zaprzestanie tego typu ćwiczeń można nazwać jedynie grzechem zaniechania? Odpowiedzą na tak zadane pytanie niech będą słowa Charles-Maurice'a de Talleyranda: „To więcej niż zbrodnia – to BŁĄD”.

Brak pomysłu na rozwiązanie problemu rezerw mobilizacyjnych stanowi istotne zagrożenie dla obronności państwa. Przywrócenie procesu ćwiczeń nie rozwiązuje jednak problemu, ponieważ w dalszym ciągu nie istnieje system zasilania rezerw nowymi osobami, posiadającymi chociażby podstawowe przeszkolenie wojskowe (tak jak to było w okresie poboru i zasadniczej służby wojskowej). Argument stanowiący o tym, że współczesne konflikty charakteryzują się zupełnie innymi zasadami, w których nie wykorzystuje się regularnych armii, upada w kontekście działań Rosji w 2008 r. na terytorium Gruzji oraz ostatnich wydarzeń na Krymie.

Kraju, takiego jak Polska, nie stać jedynie na niewielką armię zawodową bez komponentów o charakterze obrony terytorialnej, których trzon mogliby stanowić zmobilizowani rezerwiści. W tym momencie zasadnym staje się pytanie, czy tak prowadzona polityka obronna jest świadomym działaniem czy wynikiem błędnego postrzegania zagrożeń i uznania, że w perspektywie najbliższych lat nie grozi nam konflikt o charakterze militarnym?

Stosunek władz do omawianego tematu najlepiej obrazuje sposób wprowadzenia reformy kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi, która obowiązuje od 1 stycznia 2014 r. Zmiana zasad dowodzenia armią znacząco ograniczyła rolę Szefa Sztabu Generalnego WP, który do tej pory był odpowiedzialny za kierowanie mobilizacyjnym rozwinięciem sił zbrojnych oraz zarządzał uruchomienie akcji kurierskiej (działania mającego na celu dostarczenie kart powołania rezerwistom). Tak szeroki charakter zmian powinien wymóc równoczesną nowelizację aktów wykonawczych, dotyczących akcji kurierskiej i dostosowanie ich do obowiązującego prawa. Tak się niestety nie stało mimo, że przedmiotowa nowelizacja, w formie projektu rozporządzenia, w sprawie trybu doręczania kart powołania i rozplakatowania obwieszczeń o stawieniu się osób do czynnej służby wojskowej (z planowaną datą wejścia w życie 1 stycznia 2014 r.!) jest przygotowana i dostępna jest na stronach internetowych Rządowego Centrum Legislacji. Wobec tego co się może stać w przypadku, gdy zaistnieje potrzeba ogłoszenia mobilizacji i uruchomienia akcji kurierskiej? Czy sprzeczne z nowymi uprawnieniami Szefa Sztabu Generalnego WP prawo nie spowoduje chaosu kompetencyjnego?

Szkoda, że tak głośna i promowana z takim rozmachem reforma kierowania i dowodzenia nie pociągnęła za sobą kompleksowego dostosowania prawa zwłaszcza w tak newralgicznym elemencie, jakim jest powszechna mobilizacja, w momencie gdy zagrożenia w najbliższym otoczeniu naszego kraju mają realny wymiar.

Na podstawie przytoczonych przykładów możemy zacząć się zastanawiać czy Polska, w kontekście przygotowań obronnych, przypomina bardziej zieloną wyspę na oceanie spokoju czy może rozpadającą się tratwę na skraju cyklonu…?

Autor jest politologiem, pracownikiem ds. obronnych jednego z urzędów samorządu terytorialnego.
Fot. www.armyrecognition.com

Czytany 3756 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04