wtorek, 25 styczeń 2011 17:26

Piotr Turkot: Geopolityka z katastrofą w tle

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

katastrofa  Piotr Turkot

Kwestia wyjaśnienia katastrofy samolotu prezydenckiego w Smoleńsku posiada również tło geopolityczne. Sprawa stała się przedmiotem gry współczesnych mocarstw, i to właśnie przez ten pryzmat należy postrzegać i oceniać wszelkie podejmowane w tej kwestii działania.

Jakiś czas temu prof. Roman Kuźniar udzielił wywiadu, w którym odniósł się do ostatnich wydarzeń związanych z katastrofą smoleńską. Profesor użył jednego, dość ciekawego zwrotu: „[…] minęły już te czasy, kiedy Stalin ręcznie zmieniał długopisem zapisy w Polskiej Konstytucji […]”. I właśnie w kontekście tych słów, należałoby się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, czy faktycznie te czasy minęły? A może po prostu zmienił się sposób w jaki „te zapisy” są zmieniane?

Wiele się zmieniło od momentu upadku ZSRR. Jednak Federacja Rosyjska wciąż pozostaje jednym z najważniejszych podmiotów na arenie międzynarodowej, a jej wpływy wybiegają daleko poza jej terytorium. Jak pokazuje historia, może ona mieć wpływ nawet na politykę innych państw. Rolę konstytucji polskiej mogą spełniać inne podmioty, czy elementy państwowe, jak gospodarka, polityka zagraniczna, polityka zbrojeniowa, czy energetyka. Wszystko to możemy nazwać polem, na którym Rosja jest w stanie działać z dużą skutecznością. A wszystko to coraz częściej jest przez władze w Moskwie demonstrowane na coraz większą skalę.

W kontekście wydarzeń z kwietnia 2010 roku, warto przeanalizować sposób w jaki jest prowadzona cała sprawa katastrofy. Wiadomym było, że to strona rosyjska zajmie się śledztwem i wyjaśnianiem tej tragedii i to właśnie od jej ustaleń i sposobu, w jaki zostanie poprowadzone śledztwo, będzie zależało, jak ta sprawa zostanie przedstawiona opinii publicznej i jaką strategię na rozwiązanie tego problemu wybierze strona polska. Jak się okazało, wszelkie informacje, jakie były przekazywane Polsce, były lakoniczne i nic lub niewiele wnosiły do rozwiązania zagadki. Przebieg śledztwa i zaangażowanie w tę sprawę może świadczyć o kilku istotnych faktach. Po pierwsze – istnieje pewna obawa przed naciskami na stronę rosyjską. Po drugie – strona rosyjska doskonale wie o tym i ten stan wykorzystuje. Patrząc na to z punktu widzenia Moskwy, jest to przemyślana taktyka, która od wielu lat sprawdza się i czyni Rosję państwem, które w rzeczywistości nie musi brać pod uwagę opinii międzynarodowej. Co więcej, ta opinia nie jest dla Kremla istotna, gdyż bez zważania na nią, może on postępować wedle własnej woli. Tym samym władze w Moskwie nie muszą obawiać się specjalnych konsekwencji i choć wciąż starają się zachować język dyplomacji i sprostać pewnym oczekiwaniom, stawianym przez komentatorów. Z konsekwencją godną podziwu i ćwiczoną od lat, robią swoje, z jednej strony uśmiechając się do otoczenia, a z drugiej prowadząc, niemal destrukcyjną dla innych, politykę. Doskonale zdają sobie  przy tym sprawę z własnej siły i potencjału, a ponadto, z lekką nonszalancją, stosują swoją politykę nie bacząc zarówno na komentarze zewnętrzne, czy choćby na nieliczne głosy krytyki płynące z wewnątrz własnego państwa.

O potędze Federacji Rosyjskiej, w kontekście katastrofy smoleńskiej może świadczyć kilka dodatkowych szczegółów. Chodzi tutaj przede wszystkim o medialny wizerunek tego wydarzenia oraz wizerunek postępowania strony rosyjskiej, jakie są przedstawiane w mediach zachodnich. Konkretnie rzecz biorąc ich brak. Choć nieoficjalnie wiele osób wypowiada się w tej sprawie negatywnie w kontekście Rosji, to jednak nikt głośno nic nie mówi, co mogłoby świadczyć o zaniedbaniach ze strony rosyjskiej, zaś pojawiające się krótkie komentarze są bardzo skromne. O wiele mocniej komentowane jest pogorszenie prób stworzenia przyjaznych stosunków między Polską, a Rosją, przy czym Rosji nie przedstawia się w negatywnym świetle.

Kolejną kwestią jest niechęć ze strony Waszyngtonu do mieszania się w tę sprawę, nawet w kwestii udostępnienia zdjęć satelitarnych. Postępowanie to można odebrać jako, próbę zachowania dystansu i obawę przed mieszaniem się w wewnętrzne sprawy rosyjskie. Wynikać to  może ze zwykłej kurtuazji, ale może też ze strachu przed reakcją Rosjan. Drugi wariant jest o wiele bardziej prawdopodobny. Być może istnieje jeszcze trzecie wyjaśnienie tej sprawy. Zdjęcia satelitarne, mogłyby być dowodem na swego rodzaju szpiegostwo. Choć nie ulega wątpliwości, że wielkie państwa obserwują siebie nawzajem, to prawdopodobnie strona amerykańska nie chce ujawnić sposobu ich wykonania, klasyfikując materiał, jako ściśle tajny. Ich ujawnienie mogłoby być pretekstem chocoażby do rozpoczęcia nowego wyścigu zbrojeń. Choć scenariusz ten przypomina sceny rodem z filmów szpiegowskich, nie możemy zapominać, że zimna wojna miała niemal równie prozaiczne początki. Nie możemy też nie zauważyć, że od dłuższego już czasu USA poświęcają swoją uwagę na zagadnieniach związanych nie  z Rosją i pomału odcinają się też od bliższych powiązań z Europą. O wiele ważniejszym tematem stał się obecnie rynek chiński, na który stara się wkroczyć Waszyngton. Sprawy Chin, czy kryzysu, są istotniejsze z punktu widzenia amerykańskiej gospodarki, a to dla Białego Domu jest sprawa numer jeden. Po części jest to też dobra wymówka, aby móc z czystymi rękami odmówić ingerencji w sprawy między Polską a Rosją, czy Brukselą, a Moskwą. Po części może to tez służyć uśpieniu uwagi wschodniego pretendenta do roli supermocarstwa.

Podobnie rzecz się ma z reakcjami Brukseli. O ile początkowa solidarność była liczna i bardzo szczodrze okazywana, o tyle nie przełożyło się to w żaden sposób na jakąkolwiek interwencję, choćby na szczeblu dyplomatycznym ze strony Unii Europejskiej. Ponadto pojawiły się głosy, że obecne proszenie Unii o pomoc w sprawie śledztwa, mogłoby postawić Brukselę w kłopotliwej sytuacji. Wiadomym jest, że Rosja od jakiegoś czasu stała się bardziej otwarta na relacje z UE. Wiadomym jest też, że sama Unia nie potrzebuje sporu ze swoim największym potencjałowo sąsiadem, jakim jest Federacja Rosyjska. Tym samym sytuacja, jaka ma obecnie miejsce, może być również postrzegana, jako swoista gra między Brukselą a Moskwą. Wzajemne obserwacje pozwalają ustalić granicę do jakich mogą się posunąć oba podmioty w swoich relacjach i jakie tym samym mogą osiągnąć wpływy. Dlatego też nie dziwi obojętne przyjęcie demonstracji urządzanych w Brukseli, konferencji poświęcanych tragedii smoleńskiej, czy wielu nawoływań do solidarności, jaką powinna wykazać się Unia. Warto tu jednak zauważyć, że to właśnie Bruksela mogłaby okazać się kołem ratunkowym dla strony polskiej. Zajęcie stanowiska przez Unię Europejską mogłoby nie tylko pozytywnie wpłynąć na decyzje podejmowane na Kremlu, ale również umocnić pozycję Polski w strukturach europejskich. Jednak w świetle zwrócenia się przez polskie czynniki w pierwszej kolejności z prośbą o pomoc do Waszyngtonu, Bruksela została postawiona w nieco trudnej sytuacji. Nie możemy zapominać, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej, i to właśnie tutaj powinna szukać poparcia na początku. Zapewniłoby to nie tylko zwiększenie poparcia dla działań Polski w ramach samej Unii, ale również mogłoby w przyszłości wpłynąć na postrzeganie Polski, jako istotnego partnera, z punktu widzenia współpracy międzynarodowej w sytuacjach wymagających działań wybiegających poza określone normy. Polska, niemal z własnej woli stała się linią określającą pozycje, lecz nie swoje, a Europy i Rosji.

Istnieje jednak też druga strona medalu. Wszystkie opisane wydarzenia, można przedstawić w nieco innym świetle. Fakt dość subiektywnej oceny katastrofy smoleńskiej i raczej chęci szybkiego pozbycia się problemu, niż rzetelnego wyjaśnienia tej tragedii, może być dowodem na pewną słabość samej Rosji. Od jakiegoś czasu trwające tam reformy pochłaniają zarówno dużo pieniędzy jak i wprowadzają swoisty chaos w jej polityce wewnętrznej. Dodatkowe problemy, takie jak sprawa smoleńska, są kolejnymi ciosami w administrację publiczną i tylko pogłębiają panujący nieład. Zatem szybkie rozwiązanie tej sprawy powinno leżeć w interesie Rosjan, którzy z jednej strony nie potrzebują dodatkowych problemów, a z drugiej nie mogą pozwolić sobie na to, aby poświęcać uwagę na zagadnienia nie służące jej własnym celom. Przy tym wszystkim pojawia się mocarstwowa aspiracja wschodniego giganta, według której, nie ma potrzeby tłumaczenia się z jakichkolwiek działań, a której korzenie sprawiają, że sposób załatwienia tej sprawy wydaje się być dość pobieżny i małostkowy. Jednak, jako jedno z najbardziej liczących się państw na arenie międzynarodowej, Rosja nie może pozwolić sobie na to, aby obserwatorzy zewnętrzni mieli wgląd w ich stan wewnętrzny państwa. Tymczasem przedłużające się śledztwa i wytykanie błędów może do tego doprowadzić. Logiczna jest więc próba jak najszybszego zakończenia tej sprawy przez stronę rosyjską. Dodatkowym czynnikiem popychającym Rosję w tym kierunku są obecne problemy jakie mają miejsce na jej terenie, czyli coraz częstsze zamachy terrorystyczne i konflikty wewnętrzne. Nie rozpoczęło się jeszcze śledztwo w sprawie wybuchu w centrum handlowym Europa, a już nastąpił kolejny zamach na moskiewskim lotnisku. Szybkie i bezkompromisowe załatwianie spraw służy pozbywaniu się problemów i odwracaniu uwagi od bałaganu panującego w Rosji oraz częściowej bezradności władz państwa.

Konkludując, istniej wiele dowodów potwierdzających potęgę Rosji i to jakie miejsce zajmuje na arenie międzynarodowej. Mniej i bardziej oficjalnych. Bez względu na sposoby przedstawiania tych dowodów i zabiegi dyplomatyczne możemy mieć pewność, że Rosja nie dopuści nikogo do swoich wewnętrznych spraw na tyle, aby mogło to w jakikolwiek sposób jej zaszkodzić. Jednak spoglądając na historię mocarstw, nie możemy się temu dziwić. Brak tłumaczenia i wyjaśnień dotyczących określonych działań, jest typowe dla takich potęg, jak Chiny, Stany Zjednoczone, czy właśnie Federacja Rosyjska.

Czytany 5513 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04