czwartek, 12 maj 2011 08:28

Piotr A. Maciążek: Bruksela chce się przyjaźnić z Brutusem?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

brutus


  Piotr A. Maciążek

Zapisy o szczególnej roli przestrzeni poradzieckiej powstawały w Rosji już w latach 90. Borys Jelcyn zwracał szczególną uwagę na organizacje regionalne pokroju WNP. To od nich była uzależniona pozycja Federacji Rosyjskiej – sukcesorki ZSRR. Reintegracja „bliskiej zagranicy” stała się priorytetem polityki Kremla. geopolityka

U progu prezydentury Władimira Putina stało się jasne, że WNP nie stanowi skutecznego narzędzia federalnej dyplomacji. Poszukiwano więc nowych form nacisku na najbliższych sąsiadów Moskwy. Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym stała się jednym z nich.

 

Modną ideą, która obecnie zaprząta umysły europejskich myślicieli, stała się ostatnio „nowa przestrzeń bezpieczeństwa” na naszym kontynencie. Paryż, Berlin i Moskwa debatowały wspólnie o konieczności zastąpienia NATO kontynentalnym odpowiednikiem, który pozwoliłby się usamodzielnić UE od amerykańskiej kurateli. Takie postulaty pojawiały się już w latach 90., gdy Moskwa starała się storpedować rozszerzenie Sojuszu na Europę Środkową, ale dopiero teraz padły na podatny grunt.

„Rosyjski Brutus” podejmuje jednak grę zupełnie odmienną od harmonijnych postanowień, które poczynił ze swoimi unijnymi partnerami. Równolegle do zbliżenia lizbońskiego oraz modernizacji, w ramach której umacnia się nowy kręgosłup kontynentu (Paryż-Berlin-Moskwa), Kreml odświeża idee sprzed dekady. Federacja w coraz większym stopniu wzmacnia organizację militarną OUBZ, w której dzierży absolutny prym. Rok temu w Erywaniu, gdy Kirgistanem wstrząsały etniczne pogromy, Moskwa przeforsowała zmiany w statucie swojego NATO-bis. Od tego momentu istnieje podstawa prawna do interwencji sił Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym na terytorium państwa, które jest członkiem tej organizacji. Jest to potężne narzędzie reintegracyjne, w którym w przeciwieństwie do „szanghajskiego klubu” Rosja nie ma konkurenta.

Niedawna wizyta Władimira Putina w Serbii na nowo rozgrzała tematykę OUBZ. STRATFOR poinformował, że w jej wyniku Belgrad rozpoczął debatę na temat dołączenia do „rosyjskiego NATO”. Serbię łączą tradycyjne stosunki z Kremlem - już od XIX wieku określane, jako zażyłe. Niedawna kwestia Kosowa jedynie je odświeżyła. Ekspansja militarnej przybudówki Moskwy na Bałkany dostarczy Miedwiediewowi i Putinowi kolejnych narzędzi, które w rzeczywistości godzą w UE…

W cieniu przyjaźni i interesów prowadzonych z Europą, Federacja wyrasta na alternatywę wobec Brukseli. Propozycja złożona Serbii uzupełnia się przecież z innymi działaniami Ławrowa. Ukrainie dążącej do Strefy Wolnego Handlu z UE proponuje się przystąpienia do Unii Celnej, w skład której wchodzi Rosja, Białoruś i Kazachstan. Zeszłoroczna umowa Moskwy i Kijowa zakonserwowała Naddniestrze (separatystyczny region Mołdawii) na długie lata w momencie, gdy prozachodnie siły Sojuszu na Rzecz Integracji Europejskiej pogłębiają więzi Kiszyniowa z Europą w ramach Partnerstwa Wschodniego. Kreml stwierdza, że wybory na Białorusi to „wewnętrzna sprawa” Mińska, gdy Cathrine Aschton nakłada na Aleksandra Łukaszenkę kolejne restrykcje. Bułgaria – wedle Wikileaks – będzie marznąć zimą, a Nabucco to projekt „planowany bez narzędzi koniecznych dla jego realizacji”.

Czy nie jest to rzeczywisty obraz postimperialnych ciągot tlących się na wschodzie już od 20 lat? Nie. To obraz europejskiego przyjaciela…

Fot. Marie-Lan Nguyen

Czytany 11392 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04