piątek, 27 maj 2011 11:58

Obama w Warszawie

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

obama  Bartosz Mroczkowski

Przez ostatnie tygodnie byliśmy karmieni przez media opiniami i ekspertyzami na temat wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy w Polsce. Niektórzy łączyli jego pobyt ze złotymi górami, inni wypowiadali się bardziej przyziemnie. Tymczasem w układzie europejskim niewiele to zmienia, a Polska, jak zwykle, posiada ogromne oczekiwania w wielu aspektach – od gospodarki po uzbrojenie, w tym arcyważną sprawę inwestycji amerykańskich firm w gaz łupkowy. Tymczasem Rosja milczy...

W ostatniej dekadzie polska dyplomacja „zeszła na ziemię” w relacjach z Waszyngtonem. Obietnice z inwestycji w Iraku, które miały wzbogacić Polskę, ostatecznie nie doszły do skutku – to po części wina naszej dyplomacji i naszych firm, które najwyraźniej przeoczyły okazję. Dalej chcący dostać się do USA polscy obywatele – mieszkańcy teoretycznie największego sojusznika mocarstwa zza oceanu w Europie, są nadal zmuszani do zdobywania wiz, do których wydania niezbędna jest sterta dokumentów zawierających pytania o bardzo szczegółowe dane. Ze względu na specyficzne położenie Polski, w dużej części nasze bezpieczeństwo opiera się na strukturach unijnych, natowskich i jak najlepszych relacjach z USA. Taka sytuacja stawia amerykańskiego prezydenta w uprzywilejowanej pozycji wobec prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Podczas swojej wizyty Barack Obama z pewnością będzie poruszał problematyczną tematykę restytucji majątku żydowskiego. Światowa Organizacja ds. Restytucji Mienia Żydowskiego (WJRO) wysłała nawet oficjalne pismo do rezydenta Białego Domu, w którym „prosi” o poruszenie tej kwestii podczas wizyty w Warszawie: Kiedy prezydent Obama spotka się w tym tygodniu z prezydentem Bronisławem Komorowskim i premierem Donaldem Tuskiem, restytucja zrabowanej własności prywatnej powinna być w programie rozmów. Odpowiedź premiera Donalda Tuska o tym, że zwracanie majątku zostało wstrzymane ze względu na trudną sytuację finansową kraju, nie przekonało jednak dyrektora generalnego WJRO Davida Pelega, który, strofując polskie stanowisko, stwierdził:  Kraj, który nie odniósł się odpowiednio do swej przeszłości, nie jest w pełni wolny, aby podążać w przyszłość. Prosimy prezydenta Obamę, aby podniósł ten problem fundamentalnej sprawiedliwości na spotkaniu z polskim rządem. Skradzione majątki muszą być zwrócone. Wzywamy premiera Tuska, aby wznowił proces legislacyjny na rzecz restytucji, jak obiecywał [1].

Pomijając już kwestie polemik, czy Polska powinna lub nie powinn oddawać wnioskowane mienie, sprawa z pewnością będzie poruszona na spotkaniu prezydenta Komorowskiego z prezydentem Obamą. Sytuacja ta jest istotna w kontekście nadchodzących wyborów, a także dość dziwnego zamieszania, odnośnie wypowiedzi, że USA opowiadają się za ustanowieniem granicy Izraela z Autonomią Palestyńską wg stanu z 1967 roku. Barack Obama nie chce zrazić do sobie prominentnej społeczności żydowskiej -  w tym jego sponsorów zbliżającej się kampanii wyborczej. Dlatego teraz, aby polepszyć swój wizerunek, kwestia ta na pewno nie zostanie pominięta.

Drugim aspektem wizyty amerykańskiego męża stanu w Polsce będzie wizerunkowe podkreślenie pamięci o Europie Środkowo-Wschodniej. Klarowne przerzucenie wektorowości priorytetów w amerykańskiej polityce zagranicznej na Bliski Wschód i  Azję dalekowschodnią wynikało z zimnego realizmu. Militarne zaangażowanie USA w Iraku i Afganistanie wymagało opracowania nowych rozwiązań – jak pisze Bob Woodward [2]. Azja dalekowschodnia to przede wszystkim Chiny i obopólne uzależnienie gospodarcze. W kontekście tym warto odkreślić, że rosnące w siłę Chiny z czasem będą chciały przewartościować swoją pozycję w regionie i przejąć nad nim kontrolę. Dlatego angaż interesów USA na tym polu jest zrozumiały z punktu realizmu w stosunkach międzynarodowych. Taka jednak postawa martwiła Gruzinów i Polaków, którzy najbardziej obawiają się Rosji i jej ekspansjonistycznej polityki.

Polski punkt widzenia

Dla Polski i polskiej dyplomacji kluczową sprawą jest wypracowanie odpowiednich mechanizmów i warunków do inwestycji amerykańskich koncernów w gaz łupkowy. Rola Warszawy musi być tutaj tak zdefiniowana, by Amerykanie zrozumieli, że Polska, jeśli nie może być równorzędnym partnerem dla USA, jak Rosja, to jednak może przyjąć poziom Iranu. Taka dyplomatyczna gra może Polsce wyjść na dobre. Dzięki temu nasz kraj może zagwarantować sobie niezależność surowcową. To dobra droga wpierw do zmniejszenia, a w końcu wykluczenia rosyjskiego monopolu. Polska zyskałaby także na znaczeniu w regionie, zaś dochody amerykańskich firm były w stanie,  dzięki nałożonym podatkom, zapewniać wartki strumień środków do polskiego budżetu. To wszystko powinno funkcjonować oczywiście pod warunkiem polskiego akcentu gospodarczego, czyli pełnego zaangażowania się PGNiG lub Orlenu w tę kwestię.

Problem jednak polega na tym, że Amerykanie, aby zyskać lepsze warunki, mogą grać właśnie rosyjską kartą. Po gazie łupkowym, równie trudny może okazać się  dialogi w sprawie  amerykańskiego zaangażowania wojskowego na terenie Polski, o które tak bardzo zabiegał polski MSZ. Głównie rozchodzi się tutaj o to, aby umożliwić stacjonowanie pułku amerykańskich żołnierzy w Polsce, a także nie odstępować od budowy tarczy antyrakietowej jednak nie w ramach relacji bilateralnych, natowskich.

Równie ważną kwestią do poruszenia jest także zwiększenie wymiany naukowo-technologicznej, w tym większy angaż ośrodków naukowych w Polsce. Umowy pomiędzy polskimi i amerykańskimi wyższymi uczelniami są bardzo ograniczone w tym zakresie , zatem właśnie tego powinien także dotyczyć  dialog.

Nie można też zapominać, że Polska niewątpliwie zaskoczyła amerykański establishment i administrację, ogłaszając 12 maja na spotkaniu ministrów obrony państw członkowskich Grupy Wyszehradzkiej  zamiar założenia grupy bojowej, na czele której ma stanąć właśnie Polska. Ma ona osiągnąć zdolność operacyjną w 2016 roku i co ciekawe będzie niezależna od NATO. Od 2013 roku państwa czwórki będą brać udział w ćwiczeniach szybkiego reagowania pod auspicjami NATO. Niewątpliwie jest to odpowiedź na brak zdolności do szybkiej reakcji u takiego kolosa, jakim jest sojusz północnoatlantycki.

Czemu dopiero teraz?

Po tak długim okresie swojej prezydentury Barack Obama dopiero teraz odwiedza Polskę, dlatego by nadać znaczenie regionowi i przypomnieć, że dalej jest on ważny w amerykańskiej strategii (w grze z Rosją). Całość tourne po Europie, a w szczególności po Wielkiej Brytanii, ma zmniejszyć krytykę w rodzimym kraju odnośnie zaangażowania USA w kolejnym konflikcie w Libii. Amerykańska administracja chce by w ramach NATO to głównie europejskie państwa dowodziły i przejęły ciężar finansowy i militarny operacji wojskowej w tym państwie  – wliczając w to pojęcia Peace Making i Peace Building. To jednak może tylko rozłożyć w czasie tę operację.

Rok wyborów, to rok obietnic w polityce wewnętrznej i czas ograniczania zaangażowania na zewnątrz – chyba, że dotyczy ono spraw cieszącch się sporym poparciem społecznym – jak np. wyeliminowanie Osamy bin Ladena. Ten proces, w sensie ogólnym jest charakterystyczny dla państw demokratycznych. Tym samym Europa doskonale zdaje sobie sprawę z takiego biegu wypadków w USA. Tym samym ciężko będzie Polsce osiągnąć sukces, na którymkolwiek polu, oprócz wiz. Jeśli nie w tej kadencji, to na pewno w następnej ta wizowan sprawa znadzie swój definitywny finał. Z drugiej strony, jest to jednak kwestia trzeciorzędna, gdyż USA nie są już celem numer jeden dla emigracji zarobkowej – zastąpiła je otwarta Europa. Likwidacja wiz dla polskich obywateli nie przyniesie poważniejszych przemian, ale utrzyma relacje na relatywnie dobrym poziomie z tym demokratycznym mocarstwem. Jest to wyśnmienity moment dla Polski, która już za kilka tygodni przejmuję prezydencję w Unii Europejskiej.

_______________________________________
1 PAP, Żydzi do Obamy apelują by upomniał się o majątki żydowskie w Polsce, http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/337586,zydzi-w-usa-apeluja-do-obamy-by-upomnial-sie-o-majatki-zydowskie-w-polsce.html, 2011-05-25
2 Woodward B.  The War Within: A Secret White House History (2006–2008),  Washington 2008 – „Better do it by their own hands imperfectly than do it perfectly by our” – co miało odnosić się do przerzucenia odpowiedzialności sprawowania władzy na samych Irakijczyków. Dziś media spekulują o tajnych rozmowach amerykańskich z Talibami w Afganistanie.

Czytany 4516 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04