wtorek, 17 listopad 2015 07:14

Nebojsa Radonic: Kryzys kapitalizmu

Oceń ten artykuł
(15 głosów)

Nebojsa Radonic

Choć z jednej strony opinie ekspertów różnią się, co do przyczyn, konsekwencji i rozwiązań, jakie można wdrożyć w związku z obecnym kryzysem ekonomicznym, z drugiej, łączy je zgoda wobec pewnej kwestii: system kapitalistyczny jest pogrążony w kryzysie. Jak stwierdził włoski socjolog, pisarz i wykładowca Luciano Gallino w książce pt. Finanzcapitalismo – La civiltà del denaro in crisi (Kapitalizm finansowy – kryzys cywilizacji pieniądza): „...kryzys ekonomiczny (a także kulturowy i polityczny), jakiego doświadczamy, to kryzys światowej cywilizacji rządzonej przez system finansowy”. Jak doszło do sytuacji, w której, jak pisze L. Gallino, system finansowy rządzi naszą cywilizacją? I czym właściwie jest „kapitalizm finansowy”?

Warto najpierw pokusić się o definicję samego kapitalizmu, a ściślej gospodarki typu kapitalistycznego. Gospodarka kapitalistyczna jest gospodarką rynkową, to znaczy opartą na produkcji i sprzedaży dużych ilości towarów. Wartością przewodnią takiego systemu jest zysk, czyli gromadzenie – poprzez działalność rynkową – nadwyżek finansowych względem kapitału początkowego, zaangażowanego w produkcję i/lub handel towarami.

W czasach, gdy kryzys owego systemu jest przedmiotem licznych rozważań, na nowo aktualna staje się myśl XIX-wiecznego filozofa, który przewidział jego upadek –  Karola Marksa. Niemiecki filozof definiował kapitał jako bezprawne gromadzenie pieniądza, działające na niekorzyść robotników: ściślej rzecz ujmując, celem kapitalistycznego trybu produkcji, czyli zakrojonej na szeroką skalę produkcji i gromadzenia towarów, nie jest konsumpcja, lecz zysk. Typowa dla społeczeństwa handlowego gospodarka konsumpcyjna, którą opisuje formuła T-P-T (gdzie T oznacza towar, a P pieniądz), została zastąpiona przez gospodarkę zysku, której odpowiada schemat P-T-P’ (gdzie P’ jest większe od P). W przypadku gospodarki drugiego typu, gdzie celem jest pomnażanie pieniędzy, również praca staje się towarem, który zostaje zakupiony w zamian za płacę obliczoną tak, by zapewnić minimum życiowe, a więc w oparciu o pewną tylko część pracy wykonanej przez robotnika, co generuje wartość dodatkową, czyli zysk dla kapitalisty. Niemniej jednak kapitalista, by móc kierować fabryką i pokonać konkurencję, jest zmuszony inwestować również w budynki, maszyny oraz surowce (tzw. „kapitał stały”), w wyniku czego stopa (lub też wskaźnik, procent) zysku, czyli stosunek wartości dodatkowej do sumy kapitału zmiennego (wynagrodzeń) i kapitału stałego, ulega tendencji spadkowej. Postępująca koncentracja kapitału w rękach wąskiej grupy osób, jako rezultat upadku wielu przedsiębiorstw, ma skutkować ciągłym rozrastaniem się proletariatu: według K. Marksa „burżuazja tworzy to, co w przyszłości ją zniszczy: proletariat”, a wszystko to ma prowadzić do komunizmu.

Pierwszym znaczącym wydarzeniem, które było dowodem na kapitalistyczną globalizację towarów i kapitału, jaką K. Marks przepowiedział w pierwszej połowie XIX w., był kryzys z 1929 roku: poważny kryzys gospodarczy i finansowy, który wstrząsnął światową gospodarką u schyłku lat 1920’. Wówczas, gdy, w wyniku I wojny światowej, Europa uległa prymatowi gospodarczemu Stanów Zjednoczonych (wojennych wierzycieli), w Ameryce Północnej nastąpił tzw. boom na giełdzie, który odznaczał się nieograniczoną wiarą we wzrost dobrobytu. Na rynkach akcji zapanowała atmosfera euforii: poza wielkimi przedsiębiorstwami, które produkując więcej, niż rynek był w stanie przyjąć, decydowały się inwestować na giełdzie, również drobni akcjonariusze mogli kupować akcje, wykorzystując rekordowo niskie stopy procentowe. Bańka spekulacyjna, której narastania nie regulowano w żaden sposób, pękła 29 października, w „czarny czwartek”: Fed, który dotychczas obiecywał bankom, że umorzy ich długi, podniósł stopy procentowe, co skutkowało gwałtownym spadkiem cen akcji: wszyscy chcieli jak najszybciej sprzedać własne akcje, niemal pozbawione już wartości, wywołując bezprecedensowy kryzys. Ceny spadały, banki upadały, produkcja spadła o połowę, bezrobocie poszybowało w górę. Walcząc z kryzysem, rządy państw obierały jedną z dwóch strategii: politykę deflacyjną (charakteryzującą się silną walutą i ograniczeniem wydatków publicznych, jednak sprzyjającą bezrobociu) lub politykę zwiększania wydatków publicznych (która cechowała się dewaluacją waluty, wzrostem konsumpcji i zatrudnienia, lecz skutkowała zwiększeniem deficytu budżetowego).

Zwolennikiem drugiego podejścia był angielski ekonomista John Maynard Keynes, który w dziele pt. Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza opowiedział się za aktywną rolą państwa w gospodarce. Wspólnym mianownikiem dla jego rozwiązań antykryzysowych było zatrudnienie: „kapitalizm nie tworzy zatrudnienia, lecz odwrotnie”. Dążąc do wyjścia z kryzysu, teorię J.M. Keynesa zastosował ówczesny prezydent USA Franklin Delano Roosvelt w programie New Deal: system kredytowy został poddany ścisłej kontroli, przeprowadzono zakrojone na szeroką skalę roboty publiczne i wdrożono program opieki socjalnej. Podjęte środki doprowadziły do znacznego wzrostu wydatków publicznych, lecz sprzyjały odrodzeniu amerykańskiej gospodarki w ramach zachowanej demokracji. Demony Wielkiego Kryzysu z 1929 r., które F.D. Roosvelt zdołał wypędzić, powróciły jednak wraz z krachem na rynku nieruchomości w 2007 roku – prawdziwym annus horribilis, który zapoczątkował kryzys tzw. kapitalizmu finansowego. Lecz czym właściwie jest „kapitalizm finansowy”?

W przeciwieństwie do pierwszego wielkiego kryzysu gospodarczego i finansowego z 1929 r., który miał charakter przemysłowy, kryzys z 2007 r. miał charakter finansowy. Począwszy od lat 1980’ aspekt finansowy zyskiwał coraz większą przewagę nad aspektem produkcyjnym, dając życie systemowi nastawionemu na maksymalizację wartości, jaką można uzyskać, wykorzystując jak największą liczbę ludzi oraz naturę: podczas gdy, jak twierdził K. Marks, kapitalizm przemysłowy wytwarza nadwyżkę zgodnie z modelem P-T-P’, w którym przemysł wytwórczy stanowi siłę napędową, kapitalizm finansowy wytwarza nadwyżkę, wykorzystując pieniądze do wytwarzania jeszcze większej ilości pieniędzy, nie posługując się przy tym towarami, a jego siłą napędową jest sam system finansowy (P-P’). U jego podstaw leży natomiast masowe zaangażowanie w działalność spekulacyjną, która opiera się na prywatnym i publicznym zadłużeniu (wystarczy wspomnieć, że w 1980 r. wartość aktywów finansowych była równa światowemu PKB, podczas gdy w roku 2007 czterokrotnie go przewyższała).

Wspomniana działalność spekulacyjna była skutkiem polityki, która zamiast kontrolować gospodarkę, dostosowywała społeczeństwo do gospodarki: deregulacja wprowadzona przez Ronalda Reagana w USA oraz taczeryzm w Wielkiej Brytanii lat 1980’, realizując ultraliberalną politykę gospodarczą, sprzyjały rozwojowi działalności spekulacyjnej banków i osób prywatnych, których nie kontrolowało już państwo („rząd nie jest rozwiązaniem problemu, rząd jest problemem” – twierdził R. Reagan). Przekształcenie kapitalizmu przemysłowego w kapitalizm finansowy sprawiło, że interesy finansowe stały się o wiele bardziej istotne niż cały sektor przemysłowy, a więc również praca, która znalazła się na straconej pozycji. Przyczyn upadku gospodarki kapitalistycznej należy się zatem dopatrywać w coraz powszechniejszym użyciu technologii jako środka produkcji towarów (co jest nieuniknione ze względu na logikę konkurencyjną, typową dla tego rodzaju systemu gospodarczego), przy postępującym spadku zatrudnienia najemnej siły roboczej.

Sytuacja ta skutkuje obniżeniem dobrobytu społecznego: można nawet uznać, że spadek zysków kapitalistów jest bezpośrednią konsekwencją kurczenia się zasobów gospodarczych robotników. Natomiast postępująca rewolucja technologiczna nie jest czynnikiem sprzyjającym: chociaż przez długi czas większość ekonomistów, bazując na doświadczeniach z czasów pierwszej rewolucji przemysłowej, była przekonana o istnieniu pozytywnego związku między postępem technologicznym a wzrostem zatrudnienia oraz wzrostem płac, dziś zaznacza się nowy prąd myślowy, zgodnie z którym w trwającej obecnie erze elektroniki, komunikacji i informatyki potencjał automatyzacji może doprowadzić do spełnienia się mniej optymistycznego scenariusza niż ten sprzed wieku. Zwrócił na to uwagę były premier Włoch Romano Prodi w jednym z wywiadów opublikowanych w dzienniku „La Repubblica”: „W odróżnieniu od poprzednich rewolucji przemysłowych, nowe technologie informacyjne niszczą miejsca pracy. Na jednego przyjętego pracownika przypada 20 zwolnionych”. Automatyzacja procesów produkcyjnych zagraża zatrudnieniu w fabrykach i biurach, a ponadto, jak zauważa brytyjski dziennikarz John Lanchester w „London Review of Books”, „może przyczynić się do powstania świata, w którym bogactwo będzie skoncentrowane w rękach osób kontrolujących maszyny, natomiast życie innych stanie się jeszcze bardziej niepewne”, podsumowując, że „to kapitał, a nie siła robocza, czerpie największe korzyści z produktywności.”

Chcąc znaleźć wyjście z owej sytuacji, należy odleźć alternatywę: rozwiązaniem jest wyjście z kryzysu kapitalizmu czy też porzucenie kapitalizmu, który pogrążony jest w kryzysie? Kwestia pozostaje otwarta, ponieważ, jak stwierdził J.M. Keynes, „Kapitalizm nie jest inteligentny, nie jest piękny, nie jest słuszny, nie jest moralny i nie dostarcza niezbędnych dóbr. Krótko mówiąc, nie podoba nam się i zaczynamy nim gardzić. Kiedy jednak zaczynamy się zastanawiać, czym go zastąpić, ogarnia nas ogromne zakłopotanie.”

Źródło: http://www.eurasia-rivista.org/la-crisi-del-capitalismo/22245/
Przekład: Martyna Pałys
Fot. www.precision-elec.com

Czytany 3921 razy