czwartek, 13 marzec 2014 07:58

Michał Radzikowski: Czerwony Kapturek i Wilk na Majdanie

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

czerw_kaptur  Michał Radzikowski

Wydarzenia na Majdanie i ich reperkusje dają asumpt do pewnych przemyśleń… Po pierwsze – jak łatwo konflikt wewnętrzny może przekształcić się w trudną do opanowania awanturę o zasięgu międzynarodowym, w której byle iskra może spowodować niebezpieczny pożar? Po drugie – jak łatwo dajemy się manipulować i ulegamy stereotypom upowszechnianym przez środki masowego przekazu?

W oficjalnej propagandzie świat jest czarno-biały, niczym w bajce o Czerwonym Kapturku… Uosobieniem „sił dobra” jest ukraińska opozycja, która w „sposób pokojowy” upomniała się o słuszne prawa uciemiężonego narodu. O tym, że w trakcie protestów dokonano aktów siłowego przejęcia wielu obiektów administracji publicznej, terroryzowania przedstawicieli oficjalnych władz (w tym przetrzymywania kilkudziesięciu zakładników), jak również zniszczeń, grabieży i podpaleń – jakoś w mediach się nie mówi. Oczywiście obalenie wybranego w demokratycznych wyborach prezydenta, czego wcześniej nikt nie podważał, również nie było żadnym zamachem stanu ani złamaniem konstytucji. Ukraińcy mają przecież prawo do samostanowienia i wyboru jedynie słusznej drogi integracji z Unią Europejską. Okoliczność, że zwolennikami tej opcji jest jedynie część narodu ukraińskiego – głównie z zachodniej Ukrainy, nie ma większego znaczenia. Ci ze wschodu, to przecież Rosjanie, a jeśli nie, to z całą pewnością komuniści… Kto by się nimi przejmował, gdy „naród” walczy o wolność! Dla wrogów demokracji – nie ma demokracji!

Komentatorom z prawa i lewa nie przeszkadzają też „dziarscy chłopcy” z portretami Stepana Bandery, choć na własnym podwórku nagminnie ostrzegają przed odradzaniem się faszyzmu i antysemityzmu. Kto by się przejmował kwestionowaniem przez nich zbrodni UPA – rzeź wołyńska to przecież detal historii. To, że aktywiści Swobody i Prawego Sektora, coraz częściej podważają nienaruszalność granicy polsko-ukraińskiej i żądają przyłączenia Przemyśla do Ukrainy – również nie stanowi problemu. W rewolucyjnym zapale mają do tego prawo. Oni przecież walczą o wolność i samostanowienie. A zresztą zagrożeniem jest i tak Rosja…

Był już Czerwony Kapturek, a teraz pora na wilka… Wilk ma kilka awatarów. Początkowo był nim prezydent Wiktor Janukowycz, w odniesieniu do którego „demokraci” skłonni byli podważyć reguły demokracji. Mimo, że wybrany w demokratycznych wyborach i legalnie sprawujący władzę – winien zostać obalony. Nie służy bowiem jedynie słusznej sprawie – rozszerzaniu wpływów zachodnich na Ukrainie. Jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to były i zarzuty cięższego kalibru. W. Janukowycz to zbrodniarz na skalę międzynarodową, który wydał rozkaz strzelania do pokojowo manifestujących demonstrantów na Majdanie. Nic to, że opozycjoniści podpalali budynki, nie interesując się czy są w nich ludzie, jak również terroryzowali wszystkich którzy ich zdaniem uosabiali oficjalne władze. W Internecie (bo przecież nie w oficjalnych serwisach informacyjnych), pojawiły się zdjęcia funkcjonariusza podpalonego przez tłum, jak również przedstawiciela lokalnych władz przykutego łańcuchem przez „pokojowo” nastawionych opozycjonistów. Pomimo tego jedynym odpowiedzialnym za przemoc jest W. Janukowycz.

Po obaleniu prezydenta W. Janukowycza w oficjalnej propagandzie, zbiorowym ucieleśnieniem wszelkiego zła stała się Rosja. Kraj ten został oskarżony o złamanie prawa międzynarodowego i agresję na suwerenne państwo. Nie wdając się w rozważania, czy do agresji w ogóle doszło – w przeszłości mieliśmy do czynienia z licznymi aktami łamania prawa międzynarodowego przez Stany Zjednoczone, czego przykładami były chociażby interwencje w Iraku, Afganistanie, czy Libii. Również Izrael w sposób notoryczny łamie rezolucje międzynarodowe, nie uznając państwa palestyńskiego (wbrew ustaleniom ONZ) i dopuszczając się na terenach okupowanych aktów terroru. Pomimo tego USA i ich sojusznicy nazywani są obrońcami pokoju światowego, praw człowieka i demokracji, co chyba też przypomina niegdysiejszą propagandę, tyle że w innej konfiguracji.

Zarówno politykom, jak i komentatorom uszło też najwyraźniej uwadze, że cała wschodnia Ukraina w żadnym momencie konfliktu nie popierała opozycji, a ludność Krymu jest w przeważającej większości rosyjskojęzyczna. Dla tej części społeczeństwa przewrót nie jest wyzwoleniem, a rosyjska interwencja stanowi zabezpieczenie ich praw i bezpieczeństwa. Znamienne jest, że wszelkiej maści obrońcy praw człowieka i swobód obywatelskich zapominają o mieszkańcach Krymu, obawiających się znanego z historii (ale również z teraźniejszości) szowinizmu ukraińskiego. Gdzie ich wrażliwość na prawa mniejszości narodowych, tak widoczna chociażby przy okazji konfliktu w Kosowie?

Co ciekawe – jednostronna ocena sytuacji międzynarodowej nie jest tylko udziałem dziennikarzy i elit opiniotwórczych, ale również polityków. Skłócona na co dzień klasa polityczna, w tym akurat zakresie stała się zadziwiająco zgodna. Politycy od prawa do lewa starają się służyć pomocą ukraińskiej opozycji, pomimo że w kraju nie byli dotąd w stanie rozwiązać żadnego istotnego problemu społecznego. Zaiste – gorliwość godna lepszej sprawy…

Reasumując – historia zatoczyła koło. Analizując ocenę sytuacji na Ukrainie, dziś  mamy do czynienia z taką samą hipokryzją, stronniczością i serwilizmem wobec sojuszników, jak w czasach realnego socjalizmu. Wówczas też była „jedyna obowiązująca prawda” i „jedynie słuszna wersja historii”. Różnica jest tylko taka, że obecnie stoimy po innej stronie barykady…

Fot. tohavefabulousday.blogspot.com

Czytany 4031 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04

Najnowsze od Michał Radzikowski