niedziela, 25 październik 2009 08:25

Michał Cyran: Brazylia przekłuwa balonik

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
alt Michał Cyran
Brazylia posłała światu sygnał – wprowadziła dwuprocentowy podatek na międzynarodowe przepływy finansowe. Ta poślednia zagrywka może okazać się symbolem na niebie, po którym wciąż fruwają spekulacyjne bańki.

Oficjalnym powodem poniedziałkowej decyzji jest zbyt szybki wzlot reala, na czym w oczywisty sposób traci nadamazoński eksport. To z bliska. Patrząc z lotu ptaka, dostrzeżemy również, że podobne sugestie podatkowe przebłyskiwały w rozmowach grupy G20, kiedy coraz więcej gardeł wyrażało poparcie dla regulacji rynków walutowych i transacji globalnych. Dziś, gdy ich głos nieco ucichł, polityka rejonu Rio de Janeiro inspiruje do ponownego odkurzenia starej idei – podatku Tobina.

Rzućmy okiem do encyklopedii. Ideę takiego podatku wysunął prawie czterdzieści lat temu James Tobin, ekonomista, laureat Nagrody Nobla. Zaniepokoiły go nadmierne wahania kursów walutowych, postanowił więc znaleźć sposób na niekontrolowane spekulacje, które nie tylko utrudniały rządom działania w skali makro, ale uderzały przede wszystkim w realną gospodarkę.

Obciążenie autorstwa amerykańskiego noblisty odebrałyby nadzieję spekulantom, szukającym miliardowych zysków w najmniejszych odchyleniach kursów walutowych. Zarówno tym, którzy uprawiają swoisty hazard w horyzoncie jednodniowym, jak i „inwestorom” wykorzystującym różnice czasowe pomiędzy rynkami. Długuterminowe perspektywy pozostałyby praktycznie nienaruszone. Nadwyżki z takich inwestycji znacznie przekraczają bowiem próg podatkowy, pozwalając tym samym na przepływ zasobów w odpowiednim kierunku.

Wraz z podatkiem Tobina pojawiają się także zapasy dla zasypania przepaści społecznych. Ich wartość może się ocierać nawet o setki miliardów dolarów rocznie. Ile czasu potrzeba na zromadzenie takich środków licząc na przykład na pomoc zagraniczną? Trudno o zdecydowaną odpowiedź, jeśli w ogóle taka by padła. Polityka ochrony zdrowia, edukacja i pozostałe inwestycje społeczne, którym tak często brakuje bazy, otrzymałby z miejsca pełny wachlarz możliwości.

Solidarnie i globalnie
Rzecz jasna finansowa hydra podnosi głowy. W globalnej gospodarce nie sposób wprowadzić tego typu blokady, a kapitał będzie pomieszkiwał w tych rejonach gdzie akurat nie ma podatku – usłyszymy z ust spekulacyjnego bastionu. Całkiem prawdopodobna wersja. Otóż właśnie z tego powodu przebudowy wymaga globalny system finansowy jako całość. W momencie gdy Chiny, Japonia, Unia Europejska i Stany Zjednoczone podadzą sobie ręce i uznają zasadność podatku Tobina, idea rozleje się na resztę rejonów. Pozostałe kraje zostaną postawione przed wyborem – uczestniczyć w światowym handlu respektując nowe reulacje, czy popaść w gospodarczy niebyt? Wizja egzystencji na marginesie globalnej wymiany niekoniecznie musi być zachęcająca.

Owszem, podatek Tobina nie jest przepustką do raju. Finansowej hydrze pozostaje jeszcze wiele głów do odrąbania – choćby niekontrolowane strumienie toksycznych aktywów czy nierówny bilans handlowy (na przykład między Chinami i Stanami Zjednoczonymi). Takie problemy wymagają nieco innych odpowiedzi. Jednak brazylijski gest, nakładający ciężar na strumienie spekulacyjne, można odczytać jako coś więcej niż tylko kolejny zabieg polityki gospodarczej. To osobliwy sprzeciw wobec kryzysowego refrenu pobrzmiewającego w Meksyku w 1994 r., Azji 1997 r. i Argentynie 2001 r. Władze znad Amazonki nie chcą aby ich kraj, stał się kolejnym, wielkim przegranym światowej ruletki finansowej. Podatek Tobina mógłby w przyszłości rozłożyć ochronny parasol nad każdym, kto zgodziłby się wziąć udział w globalnej reformie struktur walutowych.
 
Artykuł ukazał się na stronach alt Publikacja za zgodą wydawcy.
Czytany 8662 razy Ostatnio zmieniany piątek, 11 marzec 2016 14:24