sobota, 15 sierpień 2009 12:36

Mateusz Piskorski: Sojusz polsko-rosyjski?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mateusz Piskorski

Zbliżająca się wizyta premiera Władimira Putina w Polsce jest jednym z najważniejszych wydarzeń w polskiej polityce zagranicznej obecnego roku. Rząd Donalda Tuska staje przed wielkim zadaniem normalizacji relacji polsko-rosyjskich, które w ostatnich latach znalazły się w stanie zbliżonym do zamrożenia.

Dialog obu stron jest nie tylko możliwy, ale też konieczny. Przede wszystkim łączy nasze kraje sąsiedztwo i wynikające z niego więzi natury gospodarczej i transportowej. Właśnie w tych dwóch dziedzinach współpraca powinna być najbardziej intensywna. Władimir Putin przybędzie do Polski w rocznicę wybuchu II wojny światowej. Nie jest to moment najszczęśliwszy, bowiem rocznicowe obchody i historyczne spory narastające wokół nich mogą zdecydowanie pogorszyć atmosferę rozmów. A spośród co najmniej trzech płaszczyzn, które stanowią rdzeń stosunków polsko-rosyjskich, one akurat mają najmniejsze znaczenie.

Toczące się obecnie negocjacje strony polskiej z Gazpromem mają doprowadzić do wynegocjowania korzystnego dla obu stron, wieloletniego kontraktu na dostawy gazu. Fetyszyzowana do tej pory koncepcja dywersyfikacji dostaw najprawdopodobniej okaże się trudniejsza do wcielenia w życie, niż uprzednio spekulowano. Dlatego przez wiele kolejnych lat to właśnie Gazprom pozostanie kluczowym dostawcą błękitnego paliwa do Polski. Warszawa może w tym kontekście wybrać drogę strategicznego partnerstwa energetycznego z naszym wschodnim sąsiadem. Obejmowałaby ona wejście kapitałowe Moskwy do realizowanego w Świnoujściu terminalu gazu skroplonego (LNG), być może w zamian za polski udział w Gazociągu Północnym. Jednocześnie celowym byłby powrót do idei budowy drugiej nitki Gazociągu Jamalskiego. W rezultacie to Polska stałaby się głównym krajem tranzytu rosyjskiego surowca, czerpiąc z tego faktu korzyści nie tylko ekonomiczne, ale i geopolityczne. Z obozu antyrosyjskich jastrzębi przeszlibyśmy do opcji pragmatycznej współpracy, wzmacniając tym samym polską pozycję w Unii Europejskiej, stając się niejako kreatorem europejskiej polityki wobec Moskwy. Moment na to jest być może znakomity, bowiem wiele wskazuje na to, że wrześniowe wybory do Bundestagu zakończą się kolejnym sukcesem chadeków Angeli Merkel. Niemiecka kanclerz i jej otoczenie wykazują natomiast daleko idącą rezerwę i niezrozumienie wobec Rosji. Polski nie stać na oczekiwanie na kolejnego Gerharda Schrödera, który budować będzie partnerstwo z Kremlem ponad naszymi głowami.

 

Druga płaszczyzna odmrożenia relacji Warszawa-Moskwa dotyczy naszych wspólnych sąsiadów i wspólnych problemów z nimi związanych. Chodzi tu przede wszystkim o Ukrainę, ale także o Litwę. W krajach tych narastają tendencje szowinistycznego nacjonalizmu, postępuje proces rehabilitacji zbrodniarzy i kolaborantów z okresu II wojny światowej. Zjawiska te budzą niepokój i w Polsce i w Rosji. Budowa tożsamości narodowej przez te młode państwa na bazie antypolonizmu i rusofobii prowadzić może do utrudnienia i tak do tej pory skomplikowanych relacji z nimi. Polska powinna w tym kontekście dokonać przełomu w myśleniu o polityce wschodniej. Odejść, a przynajmniej zredukować znaczenie idei jagiellońskiej, współcześnie kontynuowanej na łamach paryskiej „Kultury". To odejście polegać mogłoby na określeniu stref wpływów; na przykład Litwa i zachodnia Ukraina znaleźć mogłyby się w orbicie wpływów polskich, pozostały zaś obszar poradziecki - rosyjskich. W tym celu polska dyplomacja i wszelkie służby do tego celu powołane powinny wzmagać ekspansję gospodarczą i kulturową podmiotów polskich na tych obszarach, a jednocześnie unikać zbędnych interwencji i komentarzy dotyczących działań Moskwy w jej strefie.

Trzecim obszarem wzajemnych relacji jest trudny teren historycznych sporów. Z ust kierownictw politycznych obu stron powinna paść jednoznaczna deklaracja pozostawienia ich badania naukowcom. W tym celu niezbędne jest oczywiście pełne otwarcie archiwów dla naukowców obu stron. Skuteczną formą prezentacji wzajemnych dziejów mogłoby stać się powołanie polskich katedr i instytutów w Federacji Rosyjskiej i rosyjskich - w Polsce. Wrażliwość obu stron musi zostać wszakże przy tym uszanowana. Rosjanie powinni wiedzieć jak wielką rolę w najnowszej historii Polski odgrywają i odgrywać będą takie postacie jak Józef Piłsudski; Polacy zaś powinni starać się zrozumieć, że w dalszym ciągu Wielka Wojna Ojczyźniana stanowi jeden z mitów założycielskich rosyjskiej państwowości.

Strategiczne partnerstwo polsko-rosyjskie to pojęcie brzmiące dziś surrealistycznie. Spoglądając na mapę Europy musimy jednak zadać sobie pytanie o nasze cele i geopolityczne aspiracje. Jednym z nich powinno być radykalne wzmocnienie Warszawy w UE. A tego celu bez partnerstwa z Moskwą osiągnąć się najprawdopodobniej nie da. Argumentacja historyczno-sentymentalna nie powinna przy tym odgrywać, jak to było do tej pory, destruktywnej roli. Polityka element emocjonalny może traktować jedynie jako pomocny instrument; nie może zaś czynić go podstawą wyznaczania swych kierunków.


Czytany 9177 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04