niedziela, 24 sierpień 2008 16:18

Mateusz Piskorski: "Pożyteczni idioci" w Tbilisi

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

alt

Mateusz Piskorski

Na południe od rządzonej przez M. Saakaszwilego Gruzji leży Armenia. To państwo legitymujące się równie dawnymi tradycjami politycznymi i równie bogatym dziedzictwem kulturowym, jak jego północny sąsiad.Ciekawe jest zatem spojrzenie na poglądy ormiańskich polityków na temat możliwości zapewnienia bezpieczeństwa skonfliktowanym nieraz od wieków narodom kaukaskim.

W opublikowanym przez austriacki dziennik Der Standard wywiadzie wyraża je pochodzący z Górskiego Karabachu prezydent tego kraju Serż Sarkisjan.

Ormiańska głowa państwa prezentuje punt widzenia całkowicie odmienny od wojennych pohukiwań Saakaszwilego. Mówi o konieczności współpracy z Rosją, która z jednej strony jest historyczną i geopolityczną oczywistością, z drugiej zaś - jedynym realnym sposobem zabezpieczenia Kaukazu przed kolejną falą wojen. Współpraca Armenii z Federacją Rosyjską nie stanowi przy tym przeszkody dla rozwijania przez ten kraj przyjaznych stosunków z innymi podmiotami polityki międzynarodowej. "

Świadczą o tym rozmiary i liczba wspólnych projektów rozwijanych w ramach porozumień z Unią Europejską i NATO, dynamicznie rozwijające się relacje z krajami europejskimi, USA i Iranem" - mówi Sarkisjan. Ormiański prezydent podkreśla przy tym znaczenie członkostwa jego kraju w Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym. Organizacja ta powstała w wyniku wejścia w życie układu o tej samej nazwie w 1994 roku, na mocy decyzji sesji jej państw członkowskich w 2002 roku. Organizacja powoli, począwszy od 2005 roku, rozbudowuje struktury wojskowe, w tym siły szybkiego reagowania pozwalające przede wszystkim na działania antyterrorystyczne w Azji Centralnej. W jej skład wchodzą wszystkie kraje dawnego Związku Radzieckiego, z wyjątkiem państw bałtyckich (jak wiadomo, zakotwiczonych już w strukturach atlantyckich) oraz Ukrainy, Azerbejdżanu i Gruzji (te dwa ostatnie kraje wystąpiły z OUBZ wraz z Uzbekistanem, który jednak już wkrótce do tych struktur powrócił).

Dlaczego o tym piszę? Bo Rosja jest i prawdopodobnie jeszcze długo pozostanie najistotniejszym czynnikiem geopolitycznym na przestrzeni poradzieckiej. Bez udziału Moskwy niemożliwe jest rozwiązanie jakichkolwiek spraw spornych i konfliktów na tym obszarze, podobnie jak bez udziału USA trudno wyobrazić sobie trwałą stabilność sytuacji w Ameryce Północnej, Środkowej i na Karaibach. Oba te kraje to mocarstwa, a obszary znajdujące się w ich bezpośrednim sąsiedztwie stanowią bezsprzeczną strefę ich oddziaływań czy, jak kto woli, odpowiedzialności. Próba wtargnięcia jednego z tych mocarstw w strefę bezpośrednich interesów drugiego oznacza zawsze ogromne ryzyko. Dlatego nierzadko próby takiej podejmują się agenci bądź ludzie, którzy dawniej określani byli mianem "pożytycznych idiotów", gotowi z bezgranicznym oddaniem narażać interesy własnych krajów w imię realizacji zleceń imperialnej centrali.

Dziś to wszystko osadzić można w kontekście kryzysu gruzińskiego. Dla Gruzji jedynym wyjściem jest wybór rozsądku i politycznego realizmu - pójście drogą sąsiedniej Armenii, która zachowuje niezależność respektując jednocześnie geopolityczne realia. Polska nie znajduje się w strefie bezpośrednich interesów żadnego z dwóch wspomnianych mocarstw. Co więcej, ma unikalną szansę, by sama współkształtować politykę nowego postnarodowego mocarstwa, jakim stać się może w przyszłości Unia Europejska. Polityczny interes Warszawy, tak czy inaczej, leży zdecydowanie na zachód od Tbilisi. Zrozumienie tego faktu wymaga jednak wyzbycia się frustracji i kompleksów. Być może polityczne pokolenie ukształtowane przez podział postkomunistyczny musi zejść ze sceny, a w jego miejsce przyjść muszą ludzie wolni od psychologicznych obciążeń i stereotypów.

Czytany 6023 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04