Wydrukuj tę stronę
środa, 15 kwiecień 2009 13:59

Mateusz Piskorski: Mołdawska mamałyga

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Mateusz Piskorski

W środku Europy, u granic rozszerzonej Unii Europejskiej, jak wskazuje na to coraz więcej faktów, pojawia się obszar tzw. upadłego państwa (a zatem terytorium pozbawionego politycznej władzy, insytucji i możliwości utrzymania porządku). To właśnie tego rodzaju strefy chaosu stanowią prawdziwe zagrożenie dla Europy, będąc rozsadnikiem zorganizowanej przestępczości, przemytu i narkobiznesu. Upadłym państwem, jak wiele na to wskazuje, może być już wkrótce Mołdawia.

Mer Kiszyniowa ogłosił właśnie, że interwencja sił porządkowych przeciwko demonstrującym w ostatnich dniach obywatelom była "ludobójstwem dokonanym na własnym narodzie". Pokazuje to temperaturę emocji politycznych w rządzonym (?) przez pseudokomunistycznego autokratę Władimira Woronina kraju. Ich tłem jest praktycznie całkowity rozkład ekonomiczny i socjalny Mołdawii, emigracja zarobkowa ponad połowy ludności w wieku produkcyjnym (zarówno na Zachód, jak i do Rosji) oraz nieuregulowany od kilkunastu lat status najbardziej uprzemysłowionego regionu tego kraju - separatystycznego Naddniestrza. Ukraiński politolog Andriej Blinow nie bez racji wyciągnął z tego następujący wniosek: "Mołdawię ugotują jak mamałygę, a jak ostygnie pokroją na kawałki". Nawiązał w ten sposób do coraz częściej pojawiających się propozycji podziału tego kraju pomiędzy Rumunię (w ramach koncepcji Romania Mare - Wielkiej Rumunii wspieranej nie tylko przez tamtejszych nacjonalistów), a Ukrainę (która mogłaby przejąć zamieszkiwane przez licznych Ukraińców Naddniestrze). Ale w kolejnych etapach upadek Mołdawii może oznaczać dalsze zaostrzanie się sytuacji w regionie. Jak zauważa rosyjski historyk i politolog Modest Kolerow, rozpocząwszy budowę Wielkiej Rumunii władze w Bukareszcie mogą nabrać apetytów w miarę jedzenia - skosztują nie tylko mołdawskiej mamałygi, ale sięgnąć mogą i po ukraińską (Rumunia do dziś nie uznaje przynależności Północnej Bukowiny i Południowej Besarabii do Ukrainy).

Tymczasem prezydent Rumunii Traian Basescu jeszcze podczas swej kampanii wyborczej w 2004 roku głosił dość surrealistyczny pomysł oparcia rumuńskiej polityki zagranicznej na osi "Bukareszt-Londyn-Waszyngton", podkreślając zasadnicze wektory swej polityki zagranicznej podpisaniem porozumienia z G.W. Bushem dotyczącego użytkowania jednego z rumuńskich lotnisk przez siły amerykańskie. Przyszły bałkański kocioł może zatem rozpocząć się we wschodniej części tego regionu - od ugotowania na wstępie mołdawskiej mamałygi.

Czytany 6906 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04

Najnowsze od Mateusz Piskorski

Przeczytaj teksty o podobnej tematyce.