poniedziałek, 22 wrzesień 2014 08:19

Mateusz Piskorski: Mapa drogowa dla Ukrainy?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

old_map  dr Mateusz Piskorski

Stara prawda mówi, że nie da się zażegnać konfliktu bez zrozumienia jego przyczyn. Rozdarta wojną domową Ukraina straciła stabilność, a nawet tradycyjne znamiona państwowości już ponad pół roku temu. Spotkania na szczycie, szumne deklaracje o pokoju i niewyjaśnione okoliczności takich zdarzeń jak katastrofa malezyjskiego samolotu – stały się w gruncie rzeczy tylko przedmiotem wojny informacyjnej zamiast realnej próby pomocy mieszkańcom Ukrainy i co najważniejsze – zakończenia rozlewu krwi.

Dominujący, a jednocześnie silący się na obiektywizm opis sytuacji to „starcie dwóch mocarstw” co ani nie wyczerpuje tematu, ani nie określa charakteru konfliktu. W krajach takich jak Polska, gdzie media są pod silną presją atlantyckiej władzy i takiej samej opozycji, ukraińska wojna domowa to jedynie „atak Rosji na niepodległe państwo” toteż jakakolwiek próba przedstawienia poszerzonej analizy konfliktu i możliwych dróg wyjścia – kwitowana jest jako „rosyjska propaganda” czy nawet jako dowód na bycie agentem Federacji Rosyjskiej. Warto wszakże zaznaczyć, że obserwując reakcje polskiego społeczeństwa za pośrednictwem np. Internetu, można odnieść wrażenie iż ogromna część narodu nie zgadza się z polityką rządu i jednoznaczną wizją polityki w stosunku do Ukrainy podyktowaną płytką rusofobią. Dopiero uświadomienie sobie takiego rysu masowego przekazu w Polsce, pozwala nam od niego wyabstrahować i przejrzeć fakty.

1. Przyczyny stanu obecnego

Jak wszystkim zapewne wiadomo, choć trzeba to zdarzenie przypominać, zaraz po eskalacji protestów i ich tłumieniu na Majdanie Niezależności, dokładnie 21 lutego 2014 roku, w obecności ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec podpisano porozumienie między rządem, a opozycją. Dokument ten zawierał w sobie m.in. obowiązek przeprowadzenia wyborów prezydenckich do grudnia 2014 roku oraz stworzenie nowego rządu w przeciągu 10 dni. Jedynie neonazistowski Prawy Sektor był przeciwnikiem przestrzegania ustaleń porozumienia i to właśnie postulat tejże organizacji został zrealizowany dzień później. Nie ma więc cienia przesady w stwierdzeniu, że skrajnie prawicowe siły stały za zamachem stanu w Kijowie, z czego wynikają dalsze komplikacje.

Należy również zaznaczyć, że rządy Polski i Niemiec, które siłą rzeczy były gwarantem umowy, utraciły całkowicie wiarygodność w przedmiocie rozwiązywania sporu na Ukrainie skoro już dzień później stanęły po stronie puczystów.

Uruchomienie agresywnej polityki tożsamościowej (zapowiedź likwidacji równouprawnienia językowego dla nieukraińskojęzycznych mniejszości) stało się bezpośrednią przyczyną delegitymizacji władzy w rejonach wschodniej i południowej Ukrainy, gdzie ludność rosyjskojęzyczna miejscami stanowi większość lub co najmniej duży odsetek obywateli. Secesja i przyłączenie się Krymu w drodze referendum do Federacji Rosyjskiej, były wtórne wobec zagrożeń jakie rząd Arsenija Jaceniuka już wtedy stworzył dla krymskiej ludności. Nie należy też zapominać o czynniku ekonomicznym. Pewnym uzupełnieniem obrazującym charakter neobanderowskiego szowinizmu jest fakt, iż projekt ustawy językowej wymierzony był nie tylko w mniejszość rosyjskojęzyczną, ale także w inne, np. węgierską i polską czego wyrazem były m.in. niepokoje w rejonie Rusi Zakarpackiej.

Mimo zwycięstwa w niemal na pewno sfałszowanych wyborach prezydenckich (które nie odbyły się na terenie całego kraju) Petra Poroszenki, teoretycznie niezwiązanego z Prawym Sektorem, wątpliwości budzi już samo ogłoszenie inwazji armii ukraińskiej na tereny zajęte przez noworosyjskich powstańców. Należy pamiętać, że Porozumienie Genewskie (17 kwietnia 2014) zawierało w sobie zobowiązanie rządu ukraińskiego do powstrzymania się od agresji na teren Donbasu. Dodatkową okolicznością każącą podejrzewać władze Ukrainy o silne związki ze skrajną prawicą jest fakt udziału w operacji ochotniczych bojówek neonazistowskich, które nawet nie kryją się z symboliką nawiązującą do tradycji oddziałów SS. Pokrywałoby się to zresztą z politycznymi koncepcjami ukraińskich nacjonalistów zmierzających do „oczyszczenia” kraju z „obcych”.

Rząd ukraiński wraz z siłami, które zbiorczo możemy określić jako „zachód” (choć jego awangardą są… Stany Zjednoczone Ameryki) w stosunku do wojny domowej kierują jednak swoje żądania do Federacji Rosyjskiej traktując ją jako stronę konfliktu. I tak naprawdę niewielkie ma znaczenie tutaj napływ ochotników czy jakiegokolwiek wsparcia dla powstańców ponieważ przyczyną wojny domowej jest istnienie rządu prowadzącego politykę tożsamościową nie będącą do zaakceptowania dla ogromu ludności wschodniej Ukrainy. Dla oddania analogii możemy wyobrazić sobie sytuację kiedy np. mniejszość polska na Litwie chwyta za broń w odpowiedzi na agresywną politykę lituanizacji ze strony wileńskiego rządu. Teoretyczne wsparcie ze strony polskiej nie miałoby tu i tak większego znaczenia dla wyjaśnienia przyczyn konfliktu.

2. Dziś

Kompromis tożsamościowy, a więc równowaga między różnymi tradycjami do których odwołuje się ludność na wschodzie i zachodzie Ukrainy, nadal nie istnieje, a kijowski rząd zdaje się tej konieczności albo nie dostrzegać albo też realizować wyżej przedstawioną koncepcję banderowską. Już wcześniej mieliśmy do czynienia z niszczeniem pomników Włodzimierza Lenina co przez zachodnioeuropejskie ośrodki propagandowe interpretowane było jako „ostateczne zerwanie z komunizmem” podczas gdy ludność Donbasu postrzegała to jako zamach na własną tożsamość. Inna sprawa, że podczas rządów W. Lenina prowadzono politykę tzw. korenizacji, która w dużej mierze pozwoliła na rozwój… świadomości narodowej Ukraińców.

Unia Europejska i Stany Zjednoczone wykazują się nie lada hipokryzją kwitując milczeniem doniesienia o zbrodniach nacjonalistów na wschodzie Ukrainy. Symbolem propagandy zachodniej stały się „zielone ludziki” z Rosji podczas gdy druga strona jawnie zezwala na uczestnictwo radykalnych ugrupowań i fanatyków w brutalnym zaprowadzaniu kijowskiej władzy na wschodzie. Implementacja europejskich wartości, rzekomo wpisana w koncepcję zjednoczonego kontynentu, sprowadza się do zezwolenia na czystki etniczne i realizację szowinistycznej koncepcji państwa.

Zawieszenie broni, amnestia, specjalny status rejonu donbaskiego i ługańskiego. Te wszystkie kroki ukraińskich władz, które mają być „zwiastunami dobrej woli” są w gruncie rzeczy tylko kapitulacją przed tym co i tak już nastąpiło. Albo chwytem propagandowym, którego tenże rząd nie ma zamiaru przestrzegać. Jeśli chodzi o zaprzestanie walk to co chwilę słyszymy doniesienia o tym, że one nadal trwają a naruszają je „obie strony”. Wojsko ukraińskie współdziała z niepodlegającymi sobie oddziałami, a więc tak naprawdę samo jest odpowiedzialne za taki stan rzeczy. Kijowska władza nie panuje nawet nad własnymi sprzymierzeńcami operującymi z bronią w ręku, a aspiruje do bycia uznaną za poważne przedstawicielstwo jednego z największych państw kontynentu. Zupełnie inaczej trzeba jednak traktować naruszenie rozejmu ze strony powstańców i to z oczywistych przyczyn. Nie należy tu obwiniać ani władz Noworosji, ani Rosji ponieważ w rejonie operują różne oddziały, które (jak np. neomachnowcy) oficjalnie przyznają, że porozumienia przestrzegać nie będą.

Ludność Ukrainy zdaje się mieć już całej sytuacji dość. Protestujące matki ukraińskich żołnierzy, które nie chcą by ich synowie ginęli w bratobójczej walce narzuconej im przez oligarchów, wydają się być symbolem faktycznych dążeń narodu. Nawet jeśli nie stoi za tym analiza polityczna to jednak fakt, iż takie zdarzenia mają miejsce nawet na zachodniej Ukrainie, pokazuje nie tylko tragizm tej wojny, ale też niechęć ludności do jej kontynuacji w imię neobanderowskich koncepcji. Podobnież należy interpretować powtarzające się dezercje ukraińskich żołnierzy oraz ogólnie niskie morale wojska, które przecież „akcję antyterrorystyczną” po prostu przegrało.

3. Jutro?

Podstawą do pokojowego współżycia obywateli danego państwa była, jest i pewnie zawsze będzie wzajemna akceptacja. Ukraina, tożsamościowo podzielona prawie dokładnie na pół, nie jest w stanie przetrwać jako całość kiedy polityka wewnętrzna dyktowana będzie przez siły nacjonalistyczne, odwołujące się tylko do jednej, i to agresywnej, tradycji państwowości ukraińskiej.

Unia Europejska i Stany Zjednoczone, o ile zależy im na jak najszybszym zakończeniu rozlewu krwi i względnym spokoju w tym rejonie Europy na lata – powinny jak najszybciej wykorzystać własną pozycję i wpływ na ukraińskie władze by odciągnąć rządzących od neobanderowskich ciągot w kwestii tożsamościowej. Nie należy Federacji Rosyjskiej traktować jako stronę konfliktu sensu stricto. Rosja nie może odpowiadać za kroki władz republik ludowych ani być decyzyjną jeśli chodzi o warunki stawiane przez powstańców. Niewątpliwie w Moskwie z niepokojem spogląda się na strzały w kierunku rosyjskojęzycznej ludności, ale to truizm i jest to całkowicie zrozumiałe.

I wreszcie, jeśli mówimy o partnerskich porozumieniach i ich przestrzeganiu, nie ma sensu podpisywać nowych jeśli te sygnowane niedawno stają się czczym papierkiem, bo przecież tym w istocie stały się porozumienia zarówno z 21 lutego jak i 17 kwietnia. Nie było by dziś krwawiącego wschodu Ukrainy gdyby nie przyzwolenie na kroki puczystów ze strony zachodu. Kluczem do pokoju i pozytywnego rozwoju sytuacji będzie na pewno przestrzeganie wspólnie zawartych ustaleń.

Fot. wallpas.com

Czytany 5803 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04