Wydrukuj tę stronę
sobota, 29 grudzień 2012 10:23

Mateusz Piskorski: Białoruś jako 'kozioł ofiarny'?

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

goat_ask  dr Mateusz Piskorski

Uznając podjętą w tekście Marka Zambrzyckiego próbę zastosowania dorobku francuskiego antropologa i filozofa René Girarda do interpretacji i prognozy obecnej sytuacji Białorusi za interesującą, warto zwrócić uwagę na kilka powziętych przez niego a priori założeń na temat systemu politycznego, ekonomicznego i społecznego. Wówczas natkniemy się na obawy, iż część eksplanacyjna i prognostyczna tekstu może tracić swą wartość, gdyż wyprowadzona została z nie do końca prawdziwego obrazu rzeczywistości...

Zastosowanie teorii mimetycznej René Girarda do analizy zjawisk zachodzących w określonych systemach politycznych, relacjach międzynarodowych i stosunkach pomiędzy grupami społecznymi, wyznaniowymi czy etnicznymi, jest bez wątpienia metodą interesującą. Możemy istotnie założyć, że konsolidacja większości systemów społecznych i politycznych wymaga istnienia zbiorowego przekonania o istnieniu określonego wroga, czy to indywidualnego, czy to zbiorowego, w jakiś określony sposób przeciwdziałającego dążeniom i pragnieniom danej zbiorowości. Uznając podjętą w tekście Marka Zambrzyckiego próbę zastosowania dorobku francuskiego antropologa i filozofa do interpretacji i prognozy obecnej sytuacji Białorusi za interesującą, warto jednak zwrócić uwagę na kilka powziętych przez niego a priori założeń na temat systemu politycznego, ekonomicznego i społecznego naszego wschodniego sąsiada. Wówczas natkniemy się na obawy, iż część eksplanacyjna i prognostyczna tekstu może tracić swą wartość, gdyż wyprowadzona została z nie do końca prawdziwego obrazu rzeczywistości w części deskryptywnej. A materiał faktograficzny powinien wszakże zawsze stanowić punkt wyjścia do dalszych rozważań.

Po pierwsze, nieweryfikowalne jest założenie, iż Białoruś „to państwo podtrzymujące ustrój oparty na nieelastycznym i nieefektywnym systemie nakazowo-rozdzielczym, stanowiącym antynomię rynku. Ustrój, który prowokuje permanentnie powtarzalne kryzysy gospodarcze”. W istocie systemowi białoruskiemu daleko dziś do mechanizmów nakazowo-rozdzielczych, choć jego podstawy ekonomiczne w naturalny sposób różnią się od kruchych fundamentów państw Europy Środkowej, które przeszły traumę neoliberalnej, monetarystycznej transformacji. Ale to nie miejsce i czas na rozważanie słabych i mocnych stron różnych modeli społeczno-gospodarczych. Dlatego wystarczy przytoczyć najnowsze dane z raportu „Doing Business 2013”: Białoruś pod względem wolności prowadzenia biznesu i poziomu przyjazności dla przedsiębiorców awansowała z 60 na 58 miejsce w rankingu [1]. Polska po raz pierwszy ją wyprzedziła, awansując z 74 na 55 miejsce. Oznacza to, że w zasadzie pod względem swobód gospodarczych, pomimo diametralnie odmiennej struktury własnościowej, nie ma pomiędzy nami różnic, a do niedawna różnice były całkiem spore, tyle, że na korzyść Białorusi. Dodajmy, że raport przygotowywany jest corocznie pod auspicjami Banku Światowego, a zatem instytucji, którą trudno posądzać o sprzyjanie tendencjom etatystycznym, tudzież działania wizerunkowe na rzecz Mińska. Mit o nieefektywnym i przeregulowanym systemie białoruskim rozpada się tym samym, niczym domek z kart.

Idźmy jednak dalej i zatrzymajmy się na, skądinąd fetyszyzowanym nierzadko, wskaźniku wzrostu Produktu Krajowego Brutto (PKB). Rok 2011, za który mamy obecnie pełne dane, był bez wątpienia czasem kryzysowym w światowej gospodarce. Białoruś odnajdujemy na 60 miejscu pośród wszystkich krajów świata, ze wzrostem rzędu 5,3% [2]. Przed naszym wschodnim sąsiadem spośród państw Unii Europejskiej uplasowały się jedynie trzy kraje bałtyckie. I jeszcze warto zatrzymać się nad wskaźnikiem nierówności społecznych, czyli tzw. współczynnikiem Giniego [3]. Według danych Banku Światowego, dla Białorusi wynosi on w ostatnich latach ok. 27, zaś dla Polski kształtuje się na poziomie ok. 34 [4]. Statystyki z całą pewnością nie mówią wszystkiego. Nie ma jednak wątpliwości, że do wyciągania generalnych wniosków na temat stanu danej gospodarki i całego systemu społecznego warto po nie sięgnąć. Okazuje się zatem, że pierwsza przyjęta przez autora będącego przedmiotem niniejszej polemiki tekstu przesłanka nie istnieje. To znaczy, uznając kryzys gospodarczy i tąpnięcie społeczne za podstawowe źródła niepokojów politycznych i argument przemawiający za dopuszczeniem scenariusza zmiany władzy, dochodzimy do wniosku, że w tym zakresie wiele europejskich systemów politycznych wykazuje dużo mniejszą odporność na wzbierającą falę buntu społecznego, niż nasz wschodni sąsiad.

Przejdźmy jednak od systemu ekonomicznego do sytuacji politycznej na Białorusi po wyborach prezydenckich z grudnia 2010 roku. Marek Zambrzycki zwraca uwagę na gwałtowne odrzucenie przebiegu i rezultatów tej elekcji w szeregu krajów europejskich. Istotnie, zgoda, że kryzysy na linii Mińsk – Zachód (szeroko rozumiany) mają miejsce według kalendarza wyborczego. W 2010 roku przebywałem w Mińsku w charakterze obserwatora i moje spostrzeżenia odbiegały od oficjalnej linii szeregu organizacji międzynarodowych kontrolowanych przez ośrodki polityczne tzw. Zachodu. O nacisku wywieranym na obserwatorów różnych struktur można by pisać bardzo wiele, nawet na podstawie ogólnie dostępnych informacji. Ograniczę się tym razem tylko do tego, że jeden z parlamentarzystów niemieckiej CDU, będący członkiem misji obserwacyjnej Zgromadzenia Parlamentarnego OBWE Georg Schirmbeck stwierdził wówczas, że Aleksander Łukaszenko faktycznie wygrał wybory i – choć opatrzył swą ocenę stwierdzeniem, iż „Białoruś jest na właściwej drodze, choć do osiągnięcia celu ma jeszcze daleko” [5] – został zaatakowany bezpardonowo przez szereg niemieckich mediów i politycznych autorytetów. Warto zatem brać pod uwagę, że ocena białoruskich wyborów jest każdorazowo modelowym przykładem stosowania tzw. podwójnych standardów. Przodują w tym w ostatnich latach władze polskie i niemieckie, realizujące w 2010 roku działania na rzecz destabilizacji sytuacji w Mińsku i delegitymizacji tamtejszych władz.

„Kozłem ofiarnym”, a właściwie przedmiotem ataków szeregu polityków i mediów białoruskich nie jest jednak, jak sugeruje Marek Zambrzycki, jakakolwiek mniejszość narodowa – polska, czy zdecydowanie mniej liczna niemiecka. Przedmiotem krytyki nie są nawet państwa, czy to polskie, czy niemieckie. Adresatem bezpośrednim ostrej niekiedy krytyki władz białoruskich były konkretne osoby, po wyborach 2010 roku przede wszystkim ministrowie spraw zagranicznych Radosław Sikorski i Guido Westerwelle. Ten pierwszy, we właściwym sobie, mało dyplomatycznym stylu radził urzędującemu białoruskiemu prezydentowi wsiadać w helikopter i uciekać z Mińska, podobne sugestie kierując zresztą wobec pozostałych przedstawicieli władz Białorusi. „Prędzej, czy później będziecie zmuszeni uciekać przed własnymi współobywatelami i szukać schronienia w kraju o jeszcze niższych standardach niż te, które sami ustanawiacie” – mówił, zagrzewając do boju białoruską opozycję antysystemową [6]. Na retorykę nie odpowiadającą jakimkolwiek standardom protokołu dyplomatycznego, R. Sikorski otrzymał replikę. Ale ta replika nie była w większym stopniu skierowana przeciwko mniejszości polskiej, lecz wyraźnie przeciwko polskiemu ministrowi spraw zagranicznych. Zresztą w mediach białoruskich często pojawiała się teza mówiąca o tym, że szef polskiego MSZ realizuje interesy nie tyle Warszawy, co raczej Waszyngtonu, z którym jest agenturalnie powiązany. O Związku Polaków jako tytułowym „koźle ofiarnym” mówić zatem nie można. Represje, jeśli takowe były, skierowane były raczej wobec osób pochodzenia polskiego, które funkcjonowały w nielegalnym i nieistniejącym z punktu widzenia białoruskiego prawa zrzeszeniu mniejszościowym. Nawet krótka rozmowa z Mieczysławem Łysym, szefem zarejestrowanego i funkcjonującego całkiem nieźle Związku Polaków na Białorusi przekonuje, że Polacy jako zbiorowość nie są i nie byli w żaden sposób dyskryminowani. No chyba, że w myśl zasady „nasi” i „nie nasi” Polacy, uznalibyśmy za Polaka Andrzeja Poczobuta, ale już nie wspomnianego Łysego.

Z jednym wnioskiem Marka Zambrzyckiego polemizować nie sposób. Gdyby, w wyniku jakichś nieprzewidzianych dziś okoliczności, w polityce białoruskiej zaistniała próżnia i do władzy doszedł by tzw. obóz narodowy, mielibyśmy do czynienia z kolejnym przypadkiem państwa poradzieckiego legitymizującego swoje istnienie twardym, etnocentrycznym pojmowaniem narodu. W Mińsku panowałyby nastroje do tych zbliżonych we Lwowie, i – choć Białorusini nie mieli w historii swojego Stepana Bandery – niechybnie ktoś z konstruktorów nowej świadomości by go wymyślił. Wniosek polityczny, jaki wyciągnąć możemy z powyższych rozważań jest dość prosty, aczkolwiek w związku ze swą obrazoburczością niebanalny – Polska powinna zabiegać o jak najlepsze relacje z urzędującymi władzami białoruskimi i liczyć na to, że przetrwają one jak najdłużej, podobnie jak obowiązująca obecnie na Białorusi ideologia państwowa.

A wracając do teorii kozła ofiarnego w relacjach międzynarodowych, kozłów owych jest bardzo wielu, a obok tzw. państw zbójeckich, jednym z nich, czego dowody znajdziemy w codziennych wypowiedziach zachodnich polityków, jest właśnie współczesna Białoruś.

Przeczytaj tekst Marka Zambrzyckiego: Kozioł ofiarny za Bugiem

_________________________________
1. http://www.doingbusiness.org/data/exploreeconomies/belarus, odczyt z 26.XII.2012.
2. https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/rankorder/2003rank.html?countryName=Belarus&countryCode=bo®ionCode=eur&rank=60#bo, odczyt z 26.XII.2012. Dane, jak łatwo zauważyć, pochodzą z amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej, którą – ma się rozumieć – trudno o sympatie wobec Mińska posądzić.
3. W skali 0 – 100, współczynnik na poziomie 0 oznaczałby całkowitą równość, zaś 100 całkowitą nierówność dochodów obywateli.
4. http://data.worldbank.org/indicator/SI.POV.GINI, odczyt z 26.XII.2012.
5. http://www.news.de/politik/855099657/verletzte-und-festnahmen-nach-wahl-in-weissrussland/1/, odczyt z 26.XII.2012.
6. http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Bialorus-slowa-Sikorskiego-nie-zasluguja-na-uwage,wid,13101370,wiadomosc.html, odczyt z 26.XII.2012.

Czytany 7001 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04