wtorek, 22 maj 2012 08:29

Mateusz Doliński: Kuba naftową potęgą?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

kuba-naftowa-potega

alt
Mateusz Doliński

Postawione w tytule pytanie może wydawać się zaskakujące i wręcz absurdalne, ale w świetle ostatnich wydarzeń skłania do głębszej refleksji. Wprawdzie Kuba pozostawała przez lata zależna od dostaw surowców naftowych z innych krajów, jednak obecnie sytuacja ta może ulec zmianie. Wszystko za sprawą złóż odkrytych w 2004 i 2008 r. u wybrzeży kraju.

Odkładana przez lata eksploatacja nabiera obecnie realnych kształtów. Podwodne wydobycie wymaga użycia nowoczesnych i niezwykle kosztownych technologii, jakimi państwo kubańskie nie dysponuje. W związku z tym nawiązano współpracę z firmami zagranicznymi działającymi w branży wydobywczej. Korzyści płynące z posiadanych zasobów czarnego złota mają być osiągalne w krótkiej perspektywie czasu.

 

Skarabeusz w karaibskim eldorado

Jako pierwszy, licencję na wydobycie uzyskał hiszpański Repsol YPF, z którym władze kubańskie współpracują za pośrednictwem państwowej firmy Cubapetroleo (CUPET). Repsol przewodzi obecnie konsorcjum składającemu się z norweskiego Statoil oraz indyjskiego ONGC Videsh. Na mocy porozumienia z 2000 r. zagranicznym inwestorom udostępniono przybrzeżne tereny do poszukiwań ropy i gazu. W niespełna 4 lata później odkryto bogate złoża w odległości ok. 32 km na północ od Hawany. Analiza przeprowadzonych badań geologicznych wykazała obecność ropy naftowej i gazu ziemnego wzdłuż całego północno-zachodniego wybrzeża Kuby. Według szacunków na tzw. Północnym Basenie Kubańskim może znajdować się od 4,6 do 9,3 mld baryłek ropy i od 9,8 do 21,8 bln m3 gazu ziemnego. W niedługim czasie obszar Wyłącznej Strefy Ekonomicznej, ciągnącej się na zachód w kierunku Zatoki Meksykańskiej został podzielony na 59 działek inwestycyjnych o powierzchni 2 tys. km2 i średniej głębokości 1,4 km. Planowano przekazać je zagranicznym inwestorom, którzy na własną rękę mieli prowadzić próbne odwierty. Realizację przedsięwzięcia odsunięto jednak aż do 2009 r.

Głównym powodem wstrzymania prac były trudności techniczne przy tworzeniu odpowiedniej platformy wiertniczej. Wynikały one z embarga ekonomicznego, jakie Waszyngton nałożył pól wieku temu na wymianę handlową z Kubą. Zakazany jest eksport i wykorzystywanie urządzeń, w których udział części wyprodukowanych przez zakłady amerykańskie wynosi ponad 10% całości. Większość nowoczesnych komponentów do podwodnych wierceń produkują specjalistyczne firmy z USA. W międzyczasie Hawana poinformowała o weryfikacji wcześniejszych szacunków. Zdaniem przedstawicieli CUPET, złoża na kubańskich wodach terytorialnych i obszarze wyłącznej strefy ekonomicznej mogą wynosić 20 mld baryłek ropy naftowej. Taka ilość sytuowałaby Kubę pod względem zasobów ropy naftowej na równi z USA. Bardziej powściągliwy w swoich wyliczeniach jest natomiast Amerykański Instytut Geologiczny (USGS). Ocenia on kubańskie pokłady ropy naftowej na ok. 4,6 mld baryłek i gazu ziemnego na ok. 10 bln m3. Dodatkowo pod dnem morskim może znajdować się ok. 0,9 mld baryłek płynnego gazu (NGL).

Narastające opóźnienia w budowie platformy sprawiły, że ostatecznie dopiero w kwietniu ub. r. została ona ukończona i opuściła stocznię. Warty blisko 750 mln dolarów „Skarabeusz 9” został skonstruowany w dokach Szanghaju i Singapuru. Jest to zaawansowana technologicznie, półzanurzalna, dynamicznie pozycjonowana platforma wiertnicza o długości 115 m, szerokości 80 m i wysokości 42 m. Wyporności jednostki przekracza 31 000 ton, a na jej pokładzie znajdują pomieszczenia dla 200 osób. Zainstalowana aparatura umożliwia pracę na akwenach wodnych o głębokości do 12 km i prowadzenie wierceń do poziomu 3,2 km pod dnem morza. Właścicielem tego cudu techniki jest firma Saipem, będąca częścią włoskiego giganta naftowego ENI SpA.

Po długiej podróży platforma dotarła w końcu na kubańskie wody 19 stycznia br. Podczas wędrówki wzdłuż wybrzeża była doskonale widoczna ze stołecznej promenady El Malecon, stając się niespodziewaną atrakcją dla mieszkańców i turystów. Pierwsze odwierty zostaną przeprowadzone na polu naftowym położonym 50 km na północ od Hawany. Repsol zapowiedział wykonanie co najmniej dwóch szybów naftowych, które mają zweryfikować rzeczywiste pokłady surowców. Skarabeusz 9 trafi później w ręce działających wspólnie Petronas Malesia i Gazprom Nieftu, a następnie ma go przejąć ONGC Videsh. W kolejce do skorzystania z urządzenia ustawiły się także m.in. Petrobras (Brazylia), PDVSA (Wenezuela), PetroVietnam i Zarubezhneft (Wietnam/Rosja) oraz Sonangol (Angola). Dzienna opłata za użytkowanie platformy to wydatek rzędu 500 tys. dolarów.

Socjalizm i petrodolary

Do 1960 r. wydobycie ropy naftowej na Kubie było bardzo niewielkie. Pewien przełom nastąpił dopiero po utworzeniu państwowej firmy CUPET i rozpoczęciu poszukiwań na szerszą skalę. Dzięki temu udało się zlokalizować największe złoże Varadero z zasobami wynoszącymi ok. 3 mld baryłek. Dotychczas przeprowadzono 400 przybrzeżnych wierceń, których liczba uległa zwiększeniu od 1999 r. Produkcja surowej ropy z miejscowych szybów wynosi ponad 1,5 tys. baryłek dziennie, a w przypadku niektórych przekracza 5 tys. baryłek. Całkowite wydobycie krajowe waha się w granicach 50-60 tys. baryłek/dzień. Uzyskiwana ropa charakteryzuje się jednak niską jakością. Według indeksu API (American Petroleum Institute) mierzącego gęstość surowca w stosunku do wody, określa się tzw. „ciężkość ropy”. Przedział od 10 do 50 pozwala wyznaczyć właściwości badanego produktu, gdzie większa wartość wskaźnika oznacza lepszą jakość („lżejsza ropa”). Ciężka odmiana wymaga bardziej skomplikowanego procesu rafinacji. Ropa pochodząca z Wenezueli lub Arabii Saudyjskiej posiada najczęściej 30-35 API.W przypadku Kuby jest to zaledwie 8-12 API, zaś stopień odzysku z każdej przerabianej baryłki to tylko 10%.

Krajowe wydobycie nie pokrywa dziennego zapotrzebowania szacowanego na 140-150 tys. baryłek. Niedobór uzupełniany jest dostawami z Wenezueli. Każdego dnia na wyspę przypływa 90-100 tys. baryłek, z czego 20-26 tys. jest subsydiowane i traktowane, jako „prezent” od Hugo Chaveza. Natomiast ponowny eksport zakupionej ropy szacuje się na ok. 40-50 tys. baryłek/dzień. Sprzedaż importowanego surowca jest dochodowym przedsięwzięciem. W 1989 r. reeksportowano 60 tys. baryłek/dzień, przy cenie ok. 22 dolarów za baryłkę, co pozwalało zgromadzić 1,3 mln dolarów. W 2005 r. wobec 58 dolarów było to już 2,3 mln, a w 2011 r., kiedy cena oscylowała wokół 100 dolarów zebrano prawdopodobnie blisko 4,5 mln dolarów.

Kooperacja z Wenezuelą zaowocowała również inwestycjami w sektorze naftowym. Koncern PDVSA zamierza przeznaczyć na ten cel ponad 13,5 mld dolarów. Wsparcie obejmie modernizacje dwóch rafinerii oraz budowę trzeciej. Środki pochodzić będą głównie od chińskich banków i przedsiębiorstw z branży budowlanej. W tej sprawie zawarto już dwustronne umowy. Trwają rozmowy nad kolejnymi gwarancjami kredytowymi. Na mocy podpisanego w 2006 r. porozumienia z władzami kubańskimi, unowocześniana jest rafineria w mieście Cienfuegos. Jej wznoszenie rozpoczęto jeszcze przy pomocy radzieckich inżynierów, ale dalszą budowę przerwał upadek bloku wschodniego. Od tego czasu nie wykorzystywano pełnych mocy produkcyjnych zakładu, które wynoszą obecnie 65-100 tys. baryłek/dzień. Wartość niezbędnych prac w pierwszym etapie wyceniono na prawie 1 mld dolarów. Całkowity koszt przedsięwzięcia to wedle wyliczeń strony wenezuelskiej ok. 5,5 mld dolarów. W ramach zawartej umowy 49% udziałów miejscowego przedsiębiorstwa przejęła PDVSA. Planuje się, że zdolności przerobowe w 2014 r. podwoją się do poziomu 150 tys. baryłek/dzień. Unowocześniona zostanie również rafineria Hermanos Diaz położona w Santiago de Cuba. Dzięki wydatkom przekraczającym 620 mln dolarów nastąpi zwiększenie dziennej rafinacji z 22 tys. do 50 tys. baryłek surowej ropy. Trzecią z inwestycji będzie budowa rafinerii w portowym mieście Matanzas. Jej wartość szacuje się na ponad 7,5 mld dolarów, a po ukończeniu stanie się zdolna do przerabiania 150 tys. baryłek/dzień.

Amerykańskie obiekcje

Ambitne plany Kubańczyków wywołały konsternację i głosy sprzeciwu w USA. Oficjalnie związane jest to z wątpliwościami dotyczącymi kwestii bezpieczeństwa. Amerykanie obawiają się możliwości powtórzenia czarnego scenariusza z kwietnia 2010 r., kiedy zatonęła należąca do koncernu BP platforma wiertnicza Deepwater Horizon. W następstwie tego zdarzenia rozpoczął się niekontrolowany wyciek 5 mln baryłek, które w ciągu kilku miesięcy zanieczyściły wody Zatoki Meksykańskiej. Zaniepokojenie potęguje niewielka odległość od miejsca, gdzie pracować będzie Skarabeusz 9. Repsol rozpocznie bowiem wiercenia niecałe 100 km od południowych krańców Key West. W krótkim czasie prądy morskie mogą przemieścić stamtąd ogromne plamy ropy, kierując je w stronę Florydy, Luizjany i Południowej Karoliny. Ucierpiałoby również całe północne wybrzeże Kuby. Ponadto prowadzone odwierty mają być głębsze, niż w przypadku platformy BP, co dodatkowo zwiększa ryzyko wystąpienia awarii.

Mając na uwadze realne zagrożenie, jakie może dosięgnąć amerykańskiego terytorium, grupa reprezentantów przemysłu naftowego i ekspertów ds. ochrony środowiska udała się w początkach września ub.r. z kilkudniową wizytą na Kubę. Na czele delegacji stanął William Reilly, były szef Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska i przewodniczący komisji badającej przyczyny zatonięcia platformy Deepwater. W skład grupy wszedł również Lee Hunt, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Wydobywczego z Teksasu. Po spotkaniu z przedstawicielami władz państwowych i służb odpowiedzialnych za techniczne zabezpieczenie odwiertów, wyrażono pozytywne zdanie na temat wiedzy posiadanej przez Kubańczyków. Jednocześnie podkreślono konieczność ścisłej współpracy w zakresie przeciwdziałania ewentualnym wypadkom, gdyż wymiana doświadczeń leży zdecydowanie w interesie Stanów Zjednoczonych.

Naprzeciw oczekiwaniom Waszyngtonu postanowił wyjść koncern Repsol. Dążąc do rozwiania wszelkich wątpliwości zaproponował Amerykanom przebadanie platformy. Inspektorzy z Wydziału ds. Bezpieczeństwa i Prawa Środowiskowego wspomagani przez Straż Przybrzeżną dokonali oględzin jednostki na początku stycznia br. Kontrola odbyła się podczas postoju platformy w Port-of-Spain, stolicy Trynidadu i Tobago. Sprawdzono systemy awaryjne, aparaturę przeciwpożarową, zawory uszczelniające oraz urządzenia bezpośrednio wykorzystywane do wiercenia pod dnem morza. Członkowie zespołu wydali oświadczenie, w którym stwierdzono, że Skarabeusz 9 spełnia międzynarodowe i amerykańskie standardy bezpieczeństwa. Nie zauważono uchybień mogących naruszać przepisy regulujące wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego w strefie przybrzeżnej. W tym samym dokumencie zawarto też zastrzeżenie mówiące o poglądowym charakterze misji. Dokonana ocena nie pociąga za sobą wystawiania jakichkolwiek certyfikatów bezpieczeństwa ani oficjalnej aprobaty dla poczynań hiszpańskiej firmy.

Pomimo przychylnych opinii przeszkodą może okazać się obowiązujące embargo. Blokada w wymianie handlowej będzie oddziaływać w każdym niemal aspekcie użytkowania platformy. Odnosi się to zarówno do konserwacji, jak i udzielenia pomocy na wypadek ewentualnego wycieku. Kluczowy element bezpieczeństwa, głowicę przeciwerupcyjną przeznaczoną do zamykania wylotu otworu wiertniczego wyprodukowała firma z USA. Na mocy embarga ta sama firma nie może współpracować z Kubą, więc wymiana urządzenia lub nabycie części zamiennych musi odbywać się z wykorzystaniem innych źródeł. Znacznie komplikuje to prawidłowe użytkowanie platformy i zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia awarii. Analogiczna sytuacja dotyczy współuczestniczenia w akcji ratunkowej.

Wobec powyższego pojawiły się głosy wzywające prezydenta Baracka Obamę do złagodzenia sankcji. W myśl obowiązujących przepisów, każda firma zainteresowana kontaktami handlowymi z Kubą musi otrzymać specjalną licencję z Departamentu Handlu. Prawie wszystkie wnioski aplikacyjne stają się przedmiotem tzw. polityki odmowy i rozpatrywane są negatywnie. W drodze wyjątku kilka instytucji dostało zielone światło, m.in. dwie firmy mogą eksportować oprzyrządowanie służące do uszczelniania szybów ciśnieniowych. Poczynione ustępstwa wywołały ostrą reakcję emigrantów kubańskich z Florydy. Zdaniem ich przedstawicieli należy zrobić wszystko, aby powstrzymać planowane wiercenia. Petycję w tej sprawie wystosowali miejscowi kongresmani, którzy sugerowali nawet Hillary Clinton wywarcie nacisków dyplomatycznych na hiszpański koncern.

Podsumowanie

Powodzenie w eksploatacji odkrytych złóż może okazać się zbawienne dla kubańskiego reżimu. Niewydolny system komunistyczny od wielu lat boryka się problemami ekonomicznymi. Wydobycie ropy w połączeniu z prowadzonymi inwestycjami w przemyśle naftowym, pozwala myśleć o uzyskaniu samowystarczalności energetycznej. Napływ środków pieniężnych ze sprzedaży surowców zasili jednocześnie ogromnymi kwotami budżet państwa. Bogactwem wyspy od zawsze były trzcina cukrowa i turystyka. W perspektywie najbliższych lat istnieje realna szansa na diametralne odwrócenie tego schematu.

Amerykańska troska o środowisko naturalne i ewentualne szkody wynikłe z katastrofy ekologicznej, są tylko jednym z elementów składających się na wyrażane głośno obawy. Pod szczytnymi hasłami kryją się zapewne rzeczywiste i o wiele bardziej przyziemne powody. Poczynania władz kubańskich wywołują poruszenie z przyczyn ekonomicznych i politycznych. Obowiązujące embargo, które miało w zamierzeniach doprowadzenie do upadku reżimu Castro, stało się w tym wypadku bronią obosieczną. Restrykcyjne przepisy wykluczyły z naftowego wyścigu wszystkie firmy pochodzące z USA. Miejsce Amerykanów zajęły konkurencyjne przedsiębiorstwa z pozostałych stron świata. Potencjalne zyski trafią więc gdzieindziej, a przy okazji petrodolary wzmocnią znienawidzonego sąsiada.

Można śmiało powiedzieć, że obecny rok będzie kluczowy dla dalszych losów Kuby. Odwierty dokonane przez koncern Repsol zainicjują serię kolejnych, które zweryfikują rzeczywiste pokłady cennych surowców, dając odpowiedź na pytanie o skalę przyszłych korzyści. Niewykluczone jest bowiem przeszacowanie zasobów oraz nieopłacalność wydobycia, co mogłoby pogrzebać marzenia kubańskich decydentów. W tym kontekście istotne okażą się także wybory prezydenckie w Wenezueli. Porażka Hugo Chaveza spowoduje osłabienie sojuszu łączącego oba państwa. Wysoce prawdopodobne jest wówczas zaprzestanie preferencyjnych dostaw ropy naftowej, a to z kolei byłoby ciosem dla kubańskiej gospodarki. Warto zatem przyglądać się dalszemu rozwojowi sytuacji na tej karaibskiej wyspie, która po raz pierwszy w swojej historii staje przed szansą uniezależnienia się od zewnętrznej pomocy.

Czytany 6207 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 30 październik 2014 00:04